26 lipca 2013 / Prosto z atelier / 12 komentarzy

Jak uważacie Moi Mili, ile sukienek potrzebuje kobieta, żeby przetrwać gorące lato? Bo od paru dni wydaje mi się, że tylko jedną! Dzisiaj w wersji mocno taliowanej i z krótką instrukcją szycia.

 

No bo w  takiej batystowej sukience, to można wszystko! Na przykład poszwendać się trochę po ogrodzie, udając modelkę na wybiegu…

 

Batystowa sukienka na upały

 

… porobić sobie śliczne zdjęcia…

 

 

Na upały: batystowa sukienka

 

… albo popodglądać sąsiadów…

 

… no, co! Przecież nikt nie widzi!

 

 

Ukochana, więc prawdopodobnie nadużywana: całe szczęście, że schnie w oka mgnieniu! Hmm… ciekawe czy zdążę zrobić sobie do przyszłego roku jeszcze z tuzin takich, tylko w całkiem różnych kolorach?

Jeśli same nabrałyście ochoty, to szycie zajmie Wam tylko chwilkę:

  • na sukienkę o długości 135 cm (w tym falbana 20 – centymetrowej szerokości) potrzebujemy nie więcej niż 180 centymetrów pięknego batystu szerokości 135 – 140 cm*;
  • nasza całkowita objętość to 110 – 120 cm (w zależności od stopnia zmarszczenia) w jednym kawałku;
  • suta falbana jest zszyta z dwóch kawałków, każdy to 20 cm x 140 cm;
  • nie zapomnijmy dodać 3 cm na gumkę i wywinięcie góry (dwa rzędy + gumka szerokości 1 cm) oraz naddatków na szwy (batyst strzępi się chętnie, ale 1,5 cm zwykle wystarcza na ładne, wąskie podwinięcie).

 

My tu gadu, gadu, a batystowa sukienka już pewnie gotowa!

 

 

Sukienka na upały: koralowy bawełniany batystFot. Ulubiona batystowa sukienka na lato

 

 

Uwaga na warunki osobiste i proporcje! Aby je zachować mniejsza, drobniejsza pani, będzie potrzebowała mniej tkaniny zarówno w długości jak i w szerokości (węższa falbana oraz mniejsze zmarszczenie materiału lepiej podkreślą proporcje delikatnego ciała). I odwrotnie: dama poważniejszej postury nie powinna oszczędzać centymetrów.

 

 

*Tak naprawdę to pewnie ciut mniej, ale niektóre panie sprzedające kroją tkaninę z beli pod przedziwnymi kątami, a głupio byłoby, gdyby nam raptem 10 centymetrów zabrakło. A jak coś zostanie, to starczy na szaliczek, szal albo sukieneczkę dla naszej mini lady.

 

 



Komentarze

  1. Anonymous
    26 lipca 2013

    ania rubik jest tylko jedna! i piersi wystają

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 lipca 2013

      Komu? Anji? Chyba się trochę pogubiłam…
      To może po kolei:
      – Monika Frese też jest tylko jedna!
      – bardzo bym się zmartwiła gdyby nie wystawały; taka jest właśnie natura kobiecych piersi: wypukła i wystająca.

      Aha! Imię Anji Rubik pisze się przez “j”.

      Odpowiedz
  2. Małgorzata TP
    26 lipca 2013

    A gdyby zdecydować się na krótszą sukienkę, to po zsunięciu do pasa byłaby spódnica…:)
    Z paskiem jest nawet piękniej, choć niewątpliwie cieplej, o co latem niekoniecznie nam chodzi…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 lipca 2013

      Jak zsuniemy do pasa, to dopiero będą widoki!:))

      Ale masz rację Małgosiu: z jednej długiej spódnicy na gumkę wyjdzie nam również krótka sukienka. Albo odwrotnie:). Tak to rozumiem: mały nakład, duży efekt!
      Z paskiem czy bez Miła, już tęsknię za jesienią:). Miłego weekendu:)

      Odpowiedz
    • Małgorzata TP
      26 lipca 2013

      Ha ha! Nie miałam zamiaru “tak po prostu” zsuwać :):):) Tylko zmniejszać walizkę na wakacje :)

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      28 lipca 2013

      Aha, czyli urlop już tuż, tuż! A w którym kierunku się wybieracie? W gorąco południowym czy moim ulubionym, mocno północnym?

      Odpowiedz
  3. Mariusz C
    26 lipca 2013

    Powiem krótko:wyglądasz tak ślicznie w tej stylizacji;że tylko pozazdrościć Twojemu mężowi;że ma taką “Lady in Red” :-).

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      26 lipca 2013

      Ojej, biegnę mu przeczytać! Niech wie!
      Ja też powiem krótko: dziękuję. Bardzo:))

      Odpowiedz
  4. bastamb
    27 lipca 2013

    W tej wersji cudnie, pięknie wygladasz, ja przyznaje, że na upały muszę mieć coś, co zastawia ramiona, na upały raczej ciało zastawiam od słońca i muszę przyznać, że tak mi chłodniej…pozdrawiam w bardzo upalny dzień…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      28 lipca 2013

      U nas też upały… i goście… i wszyscy próbujemy się właśnie schować, skryć i zaszyć. O wystawianiu jakichkolwiek części ciała na zewnątrz, tym bardziej nagich, nikt nawet nie chce myśleć:).

      Rozpieszczasz mnie Barbaro strasznie. Dziękuję:)))

      Odpowiedz
  5. ja katya
    28 lipca 2013

    Masz ładne ramiona i wersja z paskiem, mimo, że podkreśla przede wszystkim talię, przykuwa również uwagę do ramion. Bardzo lubię tę część ciała po prostu:)

    Nooo, jakbyś opuściła sukienkę do pasa, to dopiero piersi by wystawały!:D

    No i znowu mało siedzę przy kompie, a jak już usiądę to nadrabiam zaległości… A u Ciebie tak ciekawie! Masz swojego anonima, a to już świadczy o tym, że wywołujesz w ludziach emocje! We mnie też są emocje, nieco inne ale są:)) A tak poza tym, wprowadzam definicję słowa paradoks w życie. Zaczęłam remont i zamianę funkcji pokoi, i to potrwa jeszcze trochę bo mój partner znajduje się akurat daleko ode mnie, a mi tak brakowało zmiany, że zaczęłam bez niego:) Maszynę właśnie wyciągnęłam z pudła, ale dzisiaj już padam na nos po dniu spędzonym z trójką dzieciaków nad wodą:)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      29 lipca 2013

      Aaa… to dlatego masz przerwę: architekt, dekorator wnętrz i cała ekipa remontowo – budowlana w jednej damskiej osobie na raz:)).

      Ja też lubię ramiona. I szyję, i plecy, i stopy też (mam nadzieję tylko, że nie przyciągnę tym wyznaniem kolejnych dewiantów, znaczy chciałam powiedzieć amatorów).
      A anonimy są faaajne… jak już gdzieś wcześniej wspominałam, ciemna strona mojej duszy też lubi sobie poużywać.
      Pozdrawiam ciepło, Katyu. Powodzenia w przemeblowywaniu:)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz