4 lipca 2019 / Materiały / 12 komentarzy

Len. Materiał z charakterem… W serii „Pytania Czytelników” omawiam szerzej różne zagadnienia i problemy, z którymi dzielicie się ze mną w mejlach i komentarzach. Dzisiaj rozmawiamy o tym, jak rozpoznać jakość lnu.

 

Alicja pyta:

A powiedz, Moniko, jeśli chodzi o sam materiał, na co zwracać uwagę, poza składem? Czy jest jakiś wyznacznik jakości lnu? Coś, co powinno nęcić/odpychać już na pierwszy rzut oka lub od pierwszego dotknięcia? (…)

 

Jak rozpoznać jakość lnu? Poza składem to pochodzenie surowca, cena oraz tendencja do gniecenia się są ważnymi wskazówkami w ocenie klasy i jakości lnianej odzieży.

 

 

Jakość lnu: gniotliwość

Dlaczego len się gniecie? Bo nie jest sprężysty. Sprężystość to zdolność materiału do powracania do swojego pierwotnego kształtu. Ubranie wykonane z takiego materiału nie mnie się i nie gniecie.

Len ma wiele zalet, ale sprężystość do nich nie należy. Dlatego lniana tkanina, która się nie gniecie, od razu nasuwa podejrzenia:

  • Może jest to wyrób lnianopodobny, który nieźle imituje len, ale jest wykonany z całkiem innego surowca?
  • Może dodano do niej włókien syntetycznych, które są bardzo sprężyste i elastyczne, ale potrafią całkowicie zmienić jej właściwości?
  • A może poddano ją chemicznemu uszlachetnianiu, w wyniku czego materiał nie zagniata się, ale przy okazji utracił swoje naturalne zalety?

Chociaż gniotliwość zwykle jest wadą, w przypadku lnu stała się cechą wyróżniającą i dopełniającą luźnego, swobodnego charakteru lnianej odzieży. Co więcej, gniotliwość lnu jest gwarancją naturalności włókien, a tym samym wyznacznikiem jego jakości. Pamiętajmy jednak, że rozmawiamy o nowych wyrobach. Z czasem tendencja do gniecenia maleje i wraz z każdym kolejnym praniem, lniane ubranie staje się bardziej miękkie i mniej mnące.

 

Jakość lnu: lniane wariacjefot. naturstoff.de

 

100% lnu, a jaka różnorodność…

Od lewej: lniane dzianiny, krepy albo materiały poddane wstępnemu zmiękczaniu gniotą się mniej, ale nigdy nie są całkowicie odporne na zagniecenia.

 

 

 

Jakość lnu: cena

Len podobnie jak bawełna absorbuje wilgoć ze skóry, szybko schnie i chroni przed upałem. Poza tym jest antybakteryjny, hipoalergiczny i można go prać oraz prasować w wysokich temperaturach, ponieważ jest bardzo wytrzymały. Jego gładka, połyskliwa powierzchnia nie pilinguje się (nie kulkuje) i jest odporna na brud. Len jest letnią alternatywą bawełny, lecz mimo iż przewyższa ją pod wieloma względami, z uwagi na wysoką cenę nie jest tak rozpowszechniony, jak ona.

Wysoka cena lnu jest uzasadniona, ponieważ procesy pozyskiwania włókna lnianego są pracochłonne i mało wydajne. Branża odzieżowa czyni wielkie wysiłki, żeby zmienić tę sytuację, jednak metody przetwarzania nie zmieniły się specjalnie od wieków. Dzięki rozwojowi przemysłu pracę ludzkich rąk zastąpiły wprawdzie maszyny, ale produkcja lnu i tak obejmuje szereg wyczerpujących oraz długotrwałych etapów: zbiór, odzieranie, moczenie, międlenie, czesanie, przędzenie…

Poza tym, aby odzież dobrze się nosiła, gotowa tkanina wymaga zdekatyzowania. Podczas dekatyzacji, czyli obkurczającego prania wstępnego, materiał wstępuje się nawet o 20%, więc straty tkaniny są ogromne.

 

Dodatkowo, na cenę lnianego ubrania wpływają skład oraz pochodzenie surowca.

 

 

 

Jakość lnu: pochodzenie surowca

Len określa się często jako włókno ekologiczne. Sporo w tym prawdy, ponieważ nie potrzebuje on do wzrostu nawozów ani dodatkowego, sztucznego nawadniania, jest odporny na szkodniki, więc nie trzeba go opryskiwać, a resztki powstałe podczas pozyskiwania włókna poddaje się recyklingowi.

Len włóknisty, w przeciwieństwie do lnu oleistego, dobrze rośnie w wilgotnym i umiarkowanie chłodnym klimacie europejskim. Uprawia się go w całej Europie, przede wszystkim we Francji, Belgii, Holandii i Irlandii. Poza tym w Rosji, Chinach i Egipcie. W tej chwili opinię najlepszych na rynku mają uprawy belgijskie. Chińska produkcja znajduje się na drugim końcu skali.

 

Polska ma bogatą tradycję w produkcji lnu i jeszcze do niedawna znak firmowy Polski Len był renomowaną marką eksportową. Na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku nastąpiło jednak załamanie branży lniarskiej. To właśnie wtedy upadła większość zakładów produkujących włókno, a także wiele przędzalni i tkalni.

Dziś uprawia się u nas len na znacznie mniejszą skalę. Polski surowiec wysokiej klasy przeznaczony jest więc przede wszystkim na eksport albo na potrzeby małych, rodzimych firm. A na krajowy rynek odzieżowy trafiają tanie tekstylia z chińskiego lnu nieporównywalnej jakości.

 

 

 

Jakość lnu: len i jego mieszanki

Czysty len składa się w 100% z lnianej przędzy, ale ponieważ dobrze łączy się on z innymi włóknami, więc na rynku można spotkać przeróżne lniane mieszanki. Trzy główne powody, dla których len miesza się z odmiennymi surowcami, to:

  • Obniżka ceny. Domieszka wiskozy, bawełny albo poliestru znacząco redukuje cenę tkaniny. Z kombinacji lnu i bawełny powstają tkaniny półlniane* – tańsze, ale ze względu na naturalne pochodzenie, atrakcyjne zamienniki czystego lnu.
  • Ograniczenie gniecenia się. Domieszka poliestru, poliamidu albo elastanu sprawia, że materiał mniej się gniecie i jest bardziej sprężysty.
  • Nadanie nowych właściwości dotykowych i wizualnych. Domieszka szlachetnych naturalnych włókien, np. jedwabiu, kaszmiru albo owczej wełny sprawia, że len nie tylko zmienia wygląd oraz mniej się gniecie się, ale jego zimny, sztywny chwyt staje się bardziej miękki, ciepły i pełniejszy.

*Tkaniną półlnianą określa się materiał, którego skład zawiera co najmniej 40% włókien lnianych.

 

Jakość lnu: lniane mieszankifot. naturstoff.de

 

Lniane mieszanki, które zachwycają urodą, chwytem i właściwościami.

Od lewej: lniano – bawełniany żakard z motywem roślinnym, oliwkowy len w wydaniu zimowym (pół na pół z wełną), żółty len z odrobiną jedwabiu.

 

 

 

Jakość lnu: kilka dodatkowych wskazówek

1. Rodzaj i staranność wykończenia są zwykle świetną wskazówką przy ocenie jakości odzieży. Możesz być więc pewna, że len dobrego gatunku nie będzie podbity poliestrową podszewką.

2. Dobre pochodzenie surowca jest ważnym czynnikiem uzasadniającym wysokość ceny, dlatego określenia typu „len belgijski” albo „uszyte z polskiego lnu” na pewno będą wyeksponowane.

3. Jeżeli lniany materiał nie gniecie się, warto sprawdzić metkę. Tylko spory dodatek wełny lub jedwabiu usprawiedliwia takie zachowanie. No dobrze, domieszka poliestru równie, tyle że wtedy nie rozmawiamy już w kategoriach dobrej jakości.

 

Czyli jak zwykle – miętosimy, wywracamy na lewą stronę i dokładnie oglądamy metki. W przypadku zakupów internetowych uważnie czytamy opisy i wszystkie informacje o produkcie.

W sytuacji, gdy nie ma zbyt dużo do czytania lub informacje są bardzo ogólne i skąpe, sprawa jest raczej jasna – producent lub dystrybutor odzieży nie bardzo ma się czym pochwalić. Nie powinnaś się zatem dziwić, że jakość materiału (a więc tym samym jego specyficzne właściwości, np. przewiewność, odporność na łapanie zapachów albo wytrzymałość), nie będzie pierwszej klasy.

 

 

 

Najmilsza Czytelniczko, jeżeli podoba Ci się ten wpis, jeżeli rozszerzył on Twoją wiedzę albo pobudził Cię do refleksji i przewartościowania dotychczasowych poglądów, to proszę – udostępnij go dalej.
Pomyśl o swojej mamie, siostrze, przyjaciółce, koleżance z pracy lub uczelni, sąsiadce, znajomej z Facebooka… W ogromie informacji, która nas dzisiaj zalewa, często bardzo trudno jest odróżnić wartościowe od bezwiednie powtarzanych półprawd, dlatego chciałabym, żeby jak najwięcej kobiet miało szansę skorzystać z naszej blogowej burzy mózgów :-)
 

 



Komentarze

  1. Aga
    4 lipca 2019

    No i teraz mam problem. Kilka dni temu kupilam spodnie w H&M (55% len, 45% wiskoza) https://www2.hm.com/de_de/productpage.0730566001.html
    Cena berdzo przystepna (35 €=140 zl), no i teraz po przeczytaniu Twojego wpisu, mysle sobie, ze chyba nie byl to najlepszy wybor. Oczywiscie nigdzie nie jest napisane, skad ten len pochodzi (pewnie z Chin 😩) i co prawda gniecie sie bardzo, ale juz sama nie wiem…..🤔

    • Monika (Lady and the dress)
      4 lipca 2019

      Aga, no weź się nie wygłupiaj… są różne powody, dla których kupujemy w sieciach: lubimy nowości, cieszymy się okazją, chcemy zaoszczędzić… Ale bez względu na przyczynę, nie szukamy tam przecież najwyższej jakości.
      Pamiętasz? O ciuchach z H&M rozmawiałyśmy już sobie kilka razy, np. tutaj.

      • Aga
        5 lipca 2019

        Masz racje, no to zaraz je wyprobuje.
        A propos jakosci, wlasnie pobuszowalam sobie u Ralpha, tam jest Sale nawet do 50%. Polecam 😃

  2. Asia
    5 lipca 2019

    Moniko, a co z lnem litewskim? Będąc w Wilnie napotkałam ładnych parę sklepów pięknymi wyrobami lnianymi – nie tylko ciuchami, ale i produktami dla domu (ach, jakie piękne obrusy!). Chętnie poznałabym opinię na ten temat. Ceny tam należą do wysokich!

    • Monika (Lady and the dress)
      5 lipca 2019

      Len litewski ma bardzo dobrą opinię i wielu nabywców wysoko go ceni. Wcale mnie to nie dziwi. Jedna z marek, którą przedstawiałam w poprzednim wpisie – Lniany Sklep – pochodzi właśnie z Litwy, a lniana odzież sprzedawana przez firmy litewskie na Etsy, naprawdę zachwyca (i również nie należy do najtańszych).
      Ciekawostką jest fakt, że “len litewski” przędzony, tkany, wykańczany i szyty w litewskich manufakturach, tak naprawdę powstaje z surowca uprawianego w Rosji.

  3. Alicja
    7 lipca 2019

    No i coś Ty narobiła, Moniko… przeglądam stronę naturstoff.de i nabieram ochoty na sukienkę uszytą dla mnie przez krawcową, ktora mnie obmierzy, doradzi… Z niebieskiego lnu z taka białą śliczna bordiurą. A do czego by wykorzystać wstążkę w nasturcje, a z biedronką? A te wełny płaszczowe? Dżerseje? O mamo… dlaczego nie mam w Poznaniu krawcowej… Praktykowalam to na studiach jako snobizm i z niemożności dopasowania czegoś do szerokiej góry i drobnych bioder. Po przytyciu wpadłam w szpony sieciówek :) Zamówiłam za to sobie sukienkę z Projekt Nisza, podałam wymiary. Zobaczymy, co to będzie :)
    Dziękuje za post. Wyglada na to, ze moje niskopółkowo-średnie lny nie posłużą długo ;) ale czerpie z nich radość, pozwalam sie gnieść, piorę i prasuje w kółko, z radością i bez zniecierpliwienia. Faktycznie, ulubione rzeczy nosimy na okrągło, te mniej lubiane pozostają w szafie :))

    • Monika (Lady and the dress)
      8 lipca 2019

      Cudne, prawda? Lny, wełny, faktury, kolory… można się zakochać na zabój. Jestem ciekawa czy Twoja nowa lniana sukienka przywróci Ci apetyt na szycie miarowe :-) Gdy już ją wypróbujesz i nacieszysz się, napisz nam o niej koniecznie.

      A co z ubraniami nie pierwszej jakości, które i tak już mamy w szafie? Masz rację Alicjo, jeżeli dobrze się noszą, na pewno zasługują na życzliwą pielęgnację. Podobne pytania pojawiają się zresztą na blogu regularnie: “naczytałam się o wełnie, jedwabiu, dobrej jakości i teraz co? Co zrobić z tymi wszystkimi mieszankami i ciuchami z sieciówek, które wiszą w szafie? Wyrzucić czy jak?” No nie, niech służą nam jak najdłużej. A gdy się już zużyją, wymienimy je na nowe, tym razem lepszej klasy :-)

      • Alicja
        10 lipca 2019

        Prawdę powiedziawszy do wielu ciuchów z wiskozą czy mieszanek z poliestrem serce straciłam, a ponieważ o jakiegoś czasu nie jestem zwolennikiem gromadzenia, tylko staram się mieć coś w rodzaju kapsułowej garderoby z ekscentrycznymi odgałęzieniami, puszczam je dalej (wydaję lub sprzedaję). To rzeczy, które nie zestarzeją się ładnie, nie mają szans, żeby stać się perełką w czyjejś garderobie, ale komuś mogą sprawić przyjemność. Natomiast ciuchy z dobrych składników wyglądają szlachetnie, noszą się dobrze, trwają dłużej. Może kiedyś wyprodukują laboratoryjną owczą skórę do strzyżenia i na buty, bo na razie serce pęka, kiedy się ogląda, co robią merynosom. Tym czasem przebieram nogami za moją sukienką z Niszy ;)

  4. Małgorzata
    7 lipca 2019

    Dzień dobry Moniko,
    Jakiś czas temu przez Internet kupiłam lnianą sukienkę polskiej marki. Materiał był mocno zmechacony, ani trochę nie gładki, wystawały z niego na całej powierzchni kłaczki i supełki. Odesłałam. Cena sukienki to ok 550 zł, mimo prostego kroju. Czy ktoś próbował nabić mnie w butelkę czy też nie poznałam się na wysokiej jakości naturalnego materiału?

    • Monika (Lady and the dress)
      8 lipca 2019

      Dzień dobry Małgorzato :-) Zmechacony, skłaczkowany len? Na pewno coś tu było nie tak.
      Włókno lniane ma charakterystyczne pogrubienia i węzełki, które są później widoczne na tkaninie (porównaj ze zdjęciami we wpisie). Jednak dobra przędza jest mocna i wytrzymała, a utkany z niej materiał ma gładką, lekko połyskliwą powierzchnię. Zaznaczam więc wyraźnie: “żywa”, odrobinę niespokojna struktura materiału, z widocznymi zgrubieniami przędzy – tak. Odstające nitki, kłaczki czy supełki – stanowczo nie.

  5. Ruda
    11 lipca 2019

    “produkcja lnu i tak obejmuje szereg wyczerpujących oraz długotrwałych etapów: zbiór, odzieranie, moczenie, międlenie, czesanie, przędzenie…”
    Oj tak, do dziś pamiętam przygody małego Krecika, któremu różne zwierzątka pomagały w uszyciu spodenek – z kieszonkami :)

  6. Rubia
    4 sierpnia 2019

    Wprawdzie przerwa urlopowa nadal trwa, ale skoro można komentować, mówię “dzień dobry” Autorce bloga i jego Czytelniczkom i wrzucam swój pierwszy wpis. :)
    Ech, ten len…
    Urodziłam się w Żyrardowie i chociaż wyprowadziliśmy się stamtąd, kiedy miałam 12 lat, to jednak zdążyłam zapamiętać, że miasto było dumne ze swoich zakładów lniarskich. I słusznie, bo żyrardowskie wyroby to była klasa sama w sobie – zwłaszcza obrusy, serwetki czy przepiękne żakardy dekoracyjne, zasłonowe i obiciowe. Kiedy znacznie później, będąc na stypendium w Austrii, czytałam w tamtejszej prasie o gospodarstwach ekologicznych, w których wraca się do uprawiania lnu na tkaniny, to nie wiedziałam, czy śmiać się z odkrywczości Austriaków, czy płakać nad kondycją polskiego lnu. Do dziś nie potrafię pojąć, jak się udało zarżnąć kurę, która także w warunkach gospodarki rynkowej mogłaby znosić złote jajka, nawet eksportowe – przy nieustającym od lat popycie na materiały bio, eko i supernaturalne.
    A jeśli chodzi o ubrania z lnu, przynajmniej te dla kobiet, to mam wrażenie, że projektanci zbyt często widzą w nas Dziedzilije czy Wrochny, pląsające boso w lnianych giezłach po ukwieconej trawie… A przecież len nadaje się także na stroje bardziej formalne. Przykładem moje dwa żakiety, oba na podszewce (bawełnianej), modelowane ze wszystkimi szykanami – zaszewki, klapy albo kołnierz szalowy, patki przy kieszeniach – trzymające formę nie pamiętam, ile już lat i wcale nie takie znów skłonne do gniecenia się.
    Odporny na gniecenie okazał się również mój najnowszy nabytek. W przypływie nostalgii namówiłam męża, żebyśmy wpadli na dzień do Żyrardowa :) I tam, w malutkim sklepiku, trafiłam na spódnicę z kreszowanej, lejącej się krepy lnianej, bardzo przemyślnie uszytą z ukośnych klinów, pięknie przylegającą na biodrach, falującą u dołu – po prostu cudeńko, w naturalnym kolorze lnu. Obie z miłą panią ekspedientką zgodziłyśmy się, że spódnica czekała cierpliwie właśnie na mnie, aż po nią przyjadę. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że w sklepiku były tylko pojedyncze sztuki różnych modeli. Tak więc nie mogłam kupić sobie jeszcze pięknej, starannie modelowanej szmizjerki, niestety, o dwa numery za małej.
    Spódnica zaliczyła już parę wyjść do miasta i podróży samochodem. Właściwie się nie mnie, niewielkie zagniecenia rozprostowują się, kiedy wraca na wieszak w szafie. To chyba zaleta kreszowania, które nadało tkaninie sprężystość. Mam wrażenie, że kreszowany len będzie moim odkryciem tegorocznego lata. Żeby jeszcze dało się go kupić w jakimś sklepie z tkaninami…