12 lutego 2016 / Szafa marzeń / 33 komentarze

Halka damska. Albo czulej, haleczka.

Dlaczego czulej? Bo do niewyrzekania się jej zmysłowego dotyku będę cię gorąco namawiać. Okazja jest dobra – w mojej skrzynce mejlowej uzbierało się sporo pytań odnośnie tego pięknego, bieliźnianego szczegółu kobiecej garderoby.

 

Rękawiczki się piszą i zaraz będą gotowe, ale prowadząc ostatnio ożywioną korespondencję na temat jedwabnej halki, doszłam do wniosku, że nie mogę odmówić ci jej szczegółów, zachowując wszystko dla siebie. Wiesz jak to jest, teraz rękawiczkujemy, potem wciągną nas kolejne ciepłe tematy, a haleczka – delikatna, jedwabista i przejrzysta będzie odkładana na później. Tak długo, aż w końcu o niej… zapomnę.

No dobrze, no to mamy: halka damska. O co pytacie?

 

 

Halka damska: gdzie taką kupić?

„…poszukuję od dłuższego czasu halki…”

„… czy wie Pani, gdzie mogłabym dostać ładną i dobrą gatunkowo halkę?…”

„…jakie firmy możesz polecić…”

 

Jakie firmy mogę polecić? Wszystkie wymienione poniżej. Wspominany przeze mnie już wielokrotnie Milanówek, ma znowu kilka bardzo ładnych modeli z jedwabnej dzianiny (nie daj się zniechęcić pierwszemu wrażeniu, wygląd sklepu online wraz ze zdjęciami produktów pozostawia wiele do życzenia, ale zawartość jest dla koneserek :-) Oprócz tego rozejrzyj się w dobrych sklepach bieliźnianych (rozmawiałyśmy o nich przy okazji wyprzedażowych inspiracji) i miej oczy otwarte w sieciówce albo małym osiedlowym sklepiku. Cuda zdarzają się wszędzie. Nawet te jedwabne.

 

halka damska: jedwabfot. halki – La Perla, Triumph (zalando.pl), H&M;  półhalki – Hess Natur

 

 

 

Halka damska firmy Hess Natur

Na przykład Anna pisze tak:

„Dzień dobry Pani Moniko, trafiłam na Pani blog przypadkiem, poszukując informacji o halkach z jedwabiu (…) Otóż usiłuję kupić w Polsce halkę z jedwabnej dzianiny firmy Hess Natur, którą Pani prezentuje na blogu, jednak wydaje się to niemożliwe…? Czy wiadomo Pani coś na temat dostępności tych produktów w Polsce? Ewentualnie, ponieważ niestety nie znam niemieckiego, czy byłaby Pani uprzejma zasugerować firmie, np. mailowo, taką potrzebę? Byłabym ogromnie wdzięczna… a myślę, że nie tylko ja jedna (…)”

 

Hess Natur jest niemiecką marką, specjalizującą się w odzieży ekologicznej. Proste, klasyczne fasony i produkowane na własnych warunkach materiały z czystych biologicznie włókien – sweter z wełny tybetańskiego jaka, podkoszulek merino albo jedwabna bielizna Hess Natur to balsam dla ciała.

Hmm, zasugerować coś firmie… śmiała prośba, która pewnie sama z siebie nie przyszłaby mi do głowy. Ale dla was oczywiście zrobię wszystko :-) Zapytałam, a efekt korespondencji z Hess Natur wygląda w grubszym streszczeniu tak:

Hess Natur, niestety nie ma żadnych punktów sprzedaży w Polsce, ale chętnie wysyła swoje produkty również do kraju nad Wisłą (sprzedaż online w języku niemieckim). Koszt wysyłki do Polski to równowartość 14,95 euro. Po mojej uprzejmej uwadze, że cena wysyłki jest zaporowa (nie tylko na polskie warunki), otrzymałam jeszcze uprzejmiejszą odpowiedź, że firma regularnie proponuje akcje wysyłki gratis, które skierowane są do wszystkich klientów – do polskich również.

 

Noo, jak dla mnie brzmi naprawdę fajnie. Dlatego od razu zapisałam się na newsletter Hess Natur i teraz na bieżąco będę mogła informować cię nie tylko o interesujących wahnięciach cen, ale i promocyjnych bezpłatnych wysyłkach. Jeżeli masz ochotę na szlachetnie prostą jedwabną haleczkę wykonaną zgodnie z najwyższymi ekologicznymi i etycznymi standardami, to trzymam rękę na pulsie!

 

 

 

Halka damska: najlepsza tkanina

Na przykład Hania pisze tak:

„Witam. Chcę uszyć sobie halkę, która nadawałaby się pod cieplejsze sukienki. Mam na myśli prostą gładką halkę, która byłaby alternatywą dla podszewki. Myślałam o jedwabiu albo wiskozie, ale niestety nie mam zbyt dobrego rozeznania w kwestii tkanin stąd moja prośba o poradę jaki materiał byłby najlepszy. (…)”

 

Kup jedwab. Nie ma nic bardziej przyjemnego i zmysłowego niż gładki, ciepły jedwab na nagiej skórze. Nie będziesz żałować, bo nosi się go fantastycznie przez cały rok. Jedwab (obok wełny) należy do materiałów regulujących temperaturę ciała, co znaczy, że latem nie będziesz się w nim pocić, a zimą nie będziesz marznąć. Kup jedwab, który dobrze znosi wodę. Uprany schnie po prostu w oka mgnieniu, więc swoją jedwabną haleczkę będziesz mogła nosić każdego dnia.

Aha, i jeśli już rzuciłaś się z nożycami na słońce nie oszczędzaj na materiale – kup tyle ile potrzebujesz i ani centymetra mniej. Haleczka z jedwabnej tkaniny najładniej będzie wyglądać krojona po skosie, jedwabną dzianinę – elastyczną i miękką – możesz śmiało kroić wzdłuż.

 

halka damska: tkaniny

 

Same jedwabie (od lewej u góry i zgodnie z ruchem wskazówek zegara):

przejrzysty i zachęcający do grzechu – czarny jedwabny tiul;

skromny? Tylko na pierwszy rzut oka – jedwabny batyst z dodatkiem bawełny o interesującej, leciutko pogniecionej fakturze (nie trzeba go prasować) w kolorze pudrowego różu;

zwiewna i ulotna jak piórko – fantazyjna krepa w łososiowych różach;

jedwabny rozpieszczacz – miękki i delikatny dżersej w odcieniu skóry.

 

 

 

Halka damska dla alergiczki

Magdalena pisze tak:

„(…) chciałabym kupić halkę, ale mam prawdziwy problem. Mianowicie reaguję alergicznie na włókna pochodzenia zwierzęcego i sztucznego. Moja skóra nie toleruje żadnych jedwabi, poliestrów i poliamidów, więc jak dotąd bez skutku poszukuję ładnej halki bawełnianej. (…) Dlaczego zakłada się, że osoby z chorą skórą nieistnieją, a jeżeli już istnieją to powinny siedzieć w domu albo ubierać się w worki? (…)”

 

Ponieważ na Lady and the dress jesteśmy innego zdania – żadna z nas nie musi, ba… nie powinnanie ubierać się w worki, przeszukałam pół internetu i choć wybór faktycznie nie jest duży, znalazłam. Oto śliczne bawełniane alternatywy dla Magdaleny i każdej innej dziewczyny, która ma podobne problemy.

 

halka damska: bawełnafot. marilyn.pl (koszulka Mia z linii Poupee oraz koszulki Coco)

 

Koszulki ze sklepu Skarby Prababuni musisz obejrzeć sobie sama, bo za nic nie udaje mi się ściągnąć dobrego jakościowo zdjęcia. Słodkie bawełniane cuda o odrobinę staroświeckim wdzięku – Amelka i Pola będą dobre w charakterze prostej, codziennej halki, Zosia i Ola sprawdzą się jako koszulki nocne, a mnie oczarował model Scarlet – chciałabym mieć taką letnią sukienkę.

 

Zwróć proszę uwagę, że obie firmy sprzedają te śliczności nie jako halki, ale jako koszulki nocne. Jeżeli ozdobne kokardki na wysokości biustu odznaczają się pod ubraniem, po prostu je odpruj. I tyle.

 

 

 

Oprócz konkretnych pytań zadawanych w mejlach, część czytelników trafia do mnie z wyszukiwarek, szukając odpowiedzi na dwie podstawowe kwestie:

1  pod jakie sukienki zakładać halki?

2  Jak prać i pielęgnować halkę?

 

Halka damska: pod jaką sukienkę?

Pod jaką sukienkę zakładać halkę? Pod każdą, która nie ma podszewki. Pod tą z ciężkiego poliestrowego dżerseju i pod tą z cienkiej bawełnianej popeliny. Pod tą z wełnianej żorżety i pod tą z wiskozowego żakardu. Pod tą do pracy, do szkoły, codzienną, wizytową, długą, krótką… każdą. Halka sprawdza się przy każdej sukienkowej okazji, ponieważ sprawia, że materiał sukienki:

  • spływa po niej,
  • nie elektryzuje się i nie przykleja do rajstop (bielizny),
  • nie zadziera się przy każdym kroku,
  • mniej się gniecie,
  • mniej zapaca,
  • staje się nieprzejrzysta, ukrywając szczegóły bielizny oraz anatomii.

I nie zapomnij, że pod spódnicę również możesz halkę założyć. Albo całą, albo półhalkę, czyli halkową spódniczkę. Sama noszę zwykle całościowe haleczki, nie tylko dlatego, że ich góra zastępuje mi koszulkę, ale przede wszystkim z powodów estetycznych – gdy siadam albo gdy się schylam mam pewność, że nawet jeśli sweterek albo bluzka podciągną mi się do góry, spod paska spódnicy nie wyjrzy ani bielizna ani rajstopy, tylko gładka jedwabna tkanina. Ta dodatkowa, leciutka warstwa w okolicach bioder zupełnie mi nie przeszkadza, ponieważ traktuję ją jako ekstra osłonę i… ocieplacz.

Świadomość, że masz na sobie coś tak na wskroś kobiecego, dodaje skrzydeł w każdych okolicznościach przyrody.

 

 

Halka damska: pielęgnacja

Jak prać i pielęgnować halkę? Dokładnie tak, jak chce tego jej wytwórca. Jeżeli na metce jest napisane, że można ją prać w wodzie, pierzesz w programie do prania ręcznego i przy użyciu środków piorących do prania delikatnych tkanin (najlepiej jedwabiu).

Jeżeli metka przewiduje pranie wyłącznie na sucho, oznacza to, że najpóźniej po kilkukrotnym założeniu będziesz musiała oddać haleczkę do pralni chemicznej. Ponieważ nie chcesz tego robić (pomijając już koszty takich działań, o których ciągle ci przypominam – nie, na pewno nie chcesz nosić na gołej skórze ubrań przepłukanych w chemicznej kąpieli), halkę – obojętnie jak śliczną! – opatrzoną metką „czyszczenie chemiczne” oddajesz z powrotem w usłużne ręce pani ekspedientki: „nie, dziękuję”.

 

 

Miła Przyjaciółko, jedwabną haleczkę możesz nosić również w charakterze piżamki albo lekkiej sukienki „po domu”. W sklepach znajdziesz bardzo ładne modele, które sprzedaje się jako bieliznę nocną. Jeżeli tylko któraś ci się podoba nie sugeruj się nazwą i funkcją, jaką przeznaczył dla niej producent (albo uparta sprzedawczyni). Haleczka to haleczka, tylko od ciebie zależy kiedy i jak będziesz ją nosić.

I nie zapomnij… ON jest wzrokowcem. Zwykła-niezwykła halka jest niezawodnym elementem uwodzicielskich strategii. Tym bardziej skutecznym, że współcześnie rzadko używanym i niecodziennym.

 

 

 



Komentarze

  1. Maga
    12 lutego 2016

    Tak… bez halki nie ma życia, ale trudno cos “upolować ” w sklepach stacjonarnych.
    Dziekuję za wpis. Bardzo przydatny.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Pola
    12 lutego 2016

    Pięknie:) Już od przedwczoraj koresponduję z Milanówkiem w sprawie mojego rozmiaru ( okazuje się, jakże trudnego do zdobycia 36, a może 34 nawet ;)) Kto wie, może ta sztuka się uda i beżowa będzie moja ?:) Tylko niech racza odpowiedzieć ;)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 lutego 2016

      Faktycznie, same rozmiary jak dla mnie (38/40). Trzymam kciuki.

      P.S. Nie piszą? Znam to – co odezwę się do jakiejś polskiej firmy, to albo nie odpowiadają (olewają) albo zwlekają tygodniami (sugerują, że są bardzo zajęci). Prawie można by uwierzyć, że siedzą na pieniądzach i co im tam jeden marudzący klient… Prawie, bo firmy z międzynarodowym rodowodem (te, które rzeczywiście rozdają karty w branży) cackają się z każdym petentem – zwłaszcza tym mającym pytania albo niezadowolonym – jak ze śmierdzącym jajkiem. Ech, życie… kultura korespondencji w ojczyźnie przyprawia mnie o ból głowy.

      Odpowiedz
      • Pola
        15 lutego 2016

        Prawda. I po tym znac klase firmy-jak traktuje klienta. Musze powiedziec, ze ja z polskimi firmami mam rozne doswiadczenia. Ostatnio np. pani z obslugi klienta sklepu Ochnik byla tak pomocna, ze poszla do magazynu i mierzyla dwa rozmiary kurtki, porownujac zwoje wymiary z moimi, aby jak najlepiej mi doradzic! to jest obsluga na poziomie. A z Milanowka ani maila, ani telefonu dzis nie odbierali caly dzien….:)

        Odpowiedz
  3. rawita
    13 lutego 2016

    Nie wiem, jak oceniacie intimissimi, ale mam stamtąd czarna, jedwabna haleczke i kilka innych sztuk bielizny z jedwabiu, lubię zwłaszcza fikusne spodenki i koszulki. W outletach tej marki można wygrzebac perełki za grosze, niestety przemieszane z rzeczami ze sztucznych włókien.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 lutego 2016

      Ja oceniam doskonale. Ooo albo ooo :-)
      Znalezienie czegoś porządnego w outlecie w ogóle przypomina pracę poławiacza pereł: niby człowiek wie – rzadko w której muszli jest skarb. Ale i tak się go szuka, bo jak już się znajdzie… to radość bez końca!

      Odpowiedz
      • rawita
        13 lutego 2016

        Pięęęękne te dwie! O tak, poławianie perel potrafi być bardzo przyjemne. Jakby ktoś chciał pobawić się w nie przy niewielkim wysiłku, to daję cynk, że w intimissimi w factory outlet w Krakowie można obecnie dorwać czarne i butelkowozielone haleczki z jedwabiu. Byłam dzisiaj, pomacałam, ale wystarczy mi tyle, ile mam.

        Moniko, mam przy okazji pytanie nie związane z tym postem, ale generalnie z blogiem. Trafiłam w małym, zapyziałym sklepiku na prowincji wyjątkowo ciekawy płaszcz. Krój klasyczny, podwójne klapy, jednorzędowy, pasek w talii, długość do pół łydki. Ale tym, co mnie zafrapowało jest materiał: udaje dżins kolorem, prążkowaną ukośnie fakturą (zresztą sam fason nawiązuje do lat 70), grubością, z daleka faktycznie wygląda jak dżinsowy, z bliska widać, że układa się bardziej miękko. Skład: pół na pół wełna z bawełną. Jak myślisz, czego się spodziewać po takiej mieszance? Potrzebuje jakiegoś specjalnego traktowania? Jako, że leży na mnie idealnie, był tylko jeden i kosztował po przecenie całe 65 zł, wisi właśnie na drzwiach mojej szafy, a ja dumam.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          14 lutego 2016

          Dzięki za lokalną inspekcję :-) Krakowianki, uwaga! W outlecie Intimissimi czekają śliczne jedwabne haleczki!

          Szczęściaro, coś mi się widzi, że znalazłaś prawdziwy skarb: dżinsowy trencz z dodatkiem wełny – tak sobie go wyobrażam. Za taki płaszcz każda fashionistka dałaby się zabić (a będąc przypadkiem w Paryżu albo Nowym Yorku w okolicach Tygodni Mody, nie mogłabyś opędzić się od paparazzi :-)
          Podejrzewam, że uszyty jest z gabardyny – mocnego i wytrzymałego materiału, który dzięki dodatkowi wełny będzie cieplejszy i będzie się pięknie układał (sama zauważyłaś: bardziej miękko). Zobacz, tutaj pokazywałm coś podobnego (nr. 4), tyle że ze 100% wełny. Och Rawita, jeżeli rozmawiamy o tym samym, to Twój nowy płaszczyk to prawdziwa perełka! Takiemu płaszczowi nie trzeba wiele do szczęścia, wystarczy mu wieszak z szerokimi ramionami (żeby nie defasonować barków) i wizyta w pralni chemicznej na zakończenie sezonu.
          Leży idealnie? Doskonale, będziesz mieć frajdę przez szereg kolejnych lat (a jak Ci się wcześniej znudzi, to go chętnie odkupię :-)

          P.S. Twoje znalezisko potwierdza tylko moje głębokie przekonanie, że w małych, zapomnianych przez boga i ludzi lokalikach, zdarzają się prawdziwe cuda. Zazdroszczę.

          Odpowiedz
          • rawita
            14 lutego 2016

            Niezawodna Moniko, dziękuję za odpowiedź :) Rzeczywiście, ten materiał wygląda dokładnie tak, jak wełna udająca dżins z postu o materiałach na peleryny. Tak podejrzewałam, że bez prania chemicznego się nie obejdzie, ale absolutnie mi to nie przeszkadza. W tym sezonie już chyba nie zdążę na żaden fashion week, ale rozejrzę się za biletem lotniczym na kolejne :)

          • Monika Frese
            14 lutego 2016

            Ściskam :-))

  4. Justyna
    13 lutego 2016

    dziękuję za ten wpis a szczególnie za skarbyprababuni – zakochałam się w ich produktach!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      13 lutego 2016

      Śliczne, prawda?
      A ja dziękuję za bardzo subtelnie przekazaną wskazówkę. Poprawione :-)

      Odpowiedz
  5. Krystyna
    13 lutego 2016

    Muszę przyznać, że nie lubiłam halek, pewnie dlatego, że nie miałam prawdziwie jedwabnej tylko te śliskie, elektryzujące się badziewie z drapiącą pseudo-koronką. A teraz szukam, bo mam z jedwabiu kilka rzeczy i strasznie je lubię. Dzięki za wskazówki.
    Ach i te Skarby Prababuni, pamiętam, że miałam w dzieciństwie sukienkę podobną do modelu Scarlet.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 lutego 2016

      Masz rację, sztuczności (poliestrowa, poliamidowa albo i wiskozowa koszulka) nie dają żadnego pojęcia co może HALKA.
      P.S. Ja nie miałam takiej śnieżnobiałej śliczności, to pewnie dlatego teraz chcę (oj podoba mi się ta falbaniasta Scarlet :-)

      Odpowiedz
  6. Weronika
    14 lutego 2016

    Jakie piękne te jedwabie. Aż się sama skuszę. A skoro już o jedwabiach mowa, co sądzi Pani o jedwabnych koszulach? Bo generalnie koszula po jednym założeniu kwalifikuje się już do prania. A prać chemicznie koszulę po jednym użyciu to rozbój w biały dzień. Ale z drugiej strony znalazłam taką piękną jedwabną koszulę. O jaką piękną. Bez udziwnień, taką jaką sobie wymarzyłam. Z tym, że nie można jej prać w pralce. To ta koszula:
    http://www.massimodutti.com/pl/pl/women/nyc-limited-edition/koszula-ze-100%25-jedwabiu-limited-edition-c1319008p7159009.html?colorId=710&categoryNav=1319008
    No czyż nie jest cudna? Chociaż rękawy na modelce są za długie moim zdaniem. Ach, te jedwabie, kuszą i nęcą :-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 lutego 2016

      Jakby to powiedzieć… tak w ogóle to jestem na tak, jednak ponieważ koszulę nosi się na gołe ciało – tylko dla tej, którą można prać w wodzie. To jest tak, jak z haleczką – nie chciałabym nosić na nagiej skórze ubrania regularnie kąpanego w chemikaliach. Poza tym, pranie chemiczne białej bluzki (która nadaje się do czyszczenia już po jednorazowym założeniu) katapultuje nam koszty użytkowania do jakiś nierealnych sum. Zgoda, producenci zabezpieczają się “na wszelki wypadek” i ubrania przewidziane do prania chemicznego często można spokojnie wsadzić do wody… jednak w tym konkretnym przypadku nie ryzykowałabym z dwóch powodów:
      – cena wyjściowa jest wysoka, więc jeżeli eksperyment z praniem na mokro się nie powiedzie, będzie baaardzo szkoda;
      – niestety, o ile chętnie używam zdjęć MD do wyjaśniania konkretnych zagadnień, przekonałam się już kilkakrotnie, że doskonała jakość fotek niekoniecznie idzie w parze z doskonałą jakością sfotografowanych ubrań :-(
      Rozumiem dylemat, to jest rzeczywiście przepiękna koszula: elegancka, prosta, dystyngowana. Jeżeli nie daje Pani spokoju, proszę ją po prostu przymierzyć. Być może sprawa rozwiąże się sama, bo te rękawy naprawdę wyglądają na przy-dłu-gaśne.

      Weroniko, znamy się co najmniej od roku (chociaż mam wrażenie, że znacznie dłużej). Odpuścimy sobie formalności?
      Cześć, jestem Monika :-)

      Odpowiedz
      • Weronika
        14 lutego 2016

        W takim razie nie będę sobie zawracać nią głowy. Bo mimo, że jest śliczna, to rzeczywiście pranie chemiczne nie daje mi spokoju i dlatego odwlekam kupno tej koszuli.
        Bardzo mi miło, Weronika :-)

        Odpowiedz
  7. Ola P.
    15 lutego 2016

    Halki, haleczki zdecydowanie tak. Dla mnie, miłośniczki sukienek wszelakich, to nieodzowne wyposażenie szafy. Pod dzianinowe sukienki i pod wszystkie nie posiadające podszewki. Halka to też świetne rozwiązanie dla początkujących krawcowych,które jeszcze nie czują się na siłach szyć sukienki z podszewką. “Jedwabnego marzenia” jeszcze nie posiadam, jest w planach na marzec (zażyczyłam sobie w prezencie urodzinowym :-)). Przez Ciebie / dzięki Tobie Moniko staję się niewiastą o luksusowych wymaganiach. Obecnie używam halek wiskozowych. Jest to nieźle się nosząca opcja ekonomiczna. Tak a pro po jedwabi, dostałam niedawno dwie wielkie, męskie koszule jedwabne i szukam natchnienia na co je przerobić.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 lutego 2016

      I dobrze! Jesteś tego warta (powtarzając za jedną taką firmą :-) Szkoda tylko, że moje urodziny jeszcze tak daleko… wprawdzie upieram się zawsze, że mam wszystko czego mi trzeba, ale takiej jednej albo i drugiej jedwabno-koronkowej śliczności na pewno nie powiedziałabym nie.
      Właśnie tak, halka godnie zastępuje “spód”, więc jest świetnym rozwiązaniem dla pań, które z braku doświadczenia (albo czasu) nie decydują się na zintegrowanie podszewki do każdej uszytej sukienki. Olu, jesteś prawdziwą kopalnią fajnych, praktycznych pomysłów… widziałaś jak Cię zareklamowałam na fejsbuku?

      Co można zrobić z jedwabnej męskiej koszuli… halkę właśnie? Można ją zwęzić i dopasować albo uszyć z niej całkiem nową rzecz: wyrafinowaną bluzeczkę, apaszkę, szal, sukieneczkę lub spódniczkę w wersji mini (ten pomysł jest śliczny!), jedwabny pokrowiec na poduszkę… o, tutaj mamy kilka koszulowych projektów, może któryś wpadnie Ci w oko.
      Dzień dobry :-)

      Odpowiedz
      • Ola P.
        16 lutego 2016

        Dzień dobry. Przerwa śniadaniowa z “Lady and the dress” to prawdziwy relaks. Właśnie wróciłam z mini wycieczki na Twojego Facebooka, będzie mi miło jeśli komuś mój patent na zadbane ręce się przyda. Ja jak akurat nie mam kremu własnej produkcji to używam też klasycznej nivei. Dziękuję za podpowiedzi co wyczarować z męskiej koszuli. Jedną pewnie zwężę i powstanie luźna, zwiewna damska bluzka, pozbawię ją też kołnierza bo jest jak dla mnie zbyt masywny. Z drugiej uszyję prostą bluzeczkę z małym rękawkiem, dekoltem w łódkę, taką idealną pod żakiety. Tylko ciekawe kiedy ja mam realizować wszystkie swoje pomysły? Oglądając pomysł na śliczną mini sukieneczkę nieźle się uśmiałam bo wyobraziłam sobie jak ją proponuję któremuś z synów, w szczególności temu mającemu 188 cm wzrostu, miałby fajną minę jak bym mu pokazała takie jedwabne cudo. W rodzinie też brak małych dziewczynek, a szkoda :-). Jak chłopcy byli mali to taśmowo produkowałam wygodne porcięta na gumce i byłam mistrzynią w artystycznym naszywaniu łat na kolana. Z podpowiedzi podobają mi się też poszewki na poduszki z koszul ale tych było by mi szkoda do takiego celu.
        Miłego popołudnia.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          16 lutego 2016

          Pytam siebie tak samo: dziewczyno, kiedy ty chcesz wcielić w życie te wszystkie pomysły?! Nie tylko 24-godzinna doba to za mało, tu nawet cztery ręce nie wystarczą (to tak również a propos facebooka – nie miała baba kłopotu, założyła sobie konto :-)

          Olu, jak tylko coś fajnego Ci wyjdzie z tych koszul, pochwal się proszę koniecznie.
          Ciepłe pozdrowienia przesyła Stażystka, codziennie od nowa aspirująca do tytułu Mistrzyni Artystycznego Naszywania Kolanowych Łat

          P.S. Naprawdę szkoda z tą sukieneczką… ech, no i na co komu chłopaki? ;-)))

          Odpowiedz
  8. Wiktoria
    15 lutego 2016

    Ja również jestem zwolenniczką noszenia halek pod sukienki i spódnice. Na razie podobnie jak Ola P. noszę wiskozowe, ale mam w planach stać się kobietą luksusową i kupić jedwabne. W myśl oklepanego, ale prawdziwego hasła reklamowego “jestem tego warta”.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 lutego 2016

      No wiesz, co! Ale się zgadałyśmy z tym hasłem! Oklepane czy nie, bardzo nam tu pasuje do filozofii :-)
      Moje luksusowe dziewczyny, jestem szczęściarą – uszczęśliwiacie mnie swoim entuzjazmem ciągle i od nowa.

      Odpowiedz
  9. Monika Frese
    15 lutego 2016

    Cześć. Na fejsbuku wystartowałam właśnie z pielęgnacyjną akcją Tydzień Dobroci Dla Rąk.
    Trochę na żarty, ale jeszcze bardziej – serio. Jeśli masz ochotę na pogaduchy, wymianę sprawdzonych przepisów i wzajemną motywację, zapraszam.
    Olu, jeszcze raz – dziękuję za inspirację :-)

    Odpowiedz
  10. Makosza
    16 lutego 2016

    Myslalam, ze jestem jedyna osoba na swiecie, ktorej halki sie podobaja. Pamietam halki mojej babci. Z kuzynkam ubieralysmy je jako sukienki do ziemi.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      16 lutego 2016

      A tu niespodzianka… bo nam też. Nam też!
      A propos dziecięcych zabaw – haleczki takie jak od Prababuni, mogłyby nawet udawać suknie dla księżniczki. Takie są śliczne.

      Odpowiedz
      • Makosza
        18 lutego 2016

        O tak, oglądałam tę stronę. Moja miała proste. Szeleczki i miejsce na piersi byly koronkowe, reszta z półprzeźroczystego materiału.

        Moniko, mam pytanko. Oglądałam jedwabne bluzki na zalando a że często pisze jedno a mamy drugie, więc patrzyłam na opis. I znalazłam>

        – Material Oberstoff Rückseite: 100% Viskose
        – Material Oberstoff: 100% Seide

        I poległam, bo nie mam pojęcia o co chodzi. Przednia część bluzki jest z jedwabiu, tylna z wiskozy, czy materiał składa się 2 warstw i jakoś to skleili (nie wiem jak, bo bluzeczka cieniutka) i na wiskoze dali jedwab. Czy może całkiem co innego. Często to widziałam. Jedwab i Rueckseite wiskoza, modal.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          18 lutego 2016

          Koronkowy gors i półprzeźroczysty dół? A słyszałam, że wcześniejsze generacje były pruderyjne :-)

          Możesz podać link? Poprzyglądam się wieczorem.

          Odpowiedz
          • Makosza
            21 lutego 2016

            Pewnie poza domem bylo pruderyjnie a co w domu to wiadomo he he

            https://www.zalando.de/set-t-shirt-basic-night-fall-s1721e01d-k11.html

            tu link do bluzki.

          • Monika Frese
            21 lutego 2016

            Ta bluzeczka faktycznie jest zrobiona z dwóch różnych materiałów: przód z jedwabiu, a tył z wiskozy. Dobrze to widać na modelce w beżowym modelu (fot. 3 i 4 – obie strony układają się całkiem inaczej). Przód wygląda mi na cieniutką jedwabną krepę, a tył na cieniutką wiskozową dzianinę.
            Czego to ludzie nie wymyślą… czy chodzi o to, żeby obniżyć koszty, bo pod żakietem czy kurteczką i tak widać tylko jedwabny przód? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że chodzi o wyrafinowany design.

  11. Makosza
    22 lutego 2016

    A to takie buty. Zmylilo mnie to, ze zaznaczylam w wyszukiwarce Jedwab i bylam pewna, ze dostane to, co chce poogladac. Tez wydaje mi sie, ze to o koszta chodzi. Ale to wiem, by zwracac na to uwage, bo czasami czlowiek zobaczy silk 100% i tym sie sugeruje a byly tam bluzki z 100% jedwabiu ale i modal, wiskoza. Trza czytac jak w umowach. Dzieki za pomoc.

    Odpowiedz
  12. Jaka podszewka do wełnianej spódnicy? - Lady and the dress
    19 lipca 2018

    […] wersją jedwabnej podszewki jest półhalka, czyli osobna spódniczka wykończona w talii bieliźnianą gumką. Uszyta z leciutkiej jedwabnej […]

    Odpowiedz

Dodaj komentarz