Wszyscy już pisali o czarnym? Ale ja jeszcze nie!

Słowa klucze kojarzone z czernią działają na wyobraźnię i zdają się ją masowo obezwładniać: zmysłowa, tajemnicza, namiętna, kreatywna, wpływowa, autorytarna. Niestety nie każda z nas, spowita w czerń właśnie tak oddziaływuje na otoczenie, co daje się szczególnie wyraźnie zaobserwować w codziennych okolicznościach, na ulicy i na zakupach.

 

Czerń symbolizuje przecież także ciemność, smutek, brak nadziei, dystans do świata, ascetyzm. I właśnie szczególnie w świetle dnia, w promieniach ostrego wiosennego słońca, czarny kolor często wygląda na:

  • znoszono – wymięty,
  • brudno – bury i
  • przygnębiająco pospolity;

Do tego, na dokładkę, poprzez kontrast umiejętnie:

  • uwypukla niedoskonałości cery (zmarszczki, zaczerwienienia, wypryski),
  • podkreśla zmęczenie (cienie i podkrążone oczy),
  • wydobywa znużenie (szarą lub żółtawą cerę);
  • oraz uwydatnia podłą jakość tkaniny (wydaje się przykurzona i sprana), a bez umiaru dodany połysk, jeszcze bardziej wzmacnia tani efekt.

 

 

Czerń oddalona od twarzy i zmiękczona innym, przyjaznym nam kolorem, wyrazistą biżuterią czy nagą skórą w większych ilościach (i pokazowej formie), może pozostać ukochanym wieczorowym klasykiem i/lub najskuteczniejszym środkiem odchudzajacym w naszej szafie.

Zamiast małej czarnej, trochę większa czarna, ale jest całkiem nieźle. Zwłaszcza przy sprzyjającym oświetleniu i umiejętnościach korekcyjno – technicznych ulubionego fotografa:

Monika Frese: czerń

 

 

A na liście „ukochane, pożądane” czeka już od wieków damska wersja wieczorowo – smokingowa:

 

Uwaga!

To nie ja mam taką dużą głowę, tylko mój fotomontażowy sobowtór. Ale i tak fajnie wygląda, prawda?

 

 

Kiedy nie mamy akurat ochoty na nic smolistego, warto pamiętać, że innymi kolorami można opowiedzieć to samo, a nawet ciut więcej:

  • zmysłowość, namiętność (również aktywność i odwaga) – czerwień; pamiętacie „Lady in Red” Chrisa de Burgh? No właśnie… ;
  • tajemniczość (również wyjątkowość, wolność ducha) – indygo, bardzo ciemny fiolet; wątek ładnie wykorzystywany w kreskówkach i bajkach. Najbardziej demoniczna postać damska z pewnością ma czarne włosy i nosi coś fioletowego. Jeśli odedrzemy fabułę z jej ckliwej otoczki, okaże się również, że owa dama jest też mocno wyemancypowana, inteligentna i samodzielna, w przeciwieństwie do mało rozgarniętej i prostodusznej pastelowej sierotki. Która wersja przerysowanej kobiecości bardziej Wam odpowiada?
  • władza, autorytet (również mądrość i skuteczność działania) – granat, ciemnoniebieski; no i wszyscy już wiedzą skąd autorka taka mądra, nie mylić z mądralińska. Przecież to jej ulubiona paleta barw, ha;
  • elegancja (również wyrafinowanie, klasyka) – bordo; ach, świta mi już w głowie ciemnowiśniowy komplet. Nic nie zdradzę, nic nie powiem, no może tylko tyle, że karakułowe futerko jest tu opcją rozważaną na serio.

 

Tylko bardzo proszę bez histerii. Nie namawiam wcale do porzucenia czerni. Namawiam jak zwykle do uważnego przyglądania się sobie i podejmowania przemyślanych, niestandartowych wyborów. Przede wszystkim samą siebie.

 

 

P.S.
Czy ten apel to nie jest przypadkiem jakaś wiosenna choroba? Może epidemia? Już coś na ten temat czytałam (…ekhe, pisałam?).

 



Komentarze

  1. Anonymous
    20 kwietnia 2013

    Obserwuję ten blog od początku i coraz bardziej mi się podoba. Pisany lekko, z wdziękiem i przymrużeniem oka. A i poruszane tematy są mi bliskie. Oby tak dalej! Irensa

    Odpowiedz
  2. lady-and-the-dress
    21 kwietnia 2013

    Jak dobrze jest przeczytać takie przemiłe słowa zaraz po wstaniu z łóżka. Aż chce się żyć!
    Jeśli znajdzie Pani szczególnie interesujący temat i troszkę czasu, zapraszam do małej wymiany zdań.
    Już się cieszę i serdecznie pozdrawiam:).

    Odpowiedz
  3. Anonymous
    21 kwietnia 2013

    Och, znajdę, znajdę, ale po powrocie z wojaży. Ciekawe dlaczego kobiety /a dziewczyny szczególnie/ nie chodzą w sukienkach lub spódnicach?Przecież wyglądają w nich piękniej i bardziej kobieco! Czekam na dłuższy wywód i pozdrawiam Irensa

    Odpowiedz
  4. lady-and-the-dress
    21 kwietnia 2013

    Ach, jaki piękny temat! Wywód na pewno będzie, bo korci mnie okrutnie:).
    A póki co, już niedługo troszkę o spódnicach i rowerach (pssst… nie psujmy niespodzianki).
    Serdecznie pozdrawiam i życzę miłych podróżniczych wrażeń.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz