21 czerwca 2015 / Materiały / 24 komentarze

Nie, wcale się nie leniłam. Byłam bardzo zajęta, przygotowując dla nas całą serię artykułów o najgorętszej tkaninie sezonu. Nowinki prosto z wybiegów nigdy nas specjalnie nie interesowały, ale dżins ani nie jest tak naprawdę nowinką, ani przejściowym, sezonalnym kaprysem mody. Dlatego chętnie przyjrzymy się mu bliżej.

 

Dżins, jeans albo denim

Gdy rozmawiamy o dżinsie przed oczami mamy przede wszystkim spodnie, których historia splata się w fascynującą opowieść łączącą artystyczną bohemę z mieszczańską burżuazją i gwiazdę ekranu ze zwyczajnym człowiekiem pracy.

Dżinsy są prawdziwym wyjątkiem na przestrzeni historii mody – symbolem wolności i rebelii, któremu zabrało niecałe sto lat, żeby ze spodni roboczych przemienić się w pożądany, wyspecjalizowany produkt odzieżowy z wejściówką do klasy biznes. To czego zwykle nie wiemy o dżinsach: chociaż rozpoczęły swoją efektowną karierę w Stanach Zjednoczonych (stając się nieodłącznym ubiorem poszukiwaczy złota i kowbojów), same w sobie nie były jakoś szczególnie amerykańskie, a początki ich legendy mają swoje korzenie w Europie.

 

Dżinsy zostały wymyślone przez niemieckiego Żyda Levi Straussa (z domu Löb Strauss), który wyemigrował do kraju niekończących się możliwości i w 1873 (wraz ze swoim wspólnikiem Jacobem Davisem) opatentował zaprojektowane przez siebie spodnie robocze.

Ich produkcja nie była skomplikowana: mocny i wytrzymały denim sprowadzany z Francji wzmocniono podwójnymi, nakładanymi szwami i miedzianymi nitami. Niebieski kolor był dziełem przypadku i miał całkowicie ekonomiczne podłoże – od 1880 r. potrafiono wytwarzać kolor indygo przy pomocy chemii, a że na niefarbowanym materiale widać każde, najmniejsze nawet zabrudzenie, niebieski kolor spodni pana Straussa okazał się niedrogim i bardzo praktycznym rozwiązaniem.

 

dżins: Levi`s 501_Originalfot. Levi`s

501 Original – pierwsze i chyba najbardziej znane spodnie dżinsowe świata.

Jasne przetarcia na materiale nie były w czasach poszukiwaczy złota celowym zabiegiem dekoracyjnym, tylko wynikiem ciężkiej pracy fizycznej… właściwie to zabawne, jak toczy się koło mody prawda? Tkanina wymyślona i ceniona ze względu na swoją niezniszczalną wytrzymałość, dzisiaj sprzedaje się najlepiej wtedy, kiedy jest już fabrycznie podarta, popruta i poprzecierana… przepraszam, „destrukcyjnie uszlachetniona” i wygląda na kompletnie zniszczoną i zdewastowaną.

 

 

 

Denim jest mocną i wytrzymałą tkaniną bawełnianą o splocie skośnym – bardzo podobną do gabardyny – z której produkuje się odzież dżinsową. W XIX w. materiał ten wytwarzano we francuskim mieście Nimes, stąd: Serge de Nimes = tkanina z Nimes, którą to nazwę w potocznym amerykańskim przechrzczono na de-nimes.

Podobnie nazwa blue jeans, skrócona później do jeans pochodzi od Bleue de Genes, czyli niebieski z Genui (Genua, włoskie miasto położone nad morzem śródziemnym, było w połowie XIX w. najważniejszym portem przeładunkowym handlu bawełną).

 

A pamiętasz… teksas albo just? Nieudolną rodzimą podróbkę amerykańskiego denimu z czasów zamierzchłej komuny i paskudne, nieścieralne i nie do zdarcia dżinsy marki Odra?

 

 

Dżins: różne odcienie blue denim

Oryginalny denim jest utkany w połowie z jasnych, niefarbowanych włókien bawełny, a w połowie z zabarwionych na niebiesko i dlatego jest zawsze dwukolorowy: prawa strona tkaniny jest intensywna w kolorze, lewa – jaśniejsza.
Współcześnie obok klasycznego, odrobinę rystykalnego pierwowzoru, znajdziemy dżins w przeróżnych wariantach gatunkowych i we wszystkich kolorach tęczy. Dla mnie najpiękniejszym pozostaje blue jeans:

 

dżins_denim_lekki

 

Letnie, bo cudownie lekkie odmiany denimu z delikatnej w dotyku, ale mocnej bawełny.

Po lewej: przepiękny twill o jasnym spodzie, w którym włókna w kolorze królewskiego błękitu splatają się z białymi włóknami w wyraźnie widocznym splocie skośnym (Jil Sander).

Po prawej: przypominający drobniutką kostkę splot panama w denimie utkanym z różnych odcieni niebieskiego (G-star).

 

 

 

Dżins, w przeciwieństwie do innych bawełnianych tkanin o roboczo – sportowym rodowodzie (płótna, canvasu albo sztruksu) nie jest farbowany w  całości, tylko jak najszlachetniejsza wełna kostiumowa utkany jest z różnokolorowych włókien. Tradycyjnie w niebieskim indygo i bieli, i w taki sposób, że wierzch materiału jest niebieski, a spód jasny. Zdarzają się jednak interesujące wyjątki.

 

dżins_denim_dwukolorowy

 

Każdą z nich wyobrażam sobie jako cudowne tworzywo dwurzędowego, dopasowanego płaszcza z ekstrawaganckimi, szerokimi wyłogami i kołnierzem na wysokiej stójce:

po lewej: nasycony i głęboki w tonacji raw denim, charakteryzujący się niewykończoną powierzchnią i lekko sztywnym chwytem. Najmodniejszy odcień sezonu przywołany nostalgiczną falą romantyczno – hipisowskich lat 70-tych, który najbardziej stylowo wygląda w połączeniu z kremem i koniakowym odcieniem naturalnej skóry. Charyzmatyczny, dwukolorowy efekt uzyskano przy pomocy włókien w różnych odcieniach granatu (G-star).

Po prawej: dwukolorowa lniana wariacja na temat denimu z włoskiego domu mody Corneliani. Indygo i brunatny brąz.

 

 

 

Stone washed to tradycyjny rodzaj obróbki dżinsu, w którym przy pomocy pumeksu albo specjalnych enzymów nadaje się denimowi znoszony, zużyty wygląd. Zwykle stosuje się go na gotowym, uszytym już ubraniu, co zapewnia również indywidualne wykończenie szwów – każdy egzemplarz wygląda inaczej.

Podczas kiedy pumeks ściera farbę, enzymy naruszają strukturę włókien, ale efekt jest taki sam: kolor tkaniny staje się nierównomiernie rozjaśniony, a chwyt zamszowo miękki.

 

dżins_denim_klasyczny

 

Ciężki i mocny – klasyczny blue denim włoskiej marki G-star.

Po lewej: miękki i sprężysty poddany wykończeniu stone washed; po prawej: nieco sztywniejszy, w którym melanżowo niejednorodną powierzchnię uzyskano przy pomocy różnokolorowych włókien.

 

 

 

I jeszcze – naprawdę nie mogłam się powstrzymać, bo ceny lecą w dół jak szalone – kilka przykładów ubrań, które wyglądają jak dżins, ale wcale dżinsem nie są:

 

massimo_dutti_ramie_lyocellfot. Massimo Dutti

Koszule w bardzo dżinsowym stylu: ciemnoniebieska z półprzejrzystej ramii i dwie jedwabiście gładkie ze spranego w kolorze lyocellu.

 

 

massimo_dutti_leinenfot. Massimo Dutti

Lniane wariacje na temat dżinsu: świetne połączenie klasyki z młodzieńczym wdziękiem blue jeans.

 

 

 

Dżins i jego pielęgnacja

Ludzie, przestańcie w końcu prać wasze dżinsy! Nie, to nie jest dowcip, tylko napomnienie eksperta i szefa Levi´sa w jednej osobie Chipa Bergha, który całkiem na serio próbuje nas przekonać, że pranie nieodwołalnie prowadzi do zniszczenia (utraty formy i koloru) nawet najdroższej pary dżinsów.

W przypadku ubrania noszonego przez cały dzień bezpośrednio na nagiej skórze, zalecenie zrezygnowania z użycia wody brzmi dosyć obrzydliwie, natomiast rekomendowana „konserwacja” przy pomocy termoszoku – włożenie spodni do zamrażarki ma skutecznie i całkowiecie zlikwidować bakterie odpowiedzialne za paskudne zapachy – cokolwiek ekscentrycznie. Tak czy inaczej, właściwa pielęgnacja to już połowa sukcesu (drugą jest oczywiście znalezienie idealnego kroju w odpowiednim rozmiarze :-).

 

dżins_denim_metka

 

Zawsze PRZED praniem (a najlepiej jeszcze przed zakupem) warto rzucić okiem na metkę, sprawdzając jaką opcję czyszczenia poleca nam producent dla tego konkretnego egzemplarza.

 

 

 

Teoretycznie, grube tkaniny z czystej bawełny dobrze sobie radzą w wysokiej temperaturze i niestraszne im wirowanie w suszarce. Teoretycznie, dżins można prać w 40°C i prasować. W praktyce sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, ponieważ współczesny, uszlachetniony chemicznie denim jest wymagającym materiałem, który:

– źle znosi gorąco;

– kurczy się w kontakcie z wodą. W kontakcie ze zbyt ciepłą – nieodwracalnie;

– puszcza kolor, to znaczy odbarwia się, spiera i blaknie.

 

Jeżeli jesteś zdania, że im dżins starszy, bardziej znoszony i sprany, tym atrakcyjniejszy – każda metoda pielęgnacji będzie dla ciebie tą właściwą: możesz go prać w ciepłej wodzie, wirować i prasować do woli. Więcej, częste pranie połączone z intensywnym dozowaniem mocnych w działaniu proszków (zwłaszcza tych zawierających optyczne rozjaśniacze) bardzo szybko nada twojemu denimowi zużyty used look. Natomiast, jeśli dużo czasu zajęło ci wyszukanie idealnie leżącej pary dżinsów (albo jeśli zainwestowałaś w szykownie atrakcyjną, odświeżającą garderobę sztukę z denimu) i chciałabyś, żeby jak najdłużej wyglądały jak nowe, weź proszę na poważnie moje sugestie:

 

1.  Nie pierz dżinsu po każdorazowym założeniu.

2.  Między kolejnymi praniami wystarczy regularne odświeżanie przy pomocy pary – dokładnie tak, jak to już wypróbowałyśmy z wełną. Para odświeża i odpręża włókna tkaniny, rozprostowując zagniecenia oraz wypchane kolana.

3.  Pranie w pralce jest rozsądną, oszczędzającą czas i nerwy procedurą:

  • wybierz delikatny program z temperaturą nie większą niż 30°C i niewielkimi obrotami (przy niskich obrotach materiał ma małe szanse, żeby się wygnieść);
  • pierz na lewej stronie, najlepiej z innymi dżinsowymi tekstyliami w podobnym kolorze (a przy okazji… spłowiały dżins znowu nabierze kolorów, jeśli upierzesz go razem z kilkoma nowymi, ciemnymi modelami);
  • nie pakuj zbyt wielu sztuk naraz – jeżeli tkanina ma zbyt mało miejsca, odbarwia się silniej w miejscach ściśniętych zagnieceń;
  • użyj specyfiku do prania delikatnych tkanin albo… octu. Bez względu na to, jak dziwnym może wydać ci się to zalecenie – ocet jest nie tylko naturalnym środkiem dezynfekująco – czyszczącym, ale również świetnie utrwala kolory, chroniąc dżins przed wyblaknięciem;
  • suszarka? Suszarka jest zabroniona i już!

4.  Dżins nie lubi gorąca, nie lubi więc także prasowania. Jeżeli preferujesz gładki, wypracowany look – prasuj wyłącznie na lewej stronie średnio rozgrzanym żelazkiem i przy użyciu dużej ilości pary. I nie wygłupiaj się, naprawdę nie musisz prasować swoich jeansów – przecież pod wpływem ciepła twojego ciała same się rozprostują, pięknie dopasowując do sylwetki.

 

 

Miłe Przyjaciółki, Drodzy Goście, przed nami jeszcze kilka kolejnych odcinków denimowej serii, ponieważ w związku z dżinsem mnie, dorosłą kobietę bardzo interesuje odpowiedź na dwa zagadnienia: Jak nosi dżins stylowa dziewczyna? oraz Czy i w jakich okolicznościach pełnoletni człowiek może pokazać się w pracy w dżinsie?

No właśnie… jak sądzisz? Może?

 

 

Na całą dżinsową serię składają się następujące wpisy:

Dżins. Mocny trend sezonu

Stylowa dziewczyna i dżins

Dżinsy w godzinach pracy

 

 

*Na zdjęciu zapowiadającym post – Massimo Dutti w kampanii reklamowej W/L 2015

 



Komentarze

  1. Maga
    21 czerwca 2015

    Ostatnio kilkakrotnie już czytałam o tym, żeby jednak dżinsów nie prać zbyt często. Jakoś nie potrafię tego wdrożyć w życie. Próbowałam, ale czułam się niechlujnie, więc wróciłam do starych nawyków. I piorę ( chyba zbyt często).

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      21 czerwca 2015

      Ja wietrzę i paruję, bo sama myśl, że ukochany ciuch zużyje mi się przedwcześnie, przyprawia mnie o szaleństwo (chociaż muszę przyznać, że to wyznanie tak czarno na białym wcale nie wygląda lepiej od zamrażarkowych rewelacji :-)
      W każdym razie, w ten sposób z sukcesem – tzn. bez flejtuchowatego odczucia – udaje mi się wydłużyć okres między kolejnymi praniami.

      Odpowiedz
      • Irensa
        22 czerwca 2015

        Nie piorę dżinsowych spodni zbyt często. Ratuję powypychane kolana i zagniecenia rozpylając w tych miejscach wodę i pozostawiając na wieszaku do wyschnięcia. No i noszę bieliznę co podobno pod spodnie jest od dawna passe! A tak w ogóle to świetny post! Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy…

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          22 czerwca 2015

          Fajny sposób, taka troszkę inna odmiana parowania.
          Też mi się wydaje, że to nie brud i paskudne zapachy są głównym punktem zapalnym w pielęgnacji dżinsów, tylko – jak to zwykle bywa z wąsko skrojonymi bawełnianymi tkaninami – wypychanie się materiału na kolanach i pupie. Ale… bielizna? Passe?! Hmm… to co ja zrobię, jak jakaś modnie uświadomiona dziewczyna na przymiarkę mi przyjdzie bez majtek?!

          No bo kto by pomyślał, że będzie się nam tak świetnie gadało o dżinsie? Ciąg dalszy wkrótce nastąpi :-)

          Odpowiedz
          • Maga
            24 czerwca 2015

            “to co ja zrobię, jak jakaś modnie uświadomiona dziewczyna na przymiarkę mi przyjdzie bez majtek?!” – jak to co? Pani przyborniczek do przymiarek chyba będzie należało uzupełnić o jednorazowe majteczki :)
            Pozdrawiam serdecznie !

  2. Weronika
    21 czerwca 2015

    Tak lekko i miło się “Panią” czyta. Osobiście uwielbiam dżins. Ale tylko spodnie. Żadnych dżinsowych koszul, sukienek, spódnic, kurtek. A dżinsowe spodnie to naprawdę genialny wynalazek. Dżinsowych spodni nigdy za wiele. Mają tyle możliwości stylizacji. Chociaż ja najbardziej lubię zakładać do dżinsów koszulę, t-shirt lub sweter. Jeśli chcę wyglądać bardziej kobieco zakładam do nich szpilki i biorę kopertówkę do ręki. A jeśli na luzie, zakładam mokasyny i torbę na ramię (taką na dłuższym pasku). Okulary na nos i w drogę. Nie wiem czy można to nazwać stylowym ubiorem, ale świetnie się w nim czuję. To pewnie też ta kwestia osobowości, o której niedawno Pani pisała. W każdym razie, bardzo panu Straussowi za dżinsy dziękuję :-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      21 czerwca 2015

      Ja również jestem mu bardzo wdzięczna, bo chociaż sama akurat lubię niekonwencjonalne potraktowanie materii (a więc dżins, ale chętnie w postaci płaszcza albo kamizeli o nietypowym kroju), zawsze widząc szykowną dziewczynę w genialnie prostej i bezpretensjonalnej kombinacji: dżinsy + dobra koszula + okulary przeciwsłoneczne, zastanawiam się czy naprawdę potrzeba nam więcej, żeby czuć się bosko.

      Może ostatnim razem, gdy przemknęła mi przez głowę ta myśl, obejrzałam się właśnie za Panią, Weroniko?
      Ciepło pozdrawiam. Dobranoc :-)

      Odpowiedz
  3. Agnieszka M.
    21 czerwca 2015

    Przez wiele lat nie miałam dżinsów, teraz mam jedne, kupiłam, bo w pewnym momencie nie miałam co nosić. Zasadniczo szyję sobie wszystkie spodnie, sklepowe źle na mnie leżą. Nie przepadam za tymi, które mam.
    Dla mnie dżinsy pozostają ubraniem roboczym, dobrym na latanie po mieście, ale nie do pracy.
    Piękne te dwie jaśniejsze koszule umieściłaś. Lyocell chyba nie jest zły.

    Przy okazji się podzielę, że w tym tygodniu po raz pierwszy zdarzyło mi się w sklepie pomyśleć, że wiem, na jakie kolory i styl patrzę. Tylko klasyczne, kolory dla mojego typu. To jest genialna sprawa i ogromne ułatwienie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 czerwca 2015

      Prawda? A jaka oszczędność czasu – wchodzisz do sklepu i od razu wiesz co jest dla Ciebie, a co spokojnie możesz zignorować.
      Sprawiłaś mi ogromną przyjemność tym wyznaniem. Strasznie, strasznie się cieszę!

      Ciekawe, czy będę umiała Cię przekonać do dżinsu w kontekście zawodowym, bo chociaż nic nie zastąpi dobrze leżących spodni z materiału (w których człowiek porusza się i czuje zupełnie inaczej niż w wygodnych dżinsach), to dżins ma… nie no zaraz, o tym przecież będzie jeden z kolejnych wpisów. Dzień dobry :-)

      Odpowiedz
  4. Agnieszka M.
    22 czerwca 2015

    Właściwie to powinnam była to napisać pod tekstem o dyscyplinie, jest bardzo dobry. Wybrałam z mojej palety trzy podstawowe kolory (a z nich niektóre odcienie), mam takie których unikam całkiem, takie, w których tylko pewne rzeczy itp. Wreszcie robi mi się porządek.Długi to proces był, na analizie kolorystycznej byłam 1,5 roku temu. A stylem zainteresowałam się jakiś rok temu może. Wcześniej tylko dress kodem trochę.
    U mnie w pracy nikt dżinsów nie nosi.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      22 czerwca 2015

      Aha, czyli to wcale nie moja zasługa :-)
      Ale nie szkodzi, najważniejsze, że masz ochotę i chęci znaleźć najpiękniejsze, bo najbardziej prawdziwe z wcieleń własnego ja.

      P.S. No i dobrze, że nikt nie nosi. Będzie o czym podyskutować.

      Odpowiedz
  5. Agnieszka M.
    22 czerwca 2015

    Nie, no jak nie Twoja. Częściowo Twoja zasługa, bo wiele elementów się na to składało. Wpis o dyscyplinie na pewno mi konkretnie pomógł. I ten o stylu klasycznym. Zatem: dziękuję.

    Odpowiedz
  6. Katarzyna
    22 czerwca 2015

    Witaj Moniko, no to się wstrzeliłaś w temat!!! Uwielbiam spodnie dżinsowe, ale znalezienie dobrego modelu zajęło mi lata, no a niedawno dowiedziałam się, że ta linia zostanie wycofana i zastąpiona PRAWIE taką samą. Niestety w tym przypadku PRAWIE ROBI RÓŻNICĘ, więc pobiegłam do sklepu i wykupiłam co było w moim rozmiarze ;)))) mam tylko nadzieję, że nie zmienię go w najbliższym czasie. Do reszty dżinsowej garderoby tez się pomału przekonuję….noszę do pracy (do biura…też) i dlatego jestem ciekawa co zaproponujesz? Piszesz tak, że czyta się to jak dobrą opowieść, więc tak jak poprzedniczki ja też nie mogę doczekać się dalszych wpisów. Pozdrawiam i dziękuję.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 czerwca 2015

      To jest dopiero świństwo! Przyzwyczaił się człowiek, uzależnił i kocha od lat, a tu mu albo zmieniają składniki, albo unowocześniają paletę barw, albo tak po prostu wycofują linię. Masz rację, prawie nie znaczy to samo. Do dziś nie mogę się pogodzić, że przed dwoma laty usunięto z palety kolorów mój ulubiony odcień lakieru do paznokci… chociaż muszę przyznać, że lakier do paznokci to pestka w porównianiu ze znalezieniem pary dżinsów, która idealnie formuje i podkreśla to, co trzeba. Dobra robota :-)

      Widzę, że naprawdę się wstrzeliłam. Czyli dla Ciebie – tak jak i dla mnie – dżins całodobowo… aż sama jestem ciekawa co będzie dalej! Dzień dobry Katarzyno :-)

      Odpowiedz
  7. Kocham Szycie
    23 czerwca 2015

    Bardzo fajny wpis. Ostatnio szukałam jeansów i szczerze powiedziawszy nic nie rozumiem z metek. Jeansy, które mają napisane, że zawierają 2% elastanu rozciągają się jak dres, znowu moje starsze jeansy, które też na metce mają 2% elastanu – prawie wcale się nie rozciągają. Może te metki są oszukane?
    A jeansów w 100% bawełnianych nigdzie nie znalazłam, no prawie nigdzie, bo od firmy tommy hilfiger są 100% bawelniane, tylko kosztują 500 zł. Czy “prawdziwe” jeansy są tylko w takich wysokich cenach? Wiesz może coś na ten temat?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 czerwca 2015

      Twoje pytanie ma związek z jakością, a dobra jakość:
      a) dotyczy zarówno elastanu, bawełny, jak i ich kombinacji;
      b) często – chociaż nie zawsze – wyraża się ponadprzeciętną ceną.

      Poruszyłaś bardzo interesujące zagadnienie, którym pod roboczym tytułem “Czy dobre dżinsy muszą być drogie?” czeka na swoją kolejkę. Dlatego… cierpliwości proszę :-)

      Odpowiedz
  8. Monika Frese
    24 czerwca 2015

    Maga, nie miałam już miejsca pod naszym dialogiem:
    że też sama na to nie wpadłam! Zaraz zamówię całą paczkę :-)

    Odpowiedz
  9. Monika
    24 czerwca 2015

    Bardzo mnie cieszy ten powrót dżinsu na wybiegi i ulice. Szczególnie dżins od stóp do głów (czyli modnie nazywany dziś “total look”). Niestety, nawet klasyczne, proste spodnie z ciemnego denimu są u mnie w pracy zabronione (o dziwo, nie dotyczy to dżinsu w innych kolorach niż czarny). Żeby trochę pokazać (metaforyczny) język przełożonym noszę dżinsowe koszule i kaszkiet (ten już poza biurem). Marzy mi się możność pójścia do pracy w dżinsach i białej koszuli, ale takie zestawy to dla mnie teraz tylko po godzinach… Czas poszukać nowej pracy?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 czerwca 2015

      Metaforycznie rzecz ujmując? Koniecznie.
      Bo w końcu jeśli już, to raczej przyczepiłabym się do dżinsowej koszuli niż do ciemnych, granatowych spodni – zwłaszcza tych noszonych z wypielęgnowaną białą koszulą. Naprawdę czasem mam wrażenie, że w imię źle pojętej kultury zawodowego ubioru, milsza jest niektórym pseudobiznesowa sukienka z poliestru od dobrej, ale idącej z duchem czasu bazy.
      Hej… brawo za odwagę :-)

      Odpowiedz
      • Monika
        25 czerwca 2015

        Staram się być jednak wyrozumiała dla szefostwa, które po prostu nie nadąża za trendami i nie zorientowało się, że dżinsy weszły już do nieformalnego biurowego dresscode’u.
        P.S. W poprzednim poście miało być “nie dotyczy to dżinsu w innych kolorach niż NIEBIESKI”, bo już dawano przyłapałam szefową na noszeniu czarnego :D

        Odpowiedz
  10. Celestyna
    2 lipca 2015

    I kto by pomyślał:mąż dziś odebrał swoje wymarzone klasyczne Levis’y, w głowie pytanie-co z tym zrobić co by mu nie popsuć?otóż Wujek Dobra Rada(Ciocia właściwie) czyta w myślach i już mam odpowiedź.zawsze do przodu,zawsze lekkim piórem.uwielbiam Cię Moniko(co z tego,że się powtarzam!).a co do dżinsu,pamiętam moją ukochaną kurtkę Levisa za czasów podstawówki,przyszła chyba w paczce charytatywnej,bo ja z wielodzietnej rodziny jestem i takie nam mili państwo przysyłali z Francji.za duża ta kartka,ale o dziwo do wszystkiego pasowała.aż mi siostra rękawów nie obcięła i wtedy już tylko jej do wszystkiego pasowała.dla mnie to była profanacja.kurtek dziś nie noszę,ale z dżinsu tylko spodnie wybieram.uwielbiam te z wysokim stanem.przyznam jednak,że zawsze kupowałam takie stretchowe,bo wydawało mi się,że lepiej się układają na pupie.
    A co do założenia ich do pracy,osobiście uważam,że w korporacji,to może nie najlepszy pomysł.chyba,że ktoś jak ja zajmuje się pielęgnacją ogniska domowego i grono petentów oceniających strój służbowy ma po zsumowaniu lat nie więcej niż 15.
    Pozdrawiam!
    P.S.Moniko!jeżeli twoje posty będą wciąż tak pasjonujące,obawiam się,że dojdzie do tego,iż wyznam Tobie miłość.przyjmij to na spokojnie,dalej sięnie posunę.a poza tym sama jesteś sobie winna!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      3 lipca 2015

      A Ty jak zwykle wpadasz we właściwym momencie. Mały kuksaniec w stylu “bierz się babo w końcu do roboty!” bardzo mi się właśnie przyda. Jeśli chodzi o dżins w kontekście ogniska domowego, jestem stanowczo za streczem. Ostatecznie nic tak nie wypacza dopiero co kiełkującego smaku małolatów, jak powypychane i porozciągane kolana rodzicielki :-)

      P.S. Mea culpa, mea maxima culpa… więc powtarzaj i wyznawaj, wszystko zniosę!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz