31 stycznia 2019 / Materiały / 38 komentarzy

Idealny materiał na zimę… Bawełna? Orzeźwia. Wiskoza? Wychładza. Syntetyki? To samo. Wychładzanie i orzeźwianie to nie są cechy, których szukamy zimą, kiedy podziałka termometru na zewnątrz oscyluje wokół zera. Jaki musi być więc materiał, który skutecznie rozgrzewa, chroniąc jednocześnie przed nawracającymi przeziębieniami i grypą?

 

Pisząc ten artykuł, czy może raczej całą tematyczną serię, miałam przed oczami konkretny cel – chcę, żebyś po jej lekturze, umiała sobie sama odpowiedzieć na kilka istotnych pytań:

  • Dlaczego ciągle marznę?
  • Jakie materiały są odpowiednie na chłodne pory roku?
  • Jak mam się ubierać, żeby się nie przeziębiać?

Zaplanowałam co najmniej trzy odcinki, bo temat jest bardzo aktualny. W końcu jakby nie było, w naszym klimacie – wliczając ponury listopad i kapryśne przedwiośnie – „zima” trwa dobre pół roku.

 

 

Idealny materiał na zimę… dobry wygląd to za mało, kochanie

Po co nam jest potrzebne ubranie? Ubranie ochrania, ozdabia, ukrywa, podkreśla… Ale mówiąc trywialnie, podstawowym przeznaczeniem odzieży, było i jest równoważenie różnic między temperaturą ciała a temperaturą na zewnątrz. Nasz organizm ma wbudowany system termoregulacji, który utrzymuje stałą temperaturę ciała na poziomie ok. 37° C, jednak w chłodnym, wilgotnym klimacie europejskim, konieczne jest wsparcie tego mechanizmu odpowiednim okryciem wierzchnim.

Pomiędzy materiałem a powierzchnią skóry rozwija się u każdej z nas specyficzny mikroklimat. Zadaniem odzieży jest utrzymywanie tego mikroklimatu na przyjemnie stałym poziomie, nawet w zmieniających się warunkach atmosferycznych. Bez względu na to, gdzie jesteś (wewnątrz czy na zewnątrz) i czym się akurat zajmujesz, twoje ubranie sprawia, że czujesz się komfortowo, albo przeciwnie – jest ci zimno, pocisz się lub co gorsza, brzydko pachniesz. Sama więc widzisz, kiedy za oknem temperatury spadają na łeb i szyję, dobry wygląd to za mało.

Aby zapewnić nam zimą błogie samopoczucie, materiał, w który jesteśmy ubrane, musi spełnić określone funkcje:

  1. Ma izolować ciepło, czyli ogrzewać, zabezpieczając przed zimnem.
  2. Ma być higroskopijne, czyli powinno wchłaniać i odtransportowywać z powierzchni skóry pot.
  3. Ma dbać o wymianę powietrza, czyli potocznie mówiąc „oddychać”.

 

 

Idealny materiał na zimę… dlaczego tak marzniesz, kochanie?

Flanela, welur, sztruks i aksamit. Frotté, filc, flausz i loden. Bouclé, tweed, dzianina, plusz… Zimą chętnie nosimy przytulną, izolującą odzież, wykonaną z miękko skręconych, grubych przędz. I nie bez przyczyny. Rozgrzewający materiał gwarantuje utrzymanie ciepłoty ciała na względnie stałym poziomie.

To czy ubranie grzeje, czy nie, ma ścisły związek ze zdolnością wiązania powietrza. Powietrze jest doskonałym izolatorem, więc im więcej go znajduje się pomiędzy włóknami oraz kolejnymi warstwami odzieży, tym jest nam cieplej. Materiały dziane, puszyste, z włosem albo wyraźną, mięsistą strukturą lepiej wiążą i unieruchamiają powietrze, dlatego są cieplejsze w dotyku, od gładkich, cienkich albo śliskich tkanin.

A co z surowcem? Najcieplejszym tworzywem są włókna białkowe (wełna i jedwab), które z natury wyposażone są w wyjątkowe właściwości: chronią zarówno przed zimnem, jak i przed gorącem. Będziesz się w nich dobrze czuć nawet podczas sporych wahań temperatur.

Materiały pochodzenia roślinnego (bawełna, len, wiskoza) oraz syntetyki (poliester, poliamid, akryl albo nylon) same w sobie nie grzeją, ale można je ocieplić, nadając im włochatą, „wełnistą” lub pokrytą runem powierzchnię.

 

Idealny materiał na zimę: samo grzanie to za małofot. Monika Frese; Idealny materiał na zimę

 

Gładkie tkaniny mają zimny chwyt. Puszyste, kędzierzawe i pokryte włoskami przyjemnie rozgrzewają – wszystko dlatego, że pomiędzy ich niesfornymi, kosmatymi nitkami łatwo zaplątują się izolujące warstwy powietrza.

Na zdjęciu, ciepłe materiały w dużym zbliżeniu. Od lewej: wełniana flanela, bawełniany sztruks, wełniane bouclé, futerko z akrylu.

 

 

 

Idealny materiał na zimę… dlaczego tak się pocisz, kochanie?

Pocenie się jest istotną funkcją termoregulującą. Pocimy się czy chcemy, czy nie i w zależności od wysiłku fizycznego, gruczoły potowe codziennie wydzielają od ok. 1 do 2 litrów chłodzącego płynu. Nawet podczas snu ciało wydziela niewielkie ilości potu. Nasze ubranie – zwłaszcza bielizna noszona bezpośrednio na ciele – musi wchłonąć tę wilgoć i odprowadzić ją w postaci pary wodnej na zewnątrz. Jeśli proces ten jest zakłócony, na skórze zbiera się wilgotna mgiełka i… znasz to uczucie? Czujesz się mokra, jest ci przenikliwie zimno, a samo ubranie nieprzyjemnie lepi się do ciała. A stąd już tylko krok do spadku odporności i przeziębień.

Zdolność do wchłania wilgoci, nazywamy higroskopijnością. Niektóre surowce włókiennicze radzą sobie z tym lepiej, inne gorzej. Najbardziej higroskopijne są włókna pochodzenia naturalnego: wełna, jedwab, bawełna i wiskoza. Materiały syntetyczne (np. poliester, poliamid, akryl, nylon) nie usuwają potu ze skóry wystarczająco szybko, ponieważ ich umiejętność absorpcji jest bardzo ograniczona.

 

Idealny materiał na zimę: higroskopijne dzianinyfot. Monika Frese; Idealny materiał na zimę

 

Puszyste materiały o luźnej konstrukcji wchłaniają więcej wilgoci niż materiały wytworzone z tego samego surowca, ale o gładkiej, gęsto tkanej powierzchni. Właśnie dlatego dzianiny są bardziej higroskopijne od tkanin. Od lewej: dzianina wełniana, dzianina jedwabna i dzianina wiskozowa.

Wszystkie trzy świetnie sobie radzą z wchłanianiem potu, ale różnią się zasadniczo pod jednym, bardzo istotnym z punktu widzenia zimowego komfortu, względem: bawełna i wiskoza stosunkowo długo odparowują wilgoć, więc materiał mokrym, zimnym dotknięciem klei się do skóry. Wełna i jedwab przeciwnie – grzeją nawet wtedy, gdy są mokre. Dodatkowo wełna dzięki swojej naturalnie kręconej, pofalowanej strukturze, zapobiega przylepianiu się wilgotnego ubrania do ciała.

 

 

 

Idealny materiał na zimę… dlaczego tak śmierdzisz, kochanie?

Powietrze uwięzione między włóknami oraz kolejnymi warstwami odzieży świetnie ogrzewa, ale należy je również regularnie wymieniać, aby skóra mogła „oddychać”. Dzięki takiej cyrkulacji wilgoć oraz nadmiar ciepła, które zbierają się pod ubraniem, zostają usunięte i zastąpione suchym powietrzem zewnętrznym. Ale co się dzieje, jeżeli materiały, które masz na sobie, nie potrafią przepuszczać powietrza albo robią to na pół gwizdka? Zaczynasz się intensywnie pocić.

Pamiętasz? Zwierzałyśmy się już sobie w komentarzach, z uczucia niepewności i zażenowania w podobnych sytuacjach. Jesteś świeżo umyta, użyłaś ulubionego dezodorantu i założyłaś czyste ubranie, a jednak wkrótce potem masz wrażenie, że twoja bluzka lub sweterek bardzo nieprzyjemnie pachnie.

Pot sam w sobie nie ma zapachu. Dopiero wtedy, kiedy przez dłuższy czas reaguje on z bakteriami zasiedlającymi skórę, powstaje charakterystyczna, ostra woń spoconego ciała. Włókna zwierzęce (wełna i jedwab) potrafią neutralizować drobnoustroje odpowiedzialne za wytwarzanie nieprzyjemnych zapachów, więc nie są środowiskiem sprzyjającym ich rozmnażaniu. Natomiast włókna roślinne i syntetyczne stanowią dla nich świetną pożywkę. Dlatego bakterie bardzo szybko rozwijają się pod bawełnianym, wiskozowym czy poliestrowym ubraniem.

 

Idealny materiał na zimę: unikaj syntetycznych mieszanekfot. Monika Frese; Idealny materiał na zimę

 

Dzięki swojej przewiewnej strukturze ażurowe albo puszyste tkaniny dobrze przepuszczają powietrze. Jednak nie oznacza to automatycznie, że będziesz się w nich komfortowo czuć. Na zdjęciu, materiały z syntetycznych mieszanek: koronkowa bluzka z tiulową podszewką (poliester z bawełną, 70/30) raz gruba, drapana od wewnątrz dzianina (akryl z wełną, 59/41).

Włókna syntetyczne nie przepuszczają powietrza, nie są higroskopijne i same w sobie nie są ciepłe, ale odpowiednie wykończenie może im nadać oddychający lub ciepły pozór. Np. pod wpływem wysokiej temperatury, rozciągania i skręcania, gładka nitka syntetyczna zamienia się w kędzierzawą, puszystą nić, przypominającą wyglądem wełnę. Owszem, płaszcz, sweter albo sukienka uszyta z takiej przędzy, będzie miękka i przyjemna w dotyku, ale wszystko będzie dobrze, dopóki… nie zaczniesz się pocić.

Odzież wykonana ze sztucznych włókien ma kłopoty z odprowadzaniem pary wodnej, więc w efekcie powstaje błędne koło przegrzewania się, marznięcia i paskudnych zapachów.

 

 

 

Idealny materiał na zimę

Tak, my kobiety często marzniemy. Każda z nas inaczej reaguje na temperaturę, ale w porównaniu do męskiej części populacji, dotkliwiej odczuwamy chłód, ponieważ mamy mniejszą masę mięśniową, wolniejszą przemianę materii, a nasz miesięczny cykl hormonalny wpływa na wahania odczuwania ciepła. Gdy dołożymy do tego błędy odzieżowe popełniane w dobrej wierze, ale bez uwzględnienia potrzeb własnego organizmu (przecież w szkole na żadnym etapie nauki nie było o tym mowy), nic dziwnego, że trzęsiemy się z zimna i notorycznie przeziębiamy o tej porze roku.

Jeżeli marzną ci stopy, jeżeli często dokucza ci zapalenie pęcherza albo cierpisz na jedną z dolegliwości, której objawy zwykle pogarszają się zimą (skłonność do migreny, chroniczne infekcje, astma, choroby reumatyczne, stawów, serca i niektóre schorzenia skórne), przemyśl to, co właśnie przeczytałaś i weź sobie do serca jedną radę: wełna jest twoją najlepszą przyjaciółką.

Mięsiste materiały z wełny spełniają wszystkie wymagania stawiane ubraniu, które jest odpowiednie na zimę: są ciepłe, higroskopijne i pozwalają ciału oddychać. Czysta żywa wełna grzeje w każdej postaci, a jej włoski masują i hartują skórę, dzięki czemu jest dobrze ukrwiona i odżywiona. Jakby tego było mało, wełna jest bardzo higieniczna – ma właściwości antybakteryjne i neutralizuje zapachy.

Wiesz, że żadne inne włókno tego nie potrafi?

 

 

 

Najmilsza Czytelniczko, jeżeli podoba Ci się ten wpis, jeżeli rozszerzył on Twoją wiedzę albo pobudził Cię do refleksji i przewartościowania dotychczasowych poglądów, to proszę – udostępnij go dalej.
Pomyśl o swojej mamie, siostrze, przyjaciółce, koleżance z pracy lub uczelni, sąsiadce, znajomej z Facebooka… W ogromie informacji, która nas dzisiaj zalewa, często bardzo trudno jest odróżnić wartościowe od bezwiednie powtarzanych półprawd, dlatego chciałabym, żeby jak najwięcej kobiet miało szansę skorzystać z naszej blogowej burzy mózgów :-)
A jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na Lady and the dress, zapisz się na newsletter.

 



Komentarze

  1. Ola P.
    1 lutego 2019

    Witaj. Jak zawsze genialny tekst. Pod Twoim wpływem, oprócz wełnianych płaszczy, sweterków i swetrzysk będących w mojej szafie od lat, zagościły tam w tym sezonie wełniane koszulki. Spisują się genialnie. Wreszcie mogę zimą włożyć zamiast swetra, bluzkę pod żakiet bo grzeje mnie koszulka :-).

    Pozdrawiam ciepło i byle do wiosny ;-)

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      3 lutego 2019

      Dzień dobry Olu, właśnie tak. Wełna jest podstawą, ale zimowe opatulanie nie musi się składać z samych wełnianych warstw. Bawełniana koszula albo sukienka też dadzą się nosić o tej porze roku, najważniejsze, żebyśmy miały pod spodem rozgrzewającą bieliznę:-)

      Odpowiedz
  2. Bożena
    1 lutego 2019

    Musiałabym tylko gorliwie , jak lizus , przytakiwać.
    Więc napiszę jedynie, że Twoja spódnica prezentowana na Instagramie zaparła mi dech.
    Cudowna . Gratuluję jej i pozytywnie zazdraszczam , zarobiona po uszy , bo u nas remont więc chodzę w zapylonych zaprawą portkach, przeważnie;)
    Pozdrawiam z całych sił .)

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      3 lutego 2019

      Ja również :-)
      Piękna, prawda? Pawie z niej nie wychodzę, bo ratuje mnie przed chłodem, zimową depresją, a ostatnio… nawet przed utratą zmysłów (bo u mnie też remontowy hałas chaos; mąż z upodobaniem wierci, piłuje i wyżywa się w drewnie).

      Odpowiedz
  3. Joanna
    1 lutego 2019

    Upolowałam ostatnio w second handzie spodnie “dresowe” 100% kaszmir :) i czekam obecnie na kuriera, który mi przywiezie spodnie z alpaki. O ile wełnianych swetrów, czapek, szalików i skarpet już dość w mojej szafie, o tyle nie wiem jak otulić moje nogi na co dzień. Rajstopy zakładam tylko do sukienek, wełniane legginsy pod jeansy ciężko wchodzą i ciezko mi sie dopiąc w pasie potem, a większość wełnianych spodni to takie cienkie tkaniny i raczej wyglądają zbyt elegancko, zeby je założyc do trekingowych/sportowych butów. Koleżanki, co nosicie na nogach w zime?

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      3 lutego 2019

      No ja to noszę wełniane majtasy z długą nogawką i ciepłe rajstopy z dużą zawartością wełny. Na to jedwabną halkę i wełnianą spódnicę lub sukienkę :-)
      Jeżeli chodzi o spodnie, wełniane będą faktycznie najcieplejsze, ale jeśli mamy wybierać spośród bardziej sportowych modeli i tkanin, dobrze sprawdzi się mięsisty bawełniany sztruks, welur albo denim drapany od wewnątrz (ma od środka taki wełnisty, flauszowy puch). Jeżeli pod spodem zmieścisz wełnianą bieliznę i rajstopy, nie powinnaś marznąć.
      Rajstopy dobrych marek nie mają w talii gumki, tylko wykończone są szerokim, komfortowym i niepogrubiającym pasem. Poza tym, dzięki dodatkowi elastycznych włókien, idealnie przylegają do nogi i nie wypychają się tak, jak wełniane legginsy.

      PS Ja też mam kaszmirowe spodnie! Noszę je po domu. Wypychają się natychmiast w kolanach, ale są cieplutkie, przytulne i fajnie się piorą. A jak tam nowe gatki z alpaki? Koniecznie nam donieś, jak je wypróbujesz.

      Odpowiedz
    • Ewa
      4 lutego 2019

      Napiszę króciutko, bo mój telefon nie przepuścił już dwóch odpowiedzi. Widzę, że Monika już odpowiedziała, ale dorzuciłabym jeszcze:
      – rajstopy z polarem/misiem z środku (tzw. fleece-lined tights, widziałam w TK Maxx, niestety tylko czarne),
      – wiem, że dziewczyny noszące vintage zakładają czasem dwie pary rajstop, kolorowe i grube pod spód, a np.wzorzysto-koronkowe na wierzch,
      – wysokie buty z runem owczym wewnątrz (kozaki Riekera – moze nie nazbyt eleganckie, ale bardzo ciepłe i super nadają się do spódnic do okolic kolan,
      – wkładki z runa owczego do butów.

      Odpowiedz
    • Bożena
      4 lutego 2019

      Joanno, ja pod wełniane .cieniutkie bo eleganckie spodnie ;) wkładam bawełniane cienkie leginsy. O niebo wygodniejsze niż rajstopy,, Plus wełniane skarpety. Dla wełnianych skarpet kupiłam większe o rozmiar sztyblety i jest OK
      Wybór takich cieniutkich , miłych w dotyku getrów jest w C&A- cała gama kolorów.
      Na ekstremalne mrozy mam spodnie z grubej wełnianej flaneli, pochodzące ze starych zakupów lumpkowych. Moja dzielna Pani Krawcowa zrobiła z nich cygaretki nowoczesne w wyglądzie za 30 zł .
      A tak naprawdę nie ma jak wełniana spódnica, pod nią wełniane gacie i wełniane rajstopy.
      Pozdrawiam

      Odpowiedz
  4. Alicja
    1 lutego 2019

    Na gwiazdkę dostałam wielki wełniany szal, cudny i przede wszystkim ciepły. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie to, ze gdy się dwa dni temu spociłam, biegnąc po mieście, nie zmarzłam! Szal rozkładany codziennie wietrzy się i nie śmierdzi :) mam jeszcze jeden, z grubego jedwabiu i tez cieplutki, miły. Generalnie zima mija bez infekcji, jest mi ciepło, czuje się komfortowo i elegancko dzięki fajnym wełnom o rożnej strukturze. A to dzięki Tobie :) a! Mojego lubego tez uczulam na przemyślane zakupy: dzianiny wełniane, a nie akrylowe ;)

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      3 lutego 2019

      O tak, jedwab jest również wspaniałym surowcem na zimę. Szal z grubego jedwabiu na pewno ogrzeje 100 razy lepiej od jakiegoś efekciarza z wełnianej mieszanki, którego najłatwiej znaleźć w sklepowej kategorii “ciepły szal na zimę”.
      Dwa piękne szale ze szlachetnych tkanin i kobieta jest wyposażona na całe… nooo, w każdym razie na długo :-)

      Alicjo, bardzo mnie zainspirowałaś, dziękuję :-) Przejrzę swoją szafę i postaram się wrzucić na insta jakąś fajną fotkę z zimowymi szalami.

      Odpowiedz
      • Alicja
        7 lutego 2019

        Instagram potwierdza, ze piękne :) zwłaszcza cętki, których ja nie mam odwagi nosić, a bardzo mi się podobają. zdziwiło mnie to, ze jedwab może przyjmować tyle grubości i struktur! Mam przejrzyste chustki, które zgniecione, zmieszczą się w dłoni, standardowe apaszki, gruba mięsista i bogata chustę, która dosłownie opływa szyje, a także szale od Patrycji Aryton, które wykonane są z jedwabiu kosmatego jak wełna, no i elastyczna koszulkę, która dyskretnie grzeje. Niesamowity materiał!

        Odpowiedz
    • Makosza
      3 lutego 2019

      Wełna ach ta wełna.
      Lubię w niej to, że nie potrzebuję 100 warstw, grubego płaszcza a i tak jest mi ciepło, bo wełna ogarnia całą robotę.

      Odpowiedz
  5. Daria
    2 lutego 2019

    wełniane podkolanówki:) i od niedawna, pod wpływem Moniki, wełniane gacie marki Dilling:)
    Pozdrawiam gorąco!

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      3 lutego 2019

      Te podkolanówki to powinnyśmy podrzucić do rozważenia Joannie. Też się pewnie nadadzą pod spodnie. Oczywiście tylko i wyłącznie w komplecie z wełnianymi gaciami :-)

      Odpowiedz
      • Joanna
        4 lutego 2019

        Ja to chyba jestem jakas niekontaktowa :D kupilam kiedys (pod wpływem Twoich postów, Moniko) wełniane zakolanówki Falke, z mysla, ze beda one do spodnicy/sukienki/kozakow. Jakos nie pomyslalam, zeby dac je pod spodnie. Majtki z dlugimi nogawkami to bedzie tez idealny pomysl, tylko ja mysle o takich z nogawkami, ktore koncza sie nad kolanem, bo czesto zimno mi w uda.
        Co do spodni z alpaki, to te:
        https://www.showroom.pl/p/135642,graciela-huam-spodnie-jasmijn
        Malo widac na zdjeciach wprawdzie, ta zielen jest bardziej zywa, bardzo udany krój jak na dzwony, maja fajna podszewke i kupilam przecenione o polowe prawie. Wszystko byloby super jakies 10, moze 5 lat temu, ale ja sie juz nie mieszcze w pasie w rozmiar M….ciasno mi :)

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          4 lutego 2019

          No fajne, cieplutkie. Ale mówisz, że ciasne w pasie… czekaj, coś mi to przypomina… a już wiem! My, dziewczyny w rozmiarze L, musimy trzymać się razem ;-)

          Odpowiedz
          • Joanna
            4 lutego 2019

            Nie wiem jak to sie stalo…przysiegam, że jeszcze tydzień temu miałam M, a to jedyny rozmiar tych spodni, jaki został. Na pewno mają rozmiarówke zaniżoną.

  6. Agnieszka
    3 lutego 2019

    Witam.Jako nowa czytelniczka bloga,jestem zachwycona tematyką i dogłębnym poruszeniem tematów.Efekt lektury,zakup wełnianych swetrów,bielizny,skarpet.Niecierpliwie czekam na kolejne edukacyjne wpisy.Serdecznie pozdrawiam. Agnieszka

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      3 lutego 2019

      Dzień dobry Agnieszko, cieszę się, że mogę Cię poznać. Dogłębne traktowanie tematów, czyli szukanie dziury w całym i zaglądanie pod podszewkę, to nasza blogowa specjalność :-)

      Odpowiedz
  7. miszelinka
    4 lutego 2019

    Zacznę od pochwalenia się, że w sklepie z używaną odzieżą zdobyłam idealną jedwabną halkę w pięknym bordowym kolorze z pięknie wykończonym dekoltem, a wszystko to za całe 3 zł! Moja pierwsza halka, cudnie się ją nosi pod sukienką. Dziękuję autorce bloga dzięki, której dowiedziałam się o ich istnieniu <3

    Reaguję zaczerwienieniem i podrażnieniem skóry nawet na 5% wełny w składzie. Probować dalej czy odpuścić? Myslę, że winą nie jest "tania" wełna bo próbowałam z różnymi markami. Co wybrać zamiast? Bawełna i wiskoza faktycznie kiepsko grzeją. Marzy mi się cieplutki, mięsisty, otulający szal. Będę wdzięczna za polecenia.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      4 lutego 2019

      Zanim zupełnie odpuścisz sobie wełnę, wypróbuj jeszcze jej najdelikatniejszą odmianę – kaszmir (przymierz coś z czystego kaszmiru albo jego mieszankę z bawełną). Doskonałą alternatywą dla wełny jest jedwab, który również zimą świetnie się nosi. Jedwab grzeje kiedy jest zimno i chłodzi, kiedy jest gorąco, a przy tym “oddycha”, jest higroskopijny i cudownie gładki… zresztą, o jego zaletach sama się już zdążyłaś przekonać :-) Dlatego zamiast wełnianej, poszukaj jedwabnej albo jedwabno – bawełnianej bielizny, bo zimą ciepła bielizna to podstawa (bieliźniane marki, które sprzedają wełnianą bieliznę, mają często w ofercie również jej delikatniejsze odpowiedniki).

      Jeśli chodzi o jedwabny szal, zajrzyj do Milanówka, Wittchen (akurat mają całkiem fajne przeceny) albo Pakamery. Zarówno eleganckie sklepy z odzieżą, jak i popularne sieciówki często mają w ofercie obok poliestrowych i wiskozowych, również jedwabne dodatki. Jeszcze inną opcją będzie zakup pięknego kuponu materiału i szycie (w ten sposób powstały moje ukochane szale, które można popodziwiać na Instagramie :-)
      Pozdrawiam

      Odpowiedz
      • miszelinka
        5 lutego 2019

        Nie umiem znaleźć żadnego logicznego wyjaśnienia dla tego co zaraz napiszę. We własnej szafie mam piękną, dużą, chustę z grubszego jedwabiu, do tego cieplutkie rajstopy Falke na pewno z wełną w składzie, a na dokładkę skórzane rękawiczki z ciepłą podszewką. Wszystko z second handu i wszystko leży nieużywane całą zimę. Dlaczego ocknęłam się tak późno? Zaćmienie umysłu czy co? Teraz do pełni szczęścia brakuje mi pięknej, cieplutkiej czapki.

        Odpowiedz
  8. Aga
    4 lutego 2019

    Uwielbiam welne i to dzieki Tobie. Dlugie lata myslalam, ze welna tylko gryzie, ale odkad mnie namowilas na wyprobowanie roznych welen i kaszmirow, nie wyobrazam sobie teraz zimy bez welny. Od tego sezonu mam rowniez kilka welniano-jedwabnych podkoszulek i welnianych majtek firmy Dilling i juz nie marzne. Nawet nie potrzebuje juz rajstop pod spodnie. Na bardzo mrozne dni mam skorzane kozaki z runem owczym w srodku, ktore zakladam na gola stope i nic a nic nie marzne – wspaniale uczucie, polecam wszystkim. I jeszcze jedno, moim ulubionym okryciem wierzchnim jest welniany plaszcz do kolan z Merino i Alpaki – uwielbiam, no i oczywiscie kaszmirowe szaliczki i czapeczki w kilku kolorach, ach ta welna!!!!!
    Dziekuje Ci kochana za ta wspaniala welniana wiedze, ktora sie z nami niestrudzenie dzielisz. Sciskam i caluje 😍😘

    Odpowiedz
  9. Natalia
    6 lutego 2019

    Cudowny blog! Cieszę się, że tutaj trafiłam. Autorce gratuluję wiedzy i “lekkości pióra”, pozdrawiam :)

    Odpowiedz
  10. irensa
    6 lutego 2019

    Wełny, wełny. Troszkę ich jest w mojej szafie, ale ciągle zbyt mało! Mam ochotę na dużo więcej po przeczytaniu /nie raz/ tego tekstu. I myślę, że wiele osób,które tu szczęśliwie trafiły też ta mają!

    Odpowiedz
  11. Monika
    7 lutego 2019

    Witam po dłuższej przerwie,
    z przyjemnością jak zwykle przeczytałam artykuł. W moim przypadku przy biurowo-miejskim trybie życia najlepiej sprawdza się połączenie jedwabnej lub jedwabno-bawełnianej bielizny z welnianym “wierzchem”. Ewentualnie wełniana klasyczna podkoszulka pod bawełną. Rzadziej,bo w wełnianej bieliźnie jest mi za gorąco typową polską zimą. No,chyba że temperatura spada mocno poniżej zera.:-) Dzięki blogowi przekonałam się,że noszenie takich rzeczy jest możliwe również dla osób o niezasobnym portfelu. Trzeba się tylko zastanowić,co tak naprawdę jest mi potrzebne i szperać. Na wyprzedażach,aukcjach, bazarach. Bo mniej znaczy więcej, zwłaszcza w dobrym gatunku. Dziękuję. Pozdrawiając serdecznie czekam na więcej. M.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      8 lutego 2019

      Aaa… to my tu o cebulce. Dobrze się składa, bo o cebulkowych warstwach, to właśnie się pisze.
      Miło Cię widzieć w nowym roku. I ja serdecznie pozdrawiam :-)

      Odpowiedz
  12. miszelinka
    8 lutego 2019

    Odświeżyłam swoją wiedzę na temat wełny i zaryzykowałam. I już wiem, że do tej pory miałam do czynienia tylko z kiepską wełną. Kupiłam na Zalando po mega przecenie duży szal 80% wełna 20% kaszmir (500 zł->85 zł) i czapkę 80% wełna merino 20% kaszmir (300 zł->110 zł). Nic mnie nie gryzie, nic nie swędzi, wszystko milutkie i cieplutkie. Jak ja mogłam 30+ lat żyć bez wełny? Już zacieram rączki na kolejne wełniane wyprzedaże. Dziękuję, dziekuję, dziekuję :-*

    Odpowiedz
  13. Gosia
    25 lutego 2019

    Moniko, dziękuję za kolejny fantastyczny wpis. Wspaniale się Ciebie czyta.
    Już jakiś czas temu pisałam, że też wpadłam po uszy w wełnę, że też tak późno odkryłam ile ona daje dobra. Potwierdzam wszystko, na zimę najlepsza wełna, pod każdą postacią i otulająca każda część ciała. Dosłownie.
    Tegoroczny szusowanie po stokach było przyjemnością, kiedy lodowaty wiatr nie przechodził przez getry i majtki z merinosa. To był dla mnie największy szok, że jednak może być ciepło pod spodniami narciarskimi, bez konieczności niekomfortowych kilku warstw rajtuz czy getrow, a wystarczą jedne i to w dodatku supercienkie.

    Odpowiedz
  14. Gosia
    25 lutego 2019

    A tak z trochę innej, też wełnianej beczki. Szukałam czapki, ładnej, ciepłej, bez tych kiczowatych według mnie “dekoracji” (wiecie, kamyczki, cyrkonie i inne zbędne brokaty) oraz szalika/komina do kompletu. Welnianych oczywiście. I cóż się stało? Hehe, uczę się robić na drutach! Kupiłam piękną włóczkę, druty, YouTube uczy jak i co robić, i dziergam. Pomalutku, troszkę codziennie. Ale będę mieć czapkę i komin w kolorze, rozmiarze i fasonie jaki chce, do tego z 100% wełny. Fakt, włóczka też tania nie jest, ale mówię wam, cóż to za frajda widzieć że sama coś tworzysz, a jak się nie uda, wystarczy spruć i od nowa. Wiem że mój zestawik będzie dopiero na przyszłą zimę, ale to nic, i tak nie mam za dużo czasu, parę minut dziennie.
    Już mam w głowie plany na swetry, szale, kocyki. Z merinosa, alpaki…. W każdym kolorze (bo przecież w sklepach taaaki wybór).
    To się dopiero nazywa wpaść w wełnę!
    Pozdrawiam cieplutko

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      25 lutego 2019

      Noo nie wiem… nie wiem czy mam się cieszyć czy martwić. To brzmi jak prawdziwy wełnoholizm (znaczy się, uzależnienie ;-)

      Och, wełniane czapki, szale, sweterki… A wszystko pierwszorzędnej jakości i w ulubionym kolorze! Ja ciągle marzę, że kiedyś w końcu wezmę się za druty, ale ponieważ niemamkiedycholeraniemamkiedy, przymuszam do prac ręcznych moje Małe.
      Dzień dobry Gosiu. Cieszę się razem z Tobą i mocno Ci kibicuję :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz