1 kwietnia 2019 / Szafa marzeń / 30 komentarzy

W serii „Pytania Czytelników” omawiam szerzej różne zagadnienia i problemy, z którymi dzielicie się ze mną w mejlach i komentarzach. Dzisiaj rozmawiamy o tym, czy warto robić zakupy w outlecie.

Niezależnie od siebie, ale prawie w tym samym czasie dwie czytelniczki bloga poruszyły bardzo podobny temat. Kasia pyta, czy mam jakieś doświadczenia z outletami i czy warto tam kupować. Sylwia chciałaby wiedzieć, czy outlet, to właściwe miejsce na zakupy dla eleganckiej kobiety.

W dodatku, jakby na zawołanie, odezwała się do mnie znajoma z Warszawy. Danuta wybiera się w sprawach zawodowych do centrali Volkswagena w Wolfsburgu i zastanawia się, czy opłaca się jej w wolnej chwili wpaść do usytuowanego w pobliżu Designer Outlets. Tak dla relaksu.

 

Przemyślenia na te tematy mam jeszcze świeżo w pamięci. Zróbmy więc przerwę w jedwabnych opowieściach i przenieśmy się do świata niedrogich, luksusowych zakupów.

Czy takie połączenie jest w ogóle możliwe?

 

 

 

Zakupy w outlecie: co kryje się pod tym pojęciem?

Termin „outlet” (z ang. punkt sprzedaży) odnosił się z początku do sprzedaży w sklepie przyfabrycznym, w którym z wysokim rabatem można było kupić nadwyżki produkcji lub wyroby drugiego gatunku. Dzisiaj określa się nim sklep albo centrum handlowe, w którym przez cały rok oferowane są towary znanych marek w wyprzedażowych cenach.

Pierwsza różnica między sklepem firmowym a outletem polega na tym, że producent sprzedaje swoje towary bezpośrednio klientowi, a nie pośrednikowi handlowemu. Produkty oferowane w outlecie są dużo tańsze niż w sklepach. Obniżki cen między 30 a 60% są normą, ponieważ na sprzedaży nie zarabiają dystrybutorzy – hurtownie i sklepy detaliczne.

Druga różnica odnosi się do miejsca sprzedaży. Outlety są najczęściej usytuowane na obrzeżach miast, gdzie niewygórowane czynsze pozwalają utrzymać niskie koszty. A więc i niskie ceny.

Trzecia – i najważniejsza – różnica dotyczy asortymentu. W outletach nie znajdziesz najnowszej mody z aktualnych kolekcji. Oferuje się w nich inne rzeczy, przede wszystkim:

  • odzież, która z różnych powodów nie sprzedała się w pierwszym obiegu (zwroty pochodzące z reklamacji, towar z wadami fabrycznymi, pojedyncze egzemplarze z ostatnich sezonów, zalegające w magazynach modele ze starych kolekcji);
  • odzież pochodzącą z nadwyżek produkcyjnych (modele, rozmiary albo kolory, które w ogóle nie trafiły do sprzedaży detalicznej).*

 

*My zajmujemy się przede wszystkim modą, ale w nowoczesnych outletach można dostać nie tylko odzież damską, męską i dziecięcą, ale również bieliznę, galanterię skórzaną, biżuterię, okulary, kosmetyki, używki (czekolada, kawa, słodycze)… aż po wyposażenie wnętrz i sprzęt elektroniczny.

 

Tak wygląda teoria. A jak ma się ona do rzeczywistości?

 

Zakupy w outlecie: butik Calvina Kleinafot. Monika Frese; Zakupy w outlecie (Sicilia Outlet Village)

 

Outlety umożliwiają producentom zrobienie dodatkowego utargu z mało atrakcyjnym towarem, który nie miałby wielkich szans w regularnej sprzedaży.

Na zdjęciu butik Calvina Kleina w sycylijskim centrum wyprzedażowym. CK to amerykańska marka, której ubrania można znaleźć niemal w każdym outlecie.

 

 

 

Zakupy w outlecie: nie wszystko złoto, co się świeci

Zupełnie przypadkowo, jakiś czas temu obejrzałam film dokumentalny niemieckiej telewizji WDR. Zafrapował mnie tytuł: „Outletowe kłamstwa – rzeczy z outletów pod lupą”. Według jego autorów, każdy, kto robi tutaj zakupy, naraża się na ryzyko stania się ofiarą oszustwa, a metody, jakimi posługują się nieuczciwi sprzedawcy, są bardzo wyrafinowane. Oto kilka przykładów:

  1. Przy pomocy podstawionych osób, sprawdzano oryginalność towaru. Całkiem sporo „egzemplarzy ze starszych kolekcji”, okazało się ubraniami szytymi specjalnie do outletu, czyli takimi, które nigdy nie wisiały w oryginalnym sklepie.
  2. W instytucie badawczym wzięto pod lupę materiały, aby stwierdzić, że odzież produkowana specjalnie na potrzeby outletu jest dużo gorszej jakości. Np. tkaniny nie były poddane praniu wstępnemu, dzięki czemu można było pominąć jeden z etapów produkcji, wykorzystując przy okazji mniejsze ilości surowca. A pewna znana marka produkująca dżinsy, drukowała swoje logotypy nie – jak zwykle – na skórze, tylko na udającej skórę tekturze.
  3. Porównanie oryginalnej i outletowej kolekcji tego samego producenta dowiodło, że jego koszule nie są tak samo skrojone. Wszystkie modele prezentowane w firmowym salonie były taliowane. Natomiast te z wyprzedaży miały prostą formę, aby pasować jak najszerszej grupie kobiet, które normalnie nie są klientkami marki. Poza tym modelowanie zaszewkami to kolejny krok produkcyjny, na którym można łatwo oszczędzić.

Kadra kierownicza, personel i inne osoby odpowiedzialne za sprzedaż w outletach potwierdziły – oczywiście, anonimowo – te naciągane praktyki. Mimo to, końcowy wniosek filmu był optymistyczny – pomiędzy niezliczonymi czarnymi owcami znajdują się również sklepy, w których naprawdę sprzedaje się oryginalny towar.

 

 

 

Zakupy w outlecie: moje własne doświadczenia

Regularnie słyszę od znajomych, że zrobili super zakupy w jakimś outlecie. Ale co w takim razie z wybrakowanymi egzemplarzami, wytwarzanymi specjalnie po to, żeby zapełnić outletowe hale?

Prędzej czy później musiałam sobie wyrobić własne zdanie.

 

Zakupy w outlecie: Sicilia Outlet Villagefot. Monika Frese; Zakupy w outlecie (Sicilia Outlet Village)

 

Jedno z moich raczej skąpych doświadczeń z outletami: miasteczko wyprzedażowe, które z ciekawością zwiedziłam podczas wakacji na Sycylii.

 

 

Epizod pierwszy

Wizyta w jednym ze sklepów znanej sieci wyprzedażowej TK Maxx. To jeden z niewielu rodzajów outletów, które usytuowane są nie na peryferiach, tylko w centrum handlowym miasta. Pierwsze co rzuca mi się w oczy, to spory tłumek kręcący się przy stołach w dziale dodatków na parterze. Podchodzę bliżej – torebki, portfele, paski i okulary ozdobione wielkimi, pozłacanymi logo… nie mój styl, więc idę dalej.

Na piętrze oglądam ubrania w dziale damskim i dziecięcym. Staram się nie zwracać uwagi na chaos panujący na półkach i wśród wieszaków. W końcu na czymś trzeba oszczędzić, proponując tak bardzo obniżone ceny, a jak powszechnie wiadomo, najłatwiej oszczędza się na personelu. Sporo nazw widniejących na metkach brzmi znajomo, niestety, każda rzecz, którą biorę do ręki, wygląda – zwłaszcza od wewnątrz – jakby zszywał ją ktoś, kto stawia pierwsze kroki przy maszynie do szycia.

Wnioski? Ceny w tym sklepie są faktycznie wyjątkowo niskie, ale rodzaj odzieży oraz koncept sprzedaży nie zachęciły mnie do kupna, tylko do natychmiastowej ucieczki.

 

Epizod drugi

Jestem zdania, że zakupy z koleżankami nie są idealnym sposobem na uzupełnianie braków w szafie, ponieważ jednak jeszcze nigdy nie byłam w outletowym centrum handlowym, dałam się namówić na wyprawę. W Designer Outlets Wolfsburg można znaleźć stoiska wielu cieszących się popularnością marek, np. M. Kors, C. Klein, Polo RL, Strenesse, van Laack, Calida, Falke…

Na 3 dziewczyny, po trwającej pół dnia turze po sklepach, efekt był taki:

– 4 bluzki przecenione o 30%, każda. Jednej brakowało guzików przy mankietach. W drugiej skład nie był idealny (bawełna z dodatkiem poliestru). Trzecia i czwarta były niby w porządku, ale… po co kupować coś, czego tak naprawdę się nie potrzebuje, tylko dlatego, że jest to tanie?  Za cenę tych czterech, nie do końca fajnych bluzek, można byłoby przecież kupić dwie, ale idealne.

– 2 pary rajstop przecenione o 20%.

Ja nie kupiłam nic, bo niczego ciekawego nie znalazłam.

Wnioski? Podobne rzeczy w podobnej cenie mogę dostać online, bez wychodzenia z domu. Poza tym próba upolowania czegokolwiek atrakcyjnego w takim olbrzymim centrum wyprzedażowym, wymaga mnóstwa czasu oraz stalowych nerwów. To ciężka i męcząca praca, która z wypoczynkiem nie ma nic wspólnego. Dlatego Danucie, mojej znajomej z Warszawy poradziłam, żeby w wolnym czasie zwiedziła raczej Phaeno albo Allerpark*. Zabawa i relaks są tam gwarantowane.

* To pierwsze jest fantastycznym miejscem, w którym w eksperymentalny sposób poznaje się świat zjawisk naukowych. To drugie, to wypoczynkowy raj dla dorosłych i dzieci.

 

Epizod trzeci

Sicilia Outlet Village przy autostradzie łączącej Katanię z Palermo, to wyprzedażowe centrum handlowe w formie małego miasteczka. Ponad 100 sklepów i butików słynnych, przeważnie włoskich marek, w których ceny – jak głosi ulotka reklamowa – obniżone są nawet o 70%. Świat wielkiej mody, luksusowych kosmetyków oraz wyrafinowanych używek. Sprawdźmy.

Pierwsze wrażenie jest dość przygnębiające: ponura okolica i puste, ogromne parkingi. Drugie wrażenie jest dużo lepsze – przestrzenne alejki, fontanny, dużo zieleni i zachęcające, elegancko zaaranżowane witryny.

Zajrzałam do kilku włoskich projektantów oraz mojego ukochanego Ralpha Laurena. We włoskich butikach królowały krzykliwe modele jakby żywcem przeniesione w czasie z lat 90-tych. W POLO RL nie znalazłam nic, do czego jestem przyzwyczajona z firmowych salonów: ani świetnie uszytych koszul, ani miękkich wełnianych swetrów, ani fantastycznej obsługi. Zagoniony personel próbował mi za to wcisnąć jakieś okropne T-shirty zadrukowane od góry do dołu firmowymi emblematami. W komplecie z butami, które w dotyku przypominały sztywny plastik.

Wnioski? Jeżeli szukasz tu niedrogiej, uniwersalnej klasyki, bardzo się rozczarujesz. Ale lody były pyszne. Jak to zwykle we Włoszech.

 

Zakupy w outlecie na Sycyliifot. Monika Frese; Zakupy w outlecie (Sicilia Outlet Village)

 

Wystawy prezentują się bardzo imponująco. Versace, Dolce Gabbana, Prada, Etro, Armani, Cavalli, Pollini, Furla, DSQUARED2 i inni. Zaraz za rogiem Boss, a naprzeciwko Ralph Lauren, ale… po eleganckich klientkach ani śladu.

Gdzie te szykowne Włoszki ubrane od stóp do głów w ekstrawaganckie kreacje Prady, bajecznie kolorowe stroje Etro albo niewymuszoną elegancję Gucci? Gdzie styl i splendor? I gdzie te obniżki do 70%?

 

 

 

Czy warto robić zakupy w outlecie?

Nie wszystko złoto, co się świeci, ale szczególnie tam, gdzie kusi się półdarmowymi cenami, prawdziwego złota jest jak na lekarstwo. Muszę od razu uczciwie zaznaczyć – własne spostrzeżenia oraz obejrzany film, utwierdziły mnie w przekonaniu, że odwiedziny w outlecie, to nie jest przeżycie, które będę chciała powtórzyć.

Co mi najbardziej przeszkadza w tej formie zakupów? Brak odzieży z aktualnych kolekcji nie jest prawdziwym problemem. To raczej fakt, że brzydkie, źle skrojone i wykończone ubrania sprzedaje się pod markowymi nazwiskami. Outlety są tak pomyślane, żeby zachęcić nas do spontanicznych, hurtowych zakupów. W efekcie, w ferworze zakupowej gorączki, kobieta wychodzi ze sklepu z naręczem byle jakich, tanich fatałaszków… ale czy takie nabytki naprawdę można nazwać wyjątkową okazją?

 

Ponieważ ogólnie jestem zdania, że wszędzie da się wyłowić perełki, sądzę, że i zakupy w outlecie mogą być udane. Zwłaszcza wtedy, gdy się je dobrze przemyśli:

1. Wybierz się do outletu tylko wtedy, gdy szukasz konkretnej rzeczy, np. wełnianego płaszcza albo kaszmirowego swetra. Zakupy z listą w ręku uchronią cię przed pokusą wydania pieniędzy na coś, czego w ogóle nie potrzebujesz.

2. Zachowaj zimną krew i bądź wymagająca. Nie kupuj niczego, jeśli jedynym atutem jest cena. Nowy ciuch jest tylko wtedy prawdziwą okazją, jeżeli dobrze na tobie leży, pasuje do reszty twojej garderoby oraz szałowo w nim wyglądasz.

3. Czytaj metki i sprawdzaj dokładnie jakość. Producenci tym samym kanałem sprzedaży pozbywają się zarówno niestandardowych, jak i wybrakowanych towarów. Ubrania wykonane specjalnie na potrzeby outletów wyglądają podobnie do produktów z oryginalnych kolekcji, ale są uszyte z wielkimi kompromisami w zakresie gatunku tkanin, konstrukcji i stylowych detali.

 

 

Chcesz się przekonać, o czym mówię i wyrobić sobie własne zdanie?  A może masz już doświadczenia w tej sprawie? Jestem naprawdę ciekawa jakie i czy bardzo się różnią od moich.

 

 

 



Komentarze

  1. Anna O.
    1 kwietnia 2019

    Dzień dobry Moniko, mam identyczne doświadczenia. Z TK Maxx w Warszawie także uciekłam, bo poczułam się przytłoczona chaosem stoisk i tłumem klientów. Rzeczy, które zdążyłam obejrzeć przed ucieczką, były mało interesujące. Myślę, że to może być dobre miejsce dla osób, na które nie działa negatywnie taka atmosfera, no i które mają temperament łowcy, bo pewnie przy odpowiednim podejściu do zakupów w tym miejscu można znaleźć jakieś perełki.
    W ostatnie wakacje zwiedziłam także Outlet Village pod Londynem (dokładnej nazwy nie pamiętam). Było to ciekawe, bo wcześniej nie widziałam takich miejsc, ale moje obserwacje są identyczne z Twoimi, żadnej klasyki, dużo rzeczy z ogromnym logo, bardzo przeciętny towar. No i tłumy klientów, mimo, że był to dzień powszedni i godziny przedpołudniowe. Podejrzewam, że i tu trzeba umieć kupować, tzn. wiedzieć, co i kiedy warto kupić, bo znam osoby, które są zadowolone z tej formy sprzedaży.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      1 kwietnia 2019

      Dzień dobry Aniu :-) Rzeczywiście nasze spostrzeżenia są identyczne. To, że Tobie i mnie outletowe zakupy nie przypadły do gustu, nie musi wcale znaczyć, że inne panie nie będą z nich zadowolone. Są przecież dziewczyny, które lubią łowieckie emocje (określenie temperament łowcy, ogromnie mi się podoba :-) albo takie, które czują się jak ryba w wodzie pośród tłumów i chętnie inwestują czas w zakupy.

      A propos perełek, jakiś czas temu moja przyjaciółka upolowała w outlecie piękny płaszcz Max Mary. Czysta klasyka w najlepszym wydaniu… czyli naprawdę się zdarza.

      Odpowiedz
      • Aga
        2 kwietnia 2019

        Witajcie. To prawda, perelki sie zdarzaja (na przyklad moj piekny plaszcz Max Mary), ale to sa naprawde wyjatki potwierdzajace regule, ze zakupy w Outletach sa (dla mnie osobiscie) masakra. Niedaleko mnie, jakies 10 km, jest Roppenheim The Style Outlets, w ktorym bylam do tej pory moze z 5 razy. Zawsze wybieralam sie tam raczej w celach rekreacyjnych, niz z mysla o udanych zakupach i moze poza butami sportowymi dla syna i kilkoma t-shirtami i jeansami Guessa, nie bylo naprawde na czym oka zaczepic (i oczywisci wspomniany juz przez Monike plaszcz MM).
        Mam rowniez nieodparte wrazenie, ze ubrania w Outletach sa dla takowych specjalnie produkowane, jakies takie jakosciowo niedokonczone, z gorszych materialow i w ogole bublowate strasznie.
        Osobiscie najlepsze zakupy robie przez internet, tam jest bardzo duzy wybor, duzo przecen, wyprzedaze posezonowe i rozne inne. Prawie wszedzie darmowe przesylki i zero stresu. Podsumowujac, nie lubie zakupow w Outletach, Galeriach i wszelkich innych molochach handlowych!
        Pieknego dnia wszystkim zycze 🌻

        Odpowiedz
  2. rawita
    1 kwietnia 2019

    Pewnie różnie to bywa, ale jako częsta klientka londyńskiego tkmaxxa mam odmienne doświadczenia. Widuje w nim rzeczy, które znam też z ofert normalnych salonów sprzedaży i są to z reguły dokładnie te same ubrania bądź dodatki. Minusem jest to, że w tkmaxxie trzeba polować. Dostawy są codziennie, pojedynczych produktów, perełki szybko się rozchodzą, więc w moje ręce wpadają tylko od czasu do czasu. Do Polski trafia już niestety to, co najgorsze. U nas mamy jednak takie outlety jak Simple, do którego wiosna trafiają te rzeczy, które nie sprzedały się w regularnych salonach jesienią. Moim zdaniem to okazja i uczciwa praktyka. Forma szybszego opróżniania magazynów. W wielkim miasteczku outletowym nigdy nie byłam.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      1 kwietnia 2019

      Nie wiem dlaczego, pomyślałam odruchowo, że Londyn to pewnie inny kaliber. Ale może coś w tym jest? W końcu o tym, co trafia do poszczególnych filii z pewnością decyduje ich kierownictwo.
      Sama bardzo chętnie korzystam z wyprzedaży w ulubionych sklepach, zwłaszcza online. Różnica między wyprzedażą w firmowym sklepie, a zakupami w centrum wyprzedażowym, polega na tym, że w tym pierwszym naprawdę można dostać oryginalną odzież, pochodzącą z ostatnich kolekcji. Właśnie tak, jak np. w outletach Simple, kóre kontynuują dobre tradycje klasycznej sprzedaży przyfabrycznej.

      Odpowiedz
  3. Dobrawa
    1 kwietnia 2019

    W TK Maxxie tylko kilka razy zadażyło mi się kupić coś ciekawego jeżeli chodzi o ubrania. Bardzo lubię natomiast kupować tam kosmetyki ponieważ dość często pojawiają się marki normalnie nie dostępne w Polsce. Jak zwykle świetny wpis skłaniający do przemyśleń nad zakupami!

    Odpowiedz
  4. Joanna
    1 kwietnia 2019

    Cześć dziewczyny w ten piękny dzień :)
    Ja w outlecie ostatni raz byłam z 10 lat temu, obkupiłam się, bo tanio, potem za jakiś czas i tak wszystko wylądowało w pudle rzeczy do oddania. Nigdy więcej. Wole poczekać na wyprzedaż lub poszukać czegoś używanego na Allegro/OLX, albo po prostu dozbierać jak mnie nie stać z marszu. Nie potrafię już robić zakupów ubraniowych w sklepie stacjonarnym, nie mam siły tyle chodzić, nie chce mi się zaglądać do metki każdego ciucha, jakim potencjalnie mogę być zainteresowana :) a co dopiero odnaleźć się w tak chaotycznym outletowym sklepie. Polowanie na ubrania – perełki? O matko, w życiu…Przede wszystkim jednak szkoda mi czasu. Od znajomych z Londynu ciągle słysze o TKMaxxie, osobiście jednak nie sprawdziłam, czy ich jakość jest lepsza od tej polskiej, ale wierzę, że jednak jest w tym dużo prawdy. Jednak na Allegro regularnie od wielu już lat kupuję dzinsy pochodzące z outletu firm Wrangler i Lee. Mi to bardzo psuje, bo tanio (dużo taniej od ceny regularnej) i w sumie nigdy nie pomyslałabym, że moga być podrobione. Dobrze mi się je nosi, materiał jest ok, a jeśli to drugi gatunek spodni to zawsze jest opisane na aukcji, gdzie jest problem (czy dziura czy krzywe szwy). Muszę się przyjrzeć Simple :)

    Odpowiedz
  5. Ruda
    3 kwietnia 2019

    Zastanawiałam się, czy fakt, że nie kupuję w outletach świadczy o tym, że nie potrafię oszczędzać/łapać okazji. Na szczęście chyba wiele nie straciłam. Chociaż pamiętam, że kiedyś kupiłam dwa swetry w TK Maxxie i byłam bardzo zadowolona – klasyczne, rozpinane swetry z wełny merino za 100 zł każdy – cienkie, ale cieplutkie. W praniu nic im nie zaszkodziło. Dawno temu kupiłam też kilka rzeczy w outlecie Monnari w Łodzi – jedną sukienkę zimową mam i do dziś używam. Aaa, jeszcze jeden outlet – sklep z ubraniami marek Mirage, Maxmara itd. na Siennej w Krakowie – kupuję tam dżinsy – jestem bardzo zadowolona; poza tym obsługa się świetna, z Sprzedawczynią (chyba właścicielką) można porozmawiać i o modzie i i szyciu i o życiu.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      4 kwietnia 2019

      Jak dobrze, że przypomniłaś mi markę Monnari. Łódzka firma, pamiętam ją jeszcze na starcie – szyli świetne ciuchy, nawet jedwabne sukienki. Potem powoli wszystko stało się takieś jakieś… zwyczajne, jak u wszystkich – jakby nie mieli pomysłu na siebie. Zajrzę do nich, bo bardzo chciałabym reaktywować serię “Piękne i polskie”. I dzięki za typ z outletem na Siennej :-)

      A propos wizerunku, ja również nie umiem sobie wyobrazić logiki w strategii marketingowej firmy, która pozycjonując się w przedziale premium albo luksus, sprzedaje jednocześnie jakieś okropne “plastiki” pod swoim nazwiskiem. Tak jest np. z Michaelem Korsem. Uważam, że jest on modowym geniuszem i uwielbiam jego swobodny, amerykański szyk z pokazów, ale gdy potem widzę na ulicach te torebki z ogromnym, złotym logo MK (które królują w outletach) to… zupełnie przechodzi mi ochota, żeby rozejrzeć się w jego sklepach.

      Odpowiedz
  6. Dobrawa
    3 kwietnia 2019

    Naszła mnie taka myśl, że takie małe outlety jak pisze Ruda to jednak nie outlety. Tak przypuszczam. Nie jestem ekspertem, może Ty Moniko wiesz więcej. Pracowałam przez jakiś czas w sieciówce i doszłam do wnosku, że firmy odzieżowe generalnie mają dwa rodzaje polityki odnośnie ubrań, które nie zeszły z magazynów. Niektóre marki mają swoje własne firmowe outlety, ewentualnie ubrania są sprzedawane w outlecie gdzie jest kilka marek danej grupy odzieżowej. Jeszcze są takie konglomeraty jak Tk Maxx. Zawsze sa to jednak określone drogi dystrybucji. Druga prakryka to niszczenie ubrań, które nie zeszły. Wtedy strategia jest taka żeby zmusić klienta do kupienia ubrania w cenie regularnej, w ostateczności na wyprzedaży, ale nigdy w outlecie. Chodzi o wrażenie, że albo to kupisz teraz, albo już nie będzie okazji. Te mini outlety, w formie prywatnych sklepów, to tak mi się oczywiście wydaje, że ubrania, które miały trafić na przemielenie, ale ktoś chciał na nich zarobić podwójnie. Wskazuje na to cena i wycięta metka. Bardzo chętnie poznałabym drogę tych ubrań, bo to fascynujący temat jak ubrania krążą w tym odzieżowym ekosystemie. W ogóle nie wiedziałam, że produkuje się ubrania specjalnie do outletów :0

    Odpowiedz
    • Ruda
      4 kwietnia 2019

      Gdy tak sobie czytałam Twój komentarz, to pomyślałam, że ten ekosystem to taki przewód pokarmowy – prawie na samym końcu bakterie karmią się tym, czego nie chce organizm.
      Co do produkcji ubrań tylko do outletów – to słyszałam o tym. Mnie zastanawia jeszcze inna praktyka. Jest taki dyskont spożywczy, który raz na jakiś czas wrzuca na promocji torebki polskiej firmy z niemieckobrzmiącą nazwą. I to jest podobno szał. Te torebki są tańsze niż w sklepie firmowym. Zastanawiałam się, na czym polega polityka tej firmy torebkowej. Czy tam też wrzuca się torebki gorszej jakości, albo takie modele, które wymagają mniej pracy? Z drugiej strony czy firma, która stara się pokazać jako średnia półka nie niszczy sobie tym wizerunku…

      Odpowiedz
      • Maria
        4 kwietnia 2019

        Mam 2 torebki tej marki z salonu firmowego i różnica jest KOLOSALNA w designie i materiale. Te z dyskontu nawet nie wyglądają na skore. Salonowe nie maja widocznego logo. Nie rozumiem polityki firmy bo widząc torebkę z tym logo od razu myśle: ooo to ta z dyskontu -co ma niewiele wspólnego z elegancja i luksusem, z którym firma chce się identyfikować.

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          4 kwietnia 2019

          No właśnie, przecież marka wystawia na szwank swoje dobre imię i od razu odechciewa się zajrzeć do firmowego salonu. Mam podobne obserwacje na temat takiej dwuznacznej polityki maketingowej różnych firm (opisałam je pod pierwszym komentarzem Rudej).

          PS Dziewczyny nie dręczcie mnie dłużej! O jakiej firmie mowa?

          Odpowiedz
          • rawita
            4 kwietnia 2019

            O Wittchen prawda? Ta marka robi specjalne edycje “lidlowe”. Fasony zbliżone do sprzedawanych w regularnej sprzedaży, ale wykonane z tańszej skóry (jednak naturalnej!) i nie tak perfekcyjnie. Ceny do 300 zł, więc nie takie znowu całkowite grosze.
            W ostatniej edycji widziałam jedną bardzo ładną, większość (zwłaszcza ze skór saffiano) nie przypadła mi do gustu, bo to nie mój styl.

            Mam jedną torebkę tej marki z – UWAGA! – firmowego outletu Wittchen ;) Cena była zbliżona do lidlowej, ale jakość i design o niebo wyżej.

            A jeszcze a propos plotek o londyńskich TKMaxxach, to przede wszystkim mają one rozbudowaną ofertę w kategorii, której w Polsce chyba wcale nie ma, w innych krajach jest mocno okrojona: Gold Label. To tam zdarzają się perełki. Oferta jest te zróżnicowana nie tylko w zależności od kraju, ale i konkretnego sklepu. W Londynie w ofercie dobrych marek celuje TKMaxx na High Street Kensington. To dość ekskluzywna dzielnica.

        • 555
          14 kwietnia 2019

          zupełnie się nie zgadzam, mam kilka torebek tej marki z salonu firmowego, a wzeszłym roku kupiłam torebkę w dyskoncie – takiego modelu nie było w salonach, a taki właśnie sobie wymyśliłam – klasyczna czarna kopertówka, zupełnie prosta, ale duża i pojemna ;) jest bardzo dobrze uszyty, materiały takiej samej jakości.. zabawne, chyba ten model rzeczywiście był poszukiwany przez wiele kobiet, bo później trafił do salonów w kilku kolorach.. ostatnie kolekcje dla dyskontu mi się w ogóle nie podobały, bo nie lubię skór safiano i usztywnianych modeli..
          aha, obecnie zarówno salonowe, jak i dyskontowe mają widoczne logo, widocznie kupowałaś wcześniej, kiedy logo było tylko tłoczne..

          Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      4 kwietnia 2019

      Dobrawo: I do outletów, i na wyprzedaże. Kiedyś zajrzałam na wyprzedaży do Benettona, a tam wisiały rzędami spodnie, których w ogóle nie było w poprzedzającej kolekcji. Cena była wyjątkowo atrakcyjna, ale zrezygnowałam z przymiarki, bo miały krzywe, niechlujne szwy z wystającymi nitkami i powykręcane nogawki (!).

      Jeżeli chodzi o politykę firm odzieżowych, to podobnie jak w przypadku strategii wizerunkowej, moja własna logika często wysiada, próbując zrozumieć “co sobie ten producent myślał?” Nie bez powodu przemysłowi tekstylnemu zarzuca się zawiłość i kompletną nietransparencję. Jeżeli już gdzieś można doszukać się jakichś informacji, to tylko fragmentarycznie, reszty trzeba się domyślić. Ale wycinanie metek brzmi dla mnie znajomo – to powszechnie przyjęta praktyka w luksusowych firmach. Pozbywają się one niesprzedanej odzieży po kosztach, ale z uwzględnieniem dobrego samopoczucia swoich klientów. Klient, który kupił w regularnej cenie, ma dowody na “markowość”, a więc i jakość produktu – firmowe metki, wszywki, opakowania. Przysługuje mu również specjalny serwis.
      Wiem, że niesprzedana odzież dobrych niemieckich marek trafia często do ciucholandów w Polsce albo na południe Europy. Stąd czasem takie fantastyczne znaleziska w lumpeksch – ciuch z wyższej półki cenowej można poznać po oryginalnym kroju, świetnym materiale, czasem firmowej podszewce (tą jest trudniej wyciąć) albo słowie honoru sprzedawcy :-)

      Odpowiedz
  7. Monika
    4 kwietnia 2019

    Witam,
    podejrzewam,że chodzi o firmę Wittchen. Mnogość galanterii skórzanej tej firmy na ulicy mnie również skutecznie zniechęciła do kupowania w sklepie. Co do Monnari,to mam wrażenie,że schodzi na psy. Plaszcz sprzed lat kilku nosił się fajnie i długo, aż materiał się po prostu wytarł. Teraz podszewka drze się od samego patrzenia, omal nie zgubilam kluczy przez dziurę w kieszeni w nowym płaszczu. Suwak szlag trafił po sezonie. Nie wspominając już,że puchowy płaszcz Monnari Łódź jest made in China… Bardzo ciekawa dyskusja o drugim obiegu odzieży. Przyznam szczerze,że ze względów finansowych zdarza mi się kupować odzież z wyciętymi metkami.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Monika

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      4 kwietnia 2019

      Oj, widzę, że będzie ciężko z tą polską serią – przynajmniej jeśli chodzi o znane i “zasiedziałe” marki. Ten sam problem mam z Simple. Zastanawiałam się nawet, dlaczego jeszcze jej nie przedstawiłam w Piękne i polskie i doszłam do wniosku, że to wina aktualnych kolekcji. O ile w outlecie zdarzyło się nam odkryć mnóstwo fajnych modeli, to już w regularnych kolekcjach prawie nigdy – zbyt dużo w nich sztuczności.

      Wiesz, że też chętnie kupiłabym coś ładnego z wyciętą metką i za ułamek ceny? Pozostając przy niemieckich markach, np. coś z kolekcji Dorothee Schumacher. Ten charakterystyczny styl boho poznam po omacku i z zamkniętymi oczami, więc niepotrzebne mi żadne metki :-)

      Odpowiedz
      • Aga
        4 kwietnia 2019

        Co do wycietej metki, to tak wlasnie bylo z tym moim plaszczem MaxMary. Ale co mi tam, skoro zaplacilam za niego 30% ceny, a metke widze tylko ja. Liczy sie jakosc. Pozdrawiam

        Odpowiedz
    • Aga
      4 kwietnia 2019

      Wittchen???… A to szkoda, bo bedac w zeszle wakacje w Lodzi, kupilam sobie piekna torebke na wyprzedazy w ich salonie w Manufakturze za mniej niz pol ceny i jestem zdziwiona, ze robia sobie taka antyreklame.

      Odpowiedz
  8. Wera
    5 kwietnia 2019

    A ja mam wiele zakupów życia z Tkmaxx w Polsce. Buty Tod’s, i Tej klasy inne męskie , torebki, okulary, swetry, ale fakt – głównie tzw Gold Label no i rajstopy Falke za grosze (9 zł) Wymaga to poszukiwań, ale się da :))

    Odpowiedz
  9. Daria
    5 kwietnia 2019

    Wittchen w markecie nie dziwi mnie, taka strategia marketingowa też prowadzi do sukcesów finansowych. W końcu i sam Karl Lagerfeld projektował dla h&m. Odwrotna strategię prowadzi firma Zofia Chylak, której torebki bardzo mi się podobają, ale żeby je kupić, trzeba się zapisać na listę oczekujących.
    W tym outlecie na Sycylii kupiłam sobie czarny golf Ralpha Laurena z wełny i jedwabiu, noszę go od lat i jest świetny. Ale zgadzam się z większością z Was, zakupy w outletach (i galeriach) to męczarnia, też preferuję internet:).

    Odpowiedz
  10. Makosza
    7 kwietnia 2019

    Mam koleżankę w pracy, która pracowała w TKMaxx. Nabawiła się tam nienawiści do ludzi, tak ludzie się zachowują. Jak bydło, wszystko porozrzucane, bałagan, ludzie się przepychają itd. Opowiedziała mi też na czym tkmaxx głównie zarabia i jest to ich własna marka, którą sprzedają obok rzeczy innych marek.
    Co do outletów to ja mam doświadczenie z pewną niemiecką firmą obuwniczą, gdzie pracowałam w centru logistycznym. Trafiają tam rzeczy, które nie zostały sprzedane, zwroty towaru, którego nie sprzedaje się dalej, ponieważ nie jest już idealny. Jeśli komu nie zależy na aktualnej kolekcji to czemu nie.
    Jak wiele z Was też nie przepadam za tkmaxxem, choć kupiłam tam szal, który jest jednym z moim ulubionym. Pranie chemiczne ale jak się pobrudzi to pójdzie do pralki na pranie ręczne.
    Lata temu mieszkałam u pewnej rodzinki, gdzie kobieta kupiła parę koszulek w outlecie. Koszulki drogie, choć tańsze niż normalnie. Prała w siatce, delikatny program a szwy i tak się przesunęły. Koszulka z h&m była lepszej jakości.

    A teraz parę słów o torebkach Wittchen. Szczerze mówiąc nie rozumiałam tego lamentu w internecie, jak to może być, że torebki wittchen będą w Lidlu a ja kupiłam w sklepie i teraz już nie ma ona dla mnie wartości i noszę w niej ziemniaki. Wyszedł pewien snobizm oburzonych pań. Możliwe, że nie rozumiem tej postawy, bo nie kupuję rzeczy dla marki. Posiadam markowe rzeczy ale sama marka nie jest dla mnie wartością. Marka jest dla mnie pewnym wyznacznikiem jakości, wiem, czego mogę się spodziewać. Dla mnie logo może nie istnieć, być schowane i nie kupuję chętnie rzeczy, gdzie znaczek jest baaaardzo widoczny. No chyba, że rzecz mi się bardzo spodoba ale to będzie wyjątkowa sytuacja.
    Tu wyszło na to, że oburzone panie nie kupują torebek Wittchen, bo są np. dobrej jakości, podobają się im, spełniają swoją funkcję, cieszą użytkowania. Nie, one zostały zakupione, bo jest znaczek wittchen. Czysty snobizm, nosimy dla logo, by poczuć się lepiej.
    Jeśli kupuję torebkę i się sprawdza to dlaczego ma mi przeszkadzać, że w lidlu też są torebki tej samej marki? Jedna z dziewczyn napisała mi raz> nie po to pracuję i kupuję luksusową torebkę, by mieć taką jak ci, których nie stać na zakup torebki w firmowym sklepie. Ą Ę luksus, gdzie wittchen nie jest luksusem a podobno dobrym produktem (piszę podobno, bo nie mam żadnego produktu tej marki i trudno mi ocenić). Budowanie swojej wartości na podstawie posiadanej torebki.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      8 kwietnia 2019

      Dla mnie marka również jest wyznacznikiem i – więcej – obietnicą jakości. Dlatego mam problem, jeśli okazuje się, że znak firmowy, który do tej pory przedstawiany był jako symbol rzemiosła i najlepszego z możliwych wykonania, nagle umieszczany jest na produktach pośledniego gatunku, sprzedawanych za połowę ceny. Bo co teraz? Zastanawiam się, dlaczego firma zmieniła strategię, rozszerzając ofertę i wychodząc – cenowo oraz jakościowo – naprzeciw gustom masowego klienta, i czy decyzja ta odbije się na jakości wszystkich produktów. A może firma jest bliska plajty i próbuje za wszelką cenę utrzymać się na powierzchni?… Tych “a może” jest całkiem sporo, a większość z nich zaburza w moich oczach obraz marki definiującej się przez najwyższą jakość.

      Makosza, dzięki za fajny, pobudzający do refleksji komentarz. Musiałam trochę głębiej zastanowić się nad własnymi motywami zakupowymi, ale nie wiem czy to się liczy, bo ja przecież od początku i otwarcie przyznawałam się do bycia snobką :-)

      Odpowiedz
      • Makosza
        9 kwietnia 2019

        Nigdy nie odbierałam Ciebie jako snobki. Piszesz otwarcie, że lubisz takie i takie marki, że lubisz piękne materiały ale nigdy nie napisałaś, że powodem tego jest pokazanie się innym i nigdy nie miałam wrażenia, że jest to tzw. pokazówka. Masz wiedzę i się z nami nią dzielisz. Za co wiele z nas jest wdzięczna. Piszesz o swoich i nie tylko markach ale nie patrzysz na nie jak na bożków. Bez problemu potrafisz je skrytykować, że tu i tu się nie postarali. To nie snobizm, przynajmniej w moim rozumieniu a miłość do piękna i jakości.

        Ok, Twoją postawę rozumiem, martwisz się o to, co z jakością produktów danej marki. Rzecz w tym, że ja głównie widziałam w internecie narzekania, że moja marka jest w Lidlu a nie> co z firmą, dlaczego to robi, ma problemy, co z jakością? To jest inne podejście.
        Wydaje mi się, że Wittchen poszedł za pewnym trendem. W h&m też mamy co pewien czas kolekcję zaprojektowaną przez sławy mody. Albo Wittchen chciało przedstawić się większej publiczności. Nie wiem, trudno mi powiedzieć.

        PS. aaaa a co do wyprzedaży to jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała. Miałam dostęp do różnych danych. Kupiłam buty za 40 euro, które kosztowały w sprzedaży 200 ale były z kolekcji sprzed 3 lat. Moje buty są raczej klasyczne, więc i za 5 lat będę mogła je nosić. Pamiętam, że niektóre buty miały więcej lat. Dlatego nawet na wyprzedażach przy firmach trzeba uspokoić instynkt zbieracza i dobrze się przyglądać, patrzeć.
        Rzeczy uszkodzone zawsze miały taką informację.

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          9 kwietnia 2019

          Aleś mi tu ładnie… :-))
          A propos h&m, od czwartku będzie można kupić nową kolekcję Conscious – niekonwencjonalne materiały i bardzo wyrafinowe wzory. Mam już kilka rzeczy na oku i jestem bardzo ciekawa, czy dadzą się nosić.

          Odpowiedz
          • Makosza
            9 kwietnia 2019

            Pamiętam, że jakieś 2 albo 3 lata temu wracałam od przyjaciółki, która mieszka przy Michaelu w centrum Hamburga. Musiałam nocnym busem do domu jechać, więc spacerkiem powędrowałam pod ratusz. przechodziłam obok h&m i przed 1 w nocy przed wejściem stały dziewczyny. Myślałam, że może sklep organizuje jakieś imprezy albo coś w takim stylu. A tu się okazało, że na drugi dzień miała być kolekcja znanego projektanta. Dziewczyny czekały na otwarcie późną jesienią, całą noc. Jedna miała nawet składane krzesełko. W pewnym sensie rozumiem. Jak byłam młoda to ja bym mogła czekać przy kasie za biletem na koncert ulubionego wykonawcy.

          • Monika (Lady and the dress)
            10 kwietnia 2019

            W Hanowerze było podobnie – obłęd, szał i całonocne kolejki – ale już całkiem dawno, dawno temu.
            Kolekcje Conscious nie są aż tak ograniczone liczebnie jak kolekcje słynnych projektantów, więc mam nadzieję, że nie będzie tak źle i dostanę te ciuchy normalnie, online.

Dodaj komentarz