Z punktu widzenia ekonomii i zarządzania, jakość jest pojęciem wielowymiarowym i trudnym do jednoznacznego zdefiniowania. Dlatego jestem wdzięczna Platonowi za jego prostą i klarowną definicję, tak bliską mojemu pojmowaniu zjawiska: jakość to doskonałość. Ale to nie wszystko. Jakość to optimum, które da się dotknąć, zobaczyć i opisać słowami. A więc, jak wygląda jakość?

 

 

„(…) odkąd trafiłam na bloga coraz częściej zastanawiam się nad problemem jakości. Koleżanki przekonują, że kobiecie z klasą wystarczą szpilki i czerwona szminka, natomiast ja jestem pewna, że klasa oznacza coś zupełnie innego.(…)

Szczególnie w pracy chciałabym wyglądać elegancko i odpowiedzialnie, ale jestem dopiero na początku drogi zawodowej, więc niestać mnie (jeszcze:) na drogie ubrania. Z drugiej strony tak dużo słyszy się o złej jakości ubrań z sieciówek, że nie jestem pewna czy Zara albo H&M to dla mnie odpowiednie sklepy. Stąd moja prośba. Czy mogłaby mi Pani podpowiedzieć, na co powinnam zwrócić uwagę wybierając ubranie do pracy?

Z wyrazami szacunku

Jagoda”

 

 

Z pewnością wysoka kultura ubioru utożsamiana jest w świecie biznesu z profesjonalizmem i kompetencjami zawodowymi, jednak nikt nie oczekuje od młodej osoby rozpoczynającej dopiero pracę, że będzie inwestowała w swoją garderobę jakieś horrendalne sumy. To oczywiste, że młody człowiek również jako pracownik odkrywa dopiero siebie, a ponieważ zarobki na początku kariery zawodowej są odpowiednio niskie, więc zakupy w popularnych i niedrogich sieciach odzieżowych są dość naturalnym etapem rozwoju w poszukiwaniu swojej stylowej tożsamości.

 

Założę się, że usta umalowane czerwoną szminką oraz pantofle na wysokich obcasach pomogły już niejednej ambitnej dziewczynie w karierze, ale faktycznie, z określeniem „kobieta z klasą” nie muszą one mieć wiele wspólnego. Zacznijmy więc raczej od tego, że wszystko o czym rozmawiałyśmy przy okazji ponadczasowego ubrania, będzie dobrym drogowskazem w kompletowaniu nienagannego – również pod względem jakości – uniformu do pracy: spokojna kolorystyka, brak nadmiaru ozdób, starannie wykończone szwy, zgodny z linią ciała krój.

No i oczywiście tkanina. Tak, przyjemna w dotyku, niegryząca tkanina, to jest na pewno dobry początek.

 

Jak wygląda jakość: tkanina

 

jak wygląda jakość: tkaninafot. massimodutti.com

 

Po lewej: matowy, głęboki kolor, delikatnie plastyczna struktura i widoczna gołym okiem mięsistość materiału spódnicy, przesądzają o jej bezapelacyjnie dystyngowanym charakterze.

Po prawej: powlekana, przecierana i niejednolita powierzchnia tego pseudo skórzanego modelu – dodatkowo wzmocniona typowo jeansowymi elementami kroju – rozstrzyga o jego nie-zawodowym przeznaczeniu.

 

 

jak wygląda jakość: luźny splotfot. massimodutti.com

 

Niektóre tkaniny mają tendencję do defasonowania się i rozciągania zanim na dobre zdążysz się z nimi zaprzyjaźnić. Zwróć uwagę na wloty kieszeni: w obu przypadkach mamy do czynienia z dość grubym materiałem, ale tylko w tym drugim (luźno tkanym) kieszenie rozciągnęły się na długo przed tym, zanim wsadziłaś w nie ręce.

 

 

Moja rada brzmi: zawsze i dokładnie przyjrzyj się materiałowi, z którego wykonane jest ubranie. Przeczytaj metkę, ale przede wszystkim pomiętoś go, pougniataj i przekonaj jak czuje się na skórze.

Więcej o samej tkaninie, ale również o kolorach i wzorach właściwych dla klasycznie konserwatywnego środowiska zawodowego znajdziesz we wpisie „A na początku była… tkanina. Praca, kariera i tym podobne”.

 

 

Jak wygląda jakość: detale kroju

Detale kroju to elementy odzieży, które kryją się pod pojęciem części składowej ubrania – dekolt i kołnierzyk, rękaw i nogawka, patka i klapka… Nas, w kontekście wyznaczników jakości, szczególnie interesują:

  • zapięcie,
  • kieszenie,
  • mankiety,
  • kanty spodni
  • i podszewka.

 

Jak wygląda jakość: zapięcie

jak wygląda jakość: zapięciefot. madelaine.de

 

Od najbardziej do najmniej eleganckiej wersji zapięcia: guziki obciągnięte tą samą tkaniną, z której uszyty jest żakiet; guziki metalowe (podobnie jak te ze skóry albo z drewna mają nieco rustykalny charakter, który dobrze współgra z mniej formalnym stylem ubrania); zamek błyskawiczny.

 

 

Lubię niewymuszony, odrobinę rockowy urok zamka błyskawicznego, ale niezależnie od fasonu i rodzaju materiału, to zapięcie na guziki jest stylowym pewniakiem. Zapięcie na zamek wywodzi się z mody sportowej i jego funkcjonalność ma w sobie zawsze jakiś taki bezceremonialnie bezpośredni wydźwięk. W związku z tym, jeśli masz wybór, wybierz raczej piękny guzik: ten obciągnięty materiałem, ten wykonany ze szlachetnego surowca (muszli, masy perłowej, drewna, skóry, metalu, półszlachetnych kamieni, porcelany, szkła…) albo jego wysokogatunkowej imitacji.

Jednak bądź przygotowana: ponieważ dzisiaj sprzedaje się ubranie nie poprzez jakość, tylko poprzez utożsamianie się z marką, we współczesnym procesie produkcji oszczędza się na czym tylko się da. Na przykład na guzikach. Jest więc prawie pewne, że twój nowy płaszcz, żakiet albo bluzka będą miały pospolite, plastikowe guziki.

Dlatego moja rada brzmi: wymień plastikową tandetę na gustowny guzik z naturalnego surowca albo kup kawałek dobrej, pasującej tkaniny i oddaj guziki do obciągnięcia.

 

 

 

Jak wygląda jakość: kieszenie

jak wygląda jakość: kieszeniefot. massimodutti.com

 

Zwykła kieszeń? Nic bardziej mylnego, bo kieszeń kieszeni nierówna.

Po lewej: kieszeń cięta z wypustkami (wyżej) i kieszeń cięta dodatkowo wykończona klapką – czas i nakład pracy są tutaj widoczne gołym okiem, przekładając się na wrażenie wiarygodnej kompetencji.

Po prawej: najprostszy wariant kieszeni nakładanej, która bez względu na sposób naszycia i wykończenia, nigdy nie wygląda tak „ekskluzywnie” jak kieszeń z workiem umieszczonym wewnątrz.

 

 

Jak wygląda jakość: mankiety

jak wygląda jakość: mankietyfot. massimodutti.com

 

Po lewej: usztywniany, przedłużany mankiet zapinany na guzik wygląda wytwornie, autorytatywnie i nienagannie, czyli właśnie tak, jak chcemy być postrzegane w pracy.

Po prawej: obszycie imitujące mankiet – ładne, ale niewystarczająco wyrafinowane zakończenie rękawa koszuli.

 

 

jak wygląda jakość: zakończenie rękawafot. massimodutti.com

 

W ogóle staranne zakończenie rękawa jest gwarancją wypielęgnowanego, zadbanego wrażenia (było nie było, ręce są stale na widoku).

Wszystkie trzy bluzki kosztują dokładnie tyle samo, ale wypracowany maleńki mini – mankiecik na guziczek (na pierwszym zdjęciu) wygląda zupełnie inaczej niż zwykłe podwinięcie albo brzeg ujęty w gumkę.

 

 

Jak wygląda jakość: kanty spodni

jak wygląda jakość: kanty w spodniachfot. massimodutti.com

 

Tu jest dokładnie tak samo, jak ze starannym wykończeniem rękawa: obojętnie wąskie czy szerokie nogawki, wełna, bawełna czy mieszanka wiskozy – spodnie wykończone kantem zawsze wyglądają nieskazitelnie dorośle i bez zarzutu.

 

 

jakosc_kanty_3fot. madelaine.com

 

Od lewej: pierwszy i trzeci model mają zaprasowane na całej długości nogawki kanty (z przodu i z tyłu). Dwa pozostałe modele, nie. Za nic w świecie nie przekonasz mnie, że różnicy nie widać gołym okiem.

 

 

Dlatego moja rada brzmi: jeżeli zastanawiasz się nad nowymi spodniami, zdecyduj się na formalnie i elegancko wyglądające spodnie z kantem. Nie ominie cię dodatkowa nagroda – zaprasowany albo trwale ostębnowany kant, jak wszystkie szwy i linie bięgnące w pionie pięknie wysmukli i wyszczupli dolną połowę ciała.

 

 

Jak wygląda jakość: podszewka

jak wygląda jakość: podszewkafot. massimodutti.com

 

Płaszczyk jest śliczny (naprawdę jest, oglądałam na żywo), ale zwróć proszę uwagę na drugie ujęcie – nie ma podszewki. Podszewka chroni, osłania i zapobiega. Każdy płaszcz, każdy żakiet, każda spódnica czy sukienka opatrzone podszewką, zyskują na wygodzie, żywotności i klasie.

 

 

Dlatego moja rada brzmi: jeśli masz wybór, wybieraj ubrania wykończone podszewką. Eleganckim spodniom podszewka przyda się również. Jednak… ponieważ kupno szykownych spodni na podszewce w niskobudżetowym przedziale cenowym graniczy z cudem, nie wybrzydzajmy. Jeśli dopasowanie, kolor i tkanina się zgadzają – bierzemy. Gładkie rajstopy noszone pod spodem sprawią, że spodnie będą się ładnie układały, bielizna nie będzie odznaczała, a kolana mniej wypychały.

 

 

Pokaż mi, jak wygląda jakość

 

jak wygląda jakość: dopasowaniefot. massimodutti.com

 

Ładnie prawda?

Mimo tego mamy tu jedno, wcale nie takie małe „ale”: dziewczyna na obu zdjęciach ma za krótkie rękawy.

 

 

Jak wygląda jakość? Jakość to nie tylko tkanina i konstrukcja, jakość to przede wszystkim dobre dopasowanie. Jeśli twój nowy zakup źle leży w ramionach, marszczy się na plecach, upija albo wisi, to bez względu na to ile kosztował, nie będzie mowy o doskonałości.

Najdroższy kostium z za długimi rękawami albo ciągnącymi się na boki wyłogami wygląda po prostu tanio, podczas kiedy ten wyszukany w zaprzyjaźnionym sklepiku osiedlowym albo w jednej z popularnych sieciówek – niedrogi, ale jak na ciebie szyty – szykownie i kosztownie. Wiesz co mam na myśli, prawda? …szew ramienia łagodną linią opisujący bark, talię na swoim miejscu, odpowiednią długość rękawów.

 

Jestem pierwszą, która będzie się kłócić do upadłego, że istnieje zależność między jakością a ceną, ale uważam również, że w każdym segmencie cenowym można znaleźć ubrania, które spełnią nasze jakościowe oczekiwania, wyglądając przy okazji nieprzeciętnie elegancko i z klasą.

Dlatego moja rada brzmi: bądź nieustępliwa i kupuj tylko takie ubrania, które świetnie na tobie leżą. Ale nie zapomnij – sekretem dobrze ubranych kobiet jest adres godnego zaufania rzemieślnika, specjalizującego się w przeróbkach krawieckich.

 

 

 

 

W tekście podlinkowałam wpisy, które wydają mi się sensownym uzupełnieniem tematu. Mam nadzieję, że ułatwią one orientację zwłaszcza tym paniom, które są na blogu od niedawna i nie zdążyły jeszcze zgłębić otchłani archiwum.

Jeśli duża liczba odsyłań przeszkadza Wam w płynnym czytaniu tekstu, koniecznie dajcie mi znać.

 

 



Komentarze

  1. Agnieszka
    25 października 2015

    Kolejny tak ciekawy wpis, warto było zaglądać w trakcie przerwy konserwacyjnej! Aż chciałoby się czytać i czytać, może zdecyduje się Pani wydać książkę? Na tle wszechobecnych ‘poradników stylu’ to byłoby coś zupełnie z innej półki :)

    Niestety mam wrażenie, że w sieciówkach bardzo trudno znaleźć coś porządnej jakości… Jeśli już zdarzy się dobry skład – wtedy i tak rzecz nie leży idealnie. Coraz bardziej przekonuję się do tego, że jeśli chcę mieć płaszcz w określonym kolorze, z dobrej wełny, dopasowany w ramionach i z rękawami odpowiedniej długości – muszę go uszyć u krawcowej…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      25 października 2015

      To prawda, trzeba mieć anielską cierpliwość, żeby z tej sieciowej masy wyłowić coś fajnego. Prawdą jest również to, że nic nie może się równać z płaszczem z pięknej wełny uszytym na miarę. Ale ponieważ żadna z nas i tak nie ubierze się od stóp do głów u krawca, przeróbki wydają mi się najlepszym rozwiązaniem “pomiędzy”. Zwłaszcza, gdy podobnie jak autorka maila, dysponuje się skromnym budżetem.

      Książka? Och… jeszcze trochę i zacznę naprawdę zadzierać nosa! Dziękuję za te przemiłe słowa – widzę, że nie tylko ze względu na małe usprawnienia warto było zrobić taką przerwę :-)

      Odpowiedz
    • Eli
      3 stycznia 2016

      Z ta ksiazką zgadzam sie . Ostatni przelglądam jakiśs bestsellerowe poradniki o modzie -niestety banały w stylu “każda dziewczyna powinna miec w szafie balerinki” mało konkretów, duzo informacji o “must have “modelach a mało o tkaninach czy krojach.

      Odpowiedz
      • Monika Frese
        4 stycznia 2016

        Ja też przeglądam – nawet chętnie i… zwykle odkładam zniechęcona z powrotem: oklepane stereotypy, zwyczajne bzdury, grubiańska odtwórczość… Niestety, dwie z moich świątecznych książkowych nadziei, podobnie mnie rozczarowały.
        Dojrzewam sobie :-)

        Odpowiedz
  2. Maga
    25 października 2015

    Hihi, też stałam nad tym beżowym płaszczykiem. Stałam i myślałam, podchodziłam i odchodziłam. Gdyby miał podszewkę, na 100% już bym go nosiła. Jak można szyć płaszcze bez podszewki?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      25 października 2015

      Ładny, prawda?
      Może chodziło o to, żeby podkreślić mięciutki i swobodny charakter odziejki? Może. No, ale ktoś tam zajmuje się w końcu polityką cenową – z podszewką byłby pewnie droższy.

      O… a u Ciebie akurat coś optymistycznego na temat sieciówkowej jakości :-)

      Odpowiedz
      • Maga
        25 października 2015

        Tak, zgadza się :) Ponieważ lubię skórzane (tzn. prawdziwej skóry) odzienia, dlatego wcześniej takowe zakupy popełniałam w sklepach zajmujących się tylko tym asortymentem. Na zakup ramoneski w sieciówce namówiła mnie córka. I wiesz, nie żałuję :)
        Co do płaszcza – pewnie masz rację, ale póki co dla mnie płaszcz bez podszewki jest nie do przyjęcia. Pozdrawiam

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          25 października 2015

          Ja również. Dobranoc :-)

          Odpowiedz
        • Monika
          3 listopada 2015

          Mam lekki, jesienny płaszczyk z wełny z domieszką kaszmiru ale bez podszewki. Ładnie się układa, grzeje w sam raz i w ogóle jest wspaniały. Kosztował 99 zł w cenie regularnej (!) w niewielkiej sieciówce, noszę go już drugi sezon i kocham miłością odwzajemnioną, bo bardzo dobrze robi mojej sylwetce. Brak podszewki darowałam mu bez mrugnięcia okiem.

          Odpowiedz
  3. Krystyna
    25 października 2015

    No tak, od niedawna to jakość stoi u mnie na pierwszym miejscu. Do sieciówek to już nawet nie zaglądam. Zrobiłam się obrzydliwie wybredna. Wcześniej nie przyszło mi do głowy, żeby molestować ubrania w sklepie. To chyba jest zakaźne jakieś choróbsko, bo zaczynam zarażać inne osoby, zwłaszcza płci żeńskiej. Już wyrzuciłam wszystkie poliestry i inne badziewia z mojej szafy i jakoś mi ich nie brakuje. Teraz szyję, przerabiam, odnawiam i jeszcze mam z tego niezłą zabawę, poza robótkami ręcznymi, do których brak mi cierpliwości i ciągle się dokształcam, również za Twoją pomocą, za co dziękuję.
    Najnowsze komentarze na dole bardzo pomocne, już przetestowałam, natomiast Facebook, cóż, nie polubię, przestałam korzystać, straszny z niego złodziej czasu był i wcale, ale to wcale za nim nie tęsknię.
    P.S. I nie wiem czemu Moniko, ale twój styl pisania kojarzy mi się czasem z książkami Joanny Chmielewskiej.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      25 października 2015

      Bardzo zakaźne. I gorsze niż grypa, bo nie ma na nią szczepionki :-)
      Dobrze się żyje bez poliestrów, akryli i innych sztucznych paskudztw, no nie? Bez facebooka też mi się żyło do tej pory miło i beztrosko, ale namawiana, naciskana i napierana przez autorytety – jak to słaba kobieta, uległam. Czy i jak długo wytrzymam, to jest całkiem inna bajka.
      W każdym razie naprawdę się cieszę, że pierwsze testy “po liftingu” wypadły nieźle.

      To ja dziękuję za ten piękny komplement. Lubię dowcipny styl i żywy, mięsisty język pani Chmielewskiej, ale jeśli już…. to piszę raczej po ankh-morporksku (jestem wielbicielką Terry`ego Pratchetta :-)

      Odpowiedz
  4. M.
    25 października 2015

    Bardzo przydatny post. Przyjemnie czyta się tak merytoryczne teksty :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 października 2015

      Dziękuję za feedback. Czasami… przemyka mi przez głowę, czy aby nie przynudzam z tą jakością :-)

      Odpowiedz
      • M.
        26 października 2015

        Właśnie nie, dzięki takiemu podejściu zaczyna się zwracać uwagę na detale, a nie tylko ogólny wygląd danej rzeczy. A te przykłady są naprawdę genialnym pomysłem, nie pozostawiają żadnych niedomówień :)

        Odpowiedz
  5. Agnieszka M.
    26 października 2015

    Och, znowu się zdołowałam – u mnie kiepski wygląd, bo jakość słaba… (i nie tylko z tego powodu). Ale wpis super.
    Kieszenie to dobrze zostawić zszyte – kupiłam kiedyś drugi taki sam żakiet (inny kolor) i pamiętając, co się stało z kieszeniami w pierwszym, w drugim nie rozcinałam. Mam też wrażenie, że gorzej wyglądam w spodniach z kantami – choć uważam, że są elegantsze.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 października 2015

      Nie ma tego złego. Nad jakością da się przecież popracować.
      Niezły pomysł z tymi kieszeniami. Mimo tego – kieszenie (albo inne detale kroju) dostosowane do rodzaju tkaniny, nie powinny się rozciągać. Oczywiście pod warunkiem, że nie będziemy wpychać do środka wszystkiego, co się da (łącznie z rękami :-). Każda tkanina poddawana regularnym obciążeniom, zdeformuje się z czasem (dlatego żadnych kluczy, portfeli, telefonów itp.), ale tej, która defasonuje się od samego patrzenia, najlepiej w ogóle nie dawać żadnej szansy.

      I jeszcze kilka przemyśleń na temat spodni z kantami:
      – z jednej strony, nie każda z nas musi i chce wyglądać elegancko – sporo zależy przecież od okoliczności i otoczenia, w którym się poruszamy;
      – z drugiej, spodnie z kantem wysmuklają, czyli wyszczuplają i wydłużają, a nie zawsze o taki efekt nam chodzi. Nie, jeśli nogi i tak są długie. Nie, jeśli jesteśmy bardzo szczupłe. Przy krótkim tułowiu, wydłużona dolna połowa ciała również może wyglądać irytująco nieproporcjonalnie.

      Ale dziewczyno, o czym my rozmawiamy? Widziałam Twoje nogi – zapomnij o spodniach!

      Odpowiedz
      • Agnieszka M.
        27 października 2015

        Rozmawiamy o tym, że do pracy powinnam elegancko, a nie mogę dwa dni pod rząd w spódnicy. Stopy muszą odpocząć. Chodziłabym częściej w spódnicach, gdyby mnie stopy nie bolały. Poza tym zima idzie, w kolana będzie zimno. Muszę jakąś długą spódnicę sobie uszyć. Te Twoje wełniane mi się bardzo podobają – są ze skosu szyte?
        Szczupła nie jestem ani długich nóg nie mam – jedynie krótki tułów ewentualnie – i to ta przyczyna? Szukałam zdjęć w spodniach z kantami, które teraz mam i nie znalazłam. Muszę sobie zrobić i krytycznym okiem spojrzeć.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          27 października 2015

          Ze skosu. Wszystkie spódnice o linii A szyję ze skosu.
          Do tego dzianiowe rajstopy, wysokie kozaczki i płaszcz, a całość będzie tak ładnie kobieca. I w kolana ciepło.
          A propos wygodnych butów. Niedawno przechodziłam obok sklepu firmowego Ary, a ponieważ miałam świeżo w pamięci naszą rozmowę o różnych tęgościach stóp, zajrzałam do środka. Mogę Cię tylko zachęcić, wpadnij do nich znowu.

          Jeśli “elegancko”,” w pracy” i “spodnie” – to aż się prosi o kanty. Ale może w Twoim przypadku należałoby wybrać lejący materiał? Jeśli chcesz odkryć, co dla Ciebie najlepsze, bez przymierzania się nie obejdzie. Przy okazji kolejnej rundy po mieście wypróbuj kilka – całkiem różnych pod względem grubości i tekstury tkaniny – modeli (marka nie jest ważna, bo na tym etapie chodzi tylko o to, żeby dowiedzieć się jaki rodzaj tkaniny najlepiej wydobywa atuty Twojej figury). Ja zrobiłabym tak samo, tyle że zamawiając wszystko online i przymierzając w spokoju domowego zacisza. A potem spójrz i porównaj. Tylko błagam, nie krytycznie. Z miłością.

          Odpowiedz
  6. olamari
    26 października 2015

    Bardzo fajnie “wyłożona kawa na ławę”. Choć wg takich standardów ciężko się ubrać i nie zbankrutować! Zwłaszcza gdy się dopiero zaczyna kompletować jakościowo dobrą szafę. Poszukiwania zadowalających zamienników chyba długo trwają…. Ale z pewnością się da! Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      27 października 2015

      Pewnie, że się da. A ponieważ nasze założenie było takie, żeby bez szastania, porównywałam szczegóły ubrań tej samej marki: obojętnie, massimo, h&m, sisley czy włoski butik w galerii handlowej, w tym samym przedziale cenowym znajdziemy rzeczy, których detale są po prostu modne albo te, których wykończenie jest możliwie eleganckie i ponadczasowe.
      Bez poszukiwań się nie obejdzie, ale im dłuższa praktyka, tym coraz łatwiej przychodzi odróżnić już na pierwszy rzut oka, czemu warto przyjrzeć się bliżej, a czemu nie.

      Poza tym – pamiętam :-) – jak się umie i lubi szyć, kompletowanie dobrej jakościowo szafy wygląda o wiele łatwiej.
      I ja ślicznie pozdrawiam

      Odpowiedz
  7. Irensa
    26 października 2015

    Mam ostatnio ulubiony szaro-beżowy płaszczyk z przykrótkimi rękawami, forma trochę przypomina pelerynę – no i bez podszewki! Ale i tak świetny! Śmiem sądzić nawet że to brak podszewki nadaje mu lekkość i zamaszystość! Możliwe to?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      27 października 2015

      Pewnie. Dużo zależy od charakteru i materiału, z którego uszyty jest płaszczyk:
      – na przykład, bardzo gruba albo fantazyjna dzianina lubi się podszywać pod “zwykłą” tkaninę jesienno-zimowych okryć, ale traci na urodzie usztywniona zwyczajną podszewką;
      – a jeśli chodzi o charakter, to eleganckiemu płaszczowi trudno obejść się bez podszewki, podczas kiedy nonszalancki, fikuśny albo sportowy, zniesie jej brak całkiem nieźle.

      W którym przypadku mam rację? :-)

      Odpowiedz
      • Irensa
        27 października 2015

        No to właśnie się podszyła /ta dzianina oczywiście/! A płaszczyk z tych fikuśnych właśnie!

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          27 października 2015

          Ha!
          Ej… ale zaraz… a co Ty mi się tu tak grzecznie zgadzasz? :-)

          Odpowiedz
          • Irensa
            27 października 2015

            To jest właśnie ta sytuacja bez wyjścia z tych “nie chcę ale muszę”!:-)

  8. Wiktoria
    27 października 2015

    Świetny tekst. Mnie rozpoznawania jakości nauczyła mama, chyba już w dzieciństwie. Od zawsze zwracam na to uwagę, jednakże nauki nigdy dosyć. Tylko niestety, jeśli chodzi o rzeczywistość, to nie jest lekko. No ale cóż! Jak się człowiek postara, to coś z tego poszukiwania wychodzi. A potem jaka satysfakcja!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      27 października 2015

      Wybrzydzają. Rozkapryszone grymaśnice :-)
      No i zobacz, jakie to wszystko pogmatwane – niby sklepy wypełnione po brzegi, a piekielnie trudno znaleźć coś fajnego i ulica wygląda też jakoś tak nijako. Podczs kiedy w peerelowskiej rzeczywistości naszych mam, mało kto, wystawając w kolejkach miał czas na przekazywanie dobrych standardów (szczęściara!), w sklepach stały puste regały, atrakcyjnych przykładów było jak na lekarstwo, a kobitki? I tak wyglądały jak z żurnala.

      Odpowiedz
      • Wiktoria
        28 października 2015

        Moja mama też tak mówi. Kiedyś nie było tyle ubrań, a ona chodziła w rzeczach dobrej jakości. Dziś jest wszystkiego pełno, ale kupić coś porządnego bardzo trudno. Mama, mimo starszego wieku, jest elegancką kobietą i ma pewne wymagania (i wie co mówi).

        Odpowiedz
  9. Aleksandra J.
    27 października 2015

    Swietny wpis!!!
    Czytajac o kieszeniach przypomnial mi sie zawsze krzyk mojej babci do mnie jeszcze dziecka.
    “Wyciagnij rece z kieszeni!!!!!”
    dlaczego?
    “Bo ci sie kieszenie brzydko wypchaja….”
    No i wyrobila mi ten nawyk na reszte mojego zycia.

    Jeszcze raz podkresle piekny, przemyslany wpis.
    Pomocny w wyszukiwaniu rzeczy dobrej jakosci…
    Pozdrawiam
    Aleksandra J.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      27 października 2015

      Właśnie rozsiadłam się wygodnie i zabieram, by odpisać coś “mądrego” na temat siły nawyku, ale nie… musisz mi wybaczyć!
      Lecę dopilnować, żeby małe podczas kolacji nie trzymały łokci na stole :-)

      Dziękuję Aleksandro. I również ślicznie pozdrawiam

      Odpowiedz
  10. Katarzyna
    28 października 2015

    Świetny wpis, uwielbiam Twoje teksty o jakości. Z chęcią poczytałabym też o tym, jak wyglądać elegancko, ale na swój wiek, będąc na początku swojej drogi zawodowej właśnie. Wydaje mi się, że mam z tym problem.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      28 października 2015

      Widzę, że mogę szaleć z moim ulubionym tematem, jak mi się tylko podoba :-)

      Elegancko i stosownie do wieku? Hmm… bardzo ciekawe, ale również bardzo obszerne zagadnienie, które może zawierać w sobie wszystko… Czy chodzi Ci o podstawową garderobę – bazę, o dopasowanie sztywnych reguł zawodowego dress code do własnego profilu osobowości, czy może raczej o to, żeby niepotrzebnie nie postarzać się ubraniem? Jeśli sprecyzujesz swój problem Katarzyno, będzie mi łatwiej znaleźć optymalne rozwiązanie.

      Odpowiedz
      • Katarzyna
        28 października 2015

        Najbardziej z tych wszystkich zagadnień to chyba jak się nie postarzać – o ile z reguły jestem w stanie dopasować ubiór do okoliczności, to nie do końca wychodzi mi to w kwestii wieku.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          29 października 2015

          Pomyślę :-)

          Odpowiedz
          • iwona
            29 października 2015

            ha, to ja mam problem odwrotny. Jak ubierać się elegancko, ale się nie postarzyć :-)

  11. iwona
    29 października 2015

    no to zamieszałam, chodzi mi o to że 20 i 40 – latka inaczej pojmuje tzw. postarzanie się, oraz musi pewnie użyć innych środków, by osiągnąć ten sam cel.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 października 2015

      Ładnie powiedziane (o tych środkach :-).
      Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie temat specyfiki ubioru do pracy w zależności od branży… może da się to jakoś zgrabnie rozwinąć… połączyć… niech pomyślę…

      Odpowiedz
  12. Monika
    5 listopada 2015

    Myślę, że taki post byłby hitem – jak się ubrać elegancko stosownie do wieku i okoliczności (czyli: w zależności od tego, czy chcemy dodać sobie powagi, czy młodzieńczości). Zbliżając się do czterdziestki miewam takie życiowe zadania: dziś mam spotkanie, na którym muszę wszystkich nieco przytłoczyć autorytetem i doświadczeniem. Przydałby się zatem wygląd nobliwy i nawet przyciężki, choć bez ciotkowatości. Z kolei dnia następnego muszę wziąć udział w imprezie, na której trzeba będzie wprowadzić niewymuszoną atmosferę koleżeństwa, a nawet “dziewczyństwa” bez popadania w śmieszność. I tu też trzeba ubrać się tak, by wywrzeć odpowiednie wrażenie. Meandrowanie pomiędzy wizerunkami bywa trudne, dlatego na pewno wiele osób chętnie by poczytało na ten temat.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 listopada 2015

      Podoba mi się… podoba mi się… podoba mi się… czuję, że temat nabiera coraz wyraźniejszych kształtów…
      Trzeba go jeszcze… tak i tak… hej! Dziękuję za to przekonujące, obrazowe wyjaśnienie :-)

      Odpowiedz
  13. Ola P.
    6 listopada 2015

    Witam. Odkąd trafiłam na Pani stronę jestem wierną czytelniczką. Przeczytałam wszystkie wpisy i zrewidowałam swoje podejście do zawartości własnej szafy. Cenię Pani teksty za ogromny ładunek wiedzy podany w pięknym, niepowtarzalnym stylu. Niezwykle przyjemnie się czyta, a zdobyta lub przypomniana wiedza – bezcenna. Odwieczny problem : elegancko i stosownie do wieku (40), w sytuacji gdy dochodzi gigantyczny problem z butami ( nie chodzę na obcasie, a np balerinki bez paska zawsze mi klapią ). Za to bardzo lubię sukienki i spódnice. Odkąd śledzę wpisy i dyskusje to zakup czegokolwiek zaczyna graniczyć z cudem. Przestałam godzić się na daleko idące kompromisy (co do jakości i dopasowania) i wracam do szycia, bo w okolicy brak krawcowych.
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      6 listopada 2015

      Dobry wieczór. Bardzo mi miło, że zdecydowała się Pani ujawnić Olu, ponieważ bezpośrednia wymiana myśli z Czytelniczkami jest dla mnie natchnieniem, motywacją i nieustającym źródłem inspiracji. O proszę, już nasza pierwsza rozmowa konkretyzuje co najmniej kilka interesujących tematów: Wygodne buty i sukienka. Czy to dobrana para? Albo: Im więcej wiem, tym wiem mniej. Jak kupować i nie zwariować? Albo przywoływanym już parokrotnie: Elegancko i stosownie do wieku.
      Ojej… przed nami mnóstwo pracy!

      P.S. Decyzja o powrocie do szycia upewnia mnie w przekonaniu, że tęsknota za doskonałym niepodważalnie wzmaga kreatywność. Mogę więc tylko gorąco Panią zachęcać :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz