23 stycznia 2016 / Szafa marzeń / 24 komentarze

Koniec sezonu. Nikogo nie obchodzi, że zima się dopiero na dobre rozkręca. W branży odzieżowej zima kończy się w styczniu i kropka. Dla nas, to doskonały moment, żeby odwiedzić elegancki salon sprzedaży. Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży, a co lepiej zostawić w spokoju?

 

Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży

Sklepy obniżają ceny do granic przyzwoitości, żeby zrobić miejsce dla nowch, wiosennych towarów? Świetnie. Dla kogoś, kto planuje swoje wydatki i ceni sobie przemyślane zakupy, koniec sezonu to dobry czas, żeby wybrać się do luksusowego butiku.

Najlepiej, jeśli z góry wiesz czego szukasz, ponieważ spontaniczne zakupy pod wpływem impulsu rzadko się udają. Czego potrzebujesz? Czego jeszcze brakuje w twojej szafie? Zastanów się spokojnie i zrób sobie listę. Gotowa? Teraz jest pora, żeby kupić:

 

1. Piękny płaszcz z dobrej wełny, który będziesz nosić przez lata. Rozejrzyj się, najpiękniejsze (czytaj: najdroższe) płaszcze można jeszcze dostać w całkiem przyzwoitej rozmiarówce. Ich cena, obniżona o 30, 40 albo nawet 50% jest teraz na poziomie ceny wyjściowej przeciętnie ładnego zimowego płaszcza z początku sezonu. Jednak różnica jest widoczna gołym okiem – materiał, wzornictwo, kolory, detale… Całkiem inna klasa.

Zajrzyj do Simple, Solaru, Deni Cler, Cateriny, Hexeline, Arytona, Ochnika (przede wszystkim skóra, ale nie tylko), rzuć okiem na płaszcze polskich producentów (Cora, Jass, Dziekański) oraz polskich projektantów i artystów plastyków (mostrami.pl, pl.dawanda.com, pakamera.pl).

 

 

Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży: płaszcz

Wełniane płaszcze Simple: w kolorze fuksji 899,90 PLN (1 299,90), czarny z futrzanymi mankietami 1 499,90 PLN (2 299,90), czarny z futrzanym kołnierzem 1 699,90 PLN  (2 299,90).

 

 

Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży: płaszcz

Płaszcze: czerwony Caterina 796 PLN (1 990), beżowy (wełniano – kaszmirowy, bez podszewki) Hexeline 955 PLN (1 899), błękitny Aryton 1 199 PLN (2 299)

 

 

2. Bluzkę koszulową kupioną zimą będziesz nosić przez cały rok, oprócz kilku najgorętszych miesięcy. Taka bluzka musi więc sporo wytrzymać. Czysto wykończone szwy, właściwa gęstość ściegu, szlachetna, wytrzymała bawełna – sama wiesz, jak trudno jest znaleźć dobrą białą bluzkę w przyzwoitej cenie. Właśnie teraz, kiedy ceny spadają o połowę i więcej, zajrzyj do sklepów i marek, które normalnie omijasz szerokim łukiem: zajrzyj do specjalistów (np. Emanuel Berg), tradycjonalistów (Gant, Ralph Lauren, Hugo Boss, Marc Cain, Barbour) i dżinsowych ekspertów, u których również można znaleźć dobre koszule (Levi’s, Diesel, G-Star, Wrangler, Mustang).

Każda z tych firm ma w swoim programie porządną klasyczną bazę i każda z nich prowadzi rozsądną dla portfela politykę sezonowych obniżek cen.

 

3. Bieliznę, rajstopy, halkę albo flanelową piżamę. Zimowa bielizna ma często spory dodatek wełny albo jedwabiu, może być też wykonana z materiałów wykończonych od wewnątrz delikatnym meszkiem, który ma tylko jedno zadanie: grzać i rozgrzewać. Zmysłowe koronki albo sportowa wygoda – co tylko lubisz. Zmysłowe koronki za pół ceny noszą się tak samo dobrze jak te kupione w regularnej cenie… może nawet lepiej. Świadomość zrobienia dobrej okazji poprawia humor, jak mało co.

Firmy bieliźniane co sezon proponują nam nowe modele i co sezon wyprzedają końcówki po okazyjnych cenach. Na pewno godne uwagi są: Wolford, Triumph, Chantelle, Calida, Hanro, Zimmerli, Felina, Calzedonia, Marilyn, Falke.

 

4. Poza tym, wszystko to, co stoi na twojej liście do kupienia. Potrzebujesz dzianiny? Olimpia, Solar, Stefanel, Olsen to pierwsze adresy, które odwiedziłabym szukając ciepłego, ładnego swetra. Butów? O wartych polecenia markach już sobie rozmawiałyśmy. Dodatków? Wittchen, Ochnik albo Roeckl przychodzą mi natychmiast do głowy na myśl o eleganckich rękawiczkach.

 

Odpowiadając na pytanie „co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży?”, nie możemy pominąć innego ważnego pytania, „gdzie?”.

Firmy, o których rozmawiamy znajdziesz w galeriach handlowych (Van Graaf, Peek & Cloppenburg), w salonach firmowych albo eleganckich butikach. Korzystając ze strony internetowej którejkolwiek z wymienionych marek, jesteś nie tylko na bieżąco z aktualną kolekcją i ofertą wyprzedaży, ale możesz również sprawdzić, gdzie znajdują się stacjonarne punkty handlowe (być może bliżej niż przypuszczałaś).

 

Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży. Inspiracje

Czerń, biel, granat, szarość, beż to klasyczne odcienie ponadczasowej garderoby, którą można nosić ciągle od nowa. Spokojne, poważne kolory bez daty ważności, które zawsze wyglądają dorośle i szykownie.

 

Elegancja a’ la Audrey Hepburn:

Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży: klasyka w czerni

Od lewej: wełniany płaszcz Simple 990,90 PLN (1 699, 90), sukienka z dużym dekoltem na plecach Hexeline 640 PLN (1 255), zamszowe pantofelki z kokardką Nine West 253 PLN (430), futrzany szal Zara 49,90 PLN (99,90), koronkowe rajstopy Marilyn 24,40 PLN (34,90), skórzane rękawiczki Wittchen 189 PLN (379).

 

 

Miękkie beże w swobodnym wydaniu:

Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży: klasyka w beżach

Od lewej: krótki płaszcz z wełnianego flauszu Caterina 1 960 PLN (2 800), wełniana sukienka Solar 219 PLN (349), jedwabna haleczka Triumph (zalando.pl) 278,10 PLN (309) – zaczekaj, zaczekaj, to dopiero początek obniżki; żakardowe rajstopy Marilyn 24,40 PLN (34,90), skórzane rękawiczki ocieplane grubą jedwabną podszewką Caterina 198 PLN (330), zamszowe kozaki Nine West 455 PLN (955).

 

 

Nudno? Nigdy! Klasycznie:

Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży: klasyka

Od lewej: kardigan w kolorze nocy Aryton 349 PLN (599), biała koszula Hexeline 200 PLN (395), spódnica z tweedu Caterina 252 PLN (420), spinki do mankietów Wólczanka 49,90 PLN (99,90), plisowana spódnica z wełny Aryton 349 PLN (449), buty Nine West – szpilki 253 PLN (430), kozaki 455 PLN (955).

 

 

Czego nie opłaca się kupować na (żadnej) wyprzedaży

Nie mogę pokazać konkretnych przykładów (a korci), bo zaciągną mnie przed sąd pod zarzutem namawiania, utrudniania i zakłócania swobodnego przepływu pieniądza. Więc ja opisuję, ty czytasz, a potem przyglądasz się w sklepie i wysuwasz wnioski, ok? Zastanów się dobrze, zanim podkusi cię, żeby kupić:

 

1. Bluzkę, koszulkę albo bieliznę przeznaczoną wyłącznie do prania na sucho. Ubranie noszone bezpośrednio na gołym ciele w zasadzie już po pierwszym razie nadaje się do prania. Dlatego albo będziesz je „oszczędzać” na specjalne okazje (bo szybko się zorientujesz, że cena regularnych wizyt w pralni chemicznej wykończy twój miesięczny limit wydatów w try miga), albo prędzej czy później i tak wsadzisz je do pralki, a potem będziesz sobie pluła w brodę, że nie posłuchałaś mojej rady, gdy surowo cię ostrzegałam.

 

2. Lekkiej powiewności na podszewce z poliestru. Mam tu na myśli tak modne tej zimy spódnice i sukienki w stylu boho, które równie pięknie mogłyby wyglądać latem, podczas spaceru promenadą. Pokusa jest wielka, ale owinięta prze-wiewnym poliestrem – zimą przemarźniesz do szpiku kości, a latem będziesz pocić się jak mysz.

 

3. Stroju, który prawie dobrze leży. Prawie robi ogromną różnicę. Sukienka, która spłaszcza biust, marszczy się na biodrach albo podciąga do góry na plecach, jest zwyczajnie za ciasna i żadne poprawki tego nie zmienią. Więcej, w tym przypadku krawieckie modyfikacje nie tylko nie przyniosą spodziewanego efektu, ale będą cię kosztować więcej, niż chciałabyś wydać.

 

4. Kreacji marzeń, czyli ubrania z lifestyl`u  pokazywanego w kolorowych magazynach, który z twoim życiem nie ma nic wspólnego. Wiesz co mam na myśli, prawda? …długa suknia wieczorowa godna Oscara, która przeleży (prze-wisi) kolejne lata w szafie, bo tak naprawdę sylwestry i karnawał spędzasz najchętniej w kameralnym i luzackim gronie przyjaciół. Albo kapelusz, który skończy swój żywot, jeszcze zanim go na dobre rozpoczął, bo okaże się, że do samochodu się w nim nie zmieścisz, w autobusie wygląda głupio i w ogóle jakoś nie ma okazji, żeby go nosić.

 

5. Coś, co nie jest w twoim kolorze, stylu albo ulubionej długości. Szaleństwa są fajne, ale w swojej szafie potrzebujesz przede wszystkim sprawdzonej, twarzowej bazy. Pasujących do ciebie (i siebie) ubrań codziennego użytku.

Oczywiście, nie wiem jak to jest z tobą, ale zakładam, że skoro zaglądasz do mnie regularnie, myślisz bardzo podobnie, a moim celem jest szafa doskonała. Szafa, w której nie ma przypadków i drogich pomyłek.

 

 

Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży. Podsumowanie

Co opłaca się kupić na zimowej wyprzedaży? Sprawa jest całkiem prosta. Obojętnie, płaszcz, koszula czy bielizna – kup tylko to, co cię naprawdę zachwyci. Nie gódź się na żadne kompromisy i nie przymykaj oka na żadne jakościowe niedociągnięcia. Kup tylko wtedy, jeśli podczas płacenia chcesz skakać z radości, śpiewać i rzucić się sprzedawczyni na szyję… no dobrze, może tylko ja tak mam… w twoim przypadku być może wystarczy, jeśli będziesz odczuwać głęboką satysfakcję.

 

Nie jest bez znaczenia, czy kupujesz swoje ubrania w dobrych sklepach czy w najtańszych sieciówkach. Różnicą jest jakość. Nie wierzysz? Tę różnicę dostrzeżesz w końcu sama, najpóźniej wtedy, kiedy przypadkowo znajdziesz się w towarzystwie elegancko wyglądającej kobiety. Na twoje nieszczęście, przy odpowiedniej pielęgnacji tanie ubrania mogą wytrzymać prawie tak długo jak drogie. Poliester & spółka są przecież niezniszczalne.

Oczywiście, również w szykownych sklepach, częściej niż byśmy chciały, na wieszakach wiszą wiskoza z poliestrem. Czytaj metki i jeśli masz choćby małą wątpliwość, nie kupuj. Nic na siłę – jeśli nie dziś, to jutro, jeśli nie jutro, to innym razem. Jeżeli do tej pory przeżyłaś bez szykownego płaszcza, do następnego sezonu również sobie poradzisz.

Bo wiesz, co? Tak naprawdę, nie musisz nic kupować na zimowej wyprzedaży.

 

 

 



Komentarze

  1. Marysia
    23 stycznia 2016

    Pani Moniko!!!!
    Czytam Pani bloga od dwóch dni. Jestem po raz pierwszy. Uwielbiam Panią. W całości.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 stycznia 2016

      Marysiu, nie umiem wyobrazić sobie milszego “dzień dobry” :-)
      Ślicznie Panią pozdrawiam. Proszę czuć się na blogu swobodnie.

      Odpowiedz
  2. 555
    23 stycznia 2016

    konkretnie, na temat, z humorem i w samo sedno! tak jak uwielbiam!
    wreszcie kolejny artykuł, który “robi mój weekend” ;)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      23 stycznia 2016

      Czekaj, dopiero się rozkręcam! Za oknem pięknie i dni coraz dłuższe, chce się żyć :-)

      Odpowiedz
  3. Wiktoria
    23 stycznia 2016

    Świetny (jak zwykle) tekst. Pokrywa się z tym, do czego doszłam po latach doświadczeń. Za kwintesencję uznaję, że moim celem jest szafa idealna i że w obecnej wyprzedaży nie muszę kupować niczego.

    Odpowiedz
  4. galeria61
    23 stycznia 2016

    Tak, to jest post z humorem, ale przede wszystkim jest rzeczowy. A o to nam, Twoim Moniko czytelniczkom, chodzi najbardziej :)
    A ja? Gdy pojawiły się w sklepach plansze “sale” ucieszona zaczęłam do nich zaglądać. I jak szybko weszłam, tak szybko wyszłam. Jakość, jakość i jeszcze raz jakość. To znaczy – nie było żadnej jakości :(
    Mam tu na myśli sieciówki, ale również i inne sklepy. Dopiero w Van Grafie coś znalazłam, ale oprócz ciekawych rzeczy jest tam też, niestety, dużo pięknego i miłego w dotyku poliestru :( za niemałe pieniądze :(
    Lecz ja, mądra konsumentka, czytam i czytam te metki, a zwłaszcza te drobniutkie napisy i z ulgą, że nie dałam się nabrać, odkładam te rzeczy na półkę.
    Powoli, stopniowo, buduję swoją szafę, co przyznaję – nie jest łatwe. I czekam Moniko, na następne Twoje artykuły :))
    Pozdrawiam serdecznie
    Gosia

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 stycznia 2016

      Pewnie, że budowanie własnej, stylowej szafy nie jest łatwe. Szybkie też nie, ale od czegoś trzeba zacząć… bycie mądrą konsumentką jest na pewno doskonałym punktem wyjścia.

      Gosiu, czuję się wyróżniona, że umieściłaś Lady and the dress na swojej prywatnej liście inspirujących stron.
      No miło mi bardzo :-)

      Odpowiedz
  5. Makosza
    24 stycznia 2016

    A podobno to mezczyzni poluja a kobiety zbieraja. By kupic idealna bluzke, idealne spodnie trzeba byc cierpliwym, zdecydowanym, miec dobre oko…jak polowanie. Ale jaka radocha potem, jak z pelnego brzuszka po dobrym polowaniu.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      24 stycznia 2016

      Mężczyźni polują? Ech, to już przedawnione, dzisiaj kobiety same ogarniają wszystko (same samice alfa :-)
      Ale porównanie i tak fajne!

      Odpowiedz
  6. rawita
    24 stycznia 2016

    Świetny post! Z punktów “czego nie opłaca się kupować” najbardziej przemawia do mnie nr 1 (z resztą nie mam problemów). Do dziś nie mogę odżałować, że nie kupiłam dwa lata temu w angielskim TK Maxxie cudownie ekstrawaganckiej sukienki 100% wool, only dry clean. W dodatku z krótkimi rękawami. Rzecz kompletnie nie praktyczna, no, ale do tej pory WIDZĘ SIĘ W NIEJ i próbuję sobie wytłumaczyć, że puściłaby mnie z torbami :) Muszę popracować nad swoją świadomością. Bardzo podoba mi się moodboard a la Audrey Hupbern. W moim stylu.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      25 stycznia 2016

      Nie, no nie zawsze musi być praktycznie i po bożemu. Szaleństwa i małe odstępstwa są okej, tylko czy ja wiem… takie bardziej kontrolowane. Nie wiem czy mój patent na coś Ci się przyda, ale gdy ja zakocham się w jakimś ciuchu na zabój i spać nie mogę po nocach, bo mi ta szmatka nie chce wyjść z głowy, to po prostu ją zamawiam (albo kupuję, zawsze z opcją ewentualnego zwrotu). Potem stoję w niej dzień i noc przed lustrem, przymierzając do wszystkiego co się da i nie da.
      Najczęściej się udaje – to znaczy, czerwone światełko “Chcę!” przestaje pulsować w mojej głowie – bo ciuch i tak do niczego mi nie pasuje, tak naprawdę mało mi w nim do twarzy albo od podszewki jest czystą zgrozą.
      Ale czasem to jest miłość odwzajemniona. I nic nie poradzisz :-)

      P.S. Vive la mała czarna!

      Odpowiedz
      • rawita
        26 stycznia 2016

        Moniko, napisałam, że nie mogę odżałować, bo początkowo względy praktyczne przeważyły, ale prawda jest taka, że i tak dały w łeb po dwóch dniach. Stwierdziłam, że jednak MUSZĘ ją mieć (choćby kosztem koszmarnych “higienicznych” wkładek pod pachy, o których kiedyś pisałaś. Nie, no żartuję;)), wróciłam i niestety już nie było. Tak to jest z TK Maxxem, perły się zdarzają i szybko znikają.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          26 stycznia 2016

          Ech, życie… trzeba być stale czujną, zwartą i gotową!
          No szkoda, tym bardziej, że z wełnianą sukienką, to całkiem inna sprawa. Nie trzeba jej prać po każdorazowym założeniu (jak białej koszuli albo bielizny), żeby nieprzyjemne zapachy zniknęły bez śladu. Wystarczy regularne wietrzenie i nawilżanie parą. Albo choćby i te nieszczęsne podpaski pochłaniacze potu :-)

          Odpowiedz
  7. Agnieszka
    25 stycznia 2016

    Zwlekałam z napisaniem komentarza, żeby nie odstawał poziomem od tekstu, ale co tam – po prostu dziękuję za kolejny wpis! Szczególnie w tym gorącym okresie wyprzedażowym potrzeba nam trochę ochłody ;) Ja polować będę chyba tylko na wełniane rajstopy. Przy okazji – byłabym bardzo wdzięczna za wskazówkę, jak to jest z rozmiarówką Falke -zwykle noszę 3, bo nie znoszę wpijania się rajstop i waham się między S/M a M…
    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 stycznia 2016

      Agnieszko, proszę mnie nie zawstydzać. Bardzo cenię sobie więź, która tworzy się podczas naszych rozmów, a poza tym zdaję sobie sprawę, że wcale nie jest łatwo napisać taki komentarz. Bo albo się człowiek zgadza (no to co tu pisać? Wszystko jest przecież jasne) albo ma odmienne zdanie (no to co tu pisać? Będą tylko nerwy :-)

      Jeśli chodzi o rajstopy Falke (są w zalando) – większe są lepsze. Według ich tabeli rozmiarów powinnam wziąć M=Medium (bo noszę rozmiar 40), ale zawsze kupuję M/L dla rajstop bardzo elastycznych oraz L=Large dla grubych rajstop wełnianych. Dlaczego? Dlatego, że jestem wyższa od konfekcyjnej sylwetki o wzroście 168 cm (174 cm) i dlatego, że mam wrażenie, iż wszystkie rajstopy z dodatkiem włókien naturalnych (bawełny i wełny) zbiegają się podczas kolejnych prań – wprawdzie tylko odrobinkę, ale jednak. Przy wyjątkowo długich albo pełnych nogach, tym bardziej wzięłabym większy rozmiar.

      Dostaję bardzo dużo pytań na temat rajstop Falke, więc w lutym zaplanowałam kolejny pończoszniczy wpis.
      I ja ślicznie pozdrawiam :-)

      Odpowiedz
  8. Celestyna
    28 stycznia 2016

    Droga Moniko!
    Szybciutko i z zapartym tchem przeczytałam powyższy wpis, obejrzałam polecane ubrania i obawiam się, że znów jestem o mały krok od wyznania miłości. Po pierwsze wiem, gdzie szukać rękawiczek. Po drugie:wzmagam czujność, żeby już never ever nie dać się wkopać i nie pozostać z ubraniem, którego żal wyrzucić, a nie da się nosić (wciąż mam spódniczkę,która jest ciut za mała, ale taka ładna, a większe już wyszły – no żenada). Po trzecie: dzięki Tobie wytrwale buduję garderobę marzeń. Pozbyłam się całego akrylu, zainwestowałam w porządne, białe bluzki i nie pozwalam sobie na bylejakość.Małymi krokami do przodu.
    Wieczoru m inie starczy na wychwalanie, następnym razem sobie pofolguję:).
    I jeszcze odnośnie tego rajstopowego tematu dopytam, co sądzisz o rajstopach z paskiem z tyłu? Cudownie wyglądają na zdjęciach, ale w praktyce mam ochotę co pięć minut chodzić do toalety, żeby sprawdzić, czy ten pasek się nie przekrzywił. A może jest jakiś magiczny sposób na ich noszenie?
    Z całego serca pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 stycznia 2016

      Kiedy ja mam tak samo! Rajstopy ze szwem albo tak ładnie, ozdobnie wykończoną stopą, która wystaje ponad linię pięty buta są śliczne, ale co z tego, kiedy ja również co chwilę sprawdzam obsesyjnie czy wszystko jest w porządku i nic się nie poprzekręcało! Katastrofa (i kompromitacja dla pełnego gracji wizerunku :-) Trzeba będzie coś wymyślić.

      Bardzo się cieszę z każdego wyliczonego “po”, ale czekaj… wstyrzymaj się jeszcze momencik z rękawiczkami – kolejny wpis będzie właśnie o nich.
      Dziewczyno, Ty to potrafisz poprawić mi humor! Mocno Cię ściskam :-)

      Odpowiedz
  9. Aga
    3 lutego 2016

    Sliczne te ubranka, ale chyba nie calkiem dla mnie, chociaz ta jedwabna haleczka i welniana sukienka do niej sa niczego sobie ;-)
    Post super, naprawde nie warto rzucac sie na byle co, tylko dlatego, ze jest o polowe tansze.
    Ale z drugiej strony warto czasami poczekac na ten “Sale” i wtedy czlowiek ma taka frajde, ze udalo mu sie kupic to “cos” duzo tansze.
    No wlasnie, ja tak “zaszalalam” u Ralph’a Lauren’a i jestem posiadaczka super welnianego, szarego cardigana, bezowego poncza (tez welnianego) i 2 paar jeansow (wszystko o 60% tansze i pierwszorzednej jakosci).
    Kazda inteligentna kobieta potrafi zmieniac swoje zdanie. I tego sie trzymajmy.
    Buziaki

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 lutego 2016

      Na to jedwabne cudeńko mam prawdziwą chrapkę. Ale ponieważ nie muszę, poczekam aż cena całkiem “zmądrzeje”.
      Wiesz, że przeglądając zimowe kolekcje, jeszcze na początku sezonu doszłam do wniosku, że tak naprawdę mam wszystko, czego mi trzeba? Pewnie, mogłaby mieć jeszcze to i tamto, ale tak w zasadzie jestem szczęśliwa, z tym co już mam w szafie.

      Ale cieszę się razem z Tobą z Twoich nowych nabytków. Wełniane, cieplutkie, pierwszorzędnej jakości… fajnie mieć inteligentne przyjaciółki :-)
      Buźka!

      Odpowiedz
  10. Ewa
    3 lutego 2016

    Pani Moniko!
    Czytam Pani bloga już od jakiegoś czasu, ale dopiero dziś pokusiłam się o komentarz. Dzięki Pani wpisom powoli zaczynają gościć w mojej garderobie ubrania najlepszej jakości. Czytam metki i wybieram spokojnie, zdroworozsądkowo, a nie w pośpiechu, byleby kupić coś nowego. Na zimę kupiłam wełnianą spódnicę Marco Polo, jeden kaszmirowy i dwa wełniane swetry i pozbyłam się akrylu. Na sezon letni muszę zainwestować z kolei w przewiewne jedwabne bluzki. Jeśli chodzi o buty i torebki, to tu należą się podziękowania mojej Mamie, która mi zawsze wpajała, że te muszą być skórzane, dobrej jakości.
    Odnośnie tego wpisu, ja mam największy problem z punktem 1. “czego nie kupować”. Niestety większość ładnych jedwabnych bluzek ma na metce napisane “czyszczenie chemiczne” i najczęściej wygrywa u mnie zdrowy rozsądek, choć nie zawsze. Bardzo podobają mi się bluzki w Massimo Dutti, choć nie udało mi się u nich tym razem nic kupić na wyprzedaży.
    Czy przy okazji mogę poznać Pani opinię na temat tego płaszcza? http://sklep.patrizia.aryton.pl/wyprzedaz-jesien-zima-20152016/1994-krotki-plaszcz-ze-stojka.html#/kolor-szary/rozmiar-36
    Pozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością na kolejne tak fascynujące wpisy.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 lutego 2016

      Dzień dobry Ewo. Dziękuję Pani za serdeczne słowa, które potwierdzają sens mojego zaangażowania na blogu.
      Bardzo się cieszę, że możemy się poznać :-)

      Wełniana spódnica i wełniane swetry… to brzmi jak zimowe marzenie. Z jedwabną bluzką za to rzeczywiście może być problem. W MD, podobnie zresztą jak w większości firm, jedwabne wyroby zaleca się przede wszystkim do prania na sucho, chociaż w zasadzie nie ma powodu, żeby miękkiego, lejącego się i jasnego jedwabiu nie można było wsadzić do wody. Dlatego zaraz nabieram podejrzeń – proponowane tkaniny są pewnie słabej jakości, a producent chcąc mieć święty spokój, zabezpiecza się na wszelki wypadek.
      Na płaszczyk zerknęłam. To jest na pewno bardzo ładny model – zgrabny fason, piękny kolor, wełniana tkanina… no właśnie. Wyobrażam sobie, że chciałaby Pani usłyszeć ode mnie coś innego, jednak ten mały dodatek syntetycznych włókien naprawdę psuje mi humor. Jeśli chodzi o dobrą płaszczową wełnę, mam bardzo zdecydowane zdanie.
      Ciepło pozdrawiam… o! Kolejny wpis już jest :-)

      Odpowiedz
  11. Kate
    13 stycznia 2017

    Czytam już kolejny post i nie mogę się nadziwić, że dopiero teraz tu trafiłam.
    Widać, że masz “lekkie pióro”, teksty są świetnie napisane i tak samo też się je czyta!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz