28 lutego 2016 / Materiały / 36 komentarzy

Dlaczego wełna gryzie? Dlaczego drapie i kłuje? Czy każdy wełniany sweter to sweter, od którego swędzi skóra? Uwierz mi lub nie, zależność jest prosta: to czy wełna gryzie czy nie, zależy od jej jakości.

 

Wełna to potoczna nazwa dla włókien pozyskiwanych z sierści zwierząt, przy czym najważniejszym dostawcą wełny wykorzystywanej w produkcji ubrań jest owca. Jakość owczej wełny zależy od wielu różnych czynników, ale do najważniejszych zaliczyłabym:

  • rasę owcy (rodzaje włosów)
  • rodzaj strzyży
  • sposób przetwarzania wełny

 

Dlaczego wełna gryzie? Grubość wełnianego włosa

Tak samo jak różne są rasy owiec, tak samo różna jest wełna, którą produkują. Owca jest zwierzęciem mało wymagającym i potrafi się świetnie dopasować do różnorodnego otoczenia. Grubość i jakość jej runa jest w dużym stopniu zależna od klimatu, w którym zwierzę żyje. Na przykład, owce rasy Cheviot, żyjące w surowym, zimnym i mokrym klimacie Szkocji mają grubsze, cieplejsze i bardziej kudłate futro niż pochodzące z Hiszpanii owce rasy Merino (merynosy), których wełna – odpowiednio do ciepłych i łagodnych warunków klimatycznych – jest cieńsza i bardziej delikatna.

Ważnym kryterium przy ocenie wełnianego włosa jest jego przekrój opisywany w mikronach: włos owcy merino ma przekrój od 12 do 25 mikronów, a włos owcy rasy Cheviot ok. 40 mikronów. Trzymaj się teraz mocno, bo będzie ciekawie – wrażliwość jest bardzo indywidualną sprawą, ale wełniane włókno o grubości 20 – 22 mikronów jest przez większość z nas odczuwane jako miękkie i wyjątkowo przyjemne na skórze. Natomiast granica, po przekroczeniu której wrażliwcy odczuwają nieprzyjemne drapanie to… już 19 mikronów.

 

Dlaczego wełna gryzie? Grubość włosa

 

Dlaczego wełna gryzie? Najogólniej można powiedzieć, że im grubszy wełniany włos, tym bardziej szorstka w dotyku wełna. Taki włos zamiast poddawać się w kontakcie ze skórą, po prostu ją kłuje.

Po lewej: tak wygląda w zbliżeniu gruba i ciepła płaszczowa wełna (żywa wełna, alpaka i moher).

Po prawej: zbliżenie na mięciutkie puchowe włoski ukochanej wełnianej sukienki, którą bez wahania zakładam na nagą skórę. Widać różnicę, no nie?

 

 

 

Dlaczego wełna gryzie? Wełna wełnie nierówna

Żywa wełna

W idealnych warunkach, pozyskiwanie wełny odbywa się raz w roku poprzez strzyżenie żywego zwierzęcia. Długie przerwy między kolejnymi zabiegami zapewniają odpowiedni odrost i regenerację owczego runa. Najdelikatniejszą wełnę otrzymuje się z pierwszego strzyżenia młodych jagniąt. Wełna, którą uzyskuje się strzygąc żywe zwierzęta jest najszlachetniejszą odmianą, która posiada wszystkie zalety dobrej wełny. Nazywa się ją żywą wełną, w odróżnieniu od wełny uzyskanej z owiec martwych.

 

Martwa wełna

Martwa wełna to ta, która pochodzi z futer nieżywych zwierząt. Wiem, ja też wolałabym żyć w błogiej nieświadomości, ale spróbuję przybliżyć nam zjawisko bez wchodzenia w makabryczne szczegóły. Ważne, żebyś wiedziała, że wełna pochodząca od chorych, starych albo zaszlachtowanych zwierząt nie posiada takich samych właściwości jak wełna zwierząt zdrowych i żywych.

Martwa wełna nie nazywa się tak bez powodu – jest matowa i mało elastyczna, ponieważ wraz ze śmiercią zwierzęcia traci swoje energetyczną wartość. Inną jej podkategorią jest wełna garbarska, którą oddziela się od skóry przy użyciu chemikaliów. Drastyczne metody oraz zanieczyszczenie środowiska to osobna sprawa, nas w tym miejscu najbardziej interesuje fakt, że praktyki garbarskie uszkadzają wełniane włókno, które staje się kruche, popękane i łamliwe.

 

Wełna wtórna

Wełna wtórna to wełna po-wtórnie przetworzona. Znoszone ubrania, wełniane ścinki i resztki pochodzące z produkcji rozrywa się na maleńkie strzępki, które następnie przerabia się na przędzę. Podczas tego przerabiania nie da się uniknąć uszkodzeń włókna, jednak recycling uchodzi za ekologiczną i praktyczną metodę obchodzenia się z wełnianym surowcem.

 

To, że czysta żywa wełna gwarantuje pierwszorzędną jakość jest oczywiste, chociaż różne źródła lubią się spierać, która z pozostałych metod pozyskiwania wełny może jej dorównać. Niektóre wskazują na wełnę pochodzącą od zwierząt przeznaczonych na ubój, inne upierają się, że wełna odzyskana może odznaczać się bardzo dobrą jakością. Być może może, tylko jak to sprawdzić?

Sądzę, że opinie źródeł spokojnie możemy odstawić na bok. Po uważnym zapoznaniu się z poszczególnymi metodami, każda z nas sama dla siebie będzie potrafiła wyciągnąć właściwe wnioski.

 

Dlaczego wełna gryzie? Różne kategorie wełny

 

Uwaga! Dokładnie czytamy metki.

Po lewej: miękki sweter wykonany z żywej wełny i wyjątkowo delikatnej wełny merino extrafine (15,5 – 18,5 mikronów, czyli coś dla wrażliwców).

Po prawej: po prostu wełna. Pomimo problematycznej jakości kategorii „martwa” i „wtórna”, w opisie rodzaju tkaniny dozwolone jest użycie określenia wełna lub czysta wełna.

 

 

Spójrz jeszcze raz na metkę po prawej stronie: 80% wełny i 20% poliamidu… to zaczyna mieć sens, prawda? Ponieważ wełna z resztek ma słabą jakość, jej wytrzymałość zwiększa się poprzez dodanie syntetycznych włókien, które akurat z wytrzymałości słyną. W przypadku takich mieszanek chętnie podkreśla się łatwość pielęgnacji oraz trwałość, ale moim zdaniem chodzi raczej o zamydlenie nam oczu i zawoalowanie faktu, że mamy tu do czynienia z wełną drugorzędnej kategorii (o wszystkich za i przeciw rozmawiałyśmy przy okazji dobrej wełny płaszczowej – zobacz na dole, w uzupełniających wpisach).

 

 

 

Dlaczego wełna gryzie? Dieta beztłuszczowa

Wełna ze zestrzyżonego runa zawiera nie tylko różne zabrudzenia, ale także naturalną wydzielinę skóry zwierzęcia, tzw. tłuszczopot. Im cieńsza wełna tym więcej w niej tłuszczopotu i – co ciekawe – tym wyższą osiąga ona cenę. Wełna merynosa zawiera do 60% tłuszczopotu – ta wysoka zawartość sprawia, że runo owcy po strzyżeniu nie rozpada się, trzymając się w jednym kawałku.

Podczas kolejnego kroku – prania runa – wymywa się pot, zabrudzenia, ale również tłuszcz, który jako lekko klejący, utrudnia przemysłowe (czytaj szybkie) przerabianie wełny. Substancja tłuszczowa otrzymywana przy praniu wełny to lanolina, surowiec znany ze swoich właściwości oczyszczających, wygładzających i natłuszczających. Lanolina jest składnikiem kremów, maści leczniczych oraz innych produktów wykorzystywanych w sektorze kosmetycznym i dermatologicznym – krótko mówiąc na odzyskiwanym z owczego runa tłuszczu bazują całe gałęzie przemysłu.

Mam wrażenie, że jakoś to głupio komuś wyszło z tym całym odłuszczaniem… w każdym razie nieusuwanie z wełny lanoliny ma same zalety: taka wełna nie tylko nie drapie, ale działa na naszą skórę pielęgnująco i antybakteryjnie, a brud i woda sperlają się po jej powierzchni.

 

Dlaczego wełna gryzie? Wełna drapiąca i miękka

 

Co się dzieje z odtłuszczoną wełną? Najbardziej chyba fundamentalnym skutkiem jest to, że wełniany sweter jest szorstki, „gryzie” i „drapie”. Podobnie jak moja wełniana sukienka po domu (z lewej), która – mimo tego, że nigdy nie określiłabym siebie samej jako wełnianego wrażliwca – już po pierwszym praniu zrobiła się niemożliwa do noszenia.

Po prawej: sam w sobie gruby, ale cudnie miękki i przytulny wełniany sweter, który mam od wieków i ciągle tak samo kocham.

 

 

 

Dlaczego wełna gryzie: alergia, nadwrażliwość czy może…?

Całkiem sporo osób jest przekonanych, że wełna musi gryźć i drapać, bo taka jej wełniana natura. Całkiem sporo osób wierzy również, że ma alergię na wełnę, ponieważ prześladuje je trauma z dzieciństwa, w której każdy sweter okazywał się drapiącym i kłującym paskudztwem.

Ewa pisze tak:

„(…) Ze zgrozą wspominam gryzące wełniane swetry z dzieciństwa, które oprócz tego było całkiem przyjemne:) Do dziś pozostałam przewrażliwiona i pod swetry zawsze noszę podkoszulek z długim rękawem. Długo myślałam że to choroba skóry, alergia albo neurodermitis ale nic na to nie wskazuje (…)”

Barbara pisze tak:

„Zwracam się z prośbą o radę. Chętnie nosiłabym wełniane płaszcze i swetry, ale gdy przymierzam w sklepie ładny sweter z wełny mam wrażenie, że mnie drapie i natychmiast muszę go zdjąć. (…) Czy jestem skazana na akryle i inne sztuczne materiały?”

 

Alergia na wełnę występuje rzadziej, niż mogłybyśmy przypuszczać. Owszem, każda z nas ma całkiem specyficzną wrażliwość na bodźce zewnętrzne, a wyjątkowo wrażliwa (albo chora) skóra może reagować na wełnę histerycznie, jednak dyskomfort odczuwany na skórze podczas kontaktu z wełnianym ubraniem w bardzo rzadkich przypadkach jest skutkiem alergicznej nietolerancji. Najczęściej jest bowiem tak, że to nie skóra nie lubi wełny, tylko wełna w którą próbujemy się ubrać, nie nadaje się do noszenia na skórze.

 

 

 

Dlaczego wełna gryzie?

Jak widzisz istnieje całkiem sporo powodów, dla których wełna okazuje się daleka od mięciutkiego ideału, ale wszystkie sprowadzają się do jej jakości. Wełna drapie i gryzie wtedy, jeśli jest surowcem pośledniej kategorii, jeśli jej włos jest gruby i sztywny albo jeśli nie zawiera w sobie wystarczającej ilości wełnianego tłuszczu.

Dlatego moja rada brzmi tak: jeżeli wrażliwie reagujesz na wełnę, zwróć szczególną uwagę na skład tkaniny, wybierając najlepszą jakość. Wełna ze strzyży, wełna dziewicza (wełna jagnięca, z ang. lambswool, virgin wool), wełna merino –  to pojęcia, z którymi powinnaś się zaprzyjaźnić. Jeżeli stwierdzisz, że najbardziej miękkie odmiany żywej wełny merynosowej (ultrafine merino albo superfine merino) są dla ciebie zbyt szorstkie, zainteresuj się kaszmirem. Kaszmir to najdelikatniejsze z wełnianych włókien.

Masz w szafie sweter albo szal, którego nie chcesz i nie możesz nosisz, bo gryzie jak wściekły? Próby zrównoważenia braku wełnianego tłuszczu poprzez płukanie wełnianych rzeczy w lanolinie, nie zawsze kończą się sukcesem, ale gra i tak jest warta świeczki.

 

 

 

Miłe Przyjaciółki, to nie koniec opowieści o kłopotach z gryzącą wełną, ale na dzisiaj musi nam wystarczyć.

Pewnie, sama mogłabym tak dalej godzinami, ale ja jestem odzieżowo – technologicznym maniakiem pasjonatem. W końcu nie chcę Was do wełny zniechęcić, a podejrzewam, że dla zachowania psychicznej homeostazy, dzisiejsza dawka wiadomości i tak jest już prawdziwym wyzwaniem.

 

 

 



Komentarze

  1. Maga
    28 lutego 2016

    No właśnie :) Ponieważ jestem zmarzluchem staram się kupować zimowe swetry z wełny. I zupełnie nie rozumiałam dlaczego jedne swetry mogę nosić i nosić i jest OK (100% wełny) a inne juz w sklepie, w przymierzalni, przy pierwszym kontakcie juz “gryzą”(też 100% wełny) . W końcu to wiem :)
    O martwej wełnie nie miałam też zielonego pojęcia.
    Bardzo ciekawy wpis. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 lutego 2016

      Maga… żebyś widziała jak wysoko właśnie zadzieram nosa!
      Strasznie się cieszę, że wełniane niejasności powoli stają się jasne jak słońce (kocham wełnę, więc pisząc o niej, mam zawsze taką nadzieję :-)

      Odpowiedz
  2. olamari
    28 lutego 2016

    No i teraz pytanie, czy jednak alergia czy jeszcze zbyt mało luksusowe rzeczy próbuję nosić? ☺Chociaż po jakimś czasie już przestałam próbować i raczej jestem pogodzona z faktem, że wełna mnie uczula. Trzeba będzie spróbować jakiegoś miłego szaliczka☺
    Bardzo, bardzo ciekawy wpis!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 lutego 2016

      Wiesz, co? Co stoi na przeszkodzie, żeby się przekonać? Przymierz w dobrym sklepie taką naprawdę nieprzyzwoicie drogą dzianinę merino extrafine. Albo kaszmir, choćby i szaliczek (nawet lepiej, bo szyja i dekolt to z natury bardzo wrażliwe miejsca). Jak gryzie i drapie… no cóż, z bawełną też da się pięknie żyć.
      I wcale nie namawiam Cię do wydania ciężko zarobionej pensji na jeden jedyny sweter. Zachęcam raczej do eksperymentu na żywym organiźmie i przekonania się, co z tym ciałem… ponadprzeciętnie wrażliwe czy ponadprzeciętnie luksusowe ;-)
      O to, co zrobić jeśli eksperyment się powiedzie, będziemy się martwić później. To przecież nie koniec “drapiących” opowieści.

      Odpowiedz
  3. galeria61
    28 lutego 2016

    Moniko, odczułam na własnej skórze różne rodzaje wełny. Od razu sprawdziłam metki :)
    Swetry z firmy FC są z “woolmark; pure new wool; pura lama vergine; pure merino wool; 100 % merino wool) i te są miłe w dotyku – chociaż delikatnie łaskoczą skórę, a przede wszystkim są niesamowicie ciepłe.
    Inny sweter, z firmy B jest z “woolmark; pure new wool; pura lama vergine; czysta żywa wełna) drapie i gryzie niemożliwie. Grzeje, ale to drapanie przewyższa zaletę grzania :( Czysta, żywa wełna powinna być ok, ale tak nie jest.
    No i co z nim począć? Moniko, liczę na Twoją wiedzę i doświadczenie :)) Ratuj!
    Muszę jeszcze poszukać swetrów kaszmirowych, bo córka takie ma i są baaardzo przyjemne w dotyku :)
    Dziękuję za kolejny wspaniały wpis i pozdrawiam
    Gosia

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 lutego 2016

      Gosiu, jesteś cudowna! Natychmiast zabrałaś się do rzeczy :-)
      Czysta żywa wełna zawsze jest najlepszym wyborem, a przyczyna drapania leży gdzieś indziej. Twój sweter jest pewnie na beztłuszczowej diecie albo wykonany jest z wełny na tyle grubej, że odczuwasz dyskomfort. Doświadczenie mi podpowiada, że przy właściwej pielęgnacji wełniane dzianiny stają się coraz bardziej miękkie i przytulne, tyle że… jeśli gryzą i drapią, trudno jest im dać szansę na “roznoszenie”.

      W ramach łagodzenia gryzących skutków: kąpiel w lanolinie na pewno mu nie zaszkodzi (tak, jak wspomniałam – nie ma niestety żadnej gwarancji, ale odtłuszczonemu sweterkowi powinna pomóc). Jeśli to gruby włos, lanolina go troszkę zmiękczy, chociaż włos i tak pozostanie gruby – gruby, czyli bardziej szorstki od Twoich sweterków merino.
      Lanolinę znajdziesz w aptece, sklepie z półproduktami kosmetycznymi albo w postaci gotowego preparatu do prania wełny w specjalistycznych sklepach (np. tych wyspecjalizowanych w sprzedaży wełnianej pościeli i materaców).
      Trzymam kciuki za powodzenie akcji. I ciepło pozdrawiam :-)

      Odpowiedz
  4. Dorota
    28 lutego 2016

    Bardzo ciekawy wpis.O martwej wełnie też, jak poprzedniczka nie miałam pojęcia.
    Kupiłam w ostatnim czasie sweter Ivko- ciepły, wełniany, nie gryzie, jest wspaniały. Myślę, że kiedyś jeszcze kupię, bo maja piękne wzornictwo i kolory.Zamawiałam niby kaszmirowy sweter, który gryzł, czyli coś z tym kaszmirem było nie tak. Przymierzam się do kupna kaszmirowego, ale już chyba na jesień, na Mahogany, mając nadzieję, że może latem będą jakieś obniżki.
    Bardzo podoba mi się blog.
    pozdrawiam serdecznie
    Dorota

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 lutego 2016

      Pamiętam, rozmawiałyśmy o kaszmirze i swetrach Mahogany, ale Ivko, to też jest coś! Fantastyczna kolorystyka (od razu chce się żyć) i naturalne materiały. Dawno już miałam ochotę przyjrzeć się tej bałkańskiej firmie bliżej, a teraz – po Twojej rekomendacji i kiedy wiosna w powietrzu – musimy to zrobić koniecznie.

      Cieszę się, że wpis okazał się przekonywujący (zabierałam się do niego wieki całe, nie wiedząc jak ugryźć i przystępnie opisać taki typowo technologiczny problem :-)
      Dziękuję za ciepłe słowa. Ja również serdecznie pozdrawiam.

      Odpowiedz
  5. Aga
    28 lutego 2016

    Witaj kochana,
    super wpis, cos dla mnie. Bo mnie zawsze kazda welna gryzla i myslalam, ze jestem jakas nadwrazliwa, lub mam alergie na welne.
    Juz stracilam wiare, ze bede kiedykolwiek mogla cieszyc sie super cieplym, milym, welnianym sweterkiem.
    Ale na szczescie przekonalas mnie, zeby sprobowac tej welny z najwyzszej polki, za co jeszcze raz serdecznie ci dziekuje, i jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki nic mnie nie gryzie.
    W miedzyczasie stalam sie posiadaczka co najmniej 5 welnianych i 2 kaszmirowych sweterkow, ktore sa tak mile i cieplutkie, ze moglabym je calymi dniami nie zdejmowac. Teraz nabralam checi na welniania lu welniano-jedwabna bielizne. Moze moglabys mi cos polecic?
    Serdecznie pozdrawiam i czekam na dalszy ciag.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 lutego 2016

      Siedzę sobie popijając herbatkę i z każdym komentarzem coraz mi lepiej :-)
      Twoja wełniana kolekcja jest prześliczna i na pewno będzie Ci wiernie służyć przez długie lata. Podziękowania przyjmuję z wdzięcznością i radością – ja też się cieszę, że przekonałaś się do wełny i nie musisz sobie odmawiać najmilszych, przytulnych doznań!
      Właśnie zbieram siły do przekonywania na większą skalę. Wiesz, że mam tremę? Przekonać serdeczną przyjaciółkę, to jedno. Ale całą rzeszę dziewczyn, które po prostu mają uwierzyć mi – jakby nie było, obcej babie – na słowo, że za jakość warto zapłacić więcej, to całkiem inna para kaloszy.

      Rozochociłaś się? Doskonale rozumiem. Hess Natur i Engel mają w zimowych kolekcjach proste wełniane koszulki, które sama najchętniej noszę, ale myślę sobie, że na początek może jednak lepsza (bo delikatniejsza) byłaby wełna z jedwabiem. Hanro i Calida to ładne wzornictwo i przyzwoite ceny (zwłaszcza upolowane w okresie wyprzedaży), Wolford i Zimmerli – nieprzyzwoite ceny, ale aaach… taki sam wygląd :-)

      P.S. Czy wspominałam już jak mi dobrze? Buźka!

      Odpowiedz
      • Aga
        1 marca 2016

        A owszem rozochociłam się i najbardziej spodobała mi się Calida, proste modele, bez żadnych niepotrzebnych dodatków (choć są i takowe) i w bardzo przyzwoitych cenach. Dzięki serdeczne, na Ciebie zawsze można liczyc, moja droga Przyjaciółko.
        I życzę Ci z całego serca powodzenia w przekonywaniu świata do wełny, bo naprawdę WARTO! Sama jestem tego najlepszym przykładem i będę Ci za to dozgonnie wdzięczna – nie ma nic przyjemniejszego w chłodne dni. jak milutka wełenka lub kaszmir na nagiej skórze.
        Duża buźka.

        Odpowiedz
        • galeria61
          1 marca 2016

          Kaszmir na nagiej skórze, to brzmi jak … poezja :)
          Jeśli chodzi o bieliznę wełniano-jedwabną, to rozglądam się po produktach firmy Adampol, ale jeszcze nie zdecydowałam się na zakup. Zaraz będę oglądać bieliznę z firm polecanych przez Monikę, i w końcu nie wiem, na co się skuszę. Ale na coś na pewno :))
          P.S.
          Moniko, mówiłam Ci DZIĘKUJĘ?

          Gosia

          Odpowiedz
          • Monika Frese
            1 marca 2016

            Sto razy Gosiu :-)
            Ehm… przepraszam, że podglądam (Adampol ma bardzo ładny wybór, m.in. wełniane koszulki firmy Engel, o której wspominałam i bieliznę marki Nina von C., która całkiem fajnie się nosi :-) Już mnie nie ma!

          • Aga
            1 marca 2016

            No ja właśnie się skusiłam i zamówiłam bieliznę wełniano-jedwabną w Calida.
            Już nie moge się doczekać. Na pewno podzielę się wrażeniami.
            Serdecznie pozdrawiam i miłej nocki życzę. 😘😃

          • Aga
            9 marca 2016

            Wczoraj dostalam paczuszke z Calida i z wielkim zaciekawieniem zabralam sie za przymierzanie i testowanie bielizny welniano-jedwabnej. Jakze wielkim zaskoczeniem dla mnie byl fakt, ze niestety koszulki te mnie lekko gryzly. Nie bylo to takie drapanie jak papierem sciernym, raczej lekkie klocie na ciele – niestety dla mnie nie do przyjecia, Z ciezkim sercem bede musiala odeslac wszystkie z powrotem, a szkoda. bo wykonczenie i kolory sa bardzo ladne i w dotyku w sumie delikatne – na mojej skorze testu jednak nie zdaly. Pozostaje mi nadal bielizna bawelniana, ale ta tez nie jest zla.
            Zamowilam sobie rowniez koszulki z Hessnatur i jestem ciekawa jak to bedzie z ich rzeczami. Pozdrawiam

          • Monika Frese
            9 marca 2016

            Gryzą? No to jasna sprawa, odsyłaj.
            Już wspominałam, że sama lubię to leciutkie elektryzowanie skóry w kontakcie z wełną, ale wrażliwość na materiał jest tak subiektywną sprawą, że nie można jej do niczego i nikogo innego porównać. W koszulkach Hess mam podobne elektryzujące odczucia, więc pewnie będą dla Ciebie za “mocne”. Ale przymierz, jestem bardzo ciekawa.

            Na pewno wrócę do tematu w kolejnym wpisie dotyczącym drapania: może nie ta firma, a może trzeba trochę poczekać (w końcu dopiero od niedawna nosisz wełnę i żeś nieprzyzwyczajona :-)
            Dziękuję za streszczenie z przymiarki. Pozdrawiam ciepło, dobranoc.

          • Aga
            20 marca 2016

            Witam ponownie. Paczuszka z Hessnatur przyszła i te rzeczy są naprawdę bardzo ladne, chyba nawet ładniejsze od tych z Calidy, ale mam nieodparte wrażenie, ze jakoś tak mnie cały czas smyrają po skórze. Chyba się do tego nie przyzwyczję, a szkoda, bo naprawdę mi się podobają. Może kiedyś uda mi się kupić taka podkoszulkę z kaszmiru łączonego z jedwabiem, to byłoby przeżycie dla mojej skory! Jednak dla pań mniej wrażliwych polecam serdecznie, na pewno się spodobają.

          • Monika Frese
            21 marca 2016

            Jesteś prawdziwym Skarbem, Aga! Każda relacja z “życia wzięta” jest na wagę złota, bo oszczędza czas, nerwy oraz ułatwia podjęcie decyzji innym zainteresowanym. Dziękuję Najmilsza :-) Duża Buźka!

  6. Krystyna
    29 lutego 2016

    To właśnie to odzieżowo-technologiczne maniactwo tzn. pasjonactwo? przyciągnęło tu mnie i trzyma. No i teraz rozumiem zachowanie jednego z moich wełnianych swetrów, pomogła kąpiel w lanolinie, ale leni się niczym kot na wiosnę. Wełna z angorą i 5% dodatkiem poliamidu, gruby i ciepły, na pewno z martwej wełny, no cóż, na razie zostaje, jak będzie okazja to wymienię na coś porządniejszego. Mam też sweterek uwielbiany, 100% extrafine merino wool rodem z Italii, taki mięciutki i cieplutki, że przydało by się go sklonować.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 lutego 2016

      100% extrafine merino wool, made in Italy… już sama nazwa pieści ucho :-) Ale wełna z angorą? Gruba i ciepła? Pewnie, że zostaje! O dodatkach zapominamy, przynajmniej tak długo, dopóki nie trafi się jakaś prawdziwa okazja nie-do-odrzucenia.

      Ja też mam kilka ciuszków z podpisem “zwykła wool” – są śliczne i przyjemnie się je nosi, więc nie zamierzam się czepiać. A propos, wiesz co? Dziwna sprawa… bo akurat w przypadku odzieży dziecięcej zdawać by się mogło się, że kategoria czysta żywa wełna w ogóle nie istnieje. O ile skromne podkoszulki i piżamki można dostać w sklepach z naturalną odzieżą, to już jakiś fajny sweterek albo sukieneczkę – nie ma mowy. Dlatego cieszę się jak głupia, gdy w ogóle coś ładnego i wełnianego w rozmiarze mini wpadnie mi w ręce. O studiowaniu metki pod kątem żywa czy nieżywa nawet nie marzę.

      Odpowiedz
      • Krystyna
        29 lutego 2016

        A mi już czytanie metek tak weszło w nawyk, że nawet przy szukaniu ubrań dla dzieci siostry, (bo przecież rosną jak na drożdżach) nie mogę się powstrzymać i ciągle słyszę od siostry, że nie skład ważny byle pasowało.

        Odpowiedz
  7. Dominika
    29 lutego 2016

    Dzień dobry! Ja jestem podglądaczem od jakiegoś czasu więc chciałam się przywitać na początek :)
    Gratuluję bardzo profesjonalnego podejścia do tematu i w ogóle całego bloga – miło poczytać tak solidne dawki wiedzy, a nie tylko w kółko powtarzane bzdury :)
    Odnośnie tematu posta, to pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosiki i uzupełnić.
    Po pierwsze to z tym gryzieniem wełny jest też tak, że (z doświadczenia w rekonstrukcji historycznej) często wystarczy skórę po prostu przyzwyczaić. Na początku się drapiemy i wkurzamy, ale po jakimś czasie skóra się przyzwyczaja i jak przetrwa się najgorszy pierwszy okres, to z wydelikacenia bawełnami i syntetykami przejdziemy, do w miarę normalnej wytrzymałości. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich ludzi, ale czasem warto spróbować bo po prostu łatwiej jest wtedy znaleźć sobie ubrania, które możemy nosić i nie ograniczać się tylko do australijskich merynosów wynicowanych do 14mc :)
    Do kwestii mikronażu, dodałabym także problem struktury runa owcy – otóż prawdziwie “zgryźliwej” wełny praktycznie się nie przerabia przemysłowo na coś innego jak jakieś koce, czy tym podobne cuda. Prawdziwą grubą prymitywną wełnę, poznaje się oprócz wysokiego mikronażu, także po obecności tzw. włosów ościstych (twarde sztywne, wyglądają jak sterczące w puchu druciki) oraz nieco delikatniejszych przejściowych (nieco cieńsze niż ościste, lekko kręcone). Te twarde kłaki po skręceniu wełny w nić, nie poddają się i sterczą wokół nitki niczym drut kolczasty i są głównym powodem naszych dzieciowych traumatycznych wspomnień. No bo przecież za czasów młodości, to jedyna wełna jaka była dostępna, to na pewno nie były merynosy australijskie czy choćby hiszpańskie, a jakies nasze lokalne rasy. Z tych ras to najczęściej był cakiel czy też owca górska, charakteryzująca się własnie sporą ilością ości w runie i żrąca jak jasnacholera. Do dziś można dostać takie góralskie skarpety czy insze wyroby przecież, a jest to dokładnie taka wełna właśnie :) A dlaczego tak było? A proste. Bo wełna pochodząca ze stad mięsnych czy ogólnie przemysłowych jest i była właściwie odpadem, stąd lądowała jako tani produkt w gospodarce niedoboru, nie dla przemysłu, ale przynajmniej nie szła do pieca. A w dodatku jesli hoduje się zwierza na mięso, to po co dbać o odpad jakim jest wełna. A nasz klimat nie sprzyja owcom o najlepszym runie zamkniętym, bo to runo po prostu gnije na zwierzaku po zmoczeniu, czyli trzeba owce zganiać przed deszczem pod dach, co podraża koszty produkcji. Owce o runie zawierającym włosy ościste (które notabene są właśnie takimi rurkami odprowadzającymi wodę) lub o runie przejściowym nie mają tych problemów i są łatwiejsze w hodowli, ale te ości i duży mikronaż sprawia że dla przemysłu są kompletnie nieprzydatne. Ciekawostką jest to że obecnie największym producentem runa owczego jest Australia. A to ze względu na klimat – brak deszczu, duże różnice temperatur pomiędzy dniem i nocą, a także hodowla celowa sprawiły, że wykształciły się tam typy owcy o bardzo cienkim mikronażu oraz bardzo wyrównanym i długim włosiu. Taka owca przesadzona do naszego kraju, po kolejnej strzyży z dużym prawdopodobieństwem (gdyby w ogóle przezyła ten eksperyment) to straciłaby walory wełny.
    I na koniec jeszcze trzecia kwestia odnośnie “uczuleń”. Otóż pomijając nie przyzwyczajenie skóry do samego dotyku wełny, to istnieje jeszcze coś takiego jak uczulenie na lanolinę. I tu jest trochę ludzi, którzy spokojnie moga zrobić sobie kuku np. piorąc akryl w płynie do wełny z LANOLINĄ. Trochę takich przypadków znam wbrew pozorom. Dla takich osób, wysoko przetworzona wełna, idealnie odtłuszczona ale prana w płynach bez tego tłuszczu, będzie lepsza niż cokolwiek innego upranego w płynie z dodatkiem :) Taka ciekawostka, ale warto sobie sprawdzić czy faktycznie ma się uczulenie na wełnę czy właśnie na lanolinę :)
    W ogóle wełna i wszelkie włókna to mój konik i jakby co to zapraszam do dyskusji – na codzień zajmuję się także przedzeniem wełny, filcowaniem i tkaniem i o różnych rasach i rodzajach owiec i ich wełen wiem sporo :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 lutego 2016

      Dzień dobry,
      odpowiedź na taki długi komentarz zostawię sobie na wieczór (czyli na więcej niż kilka spokojnych chwil :-)

      Odpowiedz
      • Dominika
        29 lutego 2016

        Oj, mam nadzieję że nie przesadziłam z tym postem, ale dopiero jak wysłałam to zobaczyłam, że znowu rozpisałam się na referat prawie ;|

        Odpowiedz
        • Krystyna
          29 lutego 2016

          Nie szkodzi, lubię takie referaty i Dominiko chciałabym dowiedzieć się o tobie więcej. Wygląda na to, że masz ciekawe zajęcie. To praca zawodowa, czy rozbudowane hobby?

          Odpowiedz
        • Monika Frese
          29 lutego 2016

          Dobry wieczór, już jestem.
          Zacznijmy od tego, że bardzo mi miło, a komplement sprawił mi wyjątkową przyjemność. Sam komentarz wprawił mnie za to w oszołomienie i nie bardzo wiem, jak się za niego zabrać… to może po kolei.
          Po pierwsze: znam to z doświadczenia – właściwie pielęgnowane wełniane dzianiny stają się wraz z upływem czasu coraz bardziej miękkie i przytulne. Problem z przyzwyczajaniem skóry polega na tym, że tę metodę da się zastosować wyłącznie na zapaleńcu, który się na wełnę zwyczajnie uparł. Ktoś, kto ma złe doświadczenia z wełną i nie mógł przekonać się o jej zaletach, na pewno od razu da sobie spokój. I szczerze mówiąc, wcale się nie dziwię – sama uwielbiam wełnę ponad wszystko, ale nawet ja odeślę raczej drapiący sweter (z pretensjami!) z powrotem do producenta, niż będę się torturować.

          Po drugie: refleksja na temat wełny z czasów naszego dzieciństwa jest niezwykle interesująca, ale tak to właśnie jest z tymi referatami… włosy puchowe, rdzeniowe, przejściowe. Pole obrostu i okrywa szerstna. Wełny jednolite albo mieszane. Runo zamknięte, półotwarte, otwarte… proszę mi wierzyć, nie jest łatwą sprawą ułożyć lekkostrawną opowieść na temat czysto technologiczny. W końcu chodzi o to, żeby zainteresować czytelnika problemem, nie zanudzając go przy tym na śmierć. To, że mało kto pali się do lektury podręczników technologii jest dla mnie – autorki odzieżowego bloga z ambicjami – ważną wskazówką.

          Po trzecie: kwestię uczulenia na lanolinę pominęłam celowo. Jasne, zdarzają się takie uczulenia (nawet, jeśli wyjątkowo rzadko), ale wychodzę z założenia, że jeśli ktoś ma alergię na lanolinę, zdążył się już o tym przekonać, reagując nietolerancją na kosmetyki z jej zawartością. To znaczy, że trudno sobie wyobrazić, że temat wełny mógłby go jakoś specjalnie zainteresować.

          Dominiko, bardzo się cieszę spotykając podobnego entuzjastę tematu, ale sama Pani widzi – dyskusja na blogu jest pobożnym życzeniem i zawsze sprowadza się do udowadniania swoich racji.
          Nic nie poradzę, lubię mieć rację :-)

          Odpowiedz
  8. Wiktoria
    29 lutego 2016

    Mam kaszmirowe sweterki, które noszę na gołą skórę. Są milutkie i cieplutkie. Po nich , aż mam niechęć, żeby założyć coś z innego tworzywa. Kolejny argument potwierdzający tezę: stawiać na jakość, a nie na ilość. Twoje posty Moniko, są kapitalnym żródłem fachowej, przystępnie podanej wiedzy. Dlatego tak lubię zaglądać na Twój blog. Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 lutego 2016

      Sama lubię wprawdzie ten leciutko drapiący, elektryzujący skórę kontakt z wełną, ale masz rację – noszony na nagim ciele kaszmir, to jest przeżycie samo w sobie. Dodajmy do tego jeszcze drugą stronę medalu, tę praktyczną – noszony na gołej skórze kaszmir nie zapaca się, a nawet jeśli, na drugi dzień nie ma na nim nawet śladu podejrzanego zapachu. Poza wełną, ta sztuka nie udaje się żadnemu innemu włóknu.
      Zaglądaj jak najczęściej, zawsze się tak fajnie zgadzamy :-)

      Odpowiedz
  9. rawita
    29 lutego 2016

    To już wiem, dlaczego nie lubię swetrów. Po prostu rzadko mam kontakt z dobrą wełną. Posiadam tylko dwa sweterki, które lubię i noszę w bardzo chłodne. Sprawdziłam metki: jeden to 100% kaszmir, drugi 100% merino wool. Inna sprawa, że wolę inwestować w ciepłe okrycie wierzchnie, pod które zakładam tylko sukienkę lub cienką bluzkę. Jest to jednak trochę spowodowane doświadczeniem: z jednej strony z ciepłymi swetrami, które gryzą i na przeciwległym biegunie, z akrylowymi, które nie grzeją i po jednym praniu nadają się do wyrzucenia. W szafie mam jeszcze dwa moherowe swetry, bardzo ciepłe, ale niestety też niezbyt przyjemne w kontakcie na nagą skórą.
    Moniko, gdzie kupujesz swetry z dobrej wełny? Przyznam się, że dopóki nie przeczytałam jednego z wcześniejszych Twoich postów, nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak “virgin wool” albo “wełna ze strzyży”, bo chyba w ogóle nie widywałam takich kategorii na metkach ze składem.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      1 marca 2016

      Coś w tym nielubieniu jest… Wiem, nudzę i nudzę, ale trzeba czytać metki. Jeśli stoi wełna/wool/wolle, znaczy się sygnał już mamy – to nie jest wełna pierwszej jakości. Sweter może być fajny i dobrze się nosić, ale tak naprawdę wszystko wyjdzie dopiero (dosłownie) w praniu. Jeśli natomiast metki nie ma albo nie ma na niej nic do czytania, to też jest dla nas ważny sygnał – ktoś tu ma coś do ukrycia, więc lepiej odłożyć taki sweter (i każdą inną rzecz) z powrotem na półkę.

      Gdzie kupuję swetry? Zwykle w tych samych firmach. Jestem wdzięcznym klientem i przywiązuję się do marki, dokładnie tak, jak opisałam to w Dyscyplinie – jeśli wszystko gra, nie szukam innych możliwości, ponieważ oszczędza mi to masę czasu.
      Bardzo polecam tę metodę: jeśli już gdzieś kupiłaś świetną rzecz, która bez uszczerbku przeszła test kolejnych prań, zajrzyj tam ponownie (sama dla siebie zawsze najpierw rozglądam się u Ralpha Laurena, poza tym w Cos, Hess Natur i Bossie). Kilka ulubionych wełnianych dzianin uszyłam sobie z mojego ulubionego tworzywa – wełnianego ściągacza, a dwa swetry są zrobione na drutach (zleciłam pracę, bo nie umiem dziergać). Chętnie pociągnę ten wątek w kolejnym odcinku o kłopotach z gryzącą wełną.
      P.S. A z moherem doskonale rozumiem. Moher jest wyjątkowo ciepły i leciutko połyskuje, ale ten długi kozi włos często drażni i drapie. Miałam taki jeden w kolorze pink – cudny był i robiony według mojego projektu, ale nadawał się wyłącznie do patrzenia.

      Odpowiedz
  10. Ida
    2 marca 2016

    To ja się pochwalę: udało mi się uratować sweter z gryzącej wełny. Wyprałam go w odżywce do włosów, która na moich włosach powodowała nadmierną miękkość – efekt włosów dziecka. Po dwóch takich kąpielach drapiący sweter mogłam nosić na gołą skórę. Polecam spróbować!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      2 marca 2016

      Niezły numer.
      I do natychmiastowego wypróbowania! Takie niedrogie, ale zmyślne i efektywne patenty, to my tu bardzo lubimy :-)

      Odpowiedz
  11. Klarowna Sobota #2 – Podsumowanie Tygodnia | Madziklarowo
    19 marca 2016

    […] Jeżeli zastanawialiście się kiedyś, dlaczego wełna gryzie, oto odpowiedź. […]

    Odpowiedz
  12. Mari89
    28 września 2016

    Świetny artykuł – czytałam z wielkich zapałem i coraz to bardziej starałam się zagłębiać w temat wełny i produktów “wełnopodobnych” :-)
    Akurat zbliża się czas chłodów, więc nie ma co ukrywać że zdecydowana większość z nas decyduję się na wygodne swetry w stylu “oversize” lub piękne zaplatane sweterki (akrylowe) ze sklepów sieciowych. Wadą takich zakupów jest to że odzież wykonana z peseudo wełny nie jest na tyle skuteczne co np swetry wykonane z solidnej wełny (alpaka,merino,kamel). Niestety za jakością idzie w parze cena która … no niska nie jest… :(
    Sama jednak postanowiłam zaoszczędzić na wełnianą koszulkę dobrej jakości która będzie przyjemnie mnie ogrzewać w chłodne dni ..
    Wybór padł na wełnę merino. W Internecie aż roi się od artykułów na temat tego rodzaju wełny. Podobno najlepsza na świecie ze wszystkich dostępnych gatunków wełny. Bardzo delikatna i lekka wełna, jest bezkonkurencyjna w stosunku do standardowej owczej wełny. Nie drapie, nie gryzie, spokojnie może być zakładana nawet przez alergików. Po 4 miesięcznym czasie użytkowania wiem co mówie ;-) Podobno wełna tych zwierzaków wykazuje również silne właściwości leczniczo-rehabilitacyjne co znalazłam na tej stronie : http://www.woolmed.pl/content/8-opinie-specjalistow. Tutaj akurat producent zapewnia nas o właściwościach przy odpowiednim połączeniu wełny oraz bawełny na przodzie koszulki. Ciekawe… ja na pewno odczuwam przyjemne ciepło kiedy zakładam koszulkę pod spód.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      28 września 2016

      Zawsze bardzo się cieszę, czytając relację opartą na własnych doświadczeniach. Tak, wełna merino jest jednym z najmilszych materiałów, które można nosić nawet na nagiej skórze i żadne akryle nie dorastają jej nawet do pięt. Dobre wyroby z wełny nie są tanie, ale i nie powinny być. Dobra jakość wymaga czasu, wytrwałości, uwagi, fachowej obróbki i pielęgnacji… to są wartości cenne same w sobie, ale w przeliczeniu na gotówkę stają się drogo-cenne :-)

      Mari, dziękuję za sympatyczny komentarz oraz za interesujący adres. Dodaję go do zakładek, żeby w wolnej chwili uważnie przestudiować.
      Ciepło pozdrawiam.

      Odpowiedz
      • Mari89
        4 października 2016

        Nie ma za co i dziękuję za odpowiedź. Masz rację coś co posłuży nam dłuższy okres czasu jest warte czekania oraz większej inwestycji ;-)

        Odpowiedz

Dodaj komentarz