6 lutego 2015 / Szafa marzeń / 12 komentarzy

W sklepach króluje już wiosna, ale luty to przede wszystkim miesiąc ostatnich zimowych okazji i obniżek cen. Dlatego po porcji bardzo konkretnych przykładów, nadszedł czas na parę przemyśleń na temat tego jak kupować na wyprzedażach, żeby nie wpaść w żadną z wyprzedażowych pułapek.

 

Kuszenie ceną po raz pierwszy

Są dwie metody kupowania na wyprzedażach. Pierwsza zaleca kupowanie ubrań właśnie ze względu na obniżoną cenę, bo pełnej ceny za takie “co nieco” byłoby szkoda zapłacić. Jest to dobry sposób na nudę, podniecające urozmaicenie i… zapychanie szafy po brzegi.

Druga metoda zachęca do kupowania tylko takich ubrań, które i tak – nawet drogą wyrzeczeń i oszczędności –  kupiłabyś za pełną cenę. Atrakcyjna strategia dla kobiet inwestujących w swój wygląd i kupujących najlepszą jakość na jaką mogą sobie pozwolić. Gotowość do zapłacenia pełnej ceny ma swoje odmiany i dotyczy również tego przypadku, kiedy znajdujesz coś, co w 100% odpowiada wszystkim Twoim oczekiwaniom, ale możesz za to zapłacić właśnie ze względu na obniżoną cenę.

Jak sądzisz, który sposób najbardziej pasuje do naszego profilu?

 

jak kupować na wyprzedażach: spodnie idealnefot. ralphlauren.com

Tak wyglądają spodnie idealne. Wszystko się zgadza: wygląd, tkanina, umiłowanie detalu i rozmiarówka jakby specjalnie dla mnie stworzona. Cena? Boli… ale w krótkim okresie wyprzedaży, obniżona prawie o 2/3 jest jak najmilszy prezent gwiazdkowy.

Jak kupować na wyprzedażach? Wypróbowane, noszone i ulubione – jak dla mnie, taki zakup ma głęboki sens i opłaca się w trójnasób.

 

 

Kuszenie ceną po raz drugi

Nie będzie niespodzianką, jeśli przyznamy, że proces kupowania w wydaniu kobiecym jest bardziej związany z emocjami niż z racjonalnym myśleniem, ale w obliczu spadających cen niejedna z nas zupełnie traci głowę, drastycznie obniżając własne wymagania.

Przymierzasz piękny żakiet. Cena jest wysoka, oczywiście, ale właśnie dlatego zastanawiasz się dokładnie czy długość rękawów jest odpowiednia i czy kolor tkaniny pasuje do odcienia Twojej skóry. Namyślasz się z czym będziesz mogła go nosić i na jakie okazje byłby odpowiedni. Rozważasz, analizujesz i porównujesz. Jeśli kupujesz żakiet na wyprzedaży, od samego początku przykręcasz swoje oczekiwania, przymykając oko i zgadzając się na rzeczy, których nie zaakceptowałabyś płacąc pełną cenę:

– Raglanowe rękawy? Właściwie to nie lubisz raglanowych rękawów, ale… potrzebujesz żakietu do pracy, a ten jest niebrzydki i kosztuje tylko pół ceny!

– Ostry szafir? Co prawda wolałabyś granat, bo w ostrym szafirze zawsze wyglądałaś blado, ale… granatu akurat nie ma, na dodatek to jest ostatnia sztuka, no i kosztuje pół ceny!

– żakiet sięga ledwo za talię? Wiesz, że długość do połowy bioder jest dla Ciebie najlepsza, ale… przecież nie jest tak źle, a poza tym ubrania tej firmy są normalnie okropnie drogie, a tu zapłacisz tylko połowę ceny! …

 

 

Kuszenie ceną po raz trzeci

Zauważyłaś, że na przecenach dziwnym trafem pojawiają się ubrania, których na pewno nie było w ostatniej kolekcji? Nawet najlepszym sprzedawcom może się zdażyć, że fałszywie oszacują prognozy i potrzeby swoich klientów: cały sklep zawalony dzianiną w najmodniejszym kolorze lila, a tu nikt jakoś nie chce kupować.

Do tego sumują się źle skalkulowane zakupy z kilku poprzednich sezonów, niesprzedane sztuki z bliźniaczego salonu w innej części kraju albo niepełnowartościowe ciuchy – te z naderwanym szwem, dziurą albo plamą niewiadomego pochodzenia – na które nie dostaniesz żadnej gwarancji zwrotu (nie wspominając o zerowej gwarancji powodzenia, gdybyś jednak zachęcona ceną zdecydowała się zaryzykować, podejmując działania ratownicze). Nie mam za złe handlowcom, że na wszelkie, dostępne sposoby próbują ograniczyć straty. Ale czy musi to dziać się akurat moim – albo Twoim – kosztem?

 

 

Jak kupować na wyprzedażach?

Wyprzedaże, obniżki, rabaty i przeceny kuszą. Jednak bez względu na preferowaną metodę zakupów, co będziesz miała z tego, że kupisz taniej, jeśli ciuch – załóżmy nawet, że bardzo ładny – nie całkiem pasuje do twojego stylu życia, a już w ogóle do charakteru i typu osobowości?

Co z tego, że ten słodki fatałaszek kosztował 1/2 ceny, jeśli jest za mały, za ciasny albo przykrótki? Tak, wiem, już to parę razy słyszałam: przecież na pewno jeszcze schudniesz z 5 kg do wiosny. A jak jednak nie?

Co Ci przyjdzie z obniżonej ceny, jeśli Twój nowy strój jest tak pracochłonny albo kosztowny w pielęgnacji, że rachunki z pralni chemicznej wykończą Cię nerwowo pod koniec miesiąca?

 

sale: jak kupować na wyprzedażachfot. stylebop.com

Najpierw 30 do 50% obniżki, a potem jeszcze więcej.

Jak kupować na wyprzedażach? Pamiętaj, że prawdziwe okazje nie trafiają się często i są wypadkową Twoich prawdziwych potrzeb oraz sztuki cierpliwości.

 

 

 

A więc jak kupować na wyprzedażach? Albo inaczej, jak kupować z głową, nie tracąc rozsądku w obliczu wyprzedażowych szaleństw?

 

1. Zrób listę potrzebnych Ci rzeczy

O robieniu zakupów z listą w ręku na pewno już słyszałaś, ale chcę Cię zapewnić, że pomysł wcale nie jest tak nudny i pozbawiony fantazji, jak mogłoby się wydawać. Dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy robisz zakupy według listy w sklepie spożywczym: od samego początku Twój radar jest skierowany wyłącznie na wynajdowanie potrzebnych rzeczy, całkowicie ignorując resztę wraz z całą masą zachęcających, ale niepotrzebnych okazji. Oszczędzasz czas, oszczędzasz pieniądze, oszczędzasz sobie wyrzutów sumienia z powodu roztrwonienia całej kasy.

Haczyk? Jest i haczyk. Haczyk polega na tym, że – tak samo jak z zakupami w spożywczym – powinnaś dokładnie wiedzieć, czego chcesz. Najlepiej jeszcze przed rozpoczęciem sezonowych wyprzedaży.

 

2. Zawsze kupuj tak, jakbyś miała zapłacić pełną cenę – bez względu na to ile faktycznie wydałaś.

Czytaj metki, oglądaj szwy i wymagaj jak najlepszego dopasowania, ponieważ szansa, że ubranie kupione pod wpływem jakiegokolwiek jakościowego kompromisu stanie się Twoim ulubionym, jest naprawdę niewielka. I proszę, zapamiętaj raz na zawsze:

niebrzydko,

w porządku,

może być,

całkiem nieźle albo

ujdzie,

to wszystko za mało! Jeżeli jedyne, co przychodzi Ci do głowy na widok własnego odbicia w lustrze, to któreś z tych określeń – nie kupuj! Najważniejszym powodem, dla którego zdecydujesz się na zakup ma być: O, kurczę! Wyglądam szałowo! Zawsze i bez względu na cenę.

 

3. Kupuj tylko wtedy, jeśli masz gwarancję całkowitego zwrotu pieniędzy

Ten punkt jest najlepszym sprawdzianem jakości obsługi firmy i jej dbałości o klienta, więc bądź nieustępliwa. Albo cała kasa z powrotem w razie gdybyś się jednak rozmyśliła, albo nici z transakcji!

 

Jak kupować na wyprzedażach? Zastanów się spokojnie i nie trać głowy. Ten, kto wymyśla obniżki i ustala ceny ma swoje powody, ale jego głównym priorytetem na pewno nie jest to, żeby Cię uszczęśliwić. Wyprzedaż ma przede wszystkim pokryć straty firmy, co nie znaczy, że przy okazji nie trafisz na płaszcz swoich marzeń w niewiarygodnej cenie.

A tak poza tym Miła Przyjaciółko, to zaufaj sobie samej i… odpuść, jeśli do zakupu zachęca Cię przede wszystkim cena.

 

 

 



Komentarze

  1. Monika
    9 lutego 2015

    Świetny post. I jaki prawdziwy. Sama zaledwie dwa dni temu uległam szałowi wyprzedaży i nabyłam parę czarnych kozaków po okazyjnej cenie. Wprawdzie potrzebowałam kozaków, które pasowałyby do szarego płaszcza, ale na pewno gdybym mogła wybierać z całej kolekcji i musiała zapłacić pełną cenę nię skusiłabym się na ten własnie model. Ta cholewka troszkę zbyt wąska, i zamek układający się nie do końca jak należy, no i brak tego czegoś co sprawia, że na sam widok wzdycham z zachwytu… Całe szczęście zachowałam na tyle przytomności umysłu by przed zakupem upewnić się czy aby na pewno mogę je oddać. Ale to chyba tylko dzięki temu, że przecenione były o 30%. Przy obniżce większej niż 50% mogłabym stracić te resztki rozsądku ;-).

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 lutego 2015

      Obawiam się, że… doskonale rozumiem. Łatwo się mówi, ale takiemu “50 i więcej” naprawdę strasznie trudno się oprzeć.
      W każdym razie te 30% obniżki, też się na coś przydają. Choćby tylko do tego, żeby zaliczyć chrzest bojowy z zachowania zdrowego rozsądku i zimnej krwi podczas wyprzedażowego chaosu :-)

      Dziękuję za praktyczne i bardzo obrazowe uzupełnienie naszych wyprzedażowych refleksji.
      I ślicznie pozdrawiam

      Odpowiedz
  2. irensa
    10 lutego 2015

    Chyba tylko dzięki temu postowi oparłam się pokusie nabycia prawie idealnych spodni za 70% pierwotnej ceny! “Prawie” stanowi jednak różnicę – jak głosiła znana reklama. Trochę żal / może by się dopasowały do figury?/ ale cieszę się, że nie uległam! Jeszcze wyprawa po buty mnie czeka…:-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 lutego 2015

      Dzięki ci Panie za te mądre i uważnie czytające dziewczyny!!!
      W sprawie gorzkich żali nasuwa mi się jedna taka myśl: prawie idealne spodnie nigdy nie dopasowują się do figury tak, jak byśmy sobie tego życzyły. Mogą się najwyżej porozciągać albo zdeformować, więc jeśli “na wejściu” nie wyglądasz w nich bosko (np. zgrabnie j, smuklej i w ogóle 5 kg. lżej), to od razu zapomnij :-)

      P.S. Trzymam kciuki za buty. Ja też jeszcze szukam tych zrobionych specjalnie z myślą o mnie.

      Odpowiedz
      • irensa
        10 lutego 2015

        Pomogło! Trzymanie kciuków ma się rozumieć! Dzięki! Tak jak chciałam: króciutkie botki na wysokim, wąziutkim koturnie, z cieniutkiej cielęcej skórki, wygodne bardzo i o 60% taniej! A już przestałam wierzyć w cuda! Hej tam, dobrej nocy!

        Odpowiedz
  3. Monika
    10 lutego 2015

    Szkoda, że post nie ukazał się dwa dni wcześniej nie musiałabym teraz tracić czasu na pójście do sklepu i dokonanie zwrotu ;-). Zawsze to jednak lepsze niż strata kilkuset złotych, zwłaszcza, że do przedmiotów, które bezmyślnie kupiłam z miejsca tracę wszelki sentyment więc na listę ulubionych na pewno nie trafią. Uwielbiam Twojego bloga zwłaszcza za piękny język, którym jest pisany. Zaglądam tu zawsze w przerwie na kawę. A że przy okazji mogę sie dowiedzieć wielu praktycznych rzeczy to już sama przyjemność.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 lutego 2015

      Mam okropne wyrzuty sumienia, a poza tym, po takim p-r-z-e-ś-l-i-c-z-n-y-m komplemencie nie pozostaje mi i tak nic innego, jak tylko solennie obiecać poprawę!

      Ale jak widzę, tymczasem wszystkie trzy jesteśmy bez butów: Ty Moniko, Irensa i ja też, o czym zresztą już kolejnym razem.
      P.S. Do jutrzejszej przerwy na kawę na pewno zdążę :-)

      Odpowiedz
  4. Daksi
    23 lutego 2015

    Ten post przypomniał mi czasy, kiedy lata temu (gdy wyprzedaże w zasadzie były czymś nowym i dopiero pojawiały się sieciówki oferujące -70% po sezonie), kupowało się “wszystko”. Bo jak za taką cenę nie kupić? Dziś podchodzę do wyprzedaży faktycznie z dystansem i niejednokrotnie daję sobie jeszcze czas na przemyślenie. A metoda “czy za cenę wyjściową kupiłabym te spodnie?” działa.
    Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 lutego 2015

      Bardzo miło mi czytać. Zdrowy dystans rzeczywiście jest konieczny w sytuacji, gdy prawie przez cały rok i bez przerwy mamy jakieś przeceny, obniżki, akcje i kupony rabatowe… aż trudno odgadnąć, co i ile jest naprawdę warte i czy to prawdziwa okazja, czy tylko kolejny marketingowy trik.
      Dlatego metoda z “ceną wyjściową” mnie również skutecznie motywuje, powstrzymując przed robieniem głupstw :-)

      Odpowiedz
  5. Katarzyna
    23 czerwca 2016

    Może komuś przyda się mój sposób (prawie identyczny): najpierw oglądam pokazy na następny sezon (w internecie, vogue.co.uk). Potem zapisuje najbardziej przemawiające do mnie zdjęcia. Następnie przeprowadzam selekcję pod kątem “gdzie ja to mogę założyć”, porównuję z obecnym stanem szafy i… szykuję listę :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 czerwca 2016

      O, właśnie tak. Z rozsądkiem.
      Dziękuję Katarzyno, że wyszukałaś ten post. Jesteśmy w samym środku gorączki letnich przecen, więc będzie jak znalazł do przypomnienia na fb! Ku przestrodze :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz