Czy to jest aby dobry temat na przedświąteczne rozważania? I to jeszcze jak!

Wystrzępione dziurki od guzików? Poprute, wiszące nitki? Zacinające się albo krzywo wszyte zamki błyskawiczne?  Nie i jeszcze raz nie! Nasze małe kompedium, pomoże nam oddzielić ziarno od plew, zanim w samym środku świąteczno – noworocznej gorączki, znowu i jak co roku ulegniemy nieodpartym przecenionym pokusom i mamiącym zniżkowym przynętom. Dlatego dzisiaj i przez następne kilka dni, w przerwach między lepieniem pierogów, a gnieceniem świątecznego ciasta, całe w obłoku aromatów gotowanej kapusty z grochem, będziemy się czepiać, zaglądać pod podszewkę i w ogóle szukać dziury w całym!

 

O ile o klasie ubrania decyduje design, pierwszorzędne tkaniny oraz doskonałe dopasowanie, to o jego jakości dużo powiedzą nam takie niby drugorzędne szczegóły, jak detale kroju, elementy dekoracyjne albo wykończenie.

 

Przyznam od razu: temat jest zachwycająco obszerny.  Jednak ze względu na to, że cenię czas własnych Czytelników, a i sama mam jeszcze sporo do lepienia, ugniatania i pakowania, postanowiłam dla naszej wygody podzielić go na kilka krótkich, osobnych wątków, które razem stanowić będą odpowiedź na tytułowe pytanie „W jaki sposób detale ubrania stanowią o jego jakości?”

Zaczynamy? Dzisiaj naszą całą uwagę zaprzątają ściegi, szwy i tym podobne.

 

 

Szew, jako podstawowy element konstrukcyjny ubrania, łączy ze sobą jego poszczególne części, ale jest również ozdobą i najbardziej widocznym detalem dobrze wykonanego ciucha. Obojętnie – szyte, klejone czy zgrzewane: pomarszczone, krzywe albo niechlujne szwy psują cały wygląd stroju oraz wpływają na jego trwałość. Czy może lepiej: nietrwałość.

 

Naszym ideałem będą więc szwy gładkie, równe i z jednakową liczbą ściegów na centymetr oraz z nićmi nienagannie dopasowanymi zarówno ze względu na barwę jak i rodzaj (grubość) tkaniny.

 

Zasada kolorystycznego dopasowania nie obowiązuje rzecz jasna wtedy, kiedy kontrastowo zaakcentowane przeszycia są celowym i przemyślanym zabiegiem projektanta. W tym przypadku jednak staranność jest szczególnie ważna, ponieważ wszelkie niedociągnięcia będą tym bardziej rzucać się w oczy, wpływając na wygląd całości.

Jeśli chodzi z kolei o grubość i rodzaj nici, nie jest łatwo ocenić ich charakter zanim trochę naszego ubrania nie ponosimy. Naszą czujność zawsze jednak powinny wzbudzić wystrzępione, porozrywane ściegi albo wiszące, poprute nitki. Do kosza z nimi… to jest, z powrotem na półkę proszę.

 

Pozostańmy jeszcze przez moment przy rozważaniach estetycznej natury – dodatkowe wzmocnienia i zabezpieczenia szwów wewnętrznych mogą być samą radością i przyjemnością dla oczu:

 

 

Krawędź dołu wełnianej sukienki została wykończona śliczną i delikatną koronkową taśmą.

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak ładna, że bez wstydu można byłoby nosić ją na wierzchu: nieco grubsza koronkowa pasmanteria zdobi od środka brzegi podwinięcia rękawów jasnoszarej sukienki.

 

 

 

Podwinięcie dołu oraz rozcięcia flanelowej spódnicy: tym razem obszyte taśmą satynową, kryjącą dobry, wytrzymały, ale niespecjalnie elegancki ścieg owerlokowy.

 

 

 

 

 

 

 

 

W lekkim płaszczu z bawełnianej gabardyny, w którym tylko przody i karczek tyłu podbite są podszewką, wszystkie widoczne szwy wykończono kontrastową w kolorze lamówką; na zdjęciu środkowy szew pleców.

 

 

 

 

 

 

Bardzo lubię i cenię takie piękne, lewostronne niespodzianki.

 

Nie kochani, nie namawiam Was wcale na liczenie ściegów z centymetrem w ręku (choć to jest całkiem niegłupi pomysł na zajęcie czymś użytecznym śmiertelnie znudzonego małżonka, który z niejasnych powodów plącze się nam pod nogami podczas nabywania sprawunków). Namawiam za to do uważności oraz dokładnego przyglądania się „błahym” szczegółom i „drobnym” niuansom.
To właśnie one często decydują o różnicy między doskonale wyglądającym ubraniem a jakimś tam ubraniem. To właśnie one zwykle decydują o różnicy między świetnie ubraną kobietą, a kobietą, która się po prostu ubrała.

 

 

To co Miłe Moje, wracamy do organizowania i przygotowywania?
Zobaczymy się jutro! No, najpóźniej pojutrze. Pa!

 

 



Komentarze

  1. Isabella M.
    21 grudnia 2013

    czytajac dzisiaj Twoj post,doszlam do wstrzasajacych wnioskow,ze jakosc u mnie zadna, a przeciez szyjac tylko dla siebie wlasnie siebie powinnam obdarowywac rzeczami najlepszej jakosci, czyz nie tak?. Napewno taki sposob wykanczania przedluzy bardzo czas szycia, ale warto mi sie zastanowic nad podjeciem decyzji jedynyej mozliwej….pozdrawoam serdecznie

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      21 grudnia 2013

      Twoja konkluzja powinna być mottem mojego wpisu: nikt nie jest bardziej wart pięknych rzeczy niż właśnie my same:)).

      Bardzo miło Cię widzieć Izabello. Nie mam wątpliwości, że przy Twoim krawieckim kunszcie poradzisz sobie raz dwa z kilkoma dodatkowymi wykończeniami.
      I ja ciepło pozdrawiam

      Odpowiedz
  2. MyGentle Look
    21 grudnia 2013

    Podobnie szukam jakości w ubraniach. Zawsze panie w sklepach patrzą na mnie ze zdziwieniem, gdy każde ubranie wywracam na lewą stronę i szukam metki, a następnie przyglądam się przeszyciom. To ważne, jak strój wygląda z zewnątrz, ale jeszcze ważniejsze – jak się w nim czuję. A na to wpływa właśnie “wnętrze” tkaniny.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      21 grudnia 2013

      Jak zwykle rozumiemy się doskonale.
      Ja również psuję regularnie dobry humor pań ekspedientek, nie przyzwyczajonych do pytań w rodzaju:
      “Rzeczywiście ładne, ale dlaczego te zaszewki nie są równej długości?!”:))

      Z przyjemnością przeczytałam “Trzy argumenty za jakością”. Pozdrawiam:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz