8 września 2013 / Szafa marzeń / 28 komentarzy

Tipico italiano? Wyróżnianie się z tłumu:

  • swobodną elegancją,
  • wyszukaną nonszalancją,
  • indywidualnym smakiem,

przyprawionymi dużą dozą naturalnej pewności siebie… dolce vita! To mi się podoba!

Monika Frese: dolce vita

 

Gotowi? Zaczynamy!

Lekcja nr 1: Fare bella figura! Zawsze robić dobre wrażenie! Mimo deszczowej pogody, staram się, jak umiem:

Monika Frese: dolce vita, czyli krótki kurs włoskiego

Znane nam już koszulę, spodnie i sandałki uzupełniają: futrzana kamizela (fake fur naturalnie, sama sobie uszyłam), torebka (Accessorize), parasol (ombrello italiana) oraz złota biżuteria w śladowych ilościach wraz z odrobiną czerwonego lakieru na stopach.

 

 

Swobodnie elegancka? Uwierzcie mi moi Mili na słowo! Większość spacerowiczów, w środku miasta (!) uparcie prezentuje wariant „wielkie gacie + rozciągnięty podkoszulek”, godny znanych nam już najlepszych urlopowych standardów.

Wyszukanie nonszalancka? Futro i sandały w komplecie, załatwiają moim zdaniem sprawę.

Indywidualistka? Zawsze! Dzisiaj w czerni z kropelką złota. Kropką nad „i“ są ulubione azjatyckie motywy, tym razem w postaci parasola, który… przybył prosto z Włoch!

Z naturalną i swobodną pewnością siebie mogą być za to drobne kłopoty. Mały włoski człowiek wysysa z mlekiem matki przekonanie o własnej kulturowej przewadze nad resztą świata. Mały polski, niekoniecznie. Czy to sprawka Krzywej Wieży w Pizie, makaronu, kawy po włosku czy Koloseum, wszyscy przecież wiedzą, że Włochy są kolebką cywilizacji i ogłady… przynajmniej wszyscy Włosi.

 

 
Nie jest to jezioro Como, ale urokliwe również bardzo: Maschsee, Hannover.
Lekcja nr 2: Mamma mia! Ekspresyjny temperament okazywany głośno, emocjonalnie i energicznie, plus naturalna skłonność do żywiołowej gestykulacji.
Lekcja nr 3: La famiglia, naturalmente! Rodzina, z rodziną, rodzinnie… mamusia!
Lekcja nr 4: Dolce farniente… czyli w miłym towarzystwie, przy wyśmienitym jedzeniu i doskonałym winie zapominamy o bożym świecie!

 

Przyznam, że z lekcji włoskiego najlepiej przyswoiłam drugą. Energiczne pokrzykiwanie, wybuchy entuzjazmu i „gadanie rękami” wychodzą mi doskonale odkąd pamiętam. Numer trzy? Mamusia? Rodzina? Ciągle mi się tu po blogu plączą! Dobrze. Bene. Pierwsze lekcje odhaczone, bierzmy się zatem za ostatnią. Numer cztery, przepraszam, numero quattro już czeka! Całe szczęście, że nie trzeba daleko wyruszać. Piękne widoki, mili przyjaciele i pyszne jedzenie, czyli moja własna „mała” bella Italia czeka dziś zaraz za rogiem.

 

 

Słucham? Pogoda coś mało włoska? Pada?

 

 

A niech pada! La vita è dolce!

 

Ściskam Was mocno
Signora Monica

 

Monika Frese: dolce vita, czyli we włoskim stylu
Fot. Dolce vita!


Komentarze

  1. Iwona Dohrmann
    8 września 2013

    Parasol jest obłędny! :-) śliczna z Ciebie Signora :-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 września 2013

      Mam takie samo zdanie na temat parasola.
      Obłędny, szałowy, stylowy. I świetnie pasuje do małej czarnej po włosku:).

      Bardzo ładnie dziękuję:) To znaczy, chciałam powiedzieć: grazie e arrivederci!

      Odpowiedz
  2. Aga
    8 września 2013

    Dla mnie bomba, lubie takie klimaty, ale Ciebie, zwolenniczki spodnic i sukienek, w spodniach nie czesto sie widuje.
    I ten parasol, pasuje naprawde swietnie. Torebka tez mi sie bardzo podoba, znalazlam ja w internecie i jezeli nie masz nic przeciwko, to moze sobie tez taka sprawie. Co prawda moj maz uzna, ze zwariowalam, ale taka nasza natura: butow i torebek nigdy za wiele.
    Buziaki

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 września 2013

      Zobacz Miła, jak szybko zmienia się zdanie gdy tak mokro-zimno podwiewa…:).

      Parasol ukochany, obnaszany już od jakiegoś czasu i widzę, że pasujemy do siebie idealnie:).
      A torebkę kup sobie koniecznie: miękka, szykowna i w realu wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciach – ręka na sercu, mąż nie piśnie złego słowa:))
      Dziękuję Kochana i bardzo mocno ściskam

      Odpowiedz
  3. Barbarossa
    8 września 2013

    Wszystko piękne, niebanalne… Bardzo ciekawy komentarz. Parasol – rewelacja! Cudnie wychodzisz na zdjęciach. Pozdrawiam ciepło!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      8 września 2013

      No bo ja z tych takich bardziej fotogenicznych jestem, ma się rozumieć!
      Co w praktyce oznacza, że są całkiem duże szanse aby z jakiejś setki zdjęć wybrać ze trzy dobre:))

      I ja ładnie pozdrawiam, dziękując ślicznie za przemiłe słowa:)

      Odpowiedz
    • Tadzio
      10 września 2013

      Zapewne ma Pani to po mamie.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 września 2013

      Właśnie tak:))

      Odpowiedz
  4. ja katya
    9 września 2013

    Ten parasol jest calutki w falbanki? Oczy mi się zaświeciły – cudny!:)) Mi z włoskiego bardzo podoba się allora:D

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 września 2013

      Trochę rokoko, trochę Azji i mnóstwo falbanek:).
      Allora… ładnie. Ale… co brzmi źle po włosku?

      Odpowiedz
  5. Anonymous
    9 września 2013

    Monikuś,

    z myślą o Tobie kupiłam ostatnio trzy śliczne czarne wysokogatunkowe czarne koszule, których do tej pory “nie kochałam”, bo “malował się” od makeupu kołnierzyk.

    Teraz noszę czarne/ciemne ciuszki, moja Mama niedawno odeszła, a na odbijający się na kołnierzyku puder mam sposób- jedwabne apaszki!

    Włochy rządzą!

    Elka

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 września 2013

      Przykro mi, że koszule przydały się dopiero w związku z tymi smutnymi okolicznościami.

      Mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze wiele innych okazji do łowienia zachwyconych spojrzeń… zwłaszcza, że kołnierzykom już nic nie grozi:)).
      Mocno ściskam

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 września 2013

      Aha, no i jak to z myślą o mnie?
      Zainspirował Cię Elu mój minimalistyczny czarny folklor? Jeśli tak właśnie było, to skaczę z radości:)))

      Odpowiedz
  6. Małgorzata TP
    9 września 2013

    Też podziwiam włoski niewymuszony szyk :)
    Lekcja nr 2 nie wychodzi mi najlepiej, ale za to lekcję 4 mam opanowaną perfekcyjnie :)

    Wyglądasz bardzo pięknie, a sandałki połączone z futrem – to jest to!
    Parasola chyba szkoda wystawiać na deszcz?
    pozdrawiam jeszcze słonecznie, Małgosia

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 września 2013

      Parasol jest ekstra. Nie dość, że śliczny, to jeszcze całkiem wodoodporny:).
      Ale tak w ogóle to zamawiam słoneczną, złocistą pogodę, żeby jeszcze można było właśnie i w sandałkach i w futrze pozadawać szyku!

      Dziękuję Małgosiu za ciepłe słowa. Baci:))

      Odpowiedz
  7. Irensa
    9 września 2013

    Aż się chce zobaczyć sandałki do futrzanej kamizeli! Można prosić o takowe zestawienie /oczywiście z właścicielką w środku!/. A parasol… gdzieś już takie cudeńko widziałam. Zdjęcia piękne, naprawdę!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 września 2013

      Futrzane ujęcia były również robione, tylko mój osobisty fotograf jakoś tak się spłoszył odnośnie spacerujących tłumów, że… może następnym razem:).

      Aaa, wczasowało się na południu, si? A gdzie konkretnie moja miła Przemiła Irenso?

      Odpowiedz
    • Irensa
      10 września 2013

      Oczywiście tak, wiosną Sorrento i Costiera Amalfitana oraz Rzym z naturalmente Via Condoti, wkrótce pachnący kawą Triest i Golfo di Venezia! Już się cieszę!

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      10 września 2013

      Brzmi cudownie! “Mów do mnie jeszcze…”:))

      Zazdroszczę. No okropnie zazdroszczę.
      Proszę wypić za mnie filiżankę espresso. A najlepiej dwie:)

      Odpowiedz
    • Irensa
      10 września 2013

      Naturalmente,obie z sambuca!

      Odpowiedz
  8. Irensa
    9 września 2013

    I ta znajomość włoskiego! Zaimponowała mi Pani, proszę Pani!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 września 2013

      Ten tego… taki wrodzony talent ma się rozumieć (dzięki Ci Panie za babelfish i inne internetowe słowniki!:))

      Odpowiedz
  9. Taddeo
    10 września 2013

    Complimenti!!
    Cara,sei meravigliosa.
    Auguri.

    Odpowiedz
  10. bastamb
    11 września 2013

    Lejcja nr.4 kiedyś dobrze mi wychodziła, teraz trochę gorzej, lekcja nr.1-muszę się jeszcze wiele nauczyć zwłaszcza pewności siebie tylko czy to możliwe? Choć jak jestem w dobrym towarzystwie to nie mam z tym kłopotów, gorzej jak idę “w nieznane”ha!ha! A kawę uwielbiam, w każedj postaci…i kocham Włochy, cudny kraj i świetni ludzie…ale jeszcze bardzej kocham Polskę /mimo jej wad/, kocham morze, nasze polskie i góry…a Ty kochana, wykazałaś się świetną znajomością języka włoskiego, przez 10 lat jeździłam tam na wczasy a nie znam, no i świetnie wyglądasz, jak zwykle…pozdrawiam serdewcznie,,,,

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      11 września 2013

      Dziękuję Basiu, jak widzę myszkujesz sobie po nocy:).
      Nie mów Miła nikomu, ale ja po włosku wcale nie mówię! Tak się tylko troszkę bawię i mądruję:).

      Ja również nie jestem za bardzo “wyrywna” w nowym otoczeniu i lubię sobie najpierw spokojnie poobserwować. Najlepiej popijając przy tym pyszną kawkę:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz