10 czerwca 2013 / Prosto z atelier / 16 komentarzy

Dzisiaj mam dla moich Czytelniczek małą ankietę. Panowie! Ten wpis nie jest dla Was i nikt Was nie pyta o zdanie. Ze względu na nieprzyzwoite treści, prosi się Was o odłączenie się od ekranów lub przełączenie na inny kanał dla dorosłych. Dziękuję.

 

 

Mając do wyboru :
a) imponujących rozmiarów biust czy  b) piękne nogi, na co byście się zdecydowały? Na  c) wszystko? Zaraz, zaraz… nie ma takiej opcji!

Korzystając z przywilejów gospodyni zabiorę głos pierwsza, wybierając  b) piękne nogi, ponieważ pokaźny biust:

  • nigdy jakoś nie był moim marzeniem, podobnie jak i rodzaj mężczyzny, który jest jego wielbicielem;
  • nie może być prawdziwie elegancki, jak stanowczo twierdzą niektóre damy (w tym nieżyjąca już nestorka powojennego szyku, twórczyni Mody Polskiej, legendarna Jadwiga Grabowska);
  • przeszkadza w chodzeniu, siedzeniu, schylaniu się, jak zapewniają posiadaczki, których serdecznym życzeniem jest pozbycie się, ewentualnie mocne okrojenie opisywanego (No i spróbujcie z obwodem powyżej 75G z gracją podbiec do autobusu bez zwracania na siebie uwagi całej ulicy. Pocieszeniem mogą być aprobujące gwizdy panów odnawiających kanalizację na rogu, no i to, że kierowca autobusu z pewnością zaczeka);
  • jest sporą przeszkodą w temacie „modne ubieranie się”, zgodnie z założeniami projektantów, których ulubiony rodzaj sylwetki damskiej ma mało wspólnego z wymiarami Monicy Bellucci;
  • w dobie chirurgii plastycznej dostępnej w przerwie na lunch – wersja dla upartych oraz staników z poduszkami aerodynamicznymi wewnątrz – wersja dla rozsądnych, duże piersi naprawdę nie są już marzeniem ściętej głowy.

 

Ale z nogami sprawa ma się całkiem inaczej. Nie oszukujmy się, jeśli natura poskąpiła nam pięknych nóg, trzeba będzie się mocno natrudzić. Sprawa nie jest jednak przegrana i do wyboru mamy:

  1. ciężki trening, przypominający żmudne rzeźbienie w kamieniu (i syzyfową pracę też), mający na celu wysmuklenie, utwardzenie, odgąbczenie, umięśnienie itp.
  2. chirurgiczne przemodelowanie, z odsysaniem tłuszczu z newralgicznych miejsc włącznie;
  3. wydłużenie, do niedawna całkiem nierealne, dziś dzięki cierpliwym eksperymentom pilnych z natury Azjatów prawie na porządku dziennym;
  4. odważne prezentowanie niedoskonałych kończyn w całej ich niedoskonałej krasie, charakterystyczne dla wyluzowanych oraz obdarzonych dużym poczuciem humoru i/ lub dużym dystansem do własnej osoby;
  5. rozwiązanie najmniej bolesne, czyli zasłanianie, okrywanie i oszukiwanie przy pomocy  a) mody i ubrania,  b) zasad optyki,  c) kolorów i nie mam w tej chwili zielonego pojęcia, czego jeszcze, ale na pewno coś się jeszcze znajdzie.

 

 

Skąd mi się to wzięło, tak nagle i bez uprzedzenia? No, bo przychodzi taka jedna (normalnie miła i sympatyczna dziewczyna) na przymiarkę. Jęczy i marudzi bez przerwy, że biust mały, pokazać się nie można, a i rozebrać wstyd. Niewielki prawda, ale zgrabny i ładny, a takich nóg to w życiu nie widziałyście! Jestem właśnie w końcowej fazie swego cyklu miesięcznego, zatem w mało tolerancyjnym nastroju i zaraz puszczą mi nerwy. A tu stoi mi śliczna kobitka przed lustrem i narzeka jak wściekła, aż mam ochotę ją złapać i walnąć dowolnie wybranym przyrządem krawieckim przez ten taki owaki łeb! (Stop, tylko żadnych nożyc! Nie chcemy tu wypadków i broczenia krwią! Szkoda cudnych tkanin.)

 

P.S. Do tragicznych incydentów oczywiście nie doszło, za bardzo się lubimy z M.V. Mam nawet wrażenie, że moje stanowcze próby “przemówienia do rozsądku” z mocnym naciskiem na uwypuklenie indywidualnych zalet oraz walorów, odniosły skutek… w stadium przygotowania czekają już ołówkowa spódnica z kopertową bluzką oraz suknia na urodzinową galę. Oczywiście odważnie prezentująca śliczne nóżki. A nasza pierwsza sukienka wyszła bardzo ładnie:

 

 

 

Sztywna tkanina – gruby jedwab, o którym już wspominałam oraz małe zakładki przy dekolcie, całkiem udanie symulują pożądaną objętość w krytycznym miejscu. Gorsetowy, podkreślony podwójnymi stębnowaniami pas, uwodzicielsko uwydatnia talię (nawet tą, której nie ma), a eleganckie lady mini pięknie eksponuje wyjątkowej urody nogi.

Niestety, musicie mi uwierzyć na słowo, bo modelka nam się zawstydziła i uciekła. Zuzka za to lubi być wykorzystywana, choć bidulka moja prawie wcale nie ma biustu, o pupie taktownie nie wspominając:

 

smukła i wytaliowana perspektywa boczna

widok na wypracowaną talię od tyłu

Długi i szeroki szal z lnianego dżerseju w tej samej tonacji, jako „osłaniacz” i „ocieplacz” – bardzo przydatny również wtedy, kiedy nie bardzo wiadomo co zrobić z rękami.

 

 

I jeszcze małe ekstra dla koneserów:

piękne zgrubienia tkackie, widoczne tylka z bliska i plastycznie ożywiające powierzchnię tkaniny

 

 

szafirowa podszewka z mięsistego, jedwabnego twilu

 

 

Tak z bliska oraz od spodu ogląda swoją sukienkę tylko właścicielka, ale to właśnie małe detale oraz to czego nie widać czynią różnicę między dobrym a wyjątkowym. A ja lubię właśnie wyjątkowe…

 



Komentarze

  1. Isabella M.
    10 czerwca 2013

    ja marzylam o pieknym biuscie jako mloda dziewczynka, bo wtedy mialam piekne nogi, nie dlugie ale bardzo zgrabne,teraz jakmjuz prawie emerytka mam taki biust jaki chcialam miec kiedys,a le mi marza sie teraz piekne nogi,konkluzja niema chyba kobiety zadowolonej ze swojego wygladu, ja przynajmniej nie znam takowej. A sukienka prezentuje sie pieknie,podziwiam umiejetnosci. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 czerwca 2013

      A co się stało ze ślicznymi nóżkami? Przecież dalej muszą być zgrabne, a jeśli jeszcze biuścik z marzeń doszedł, to emerytka, nie emerytka, nie ma się czego czepiać:).
      A w konkluzji cała prawda o nas kobietach, prawda?
      Panowie zdają się sobie lepiej radzić z podobnymi dylematami:).

      Dziękuję za miłe słowa Izabello. Od takiej mistrzyni igły jak Ty, cieszą prawdziwie:).

      Odpowiedz
  2. Anonymous
    10 czerwca 2013

    nie przełączyłem i nauczyłem się wiele o kobietach. powtarzam narzeczonej codziennie za Big Cycem: ale jedno czego chcę i Ty o tym dobrze wiesz, bo masz tę cudowną rzecz, tę o której tylko śnie. Chce oglądać Twoje nogi, nogi, nogi, nogi, chcę byś założyła mini, mini, mini, mini…:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 czerwca 2013

      Widzę, że my też wiele możemy nauczyć się o mężczyznach:).
      Mam więc nadzieję, że kobiety, a szczególnie narzeczona, jeszcze niejeden raz Pana zaskoczą.

      No i zdaje mi się, że piękne nogi jak na razie prowadzą.
      Miło pozdrawiam:).

      Odpowiedz
  3. ja katya
    11 czerwca 2013

    Biorąc udział w ankiecie zaznaczam b, piękne nogi. Co prawda i ze swojego biustu i z nóg jestem zadowolona, ale jakbym miała wybieraż tę ważniejszą dla mnie część to są to zdecydowanie nogi. Z biustem, masz rację, same problemy. Do biegania trzeba zakładać specjalny biustonosz, dodatkowo zakładam bardzo obcisły spodnium który górę trzyma płasko na miejscu i wyglądam w nim jak chłopiec;) ale do biegania nie wymyśliłam sobie jeszcze nic lepszego. Mimo, że nie mam dużych piersi to jednak bywają uciążliwe w normalnym wykorzystywaniu własnego ciała. Jeśli decyduję się podkreślić biust to resztę staram się trochę schować, jeśli nogi to koniecznie z mniejszym dekoltem.

    A sukienka przepiękna, lubię zakładki i kocham granat!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      11 czerwca 2013

      Witamy w gronie pań ogólnie zadowolonych:).
      Ja również stosuję złotą zasadę: nie pokazuj na raz, wszystkiego co masz. Tajemnica, niedomówienie, aluzje (iluzje też nie zaszkodzą) ładnie mi współgrają z osobistym czarem. Bez względu na rozmiary i wymiary.
      I nóżka i pierś na jednym talerzu, jako zbyt dosłowne i ostentacyjne, nie mają już tej mocy:).

      A pomysł z joggingowym spodnium – sprytny!
      Czyli nóżki dalej przodem i… dziękuję:).

      Odpowiedz
  4. Małgorzata TP
    14 czerwca 2013

    Trudno czasem mieć wybór na wielkości i kształty własnego ciała :)
    Mniejszy biust łatwiej ubrać, mój – jeszcze nie jakiś wielgachny – już nastręcza kłopotów. A jeszcze osadzony na szerokich ramionach .. FU! Od razu wyglądam 10 kg grubiej niż na wadze!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 czerwca 2013

      Nie mamy tu żadnego współczucia dla posiadaczek dużych biustów i pięknych nóg w jednym!
      A szerokie ramiona kojarzą się automatycznie i wyłącznie ze sportową, postawną sylwetką – zapewnia Cię właścicielka tych wąskich:)).

      Odpowiedz
  5. Aga
    14 czerwca 2013

    Ach te dylematy….. Ja biustu prawie nie mam, wiec nie ma co pokazywac. Tak wiec nogi, a i tu pozostaje wiele do zyczenia. No to trzeba bylo sie wziac do roboty i zaczac biegac. Moze cos z tego bedzie.
    Podsumowujac wygrywaja nogi, jak najbardziej i w kazdej sytuacji.
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  6. Monika Frese
    15 czerwca 2013

    Aha, widzę, że mamy tu następną śliczną panią, która potrzebuje porządnego stuknięcia! Tylko jak tak dalej pójdzie, skończą mi się przyrządy krawieckie:))

    Ale jednak nóżki. Czyli mamy, Panie i Panowie:
    – five points for legs!
    – cinq points pour les jambes!
    – fünf Punkte für die Beine!
    – pięć punktów dla nóg!

    Odpowiedz
    • Aga
      15 czerwca 2013

      No to moze lepiej nie stukac, bo i przyrzadow krawieckich szkoda (o dobrej jakosci pewnie nie latwo, a i w cenie sa) no i glowka zapewne na tym ucierpi i z inteligenja nie bedzie dobrze.
      Tak to jest, ze “cudze chwalicie, a swego nie znacie”, co tez bardzo dobrze mozna pod ten temat podlaczyc. Ale w sumie, to nie jest tak zle – moj maz bardzo zadowolony jest.
      ;-)

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      15 czerwca 2013

      No ja też, moja śliczna przyjaciółko!
      A “cudze chwalicie, swego nie znacie”, możemy śmiało podciągnąć tu jako podtytuł, albo przyda nam się na następny raz, bo to przecież temat woda:).

      Buziaki. I uściski dla przykładnego męża.

      Odpowiedz
  7. Anonymous
    16 czerwca 2013

    Co, nikt nie stanął w obronie biustu? A ja właśnie mam BIUST i chociaż czasami bywało z NIM trudno wytrzymać w jednym ciele, to ogólnie bardzo sobie chwalę. Nogi też dobrze mieć , to fakt! Pozdrawiam Irensa

    Odpowiedz
  8. Monika Frese
    16 czerwca 2013

    Najlepiej, to pewnie jedno i drugie:).
    A do tego burzę włosów, długie rzęsy, wąską kibić…

    :)))

    Odpowiedz
  9. Agnieszka
    2 lipca 2013

    Dzień dobry,

    poznałyśmy się na szarmant.pl (dyskusja “Weekend we dwoje w pałacu w Zdunowie”.
    Świetnie się czyta Twojego bloga. Za każdą Twoją sukienką jest opowieść. I do tego jest zabawnie i wnikliwie. Ciekawie i sympatycznie.
    Tak jakoś mam wrażenie, że pod wieloma względami mamy podobną estetykę (ostatnio dostałam “burę” od doświadczonego krawca za podszewkę do płaszcza z jedwabnej tafty z Milanówka, twierdzi że wiskozowa lepiej się sprawdza, a ja tam sobie taftą szeleszczę i co mi tam:) Piszesz, o przymiarce dla M.V. Czy to oznacza, że szyjesz miarowo?

    Pozdrawiam ciepło, życząc udanego urlopu:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      18 lipca 2013

      Już jestem:).

      Szyję. Na miarę. Poza tym ciągle rozmyślam, marzę i szukam, a w międzyczasie też sobie szeleszczę, całkiem wbrew “praktycznie” i “racjonalnie”.
      Dziękuję za przemiłe słowa i… cieszę się bardzo, że mnie znalazłaś:).

      Odpowiedz

Dodaj komentarz