30 października 2016 / Szafa marzeń / 46 komentarzy

Jedwabiowi przypisuje się zdolność wpływania na nasze samopoczucie i wywoływania uczucia szczęścia, lekkości, wyciszenia. Jeżeli jedwab faktycznie pomaga odciąć się od codziennych, przyziemnych problemów, tym lepiej dla nas… przed nami trzecia część jesiennego zestawienia: Panie i Panowie, sukienki z jedwabiu.

 

Chciałabym, żebyś przeglądając dzisiejszy wpis była świadoma jednego: jedwab nie jest dla każdego. Jedwab jest gładki i lekki, więc możesz mieć wrażenie jakbyś nic na sobie nie miała. Jeśli nie lubisz tego odczucia, wybierz raczej wełnę albo bawełnę, które mają swój własny, zdecydowany ciężar.

Nawet najlżejszy i najcieńszy z jedwabiów jest ciepły w dotyku. Pierwsza z brzegu gładka i śliska tkanina, którą weźmiesz do ręki (najprawdopodobniej wiskoza albo poliester) będzie chłodna i będzie miała zimny, apatyczny chwyt bez substancji. Ale nie jedwab. Owszem, są różne rodzaje jedwabiu, grubsze i cieńsze, miękkie lub bardziej sztywne, ale choćby cienki i najgładszy – jedwabny materiał, którym się otulisz będzie ciepły, aksamitny… żywy.

 

 

Po raz kolejny, ostatni zresztą, mam dla ciebie niewielki, lecz wykwintny przegląd fantastycznych sukienek. Tym razem jedwabnych. Szyfony, satyny, organzy i tafty… 15 cudnych egzemplarzy. W różnych fasonach, w różnych kolorach, w różnych długościach. W całkiem różnych stylach.

 

 

 

Sukienki z jedwabiu: jedwabne cuda na co dzień

 

Sukienki z jedwabiu: na co dzien

Od lewej: koszulowe mankiety, nakładane kieszenie na wysokości piersi i pasek do podkreślenia talii – niebieska szmizjerka z podszewką (Ju Lovi); zakochałam się od pierwszego spojrzenia. W tym cudownym, cieniowanym srebrze i w jego nazwie – kamienny odcień szarości; obok, z tego samego domu mody egzotyczna sukienka – tunika bez rękawów. Wyobraź ją sobie z brunatnym, popielatym albo grafitowym rozpinanym swetrem… i co? Mhmm, bosko (Deni Cler); prześliczny krawatowy wzór i sute, marszczone falbany przewiązane w talii troczkami (Madelle).

 

 

 

Sukienki z jedwabiu: romantyczna cyganeria

 

Sukienki z jedwabiu: romantyczna bohema

Od lewej:  oto, co można zrobić ze szmizjerką, Simple (uwaga, w Simple można znaleźć prawdziwe perły, ale również poliestrowe podszewki); ta marka, to już kult – jedwabny szyfon na podszewce, Diane von Furstenberg; mrauu… Le Desir; oooh! Blessus.

 

 

 

Sukienki z jedwabiu: elegancki wieczór

 

Sukienki z jedwabiu: na wieczor

Od lewej: góra jest z wełny, spódnica z jedwabiu, a całość na wiskozowej podszewce; w pudrowym różu i czerni. Rzuć okiem na tył sukienki i jej zachwycający dekolt (Madelle); dorosła, elegancka klasyka w kolorze szampana i głębokiego granatu (Aryton)

 

 

 

Sukienki z jedwabiu: piękny detal, czyli wiązanie pod szyją

 

Sukienki z jedwabiu: z kokarda

Niewielki kołnierz, który przechodzi w szarfę, to bardzo zmysłowe wykończenie dekoltu. Niby grzecznie, ale przecież przewrotnie… wyobraź sobie ten powolny moment rozwiązywania kokardy… jakie pole do popisu dla wyobraźni! Od lewej: Ju Lovi; Le Desir; Madelle.

 

 

 

 

Jedwabne natchnienia

 

Sukienki z jedwabiu: Ralph Laurenfot.ralphlauren.com

Za co kocham Ralpha Laurena? Za nadanie formy marzeniom.

 

 

 

Spójrz jeszcze raz na wyszukane przeze mnie jedwabne sukienki… łatwo przychodzi uwierzyć we wszystkie przymioty, które opisują tę szlachetną tkaninę, prawda? Jedwab to materiał królewski. Luksus sam w sobie, który przez wieki był zastrzeżony dla wybranych. Dlaczego raptem miałby stać się powszechny jak… wiskoza? Pomyśl o tym, gdy zakładasz jedwabne ubranie. Gładką koszulę, która najdelikatniejszym z muśnięć pieści twoje ciało. Powiewną sukienkę, w której masz wrażenie, że unosisz się kilka centymetrów nad podłogą. Koktajlową małą czarną (lub kolorową), w której przyciągasz oczy jak nieuchwytny, egzotyczny motyl.

Jedwab ma w sobie magię. I tak jak kokon chroni w swoim wnętrzu maleńkiego, delikatnego jedwabnika, tak jedwabna tkanina osłania twoje ciało, chroniąc je przed zewnętrznymi wpływami i pozwalając twojej własnej energii koncentrować się na tym, co dla ciebie dobre i ważne.

Ale dlaczego miałabyś wierzyć mi na słowo? O zaletach jedwabiu możesz przekonać się sama. Wcale nie musisz zaczynać od sukienki za kilkaset złotych. Pomyśl o tym, co najbliższe skórze… zacznij od jedwabnej halki.

 

 

Na serię „Sukienki na jesień” składają się następujące wpisy:

Sukienki na jesień. Część I: sukienki z wełny

Sukienki na jesień. Część II: sukienki z bawełny

Sukienki na jesień. Część III: sukienki z jedwabiu

Wpisem, który zainspirował całą serię był „ Po co komu poliestrowa podszewka?” i właśnie od niego polecałabym zacząć lekturę.

 

Dokonując selekcji każdej z sukienek, którą przedstawiam w cyklu „Sukienki na jesień”, kierowałam się:  a) jej zdjęciami,  b) jej opisem (zwykle dość skąpym),  c) informacjami na temat marki, czyli opinią na jaką firma zasłużyła przez kolejne lata działania na rynku (ewentualnie własnymi doświadczeniami, jeżeli takie mam). Przymiarka wraz z oceną dopasowania oraz jakości wykończenia, należą już tylko do ciebie.

 

 

Udostępnij
Email this to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest


Komentarze

  1. Irensa
    30 października 2016

    No nie, broń Boże nie ostatni! Mówię o artykule oczywiście! Przepiękne suknie i same polskie firmy. Serce rośnie! Podzielam w pelni zachwyt nad jedwabiami, ale mało kto umiałby to tak pięknie wyrazić. Brawo!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 października 2016

      Eee, nie. Ostatnia z serii Jesienne sukienki. I ślicznie dziękuję (aaah… czy owacje są na stojąco? Jeśli tak, to dygam wdzięcznie :-)

      Masz rację, same polskie (o sukience DvF w zasadzie możemy zapomnieć, bo jak widzę i tak już wysprzedana). Co Ty na to: Polska. Kraj mlekiem, miodem i jedwabiem płynący! Może się Milanówek choć trochę zawstydzi.

      Odpowiedz
  2. Makosza
    30 października 2016

    Piękne sukienki. I nie aż tak drogie.

    A ja mam pytanko. Co się może stać jak np. wypiorę sukienkę jedwabną czy wełnianą w pralce (pranie delikatne, delikatny płyn, niska temperatura), gdy na metce stoi, by prać chemicznie. Jest to zabezpieczenie producenta czy lepiej nie ryzykować.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 października 2016

      Piękne. Może w porównaniu co do poniektórych, nie aż tak bardzo, ale i tak diabelsko drogie. Jednak tak być powinno.

      A propos pytanka: może się skurczyć, zdeformować (zobacz komentarz Anny) albo wyglądać jak ostatnia szmata. Przeczytaj wpis Jedwab. Pranie chemiczne czy pranie w wodzie? wymieniony w poleceniach pod tekstem. To o jedwabiu, ale z wełną jest bardzo podobnie.

      Odpowiedz
      • Makosza
        31 października 2016

        A no tak, wszystkich nie sprawdzałam, tylko te co mi najbardziej się spodobały. A że 100 euro za sukienkę ładną, z metką ale pół-plastikową można zapłacić to 500 zł za jedwabną nie wydawało mi się wiele. Spodziewałam się o wiele więcej.

        Dzięki, rzeczywiście było to już poruszane. Z głowy mi wypadło, bo na raz nadrabiałam zaległości blogowe. Dzięki.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          31 października 2016

          A wiesz, że tak. Przeglądając sukienki, zwróciłam uwagę, że te same marki mają i naturalne, i sztuczne tkaniny w asortymencie – wymieszane jak kapusta z grochem. Te droższe automatycznie kwalifikowałam jako jedwabne pewniaki. A tu niespodzianka! Poliestrowy materiał w niektórych firmach kosztuje wcale nie mniej niż jedwab.
          I tak być nie powinno.

          P.S. Do pielęgnacji jeszcze na pewno wrócimy. To mocny i poszukiwany temat.

          Odpowiedz
  3. Asia
    30 października 2016

    Piękne, szczególnie srebrna Deni Cler, przeglądając ofertę też zwróciłam na nią uwagę. I Ralph.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 października 2016

      Ciekawe, jak się nosi to srebrzyste cudo. Mam nadzieję, że w końcu któraś z nas nie wytrzyma nerwowo i przynajmniej przymierzy. I zaraz nam doniesie!
      Ralpha nadzieja nie dotyczy, ale nic nie szkodzi. Ralph nie jest do noszenia, tylko do bujania w obłokach :-)

      Odpowiedz
  4. Anna O
    30 października 2016

    Dzień dobry, samo czytanie o jedwabiu to ogromna przyjemność, dziękuję. A sukienki piękne, w dwóch po prostu się zakochałam: w tej w kolorze kamienistym i tej czarnej Ralpha Laurena. Przypomniały mi się od razu amerykańskie sukienki mojej mamy, z których dwie przejęłam w wczesnej dorosłości, z mięsistego, matowego jedwabiu (wtedy mówiło się, że to żorżeta jedwabna, ale to mogła być krepa, tak się domyślam dzięki lekturze Bloga). To były chyba najpiękniejsze sukienki, jakie nosiłam i ze względu na materiał i ze względu na krój, bardzo żałuję, że ich nie zachowałam. Co się może stać z jedwabną sukienką upraną ręcznie, nawet nie w pralce, widziałam na własne oczy – nierówno zbiegła się jej wierzchnia warstwa z cienkiej żorżety…

    Odpowiedz
    • Asia
      30 października 2016

      Hmmm chyba musze się przyjrzeć co mamie i babci w szafach zostało :)

      Odpowiedz
      • Anna O
        30 października 2016

        Asiu, koniecznie :-). Może obie Panie są bardziej roztropne, niż ja? Jeszcze przed modą na stałe czyszczenie szafy, co jakiś czas robiłam przegląd i pozbywałam się niektórych rzeczy, co zresztą było uzasadnione ciągłymi przeprowadzkami. Niestety, pozbyłam się przy okazji kilku perełek, czego bardzo dzisiaj żałuję. Nawiasem, moda na pozbywanie się wszystkiego, czego przez krótki czas nie używałam,budzi mój wewnętrzny sprzeciw, zdarzało mi się wracać do pewnych rzeczy po czasie, czy ze względu na powrót do rozmiaru, czy też ze względu na to, że po czasie, na nowo je pokochałam. Dlatego dzisiaj staram się nie dopuścić do przeładowania garderoby, ale też nie robić automatycznych czystek.

        Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 października 2016

      Dobry wieczór Anno, z przyjemnością. Mogłabym tak opowiadać godzinami.
      “Amerykańskie sukienki mojej mamy” brzmi ciepło i szalenie wytwornie. W ogóle ogromnie mi się ta myśl podoba: ubrania, które służą pokoleniom. Sukienki, które same nosimy i po które sięgną później z zachwytem nasze dorosłe córki. Ubrania jak klejnoty… aż się prosi, żeby z rozmysłem uzupełniać szafę.

      Ja też jestem z tych, co się pozbywają. Niezależnie od mód i tylko dlatego, że lubię mieć prześwity między wieszakami oraz uczucie, że moje ubrania mają miejsce na oddech. A potem siedzę sobie i myślę “miałam kiedyś taką cudowną małą czarną z jedwabnego aksamitu… co się z nią stało?”. No co się stało? Urosłam o jakieś dwa rozmiary i wykwaterowałam z garderoby wszystkie piękne, ale nie nadające się do noszenia wyrzuty sumienia :-)

      Odpowiedz
      • Anna O
        30 października 2016

        no właśnie :-); chociaż te sukienki, których żałuję, byłyby nadal dobre rozmiarowo, przynajmniej w moich lepszych okresach ;-), a i fasony miały ponadczasowe. Obecnie, żeby zachować luz w szafie, staram się znaleźć jakiś złoty środek pomiędzy “nic nie wyrzucam (czy raczej, oddaję)”, a “pozbywam się wszystkiego, czego nie założyłam w danym sezonie”. Za to z torebkami nie mam problemu – te od lat nieużywane oddałam młodszym przedstawicielkom rodziny jako obiekty vintage ku ich zachwytowi :-). Ale teraz będzie łatwiej, bo także dzięki Tobie, Moniko, postanowiłam, że do mojej szafy będą trafiały wyłącznie same bezkompromisowe perełki w niedużych ilościach – bardzo mi się podobają opisane przez Dziewczyny szafy ich babć.

        Odpowiedz
    • Makosza
      31 października 2016

      Dzięki. Ja z tych, co by zaryzykowali pranie niezgodne z wytycznymi ale jako że mało rzeczy mi się podoba a jak i Ty postanowiłam, że kupuję bezkompromisowo (z ilością nie mam problemu, mało mi się podoba) to by zabolało, jakbym zaryzykowała i zniszczyła sobie jakiś ciuch.

      W liceum miałam prosty sweterek rozpinany po mojej mamie, który ona nosiła w liceum. Na nią był luźniejszy i nosiła na koszulę. Ja jako większa osoba mogłam nosić na ciało albo cieniutką podkoszulkę. Wełniany, ciemnoszary, z dużymi guzikami.

      Odpowiedz
  5. Marrus
    30 października 2016

    Tak smakowicie piszesz :) Od samego czytania można poczuć się kobieco i luksusowo.
    Ja jestem właśnie z tych, co to w zimne dni muszą czuć ciężar i też formę ubrania na sobie, zwłaszcza na dolnych partiach ciała, nic mi tam nie może fruwać. Jedwab pozostawiam na lato i jako warstwę przy ciele. Jako letnie sukienki chętnie nosiłabym koszulową Ju Lovi i kamienną. Są bardzo w moim guście. A na wieczorne wyjście granatową sukienkę Aryton przygarnęłabym natychmiast. Zapiszę sobie tę fotkę, może kiedyś nadarzy się okazja, żeby zamówić u krawcowej coś podobnego.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 października 2016

      Ha! Sama narobiłam sobie apetytu :-) Napisałam artykuł i raptem wiem, co będzie z tej granatowej mięsistej krepy, która czeka i nabiera mocy od… od dawna.

      Mhmm… ten granatowy Aryton, to na pewno niezły pomysł. Jedwabny szyntung ma swój charakterystyczny, szeleszcząco – sztywny wdzięk i przez to wydaje się bardziej konkretny. Namacalny.

      Odpowiedz
      • Marrus
        1 listopada 2016

        Podziel się proszę swoją wizją, co takiego uszyjesz. Domyślam się, że sukienkę:)
        Ta granatowa z Arytonu oprócz tego, że namacalna, bardzo w moim guście, jest też w wyjątkowej cenie. O, gdyby nie moja nietypowa sylwetka (o ile istnieje coś takiego jak typowa…), już by do mnie jechała.

        Odpowiedz
        • Monika Frese
          1 listopada 2016

          Nie istnieje :-)
          Szszsz… rozmawiajmy cichutko, bo potem wydzwania rodzona Mamusia i pogania z biczem “cooo? Jeszcze nie uszyłaś?!”. Do tego najbliższa osobista przyjaciółka również zaczęła przesadnie dbać o moją szafę “nooo? Co z tą granatową krepą, o której wspominałaś 3 miesiące temu na blogu? Masz już sukienkę?” Chyba się Cholery zmówiły!
          To będzie tak: sukienka z delikatnie rozkloszowanym dołem, za kolano, z wiązaniem pod szyją i z długimi, leciutko bufiastymi rękawami. Kryte zapięcie czy lepiej malutkie, obciągane guziczki… jeszcze nie wiem. Zdecyduję na gorąco.

          Uwaga! Uwaga! Ale wykrój to będę robić co najmniej przez pół roku!

          Odpowiedz
          • Marrus
            1 listopada 2016

            No dobra, to już nie popędzam:) To tak z zazdrości, że sama nie potrafię. Tym wpisem rozpalilaś nam wyobraźnię i nic dziwnego, że chcemy więcej i więcej pięknych wizji.

          • Monika Frese
            1 listopada 2016

            Lubię dopingować marzenia. I będę :-)

  6. Weronika
    30 października 2016

    O Matko kochana, jakie cuda tu się dzieją! Ta sukienka Deni Cler w kolorze kamiennej szarości jest obłędna. Przepadłam, zobaczyłam ją i koniec, już po mnie. Nocami będę o niej śnić. Jak przemykam w niej ulicami, nie, ja się unoszę tuż nad ziemią, frunę a inni patrzą i zazdroszczą. Moniko, co to jest za jedwab? Może udałoby się kupić materiał i uszyć identyczną lub bardzo podobną. Bo cena tej sukienki jest powalająca, a po uszyciu może by tak nie bolało.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      30 października 2016

      Najlepiej byłoby to cudo zobaczyć w sklepie, pomacać. I poczekać spokojnie (trzymając jednocześnie rękę na pulsie), bo Deni Cler ma bardzo przyzwoite przeceny na ostatnie sztuki. W dużym zbliżeniu na zdjęciu widzę chyba prążki… wygląda jak miękki twill… czy ja wiem, może faille (eh, brakuje mi polskich nazw-odpowiedników). W każdym razie, to musi być coś miękkiego, coś srebrzystego i mieniącego się… o boże, ja też chcę!

      Ktoś coś mówił o zachowaniu spokoju? Ściskam Cię za ten zaraźliwy entuzjazm :-)

      Odpowiedz
  7. Ewelina
    31 października 2016

    Melduje się naczelny zmarzlak, który zasila szeregi kochających wełnę i bawełnę na zimę:) Lekkość jedwabiu (poza podszewkami) wolę w cieplejszych porach.
    Piękne sukienki wyszukałaś, wszystko tu jest: boska tkanina, krój, forma i treść:-)
    Beżowo-szara(?) Ralpha Laurena to mój typ, taka spokojna elegancja. Cudeńko! Może niekoniecznie dla figury typu gruszka, ale gdyby zrobić rozkloszowany dół, to kto wie…?

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      31 października 2016

      Też tak sobie kombinuję. Leciutko rozkloszowany dół, może odcięty w talii albo na biodrach… aha, rozmawiamy o tym bladym cudzie od RL. U mnie też wyglada ono jak szaro-beżowy-róż, ale w opisie stoi pale lilac (coś jakby “blade lila”). Niech sobie będzie, blade czy lila i tak oszałamiające.

      Wszystkie zmarźlaki mają u mnie fory – doskonale rozumiem, bo nie ma nic bardziej przytulnego i cieplejszego od wełny :-) Jednak tym bardziej cieszę się, że podoba Ci się mój jedwabny wybór. Bardzo ładnie go podsumowałaś.

      Odpowiedz
  8. Katarzyna
    31 października 2016

    Ja w zimie pozostane przy jedwabnej halce. Ale juz teraz powoli rozgladam sie za letnimi sukienkami. : )

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      31 października 2016

      No to mamy jak znalazł. Nie ma pośpiechu i można spokojnie poczekać na ostatnią fazę sale, kiedy ceny mkną w dół jak szalone (i czasem coś takiego się znajdzie, że jej :-)

      Odpowiedz
  9. Małgorzata S.
    31 października 2016

    Jedwab!!!!!!!!!!
    Ech, westchnień moich źródło i adresat miłosnych wyznań.
    Nigdy nie miałam sukienki jedwabnej – zawsze wydawało mi się to jakimś niesamowitym luksusem i wręcz bizantyńskim zbytkiem. Po prawdzie to nigdy też nie było mnie na takową stać. Posiadałam za to ( i jeszcze posiadam) bluzki jedwabne kupowane różniście. Jedną czerwoną niczym wóz strażacki z małym kołnierzykiem, lekko przymarszczoną na karczku zakupiłam wieki temu w komisie ( bywały takie w zamierzchłych czasach mojej młodości). Już jej nie mam bo też ją eksploatowałam niemiłosiernie. Jedną błękitną koszulową zakupiłam za jakieś pieniądze niezbyt wielkie na wyprzedaży … gdzieś. Jak już jej prezencja pozostawiała wiele do życzenia dożyła swoich lat na piżamowej emeryturze. Jedną w kolorze militarnej zieleni zakupiłam całkiem nową w sh i tak dalej… Może czas przyszedł na sukienkę? Najlepiej zbliżoną do tej czarnej Laurena, tylko z rękawami do łokcia lub krótkimi, kimonowymi i w letni wzór ( grochy, kropki…bo za wzorami kwiatowymi nie przepadam). Moniko, Moniko coś Ty narobiła najlepszego…..

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      1 listopada 2016

      Jaaa? Nic! Ja tu sobie tylko tak cichutko stoję (tak dokładnie to przed lustrem… owinęłam się jedwabną żorżetą i wyobrażam sobie, że mam na sobie to blade cudo Ralpha :-)

      Małgorzato, absolutnie się z Tobą zgadzam – jedwab to bizantyjski luksus. Ale wiesz? Dla kogoś kto umie szyć, sprawa jest tylko w połowie tak demonicznie droga, jak dla kogoś, kto nigdy z bliska nie widział maszyny do szycia. Czyli szmizjerka. Czarna w grochy. Albo może taka w pięknym granatowym kolorze i ze spódnicą z koła do kolan?

      P.S. Coś słabo mi idzie moja blada fantazja z kokardą. Bo żorżetka burgundowa, a ja chcę róż… i to już!

      Odpowiedz
      • Małgorzata S.
        1 listopada 2016

        Chciałam dodać, że zaraz jutro wypuszczam się na poszukiwanie jedwabiu stosownego na sukienkę. Letnią. Albo tę granatową albo w grochy… Pewnie znalezienie odpowiedniego materiału zajmie czas jakiś ale w końcu mamy listopad…do lata dam radę :-)))

        Odpowiedz
  10. asia
    31 października 2016

    Ale gdzie te jedwabne halki znaleźć? I żeby nie było w cenie tych sukienek?
    Poratujcie namiarami, bo internety nie dają odpowiedzi :(

    Odpowiedz
    • Anna O.
      31 października 2016

      Takie halki ma Milanówek (Jedwab Polski), nie wiem, czy mogę podać link. Tanie nie są (ok. 160 zł). Monika też o nich pisała.

      Odpowiedz
    • Monika Frese
      1 listopada 2016

      Asiu, zajrzyj do polecanego pod tekstem wpisu “Kobiece sekrety: halka…”. Znajdziesz w nim kilka marek (a w komentarzach kolejne), na które warto mieć oko. Ceny ładnie spadają pod koniec sezonu. I tak jak pisze Anna – Milanówek.

      Odpowiedz
  11. Avarati
    3 listopada 2016

    Jedwab… to coś, co sprawia, że moje serce zaczyna mocniej bić. Otula w zimę, chłodzi latem, to wielki przyjaciel kobiety. Dodaje delikatności, zwiewności i zmysłowości. Mam parę rzeczy z jedwabiu dzięki mojej kochanej mamie, która dopasuje tu i tam do mojej dziwnej figury, bo w luźnych krojach źle się czuję.
    Jesteś nieoceniona, dziękuję Ci za ten post :) Normalnie aż smutno mi się zrobiło, że to wszystko tyle kosztuje. Ale cóż, pooglądać mogę :)
    Moje ulubienice to propozycja Simple, iskrzące granatowe mini by Aryton czy ekstrawagancka pantera odsłaniająca ramiona – Le Desir.
    Już od dłuższego czasu mnie kusi, żeby poodsłaniać ramiona, ale zabrakło specjalnego biustonosza i… odwagi. Wszak głowa jeszcze pełna bzdur i “zaleceń” modowych, jedna pani nawet stwierdziła, że niedaleko mi do walkirii. Potraktowałam to jako komplement.

    Może to zabrzmi dziwnie, ale uwielbiam go łączyć z mocnymi materiałami, jak wełna, gruby dżins czy… skóra. Jest silnie i delikatnie zarazem, połączenie pozornie sprzecznych elementów działa :)

    Odpowiedz
    • Marrus
      3 listopada 2016

      Ja źle bym się w takim połączeniu czuła, ale widzę to na innych i podoba mi się bardzo. Moja bratowa świetnie się czuje i doskonale wygląda zimą, tak, jak to Monika zaproponowała (kardigan do tej sukienki tunikowej z kozakami), zwiewna, wzorzysta sukienka, zamszowe kozaki, kryjące rajstopy, ciężki kardigan albo skóra. Wtedy ta zwiewność i lekkość jest jeszcze bardziej zwiewna i lekka ale przy tym nie jest banalnie.

      Odpowiedz
      • Avarati
        3 listopada 2016

        Dzięki :) Bardzo fajna podpowiedź na zimową stylizację :) Mam kozaczki, mam sukienki, tylko rozglądam się za szlafrokowo-kimonowym wdziankiem lub odpinaną, ale wciąż eleganckim kardiganem (nie cierpię sweterków na guziki xD). Tym bardziej, że zawsze, jak przychodzi zima, to zaczynam panikować, że “nie wiem, jak się ubrać”. Powinnam mieszkać w Hiszpanii lub Włoszech :)

        No ja jestem totalnie antyklasyczna, z jednej skrajności w drugą, dlatego takie mixy u mnie spokojnie przechodzą. Ale to zależy od urody, bo np. u mojej kuzynki, która uwielbia minimalizm i klasykę, wiele moich rzeczy wyglądałoby na niej kiepsko, a nawet wyzywająco, ja zaś wyglądałabym nudnie i zgaszona.

        Odpowiedz
    • Małgorzata S.
      5 listopada 2016

      Też lubię łączyć jedwab z mocnymi materiałami. To zupełnie nie jest dziwne, to zawsze dobrze wygląda( no, prawie zawsze ). Dla mnie połączenie delikatności jedwabiu ze skórą, wełną czy jeansem jest czymś co bardzo mi odpowiada, że tak powiem psychicznie. Jedwab mówi, że jestem kobietą a mocne materiały, że nie jestem mimozą tylko osobą, która wie czego chce. Naturalnie latem ta zasada musiałaby się zawrzeć w jak najprostszym wzorze i fasonie jedwabnej sukienki. Tak to widzę choć zdaję sobie sprawę, że może to kogoś śmieszyć.

      Odpowiedz
      • Avarati
        6 listopada 2016

        Pięknie, bardzo pięknie napisane. Zawierać w naszych stylizacjach prawdę o nas samych – to jest cel tych wszystkich dążeń, starań.

        Nie rozumiem, jak kogoś może śmieszyć fakt, że ktoś potrzebuje zarówno mocy, jak i delikatności.
        Patrzę na przykład na taką mocne, a zarazem eteryczne kobiety, takie jak Kate Moss, Keira Knightley czy Cate Blanchett i nie wyobrażam ich sobie, żeby nagle ubierały się albo zupełnie mocno, ani delikatnie. One są stworzone właśnie do takich zestawień.

        Odpowiedz
        • Marrus
          6 listopada 2016

          Moniko, z góry przepraszam za prywatę do Avarati.
          Avarati, napisałam Ci u Marii, nie wiem czy widziałaś, info o wełnie w tygrysi wzór w ostrych kolorach.

          Odpowiedz
        • Małgorzata S.
          6 listopada 2016

          Mam wrażenie, że większa część kobiet ubraniem nie chce wyrazić siebie, one chcą aby ubiór mówił za nie. I najczęściej chcą żeby kłamał. Najczęściej są zupełnie kimś innym niż to wynika z ubrania. A przecież to co nosimy w jakiś sposób nas określa. Jeżeli wiem kim jestem, jeżeli jestem świadomym nosicielem własnego ja to nie założę czegoś co jest moim przeciwieństwem bo od razu to widać…
          Kobieta jest wtedy po prostu PRZEBRANA a nie UBRANA, szczególnie gdy w sobie tylko zrozumiały – czasem dziwaczny – sposób chce dopasować styl bycia do tego co ma na sobie. To nie miejsce na dywagacje na temat młodych kobiet na „stanowiskach”, które noszą drogie lub nawet bardzo drogie ubrania a serwują współpracownikom bardzo tanie maniery, mam jednak nadzieję, że rozumiesz moją myśl…

          Odpowiedz
      • Marrus
        6 listopada 2016

        No jedwab i dżins albo skóra to i dla mnie najnaturalniejsze z połączeń. Ja tylko nie lubię (u siebie) rajstop i jak mi w zimny dzień coś podwiewa dołem. Ale jedwabne bluzki kocham (KOCHAM) z dżinsami i sztybletami. I z wełnianym płaszczem. Zresztą z dżinsami u mnie pójdzie chyba wszystko.
        Pełna zgoda, że każda z nas ma strojem odzwierciedlać swoje wnętrze, a nie kogoś udawać, no chyba, że to w jakimś momencie jest zamierzone.

        Odpowiedz
  12. Monika Frese
    6 listopada 2016

    Fajnie sobie gadacie… przyglądam się cichutko z boku. To znaczy teraz już nie. Teraz już dobranoc :-)

    Odpowiedz
  13. Joanna
    14 grudnia 2016

    Witaj Moniko,
    Parę miesięcy temu postanowiłam wywalić poliester z szafy i zainwestować w nowe ubrania z naturalnych tkanin. Na Twojego bloga trafiłam całkiem niedawno i będę tu zaglądać regularnie, bo widzę tutaj ogromną wiedzę, której nie mogłam znaleźć nigdzie indziej! W chwili obecnej zachorowałam na jedwab, również pod wpływem Twoich chwalebnych postów na ich temat. Ale są rzeczy, których nie rozumiem i byłabym ogromnie wdzięczna za pomoc.
    Ta koszula, obiekt moich westchnień, taka niby zwyczajna
    http://www.massimodutti.com/pl/kobieta/koszule-i-bluzki/zobacz-wszystko/elegancka-koszula-ze-100%25-jedwabiu-c911173p7512386.html?colorId=251
    ale dlaczego pranie chemiczne, skoro tę ponizsza koszule, również z jedwabiu morwowego, mozna prac juz recznie w wodzie?
    http://www.massimodutti.com/pl/kobieta/koszule-i-bluzki/zobacz-wszystko/bia%C5%82a-koszula-ze-100%25-jedwabiu-c911173p7512384.html?colorId=251
    Czy to znaczy, ze ta druga koszula została poddana dekatyzacji, a pierwsza nie?
    Czy ubrania z jedwiabiu, ktore mozna prac w wodzie sa z gorszej/lepszej jakosci jedwabiu, czy tez zostaly wlasnie wczesniej poddane dekatyzacji?
    Pozdrawiam Cię serdecznie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      17 grudnia 2016

      Dzień dobry Joanno, jestem już na urlopie. Jeśli będziesz chciała, wrócimy do Twoich dylematów w Nowym Roku. Daj mi znać, że temat nadal Cię interesuje, to porozmawiamy.
      Pozdrawiam Świątecznie.

      Odpowiedz
      • Joanna
        5 stycznia 2017

        Witaj w nowym Roku Moniko :-)
        Dziękuję Ci za Twoją odpowiedź. Potwierdzam moje ciągłe zainteresowanie tematem jedwabiu.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz