29 września 2013 / Szafa marzeń / 25 komentarzy

To, że mieszka się za miastem, a do tego jest się nieuleczalnym entuzjastą  ciepłych misiów, szorstkich wełen oraz sielankowych barw natury ma się rozumieć, zobowiązuje! Nie dla mnie wzory, mocne kolory czy najbardziej rozchwytywane sztuki sezonu. Angielska lady na spacerze po swych wiejskich posiadłościach, to mój jesienny ideał.

Od zawsze i odkąd pamiętam.

 

Monika Frese: country lady

Futrzana kamizela – Atelier Frese (sama sobie uszyłam)

Wełniany sweter – Ralph Lauren

Spódnica z aplikacjami – Atelier Frese (sama…)

Overknees – Claudio

 

 
country lady, jesieńFot. Country lady

 

Miły dla ciała, spokojny dla oka, rozgrzewający zestaw tkanin, faktur i odcieni:

1. Sweter z rozpinanym, obszernym golfem czyli wełniana gorzka czekolada z odrobiną chili.

Skórzane, plecione guziki są kwintesencją sportowego stylu w angielskim wydaniu, mimowolnie przywołując wizje sielskich krajobrazów, zapachu koni, siodeł i mokrej trawy. Czyli raczej golf albo konna jazda niż jogging lub morderczy fitness. W moim przypadku będzie to z pewnością… rower.

 

sweter: wełna z kaszmirem

 

 

2. Wełniana spódnica szyta ze skosu. Oliwka? Zgniła zieleń? Ależ skąd! Po prostu tweedowy koktajl harmonijnie współgrających odcieni:

  • całkiem sporo świeżej zieleni młodej trawy,
  • nieco granatu rozgwieżdżonej nocy,
  • odrobina chłodnego, czystego błękitu mroźnego poranka,
  • szczypta rozgrzanej, czerwonej pomarańczy zachodzącego słońca.

Plus połyskujące i migoczące we wszystkich odcieniach tęczy różnobarwne cekiny.

 

spódnica: tweed

 

 

3. Swobodna kamizela wykończona ściągaczowym dżersejem, zapinana na zamek błyskawiczny czyli ciepłe i najmilsze fałszywe norki w kolorze aromatycznego espresso.

 

 

 

Rozsmakowaliście się odrobinę Mili Goście? Rozgrzaliście? Zapraszam zatem na wspólny spacer.

 

Lady and the dress: country ladyFot. Country lady

 

Fot. Country lady

 

 



Komentarze

  1. Barbarossa
    29 września 2013

    Oj tak ogrzałaś i rozgrzałaś tymi zdjęciami. Pięknie Ci angielska lady w tym zestawie. Ja lubię akurat kolory intensywniejsze, ale na tym to polega, każdy nosi to, co lubi i w czym czuje się dobrze. Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 września 2013

      Dobrze powiedziane:).
      Właśnie w tym prostym stwierdzeniu tkwi cały urok, wdzięk i przyjemność ubierania się.

      Ciekawe czemu i mnie jakoś tak ciepło na duszy… :))

      Odpowiedz
  2. bastamb
    29 września 2013

    Sweter ma śliczny kolor i ciekawe guziki, z kamizelką świetnie, zawsze ładnie wygądasz…pozdrawiam…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 września 2013

      Dziękuję Barbaro. Stale powracające, ciepłe klasyki to dobra baza jesiennych metamorfoz:).

      Odpowiedz
  3. Iwona Dohrmann
    29 września 2013

    Przepięknie! Cudownie wyglądasz, Twój strój oddaje w pełni Twój charakter! :-)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 września 2013

      Znaczy się kudłaty i fałszywy jak moja ukochana kamizela? Aha!

      Ale wiesz co Miła Ty jedna? Mów do mnie jeszcze…:))

      Odpowiedz
  4. szyciemojedrugiezycie
    29 września 2013

    Chciałabym mieć taką kamizelkę! Strój jak najbardziej na spacer!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 września 2013

      I na zakupy, i na spotkanie z przyjaciółką w mieście też, ale… nie oddam!

      Bardzo mi to “chcenie” pochlebia, więc proszę się śmiało inspirować:).

      Odpowiedz
  5. ThimbleLady
    29 września 2013

    miło, ciepło, wygodnie i bardzo na TAK!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 września 2013

      Wszystko się zgadza!
      Czyżby posiadała Pani bliźniaczy zestaw, miła ThimbleLady?:))

      Odpowiedz
  6. ja katya
    29 września 2013

    Ileż ja bym dała żeby tak móc się zanurzyć w tym futerku… Jedyne co mnie odstrasza to pełno włosków wszędzie, ale co tam, jak się ma później takie futrzane doznania to warto! Lubię wyłapywać kolory w barwach na pozór jednolitych, a cekiny lubię chyba jeszcze bardziej:) Ach, i te plecione guziki… I jak tu przytulnie:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 września 2013

      Zanurzaj się bez obaw:). Takie krótko strzyżone futerko pierwszej klasy, nie gubi żadnych włosków.
      Słowo honoru!

      Sprawiasz mi ogromną przyjemność, wiesz? Te melanże, niespójności i niespokojności koloru to moja obsesja: intrygujące i frapujące, ożywiają całość bez głośnych efektów. A guziki owszem, ale cekiny?
      No naprawdę, co za szczyt bezguścia… :)))

      Odpowiedz
  7. Aga
    30 września 2013

    Super, wszystko bardzo mi sie pododa i tez chetnie ubralabym sie tak jesienia , gdyby nie……… No wlasnie ta piekna welenka. Wyglada fantastycznie, ale gryzie strasznie (mnie przynajmniej), a bawelna nie ma juz takiego efektu. Futerko bomba, czy moge zlozyc zamowienie na takowe;-)?
    Goraco pozdrawiam ze slonecznego dzisiaj B.-B.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 września 2013

      Och, do przyszłego roku na pewno z futerkiem zdążymy:).

      Dziękuję Kochana. Nie ma rady, jak gryzie trzeba przerzucić się na coś innego. Ma wyglądać fantastycznie i tak też się nosić!
      I ja mocno ściskam. Słonko świeci, chce się żyć:)

      Odpowiedz
  8. Małgorzata TP
    30 września 2013

    Ach, gdybym nie mieszkała na podkrakowskiej wsi, to dałabym się uwieść Twoim opisom wiejskiej sielanki spowitej w wełnę i futro … :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 września 2013

      Czyli wiejska sielanka w wydaniu podkrakowskim różni się zasadniczo od sielanki tutejszej?
      A czym, bo ciekawość mnie zżera? Tu też zawiewa, popaduje i ziębi – ale właśnie wtedy wełny i futra jak znalazł…

      Odpowiedz
    • Małgorzata TP
      30 września 2013

      Sielanka jest zawsze taka sama :) Tylko, że gdy nie ma się jej czasu celebrować, to nie ma tego magicznego uroku, o którym piszesz :)

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 września 2013

      Czas to jest pojęcie z tych bardziej względnych, bo jeśli nie teraz, to kiedy?
      Później będzie nicość… Piękna Pani Inżynier:)

      Odpowiedz
  9. Irensa
    1 października 2013

    A jeszcze wczoraj było lato! Szkoda! Ale widzę, że jesień – co widać, słychać i czuć na załączonych zdjęciach – też ma niezaprzeczalny urok!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      1 października 2013

      Czyli wróciła Pani z ciepłych krajów…
      Dziękuję miło. Taka wczesna, słoneczna jesień to moja ulubiona pora roku, więc staram się ładnie:).

      Odpowiedz
  10. Ola
    26 września 2016

    Witaj Moniko :)
    Fantastyczny blog, kilka godzin czytałam, czytałam i jestem mądrzejsza, choć intuicyjnie wiele z omawianych kwestii jest dla mnie oczywistych. Przyjmij proszę moje wyrazy wdzięczności za te lekcje. ;)
    Do napisania tutaj skłoniło mnie nie tylko to, że jestem oczarowana Twoim blogiem, ale też i pytanie, które mi się na usta. A mianowicie: co byś poradziła paniom o koszykarskim wzroście? Wiem, wiem, to atut i nie zamierzam nad tym biadolić. :) Nie da się tego zmienić, to nie 5 kilogramów do przodu lub tyłu. Jest jak jest, no i dobrze. :) Idzie mi o to, że ubieram się po prostu w to, co jako-tako na mnie pasuje nieustannie borykając się z kombinacjami jak dodać ileś tam centymetrów, co doszyć, żeby jakoś to wszystko wyglądało. Bywa, i to coraz częściej, że zwyczajnie odpuszczam sobie i noszę to co mam bez przerabiania ponieważ niejednokrotnie uznaję, że ostatecznie “ujdzie w tłoku”. Brakuje mi pomysłów… Uszyć zawsze bym coś mogła sobie sama i teraz tzw. “dziura w całym” (heh… takie moje tłumaczenie): tak naprawdę dopiero po uszyciu i ubraniu się widzę jak w tym czymś wyglądam. Głównie kupuję w lumpeksach lub u pana Allegra :) Bywają fantastyczne ubrania i takie zakupy są dla mnie najlepszym rozwiązaniem: wszystkie wymiary są podane i choć zdarzają się nietrafione nabytki jestem w stanie to znieść, ponieważ nie tracę czasu na chodzenie po sklepach i denerwowanie się, że wszystko co tylko możliwe jest za krótkie. Pozostaje sztukowanie, przerabianie itd. Umiejętności krawieckie na elementarnym poziomie posiadam. Lata temu, gdy niczego nie było w sklepach nauczyłam się szycia z Burdy, przedłużałam np. spodnie rozcinając wykrój w kilku miejscach i dodając brakujące centymetry. Efekty mojego szycia były w miarę zadowalające, ale jakoś z biegiem (wielu) lat straciłam zapał. Z tego co pamiętam, wiele z uszytych przeze mnie ubrań mnie rozczarowało. I nie chodzi tu o staranność wykonania, bo starałam się bardzo – tylko przy tak wysokim wzroście zdarzały się niewypały. Zatem prośba moja do Ciebie Moniko o wskazówki, podpowiedzi, jak to ogarnąć. Jestem w dojrzałym wieku i podwijanie nogawek i rękawów doprawdy nie wchodzi w grę. Ten etap mam za sobą. Pozdrawiam serdecznie. :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      28 września 2016

      Dzień dobry Olu.
      Tak, zwlekam z odpowiedzią. Nie umiem odpowiedzieć w trzech zdaniach na tak kompleksowe pytanie. Poza tym, Twój komentarz przywołał falę poczucia winy… słowo daję, mam zamiar zająć się zaniedbywanymi przez gotową konfekcję problemami pań z nietypową figurą! Tylko, że gdy zaczynam zastanawiać się nad szczegółami, zupełnie tracę głowę przerażona ogromem pracy. Bo która z nas jest “typowa”? Nie znam żadnej :-)

      Znalazłam parę ładnych zdjęć, które odpowiadają moim wyobrażeniom o tym, jak powinnać ubierać się wysoka dziewczyna, więc kujmy żelazo póki gorące: zastanowię się, rozejrzę wśród obiecujących marek i napiszę artykuł.
      Ale umówmy się, że jeśli z jakiś powodów nie ogarnę go w dwa tygodnie, wrócę do Ciebie z wyjaśnieniem w ramach tego komentarza. Zgoda?

      Odpowiedz
  11. Ola
    5 października 2016

    Dzień dobry Moniko.
    Bardzo dziękuję za odpowiedź, i za to, że nie zginęłam tutaj w gąszczu rozmaitych komentarzy. Naturalnie poczekam na rozwój wypadków tak długo jak to będzie konieczne i komfortowe dla Ciebie. Zgoda, zgoda i jeszcze raz zgoda! :)Serdecznie pozdrawiam. Ola

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      14 października 2016

      Dwa tygodnie? Dobre sobie! Olu, łapię Cię za to poczekam na rozwój wypadków tak długo jak to będzie konieczne :-)
      Jak zwykle zbyt optymistycznie oszacowałam swój własny czas i jak zwykle aktualny temat rozrósł mi się jakoś tak sam z siebie do całej serii wpisów. Z tego wynika, że artykuł, który Cię interesuje pojawi się dopiero po jesiennych sukienkach.
      Cieszę się z Twojego sympatycznego podejścia, ponieważ przyznam, że naprawdę chciałabym go napisać. Szkoda byłoby zamknąć taki ładny wątek w kilku krótkich zdaniach, no i jeszcze – jeśli w końcu nie ruszę tematu różnorodnych kobiecych figur, to znowu odroczy się on nam w nieskończoność.

      Bardzo ciepło pozdrawiam

      Odpowiedz
  12. Ola
    15 października 2016

    Hmm… Moniko: wiem, wiem jak to jest, ponieważ sama z niczym nie nadążam.Nie sposób poza tym wymagać od Ciebie ekspresowej odpowiedzi, bo to w końcu jest grzeczność, ratunek, dobra wola z Twojej strony. Ja się w ogóle nadziwić nie mogę, że potraktowałaś mnie na serio (no chyba, że się mylę heh…). Mnie pozostaje czekać, ale przecież nie wiszę tu nieustannie, żyję swoim życiem. Owszem, zaglądam ale szał mnie nie ogarnia z powodu zwłoki. To samo życie przecież, a ja nie jestem pępkiem świata. Skorzystam z tego, że sprawa nabiera mocy i uściślę mój wiek dojrzały, bo sądzę, że to mało precyzyjne i diabli wiedzą jak to zrozumiałaś a to ponad 50 lat. Twardy orzech do zgryzienia, co? No i jeszcze ten koszykarski wzrost. I jeszcze jedno mi się nasuwa Moniko: kolory, kolory kolory… Typ urody też ma znaczenie, prawda? Nie tak dawno kolejny raz próbowałam ustalić czy jestem wiosną, latem, jesienią czy zimą i guzik z tego mi wyszło. Hmm… Miłego weekendu, pirli pirli rym cym cym. Pozdrawiam serdecznie. Ola.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz