Zawsze sądziłam, że dolegliwości kobiecych stóp występują zwykle w parze z butami na wysokim obcasie, ale ostatnio co i rusz trafiam na informacje, że płaski obcas jest równie zgubny dla mojego zdrowia i urody. No i co teraz… płasko czy na obcasach? Jakie mają być te wygodne buty?

Przeglądając relacje z najnowszych medycznych osiągnięć, nie mogę pozbyć się wrażenia, że w medycynie jak w modzie – tendencje zmieniają się z sezonu na sezon. Deformacje stóp, przykurcze ścięgien, żylaki, wady postawy, bóle głowy i kręgosłupa… jeszcze wczoraj to wysokim obcasom przypisywano wszystkie niedomagania, na które cierpią kobiety, a dzisiaj człowiek nie może się pokazać w płaskich balerinkach! Zupełnie płaska podeszwa jest solą w oku niektórych specjalistów, więc za najzdrowsze uchodzą buty na kilkucentymetrowym obcasie.

 

Jakiś czas temu odbyłam przemiłą pogawędkę na temat wygodnych butów z moim ulubionym lekarzem ortopedą. Zapraszam cię do przejrzenia zapisu naszej rozmowy:

 

O tym, że stałe noszenie butów na wysokich obcasach obciąża układ kostny i jest bezpośrednią przyczyną, np. kłopotów z krążeniem, wiem już od dawna. W internecie przeczytam jednak również o tym, że miękka i płaska podeszwa moich ulubionych wiosennych bucików – balerin, nie zapewnia stopie właściwej amortyzacji, a podbiciu stopy odpowiedniego wsparcia, więc prostą drogą prowadzi do schorzeń stawów kolanowych i biodrowych, nawet artretyzmu (!)*

*Artretyzm, to potoczna nazwa dny moczanowej – choroby wywołującej przewlekłe i bolesne zmiany zwyrodnieniowe w stawach.

 

Dla stopy nie ma nic lepszego, niż chodzenie boso. Bosa stopa naprzemiennie dotyka i odrywa się od powierzchni – palce, śródstopie, pięta są na zmianę obciążane i odciążane, więc mięśnie pracując, wzmacniają się.

Ewolucja przystosowała człowieka do poruszania się boso, ale współczesne warunki życia zmuszają nas do chodzenia w butach. Skoro już więc musimy, nośmy buty uwzględniające biomechanikę stopy: płaskie, miękkie i dobrze dopasowane do stopy. Najlepsze buty to takie, które najmniej przeszkadzają stopom w kontakcie z podłożem i nie blokują naturalnych ruchów.

 

 

Wygodne buty: cienka i elastyczna podeszwa

 

Wygodne buty: podeszwa powinna być możliwie cienka i elastyczna (im grubsza podeszwa, tym mniej sprężysta). Idealnie, jeśli zgina się w miejscu, w którym podczas chodzenia zginają się palce – mierząc od czubka buta, mniej więcej na 1/3 jego długości.

 

 

 

A właśnie, miękkie. Materiał, z którego wykonane są buty jest bardzo ważnym kryterium oceny ich wygody, ale czy miękki nie znaczy mało stabilny?

Stopa jest wysoko rozwiniętą, wrażliwą częścią ciała. Podobnie jak ludzka dłoń, jest inżynieryjnym cudem dzięki któremu możemy dotykać, poznawać i odczuwać. Jednak większość ludzi traktuje swoje stopy po macoszemu, krępując je niewygodnym, niedopasowanym i twardym obuwiem, które nie odpowiada ich anatomicznej specyfice. Wygodne buty to buty miękkie i stabilne.

Stabilny but dobrze przylega do stopy, jego zapiętek jest wyprofilowany i ciasno obejmuje piętę, a czubek jest wystarczająco szeroki, żeby palce mogły się swobodnie poruszać. Stabilny but nie jest ani za mały, ani za duży. Utrzymanie zbyt luźnego buta wymaga nie lada wysiłku, ponieważ stopa ślizga się w nim tam i z powrotem. W za dużym bucie – żeby utrzymać równowagę podczas każdego kroku – palce ściskają się dokładnie w ten sam sposób jak w bucie za małym, czego skutkiem są deformacje kości stopy. Jednocześnie na pięcie jest za dużo wolnego miejsca, więc powłóczmy nogami… no i na co nam takie buty?

 

 

Wygodne buty: kształt i forma

 

Wygodne buty: przód i tył balerinki jest leciutko uniesiony do góry, co ułatwia rolownie i przetaczanie się stopy podczas chodzenia (z lewej). Przód buta powinien być na tyle szeroki, żeby palce miały wystarczająco miejsca (z prawej).

Wąskie czubki ściskają palce – w takiej pozycji szczególnie cierpi duży palec, który stale wpychany jest w kierunku środka stopy. Znajdujący się pod nim staw wybrzusza się na zewnątrz i tworzy się halluks (paluch koślawy). Bolesne koło zamyka się, kiedy but uciska na zdeformowany staw i wykoślawienie pogłębia się…

 

 

 

Jeśli chodzi o miękkość – sztywne, twarde tworzywo buta uciska i ociera. W miejscu ucisku, skóra stopy nie jest dostatecznie ukrwiona i stopniowo twardnieje, rogowacieje, a nawet pęka. Dlatego materiał, z którego zrobiony jest but, powinien być elastycznie miękki i oddychający. Idealnym surowcem jest naturalna skóra.

 

 

Obuwia, a raczej poprzydeptywanych kapci zrobionych ze szmatek, niby-skóry, gumy albo plastiku, które często widzimy na ulicach i kobiecych stopach, butami nazwać nie można. Wiemy już, że wygodne buty muszą być wykonane z miękkiej, dobrze wyprawionej skóry. Jakie zalety dla naszych stóp ma naturalna skóra?

Naturalna skóra wysokiej jakości:

  • jest miękka, więc nie uciska (twarde tworzywo buta sprzyja tworzeniu się otarć, podrażnień i odcisków);
  • jest sprężyście plastyczna, więc łatwo dopasowuje się do kształtu stopy (sztywny, nierozciągliwy materiał blokuje naturalnie rolujące ruchy stopy i tak samo jak twardy – uciska i uszkadza naszą skórę);
  • przepuszcza powietrze, więc stopa oddycha (jak nie oddycha, to szybciej się męczy i bardziej poci);
  • przepuszcza parę wodną, więc mimo, że stopy się pocą, pozostają suche (wilgotny mikroklimat wewnątrz buta sprzyja rozwojowi bakterii, grzybicy stóp oraz paskudnych zapachów).

Najlepiej, jeśli but jest wykonany w całości ze skóry: wierzch, podszewka i wyściółka.

 

 

Wygodne buty: naturalna skóra

 

Idealny materiał na buty jest  miękki, sprężysty i oddychający: miękka skóra na wierzchu, miękka skóra wewnątrz. 

Zwróć proszę uwagę na miękką, grubo wyściełaną skórzaną… no właśnie,  wyściółkę, która amortyzuje każdy krok.

 

 

 

Brzmi świetnie… szkoda tylko, że kupowanie obuwia wcale nie jest takie proste. Nie dość, że rozmiary butów różnią się od producenta do producenta, to jeszcze rzadko kiedy w sklepie obuwniczym czeka wykwalifikowany fachowiec, który profesjonalnie dobierze nam właściwy rozmiar, nie karmiąc nas przy tym bajkami typu „skóra się rozciągnie” albo „but musi się rozchodzić”.
Przymiarka w sklepie trwa tylko kilka minut. Nawet jeśli nic mnie nie ugniata i buciki wydają mi się dobrze dopasowane – po czym mogę poznać, że mam na sobie naprawdę wygodne buty?

Buty najlepiej jest mierzyć późnym popołudniem, ponieważ w ciągu dnia stopy wydłużają się o kilka milimetrów (zasada ta powinna bezwzględnie obowiązywać podczas kupowania obuwia wieczorowego!). W zasadzie nie zdarza się, żeby prawa i lewa stopa były identyczne, dlatego zakładamy oba buty i sprawdzamy ich dopasowanie oraz wygodę w ruchu, podczas krótkiego spaceru. Jeżeli:

  • nic się nie wrzyna, nie wpija, nie gniecie i nie uwiera,
  • pięta siedzi sobie w bucie pewnie unieruchomiona,
  • mając kilka (4-5) milimetrów „powietrza” między palcami a czubkiem, stopa nie obsuwa się do przodu,

wszystko jest w porządku.

 

 

Do czego potrzebuję tej pustej przestrzeni w nosku buta?

Rano, zrelaksowana i wypoczęta stopa jest około 4 milimetrów krótsza niż wieczorem. Poza tym, stopa musi mieć miejsce, żeby mogła się swobodnie rolować podczas chodzenia. Niewielki zapas w bucie sprzyja również dobremu ukrwieniu – efektem są ciepłe stópki bez odcisków i otarć.

I jeszcze jedno: jeśli podczas przymiarki stwierdzimy, że but jest za ciasny i uciska z przodu albo boków, większy rozmiar raczej nie załatwi sprawy. Większy but będzie zwyczajnie za duży i stopa podczas każdego kroku będzie w nim „latać”. Rozwiązaniem takiego problemu jest nie większy, tylko szerszy model. Oczywiście, realia są takie, jakie są – modne obuwie sprzedaje się zwykle w jednej, standardowej tęgości. Dlatego szukając ładnych, ale i wygodnych butów, odłóżmy na bok pantofelki o smukłych noskach, sięgając raczej po buty, które zgodnie z anatomią stóp, są szerzej i wygodniej skrojone.

 

 

Dziękuję ślicznie za rozmowę. I za ten pragmatycznie życiowy, końcowy akcent, który zamierzam wypróbować już podczas najbliższej przymiarki.
Nasza pogawędka uzmysłowiła mi wyraźnie: jasne jest, że ewolucja nie nadąża za przemianami kulturowo – obyczajowymi i potrzebuje wieków, żeby się do nas dostosować. Ale nie zamierzam się martwić… być może już za parę milionów lat, będziemy rodzić się na obcasach? Póki co, mam doskonały pretekst, żeby kupić kolejną parę płaskich i wygodnych balerinek :-)

 

 

Wygodne buty: baleriny Tory Burch

 

Na wszystkich zdjęciach, kupione w zeszłym roku prześliczne baleriny Tory Burch.

Kocham je i wybaczam im wszystko (nawet to, że po upalnym dniu mam podbarwione na pomarańczowo stopy), ponieważ jeszcze nigdy nie miałam tak wygodnych, mięciutkich butków.

 

 

 

 

Udostępnij
Email this to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest


Komentarze

  1. Avarati
    2 czerwca 2016

    Rzadko się o tym mówi, ale wygoda to jeden z najważniejszych punktów, jakie składają się na bycie stylowym i autentycznym. Jak można dobrze czuć się, i co za tym idzie, wyglądać?

    Zawsze wybieram buty z platformą, bardziej “yangowe”, ale dalej kobiece, bo te mniej masywne na moich nogach wyglądają dziwnie, zbyt delikatnie. Po drugie – wygoda. Tylko dzięki platformom mogę choć w obcasach wyższych niż 5 cm. :)

    • Monika Frese
      2 czerwca 2016

      Bardzo podoba mi się Twoja definicja “stylowej powierzchowności”. Właśnie zastanawiam się, czy aby tu na blogu, nie rozmawiamy o wygodzie zbyt rzadko… nie, chyba jednak nie. W końcu moje własne wyobrażenie tego co ładne, całkowicie pokrywa się z Twoim przepisem na świetny wygląd.

      Na temat platform – jakby nie było sztywnej formie podeszwy – mój ulubiony pan doktor ortopeda pewnie miałby coś do powiedzenia… chociaż może i nie? Przecież to właśnie on uspokoił mnie w sprawie noszenia wysokich obcasów (pisałam o tym w polecanym wyżej poście “Bucik pierwsza klasa”), które traktowane jako intensywna i krótkotrwała gimnastyka nóg, nie powinny narobić wielu szkód :-)

  2. Makosza
    2 czerwca 2016

    Dzisiaj dla wielu osób liczy się moda. Nie wiem, czy to jeszcze aktualne ale pamiętam doniesienia zza oceanu, że kobiety operują swoje stopy tak, by moc chodzić w wybranych butach sławnych projektantów. Ładnie musi wiatr hulać między uszami.
    A co do butów to wygoda, wygoda i jeszcze raz wygoda. Miałam wygodne szpile, koturny, płaskie ale i też niewygodne, kupione na przecenach. Błędy młodości.
    Choć mam jeszcze jedną parę butów. Lata 20, skórka koloru kawy, są ulubione ale niestety coś jest nie tak. Korek niby niski, może ma 3 cm ale stopa mnie zawsze boli jak je noszę. Oddam, jak znajdę podobne. Do balerinek się jeszcze nie przekonałam, całkiem płaskie buty nie są dla mnie wygodne, łydka pobolewa ale może to przyzwyczajenie do 2 cm podniesienia. Ale dorosłam, by kupić tenisówki, granatowe, lniane albo bawełniane, bez żadnego widocznego logo marki, na cienkiej podeszwie, tak do latania, skromne, przewiewne.

    Dodam jeszcze, że o buty trzeba dbać i warto zainwestować w dobre jakościowo. Bo jeśli będziemy dbać to posłużą nam bardzo długo.

    • Monika Frese
      3 czerwca 2016

      Pamiętam, jak jeszcze przed paroma laty dziwiłam się dziewczynom biegającym w balerinkach, takie jakieś kapciowate mi się wydawały. Ale przecież balerina, czółenko czy tenisówka – but butowi nierówny. Są buty, których komfort na nodze – ale wygląd również – dorównuje mięciutkim bamboszom, są piękne buty, którym brakuje tylko jednego – wygody.
      Sama dla siebie wybieram złoty środek: bucik ma być śliczny i wygodny. Jak pomyślę, że kiedyś latałam wyłącznie na wysokich szpilkach, torturując stopy i duszę… brrr! Ale to pewnie przychodzi z wiekiem. Bo w pewnym wieku nie ma się więcej ochoty na żadne kompromisy :-)

      P.S. “Wiatr hula między uszami”? Przywłaszczam sobie! …to znaczy chętnie przywłaszczę, jak już się przestanę śmiać…

      • Monika Frese
        3 czerwca 2016

        O! O! O! Właśnie tak, jak przed chwilą napisała Wiktoria :-)

      • Makosza
        3 czerwca 2016

        Balerinki są całkiem płaskie i łydki mnie od nich bolą. Ale myślę, że to przyzwyczajenie jak szpile.

  3. Irensa
    2 czerwca 2016

    Faktycznie piękne baleriny i dopasowane do stopy jak druga skóra, Muszą być wyjątkowo wygodne, W naszych sklepach niemal nieosiągalne, Napisałam “niemal”, bo a nuż się okaże, że się mylę! A przecież i tak uparcie szukam butków na platformie lub przynajmniej niewielkim koturnie – siła przyzwyczajenia!

    • Monika Frese
      3 czerwca 2016

      Pewnie, że się mylisz w sprawie wygodnych balerin, ale nic dziwnego – oczy świecą Ci się przecież na widok koturn :-)
      Za to w sprawie balerinek ze zdjęcia masz całkowitę rację! Są piękne, idealnie dopasowane i bosko wygodne.

      P.S. Nadal polecam te same adresy: balerinki Unisy są mięciutkie i ciche, a sandałki na koturnie bardzo wygodne.

  4. Krystyna
    2 czerwca 2016

    Jeszcze nie trafiłam na ukochane buty, mając wąską piętę trudno dobrać obuwie. Co do chodzenia boso to, chociaż mieszkam na wsi, nie lubię, zawsze w coś wdepnę. A najgorzej to jak piasek wpadnie do buta.
    Jak Makosza stawiam na wygodę i teraz biegam w tenisówkach, a z mody wybieram to co mi się podoba, a nie to co nosi większość.

    • Monika Frese
      3 czerwca 2016

      Mhmm, znam ten ból… często biegam z Małymi po ogrodzie boso, więc nie ma siły, też zawsze w coś wdepnę. Mieszczuchowi nigdy nie wpadłoby do głowy, co kryje się w takiej zieloniutkiej, niewinne wyglądającej trawie…

      A co Wy dziewczyny tak z tymi tenisówkami? Chyba będę musiała spróbować, choć się trochę opieram. Mam kiepskie doświadczenia z Conversami. Błee… sztywne i niewygodne. Przereklamowane.

      • Makosza
        3 czerwca 2016

        Mieszkam przy parku, który ciągnie się kilometrami. Tenisówki dobre na spacery, lniane będą przewiewne. Nooo i ja nie planuję conversow a takie proste, delikatne, na cienkiej podeszwie.

        Uwielbiam latać na bosaka. Czasami nawet na ławeczkę do parku bez butów myknę. A co do żyjątek w trawie. Obrzydliwe to są te ślimaki bez domków śliskie i duże.

        • Monika Frese
          4 czerwca 2016

          Tenisówki mają nad balerinkami taką przewagę, że but trzyma dodatkowo wierzch stopy, więc łatwiej go dopasować. Tylko… skoro w płaskich balerinach bolą łydki, to w płaskich tenisówkach też pewnie będą. Przynajmniej na początku.

          Ale pogadajmy lepiej o życiu… ślimaki, to raz. Wijące się i bzyczące, to dwa (o mrówkach nawet nie wspomnę). Półprzetrawione resztki różnych małych zwierzątek, którym nie udało się zwiać przed kotami sąsiadów, to trzy. No i jeszcze kupy. Tak, nie zapomnijmy o kupach… kocich, ptasich, jeżowych… u Ciebie w parku, to pewnie psich od groma… Czytam i własnym oczom nie wierzę! Naprawdę latamy boso?

          • Makosza
            6 czerwca 2016

            Mrówek nie czuję, bzyczących się nie boję, ludzie tu sprzątają po swoich psach ale też uważam, gdzie stąpam, ślimaki bezdomkowe są obrzydliwe ale one są jak jest mokro a wtedy to tylko w moim ogródku latam bez butów. Więc daję rade. Na bosaka najfajniej ale trzeba wtedy bardziej o stopy dbać.

            Pewnie tak, dlatego może kiedyś do balerin się przekonam. Może też fakt, że moje nogi nie są modelkowe. Są zgrabne ale trochę masywne. Może kiedyś, Twoje są takie giętkie. Do długiej kiecy na początek.

            Monika, jak dobrze pamiętam lubisz romantyzm w ubraniach. Obczaj> KATERINA DOROКHOVA. Przecudne sukienki i spódnice.

          • Monika Frese
            6 czerwca 2016

            Pooglądałam sobie, fajne kiece. Rzeczywiście bardzo romantyczne, do tego takie bardzo… rosyjskie. Przypominają mi projekty Ulyany Sergeenko oraz kostiumy królowych z rosyjskich bajek z lat 60 i 70-tych. W ogóle rosyjskie dziewczyny rządzą się okropnie :-) Najpierw Ulyana, teraz Olga Vilshenko. Albo o! Katerina.

            P.S. Moje też nie są modelkowe, ale i tak świetne. Jedyne jakie mam.

  5. Katarzyna
    3 czerwca 2016

    Biorąc po uwagę moje doświadczenia z butami – zgadzam się z ortopedą :) Jest taka firma, the flexx, robią najbardziej elastyczne podeszwy świata – polecam spróbować. Ta podeszwa wygląda jednak nie najlepiej w większości modeli, więc najlepiej właśnie wybrać płaskie – wtedy jest najmniej widoczna (nie jest ze skóry).

    • Monika Frese
      3 czerwca 2016

      Poczytałam sobie. Komfort wydaje się zachwycający, gorzej z urodą… chociaż niektóre modele można śmiało podciągnąć pod nowoczesną, purystyczną awangardę: o, np. to czółenko albo ten tenisówek, albo tę balerinkę, albo ten sandałek na koturnie :-)

      To, że podeszwa nie jest ze skóry, wcale mi nie przeszkadza. Skórzana podeszwa jest elegancka i higieniczna, ale na pewno nie tak sprężysta i miękka jak podeszwa, np. z gumy.

      • Katarzyna
        3 czerwca 2016

        No niestety, urodą nie grzeszą, zwłaszcza w porównaniu z Twoimi… Ten koral jest obłędny! :)

        • Monika Frese
          4 czerwca 2016

          Oj jest :-) Ale coś mi chyba nie wyszło z przekazem – miało być, że fakt, dość nietypowe, ale przecież fajne!

  6. Wiktoria
    3 czerwca 2016

    Tak, buty tylko wygodne. Jeśli już w sklepie, czuję jakikolwiek dyskomfort, rezygnuję z zakupu. Czasy, kiedy buty miały się rozciągnąć, rozchodzić, dopasować, u mnie dawno minęły. Nie powrócą nigdy. Dzięki temu, moje nienajmłodsze już stópki, są nadal w świetnej formie.

    • Monika Frese
      3 czerwca 2016

      Jestem za! Piękne stopy, to zdrowe stopy… przebacz, że zabrzmiało tak okropnie banalnie :-)

  7. galeria61
    3 czerwca 2016

    Ja czasem jeszcze sama się oszukuję, że buty dopasują się do mojej stopy, ale niestety. Kończy się to przeważnie schowaniem ich do szafy :(
    Tak, buty to ważny temat i wcale nie taki prosty, przy lekko krzywych stopach :) No bo małe halluksy już są. Nie wyobrażam sobie zakupu butów przez internet, tylko w sklepie stacjonarnym.

    • Monika Frese
      4 czerwca 2016

      Zgoda, kupno butów online to niełatwa sprawa – prawdopodobieństwo, że pierwsze zamówione 10 par będzie do niczego jest bardzo wysokie. Ale internetowe zakupy mają swoje zalety: powiedzmy, że znalazłam już swoją ulubioną firmę. Zaglądam więc sobie do niej zawsze wtedy, kiedy potrzebuję (chcę) nowej pary bucików. W sklepie online mam zwykle dużo większy wybór niż w sklepie stacjonarnym, poza tym mogę przeskakiwać ze sklepu do sklepu i w ciągu paru minut znaleźć najlepszą ofertę cenową.
      Doświadczenie czyni mistrza, więc po jakimś czasie z tych 10 lub 20 par, które trzeba odesłać z powrotem, zrobią się tylko 3 :-)

      • Aga
        4 czerwca 2016

        Jak najbardziej sie z Toba zgadzam. Ja kupuje buty juz tylko przez internet. Jezeli nie jestem pewna jaki rozmiar czy kolor, to zamawiam po prostu kilka. W domu moge je przymierzyc do roznych rzeczy, pochodzic w nich np. rano, w poludnie i wieczorem, i dokladnie przetestowac. Wybieram najlepsze tzn: najladniejsze i najwygodniejsze, a reszte odsylam.
        P.S. Twoje balerinki sa przepiekne, zakochalam sie w nich, ale co z tego, skoro nie sa MOJE. I juz pewnie ich nigdzie nie znajde. Szczesciara z Ciebie.

        • Monika Frese
          6 czerwca 2016

          Dokładnie tak. Ile razy zdarza się że w sklepie kupi się coś pod wpływem emocji, namowy koleżanki/męża, zgrabnych argumentów sprzedawcy… w domu euforia opada i co? I klops, zostajemy z jeszcze jedną parą butów, która tak jakoś nie do końca…
          Odkąd kupuję online, nieszczęśliwe pomyłki prawie mi się nie zdarzają. Mam kilka tygodni, żeby się zastanowić, poprzymierzać w różnych kombinacjach, dać sobie ochłonąć i przekonać się, czy rzecz naprawdę jest warta mnie i mojej szafy.
          P.S. Dam Ci przymierzyć przy pierwszej sposobności :-) A serio, wiesz że naprawdę się już martwię na myśl, że kiedyś się całkiem zużyją? Przeszukałam internet wzdłuż i wszerz, żeby kupić sobie jeszcze jedną, identyczną parę i nic. Liczę na to, że Tory zaprojektuje podobny model.

  8. Agnieszka
    3 czerwca 2016

    Buty to temat dla mnie (dosłownie) bolesny ;) O tej porze roku moje stopy przyozdobione są prawdziwym przeglądem pęcherzy i otarć, a przypadkowy przechodzień rozpoznać mnie może po plastrach i (tak!) chusteczkach wystających z obuwia. Jesienią i zimą mogę schronić się w botkach i kozakach, które przytrzymują stopę izolowaną jeszcze dodatkowo skarpetkami czy rajstopami. Wiosną i latem – wąska pięta, wysokie podbicie, super wrażliwa skóra, a jak się ostatnio dowiedziałam – płaskostopie poprzeczne – znalezienie wygodnych butów jest dla mnie niemożliwe. Marzę o lekkich koturnach czy espadrylach, nadających się do noszenia na co dzień, ale chyba powinnam raczej zaprzyjaźnić się z Birkenstock’ami ;) Pozdrawiam serdecznie i zazdroszczę idealnie dopasowanych balerinek!

    • Monika Frese
      4 czerwca 2016

      Nie mam nic przeciwko Birkenstock’om, w końcu Heidi Klum je nosi (i mnie też się zdarza. A jakże, mam złote :-), ale taki wrażliwiec potrzebuje mięciutkiego opatulenia. Miła, ja Cię bardzo proszę, przymierz jakieś buty Unisy – najlepiej w sklepie stacjonarnym, żebyś od ręki mogła ocenić właściwości skóry. Z letniej kolekcji znam miękkie zamszowe i skórzane baleriny, ale widziałam u nich również bardzo ładne espadryle na koturnach.

      Owszem, trochę to trwa zanim znajdzie się właściwe obuwie, ale nigdy nie jest za późno, żeby zacząć kochać i rozpieszczać własne stopy. Ja także mam wąską piętę, wysokie podbicie, delikatną i cienką skórę… a przy okazji krótką historię na temat kompetencji niektórych lekarzy:
      podczas wizyty z powodu małego opuchnięcia, mnie również ortopeda ostemplował etykietą “płaskostopie poprzeczne”. 15 lat żyłam z myślą, że mam paskudne platfusy, dopóki mój ulubiony pan doktor nie wyśmiał mnie serdecznie. Uwierzysz? Nie mam i nigdy nie miałam platfusów! Co powiesz na kontrolę u innego specjalisty?

      • Agnieszka
        5 czerwca 2016

        Czyli jest nadzieja :) Zdążyłam już nabawić się wyrzutów sumienia myśląc, że może sama się do tego rzekomego płaskostopia przyczyniłam, katując stopy za ciasnymi czółenkami – no bo przecież jak pięta wypada, trzeba brać mniejszy rozmiar ;) Do Unisy właśnie się przymierzam – jak tylko uda mi się znaleźć ją gdzieś stacjonarnie. Może któraś Czytelniczka spotkała je w Krakowie?

  9. Asia
    4 czerwca 2016

    Nie sądzę, żeby ktoś mógł kłócić się z faktem, że traktowanie butów na obcasie jako codziennych jest głupotą. Ale i klientki, i producenci mają to najwyraźniej gdzieś: zdecydowana większość butów w sklepach obuwniczych jest na obcasie, płaskich niewiele i często zrobione, żeby tylko byłe: brzydkie.

    Balerinki to iny temat. Lekarze zarzucali im zbytnią płaskość, ale też właśnie za cienką podeszwę, która nie amortyzowała wystarczająco wstrząsów, pod którą czuło się każdy kamyczek, a od chodzenia po twardym betonie robiły się odciski. Także ja bym była ostrożna z twierdzeniem, że buty powinien dawać warunki podobno do chodzenia boso – chodzenie boso zdrowe jest przede wszystkim na naturalnym podłożu: ziemi, trawie. Stopa nie jest przecież ewolucyjnie przystosowana do chodzenia po betonie. Dlatego, z tego co czytałam, podeszwa powinna mieć odpowiednią grubość. Dla mnie musi być też miękka wewnątrz – wiele sandałów posiada cienkie, sztywne i twarde podeszwy, od których szybko robią się odciski, bo ze względów estetycznych nie mają tyle warstw, co np. zabudowane czółenka, często z amortyzującymi poduszeczkami.

    Skóra skórze nierówna i jeżeli przymierzane buty są sztywne i czuję, że nie są wygodne, rezygnuję z nich – nie mogę przy moich wrażliwych stopach ryzykować, że buty się ni “rozejdą” i zmiękną. Ale co do skórzanej podeszwy, nie mam przekonania. Sami producenci twierdzą, że buty ze skórzanymi podeszwami są butami wizytowymi i przeznaczonymi głównie do pomieszczeń, do chodzenia w nich na zewnątrz polecają podzelowanie. I ja też nie wyobrażam sobie charatania skórą po betonie, a o deszczowej pogodzie nie wspomnę.

    Niemniej jednak, będę wdzięczna za wszelkie sugestie co do marek, które produkują ładne płaskie obuwie z miękkiej skóry.

    • Aga
      4 czerwca 2016

      Od lat kupuje buty Unisy, baleriny, na koturnie, sandalki, botki…..
      Baleriny byly u nich zawsze dosyc plaskie, ale moim zdaniem dobrze i miekko wyscielane. W tym roku jednak firma ta poszla o krok dalej i zrobila bardzo wygodna wysciolke, prawie taka, jak w Birkenstock’ach. Na zewntrz tego w ogole nie widac, a w srodku pieta jest podwyzszona o conajmniej 2 cm i palce tez maja bardzo miekka wkladke. Te buty nadaja sie do stop waskich i srednio szerokich, sa na lekka gumke i bardzo wygodne. Polecam przymierzyc i moze bedzie to rozwiazanie problemu. Pozdrawiam

    • Monika Frese
      6 czerwca 2016

      Dzięki za Twoją cudownie szczegółową relację. Mam nawet zdjęcie tej mięciutkiej wyściółki, o której mówisz. Dobrałam się do ostatniej pary balerinek Unisy, którą przymierzałam dosłownie od podszewki :-) Dobrze zresztą, że o tym rozmawiamy dziewczyny, zaraz zrobię małą korekturę w tekście… o, już. Gotowe.

      Jeśli chodzi o obuwie warte rekomendacji, nic się nie zmieniło i polecam te same marki (komentarze do wpisu są świetną bazą adresów i osobistych doświadczeń czytelniczek). Natomiast odnośnie mojego ulubionego rodzaju obuwia – drogie, ale warte każdej złotówki są modele firm, które znają się na robieniu balerin: Pretty Ballerina, Bloch, Repetto, Tory Burch. Sezonowe przeceny oraz wyprzedaże są świetną okazją, żeby stać się właścicielką ślicznej i wygodnej pary, nie rujnując przy tym portfela.

  10. Agnieszka M.
    5 czerwca 2016

    Kupiłam płaskie mięciutkie jak kapcie skórzane buty Lasocki. Czuć kamyki. Ale nic nie obciera, nie ściska szerokiej stopy, nie spada. Bajer. Takie http://ccc.eu/pl/woman/catalog/all/359035
    Parę dni temu się dowiedziałam, że ponoć mam uczulenie na garbowaną skórę (bo na chrom mi wyszło). Mam nadzieję, że to nieprawda.

    • Monika Frese
      6 czerwca 2016

      Też mam taką nadzieję, bo gdyby jednak, to znalezienie właściwego obuwia okaże się jeszcze trudniejsze niż zwykle. Oprócz chromowych, do garbowania używa się również garbników roślinnych, ale takich skór używają przede wszystkim firmy ekologiczne, a więc… nieliczne. Same procesy garbowania też bardzo się od siebie różnią, więc sądzę, że najbezpieczniejszą strategią jest trzymanie się renomowanych marek, które nie mogą sobie pozwolić na utratę twarzy, ryzykując produkcję ze skórami marnej jakości.

      P.S. A mokasyny nawet wyglądają wygodnie.

  11. 555
    5 czerwca 2016

    coś się chyba spsuło, bo nie dostałam newslettera :(
    co do butów, to z ciekawością przeczytałam rozmowę, a z marek zaintrygowała mnie firma flexx, przetestuję :)

    • Monika Frese
      6 czerwca 2016

      Sprawdziłam: wysłany, potwierdzony. Zajrzysz do swojego foldera ze spamem? Może tam coś się zaplątało.

      Aż żałuję, że nie mam nagrania… nie dosyć, że mądry lekarz, to jeszcze przystojny i szarmancki starszy pan :-)

      • 555
        6 czerwca 2016

        zajrzałam do spamu – nie ma, zajrzałam do kosza – nie ma, zajrzałam do historii kontaktów – nie ma :( chyba wisi na drutach :P

        upatrzyłam sobie fajne lordsy (chyba) the flexx (takie: http://arturo-obuwie.pl/images/DSC_1298ba.jpg), zastanawiam się nad rozmiarem..

        • Monika Frese
          7 czerwca 2016

          No bij, zabij… adres ten sam co zwykle… wysłane… potwierdzone. Sprawdzam i sprawdzam, i nie chce mi wyjść inaczej. Zobaczymy, co będzie następnym razem, dobrze? Po wysłaniu kolejnego newslettera napiszę do Ciebie króciutko.

          No fajne, niby prościutkie, ale jednak nie… nawet wyglądają bardzo łuskowato miękko :-) Jeśli nie wiem, jaki rozmiar mam wziąć, bo np. pierwszy raz mam do czynienia z firmą, biorę zwykle mój normalny rozmiar. Chętnie kieruję się również opiniami innych klientek, tych które już kupiły buty, ale nie każdy sklep udostępnia taką opcję. Jeśli wahasz się między rozmiarami, idealnie byłoby, gdybyś mogła zamówić sobie do porównania oba na raz.

        • Katarzyna
          7 czerwca 2016

          To ja się wypowiem – rozmiarówka w pryzpadku mojej stopy zgodna z tą austriacko-niemiecką (mam w Hoegl i Gabor 38.5 i w the flexx tez), a w Gino Rossi czy Apii 39.

          • Monika Frese
            7 czerwca 2016

            Katarzyno, jesteś skarbem! Polecenia z pierwszej ręki są na wagę złota :-)

  12. Zuza
    8 czerwca 2016

    Super czyta się tego bloga, muszę powiedzieć że się wciągnęłam :)

    Przeczytałam ostatnio w jednym z Twoich wpisów z 2015 roku o wełnie, albo o płaszczach zimowych, już nie pamiętam – że niemożliwością jest kupić wełniany płaszcz 100% poniżej tysiąca zł. Brzmi rozsądnie, ale wczoraj znalazłam jeden – https://mostrami.pl/pl/ubrania-okrycia-wierzchnie-plaszcze/plaszcz-krata-ecru-99768 (przepraszam za reklamę nieumyślną). Plaszcz 100%wełna za 850zł. O co chodzi? Czy myślisz że wart jest swojej ceny? Z tą marką spotykam się po raz pierwszy.

    • Monika Frese
      8 czerwca 2016

      Aaa, wiem… chodziło o płaszczowy asortyment w sklepach i dotyczyło zimowego płaszcza – ciepłego i rozgrzewającego, takiego, w którym nie marzłybyśmy w temperaturach oscylujących wokół 0°C. Płaszczyk, który znalazłaś nie wygląda jak zimowy opatulaniec. Jest raczej przejściowym płaszczem, czyli – jak sugeruje sam opis – dość lekkim okryciem “na chłodniejsze dni”. No i stąd właśnie cena.
      Czy jest jej wart? Trudne pytanie, ponieważ poza bardzo ogólnym opisem oraz kilkoma zdjęciami, na których widać jak płaszcz się układa, nie widzimy żadnych szczegółów. Najlepiej byłoby dotknąć i przymierzyć. Jeśli pomoże Ci to podjąć decyzję – Maja Palma wraz z Lidią Kalitą były założycielkami marki Simple. Teraz Simple należy do spółki Gino Rossi, a obie siostry zajmują się nowymi projektami.

      Zuza, dziękuję ślicznie za ten przemiły wstęp. Zapraszam, kiedy tylko chcesz :-)

      • Zuza
        8 czerwca 2016

        Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź! :) Masz we mnie nową czytelniczkę

  13. Katarzyna
    3 maja 2017

    Podpisuję się rękami i nogami! :))

    Dla mnie najważniejsze, w butach na obcasie szczególnie, są:
    a) elastyczna podeszwa (nie można jej wygiąć – nie nadają się do chodzenia),
    b) miękka skóra (tak, żeby nic nie obtarło nawet przy pierwszym założeniu)
    c) dobre wyważenie, tak żeby ciężar nie spoczywał na palcach (ekstremalnie niewygodne), tylko gdzieś za nimi
    d) stabilny obcas, bardzo chętnie stożkowy :)