30 maja 2013 / Prosto z atelier / 16 komentarzy

Co tam się wyrabia w tym atelier? Chciałyby wiedzieć moje miłe Czytelniczki, dopytując się nieśmiało w komentarzach. No jak zwykle, tu się pracuje, czyli:

  • rozmyśla i obmierza,
  • proponuje i aprobuje,
  • przymierza i absorbuje,
  • kroi i szyje,
  • znowu przymierza,
  • w międzyczasie popija kawkę i plotkuje

…tak mniej więcej. Bo śmiechu też jest dużo.

 

Aktualnie, piękna błękitna tafta, którą już zdążyłyście poznać, zmieniła właściciela i jest już prawie gotową popołudniową sukienką. Sukienka ta, tak naprawdę miała być z zielonej i opalizującej jedwabnej tafty, o tej:

 

 

 

Tkanina już wybrana i entuzjastycznie zaakceptowana przez klientkę grzecznie czekała sobie na skrojenie, kiedy całkiem przypadkowo M.V. zobaczyła Zuzkę* owiniętą błękitami i… przepadło. Tak więc zamiast zieleni, fioletowe błękity debiutują w czerwcu na ślubie przyjaciółki.

Pełna odsłona w przyszłym tygodniu:)

 

Po namyśle przyznaję, że był to dobry wybór. Jasna, blada blondynka w neonowych zieleniach wygląda raczej zjadliwie i trująco. Na szczęście zostało mi jeszcze dwa metry, ale proszę, nie pytajcie… tych nie oddam za żadne skarby!

 

 

*Zuzka to mój bardzo odchudzony, rasowy manekin. Odrobinkę za szczupła na moje wymagania, ale za to nie marudzi, nie narzeka, cierpliwie pozując nam do zdjęć oraz bez sprzeciwów znosząc wszelkie moje twórcze pomysły. Spisuje się tak  znakomicie, że przymykam oko na małe niedociągnięcia figury:).

 

 



Komentarze

  1. Małgorzata TP
    30 maja 2013

    Ja myślę, że ładnie Ci będzie w zielonej tafcie. A jakiś ślub lub inny pretekst zawsze się znajdzie :)
    Ciekawa jestem niezwykle, ja wygląda ta niebieska całość …
    Pozdrawiam bardzo, Małgosia

    Odpowiedz
  2. Monika Frese
    30 maja 2013

    Och, Małgosiu, widzę, że chyba dziś zagmatwałam:).
    To dlatego, że praca i klientki należą dla mnie do kategorii spraw intymnych.

    Swoją drogą ciekawa rzecz: pisanie o sobie nie sprawia mi trudności i nie martwią mnie wcale posądzenia o ewentualny ekshibicjonizm, ale o innych i z innymi sprawa ma się inaczej:).

    W każdym razie poczyniłam małe poprawki we wpisie np., że zielony jedwab to był wybór M.V., czyli mojej klientki.
    Mocno pozdrawiam i przepraszam za te niejednoznaczności.

    Odpowiedz
    • Małgorzata TP
      31 maja 2013

      Ale mnie nie chodzi o to CZYJA jest zieloność taftowa, tylko że Tobie byłoby ładnie w zielonym :) Niekoniecznie taftowym, może coś mniej “uroczystego” …
      No a tak a’propos – jaki jest Twój kolorystyczny faworyt?

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      31 maja 2013

      No to tym bardziej zagmatwałam:).

      A ja ostatnio kocham najbardziej właśnie zielenie, a zaraz po nich beże i szarości. Tylko, że zielony to raczej na innych, sama nie mam śmiałości i muszą mi wystarczyć moje szaro – zielone oczy:).

      Miło mi, że mnie widzisz w ulubionym kolorze. Może się przełamię? W końcu to faza eksperymentów…
      Mocno ściskam za tą cudowną “zieloność taftową”:)))

      Odpowiedz
  3. Anonymous
    30 maja 2013

    No tak, dopracowana w szczegółach talia sukni zapowiada piękną całość. Chociaż ta zieleń robi na mnie większe wrażenie. No tak, nie jestem jasną blondynką. Irensa

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      31 maja 2013

      Mam nadzieję, że tak. Przymiarki wypadają wcale nieźle, a premiera już za jakiś tydzień:).

      Zieleń rzeczywiście śliczna: opalizująca na żółto – złoto i szmaragdowo. W sam raz dla szałowej brunetki:).
      Pozdrawiam ciepło.

      Odpowiedz
  4. Anonymous
    30 maja 2013

    ale ladny zielony! i z tylu cos miga cudownie!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      31 maja 2013

      Zmówiłyście się dziewczyny na tą zieleń, prawda?:)))

      Rzeczywiście miga sobie i błyszczy się troszkę. Widać tylko z bliska albo gdy słonko (lampa) bezpośrednio oświetla.
      Ale spostrzegawcze ktosie mnie tu nocami odwiedzają:).
      Serdecznie pozdrawiam.

      Odpowiedz
  5. My Gentle Look
    31 maja 2013

    Od strony klientki muszę powiedzieć, że jest to duża sztuka po stronie twórcy, aby jednocześnie sprostać wymaganiom klientki i nie zrobić jej krzywdy poprzez realizację tych pragnień… jest to niczym balansowanie na bardzo cienkiej linii…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      31 maja 2013

      Od strony krawca muszę przyznać, że inteligentne klientki są bezcenne:).
      Zdaję sobie również doskonale sprawę, że mam wyjątkowe szczęście. Zlecenia na zasadzie przyjaciółka przyjaciółki są gwarancją, że obie strony wiedzą, czego mogą się spodziewać.

      A skoro już jesteśmy przy zielonych tematach, jak miewa się miętowy szantung? Czy fason bluzki już obmyślony?

      Odpowiedz
  6. Anonymous
    31 maja 2013

    Zielen jest super, ja tez zaopatrzylam sie w kilka sztuk na ten sezon. A tak a propos intensywnej pracy, to jak tam bylo na rowerku? Pozdrawiam serdecznie z zapadanego B-B. AS

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      31 maja 2013

      Aha, poznałam od razu!
      To przecież moja piękna przyjaciółka Agnieszka i do tego cała w zieleniach:).

      A na rowerku dooobrze, kochana. Tak ładnie mnie zmotywowałaś, że może dzisiaj… ehm, może jednak jutro spróbuję też pobiegać:).
      Duża buźka.

      Odpowiedz
    • Aga
      1 czerwca 2013

      Ja zapraszam w niedziele na wspolne bieganie, oczywiscie obowiazkowo na zielono, sportowo, troche neonowo. Startuje ok. 11.
      Milego dnia zycze. Cmok. A.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      1 czerwca 2013

      Ale kusisz kochana, natychmiast zaczynam owijać się taftą:).
      Jak wystartuję już teraz, to może zdążę jutro na 11.00?
      Hmm… chyba, że po drodze padnę trupem, ale chyba mi wtedy wybaczysz.
      :))+)

      Odpowiedz
  7. Hard Candyyyy
    1 czerwca 2013

    ta zieleń jest piękna

    Odpowiedz
  8. Monika Frese
    1 czerwca 2013

    Ten kolor zbiera tyle komplementów, że naprawdę chyba muszę się osobiście przekonać, czy pasowałby rudej i bladej!

    Witam serdecznie, dziękuję i miło pozdrawiam:).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz