8 października 2016 / Szafa marzeń / 68 komentarzy

Zaparłam się. Zaparłam się jak nie wiem co, że znajdę dla nas śliczne sukienki na jesień, z których każda będzie miała potencjał aby stać się tą jedną jedyną i ulubioną. Nie będzie przesadą, jeśli przyznam, że nerwy mam w strzępach. Ale co tam nerwy, w końcu znalazłam! A jedna ładniejsza od drugiej.

 

Potraktujmy dzisiejszy wpis jako rozszerzenie tematu, którym zajmowałyśmy się w Po co komu poliestrowa podszewka?. Takie praktyczne uzupełnienie, która przyda ci się zwłaszcza w dwóch wypadkach:

  1. jeśli akurat szukasz odpowiedniej sukienki na jesień;
  2. jeżeli wiesz, że będziesz musiała się wkrótce do takich poszukiwań zabrać.

Uroda nie była jedynym kryterium, którym kierowałam się przygotowując moją sukienkową selekcję. Nie mniej ważna była ponadczasowość wyszukiwanych modeli oraz rodzaj materiału, z jakiego są uszyte. Jesienny program obejmuje naturalne włókna, które rozgrzewają ciało i duszę: wełnę, grubsze rodzaje bawełny oraz jedwab.

 

 

Zaczniemy od ciepłych wełen. Przedstawiam ci niewielki, lecz ekskluzywny wybór sukienek odpowiednich na sezon jesienno-zimowy. Wyszukałam dla ciebie 25 pięknych wełnianych egzemplarzy. W różnych fasonach, w różnych kolorach, w różnych długościach. W całkiem różnych stylach.

 

 

Wełniane sukienki na jesień: black is beautiful

 

Wełniane sukienki na jesień: black is beautiful

Od lewej: urocza koktajlowa sukienka Kasi Zapały; elegancka mała czarna z asymetrycznym dekoltem Moniki Kamińskiej; powściągliwa suknia z wiązanym szalem pod szyją (Aryton); klasyczna sukienka etui (z wełny z dodatkiem jedwabiu) zapinana z tyłu na widoczny zamek błyskawiczny (Simple).

 

 

 

Wełniane sukienki na jesień: klasyka w granatach

 

Wełniane sukienki na jesień: piękne granaty

Od lewej: klasyczny ideał, czyli wypracowana zaszewkami suknia Moniki Kamińskiej; portfelowa sukienka mini z wartymi uwagi detalami (Sans); swobodna linia zaakcentowana dużymi, naszywanymi kieszeniami (Harris Wharf London); pod żakiet – dopasowana sukienka futerał o interesującej strukturze (Deni Cler).

 

 

 

Wełniane sukienki na jesień: dzień jak co dzień

 

Wełniane sukienki na jesień: szarości i beże

Od lewej: sukienka z oryginalnym pomysłem na temat rękawów (Deni Cler); kobiecy model z tweedu (mieszanka wełny) z wrabianym szerokim pasem i rozkloszowaną spódnicą Arytonu; wełniana szmizjerka z asymetrycznym dołem układanym w fałdy, do wyboru granat albo beż (Le Desir).

 

 

Wełniane sukienki na jesień: na co dzień

Od lewej: rozkloszowana, odcinana w talii suknia w kratę z dekoltem odsłaniającym linię ramion; suknia z szerokim, opadającym na ramiona kołnierzem-golfem (oba modele Kasia Zapała); prosta suknia-tunika, której atutem jest odważny, jaskrawy kolor (Deni Cler).

 

 

 

Wełniane sukienki na jesień: elegancka dzianina

 

Wełniane sukienki na jesień: eleganckie dzianiny

Od lewej: czarna suknia-golf zapinana z tyłu na srebrny zamek błyskawiczny (Tommy Hilfiger); żakardowe antracyty z kolekcji Ivko; doskonała na dzień, na wieczór i do pracy – portfelowa granatowa suknia wiązana w talii; mój absolutny faworyt – przepiękna żakardowa sukienka w kolorach nocy (obie, Hobbs London).

 

 

 

Wełniane sukienki na jesień: dzianina na każdą (nie)pogodę

 

Wełniane sukienki na jesień: szykowna dzianina

Od lewej: kolejna mieszanka wełny, ale nie mogłam się oprzeć, żeby ci ją pokazać – prześliczna sukienka z roztańczonym dołem; beżowa, dopasowana do figury sukienka z rozkloszowaną spódnicą o długości midi* (obie Deni Cler); żakardowa sukienka w bajecznych kolorach ze spódnicą układaną w fałdy (Ivko); sukienka z golfem o podkreślającym figurę, ale typowym dla marki Hilfiger, odrobinę sportowym wdzięku.

*Na temat beżowej sukienki rozmawiamy sobie w komentarzach z Agnieszką.

 

 

 

Wełniane sukienki na jesień: dzianina

Od lewej: wdzięczna sukienka z zaakcentowaną talią i mankietami – mieszanka wełny, ale za to w trzech różnych długościach oraz dwóch wariantach kolorystycznych (Boden); prawdziwy rarytas – ciepła suknia z parzonej wełny, pięknie wymodelowana cięciami (Hobbs London); bajecznie kolorowy wełniany żakard Ivko.

 

 

 

Miła Czytelniczko, Ty, która jesteś u mnie po raz pierwszy: wiedz, że nie przyjmuję do wiadomości narzekań i marudzenia w stylu „drożej być nie mogło?” Mogło. Zawsze może być drożej. Pomijając już wszystko inne, sukienka uszyta z ciepłej, przytulnej wełny jest jesienno-zimowym ideałem, a wełna jest wyjątkowym tworzywem. Dlaczego miałaby być tania? Poza tym, jeśli dokładnie porównasz ceny zauważysz, że tak naprawdę są one w miarę podobne, a różnice w wartości sukienek są raczej wynikiem celowych obniżek (np. pojedyncze rozmiary bywają przecenione nawet o 60% i więcej) niż czegokolwiek innego.

Potraktuj serię o jesiennych sukienkach jak tylko chcesz: jako propozycję, jako inspirację albo jako zachętę do poszukiwania najlepszych okazji. Tylko bardzo cię proszę, nie zadowalaj się byle czym. Nic co ma prawdziwą wartość nie przychodzi samo z siebie i bez wysiłku. Jeżeli chcesz świetnie wyglądać, musisz coś zainwestować: pieniądze, czas albo własne umiejętności… ale o tych ostatnich pogadamy przy innej okazji.

 

Więcej na temat samej wełny – jej właściwości, zalet oraz sposobów pielęgnacji – znajdziesz w następujących wpisach:

Hymn pochwalny na cześć wełny

Akryl, czyli dywagacje na tematy dzierganej natury

Pranie chemiczne bez tajemnic

Pielęgnacja wełny

Kaszmir kaszmirowi nierówny

Dlaczego wełna gryzie?

Po co komu poliestrowa podszewka?

 

 

Udostępnij
Email this to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest


Komentarze

  1. Anna
    8 października 2016

    Dzień dobry, jestem pod wrażeniem, do głowy by mi nie przyszło, że można znaleźć tyle świetnych sukienek! W kilku się zakochałam :-). Szkoda, że wełna nie dla mnie, ale tym bardziej niecierpliwie będę czekała na bawełnę i jedwab. Pewnie, że ceny do najniższych nie należą, ale myślę, że lepiej mieć jedną, taką świetną, sukienkę niż kilka prawie świetnych, z którymi zawsze będzie coś nie tak. Anna

    • Monika Frese
      8 października 2016

      Dzień dobry Anno, wyjęłaś mi z ust… jeśli chodzi o relację jakość/ilość, jestem dokładnie tego samego zdania.
      Cieszę się, że podoba Ci się mój wybór. Jeszcze przed paroma laty można było tylko pomarzyć o sukience Hobbsa (albo choćby którejś z tak bosko przecenionych sukienek Deni Cler), a dzisiaj? Niech żyje internet!

      Następne w kolejce sukienki z bawełny, zapowiadają się również całkiem obiecująco :-)

  2. Olka
    8 października 2016

    Cudowny wybór, dziękuję za inspirację.
    Akurat w tym sezonie nie szukam już sukienki, bo mój wełniany dzianinowy ideał – marki Boden, podobny do wyszukanego przez Ciebie- znalazłam w lipcu na stronie decobazaar.
    Bardzo polecam to miejsce tym, dla których kwota 500 zl za sukienkę jest zaporowa.

    • Monika Frese
      8 października 2016

      Ja też dziękuję Olu. Za fajne polecenie oraz za potwierdzenie, że opłacało się pobiedzić kilka dni przed ekranem w poszukiwaniu skarbów (kilka dni, ponieważ piewsze co znajdujesz pod hasłem “wełniana sukienka” to ubrania, które nigdy nie miały nic wspólnego z owcą :-)

      A propos sukienkowych cen, bardzo namawiam do cierpliwości – na wyprzedażach i w sklepach online, gdzie ostatnie modele w pojedynczych rozmiarach są przeceniane o połowę, naprawdę można znaleźć perełki.

  3. Makosza
    8 października 2016

    Tylko 5 zostawiłabym na wieszaku> te kwadratowe, czerwona i niebieska, te dwie z golfem Hilfigera oraz tę śliczną Kasi Zapały. Jedną bym musiała przymierzyć, tę z asymetrycznym dekoltem od Moniki Kamińskiej, bo nie wiem jak bym w niej wyglądała i się czuła. Resztę brałabym w ciemno, prześliczne, jestem oczarowana i zakochana.

    Co do cen to trzeba wiedzieć czego oczekujemy. Jeśli np. ktoś nie obrabował banku a lubi zmieniać często garderobę, nie obchodzą go szczegóły, ma być super modnie to powinien odpuścić i kupić tanie sezonowe rzeczy. Ale jeśli ktoś, tak jak ja, nie potrzebuje co chwila kupować czegoś nowego, lubi klasykę, piękne materiały, szczegóły jak wykończenie- nawet jeśli nie widać jak wygląda sukienka pod spodem, podszewki, zamki i guziki (taaak guziki są ważne i potrafią zmienić ubranie) to warto kupić jedną sukienkę na sezon ale wybrać tę idealną dla nas, wydać więcej, bo przecież będzie służyć nam dłużej niż jeden sezon jesienno-zimowy.

    Taka mała historyjka nie na temat. Chyba 10 lat temu chodziłam parę dni wokoło jednej torebki, cena około 140 euro, co wtedy dla studentki, która sama się utrzymywała było dużym wydatekiem- 3/4 czynszu za akademik abo ubezpieczenie miesięczne , wyżywienie miesięczne albo 1/2 półrocznej opłaty za uczelnie, jak wspomniałam dla mnie to nie była mała kwota. po paru dniach krążenia obudziłam się i pojechałam kupić tę torebkę. Miałam wiele, ze sztucznej skóry. Tę skórzana mam do dzisiaj i nadal bardzo dobrze wygląda a moje stare torebki popękały, przetarły się i dawno temu przeprowadziły na wysypisko. Nie zawsze cena mówi o tym, co jest tańsze.

    Pisałam, że zakochałam się w tych sukienkach

    • Monika Frese
      8 października 2016

      Taaak, coś chyba wspomniałaś… ale czekaj, to znaczy, że trafiłam w samo sedno!

      Bardzo podoba mi się Twoja historia z torebką. Moje własne opowieści z czasów studenckich byłyby pewnie całkiem podobne, tyle że opisywałyby perypetie z butami. Wiesz, w ogóle to zabawne, jak często mam wrażenie, że tak dużo nas łączy – nas, czyli dziewczyny na blogu. Zapatrywania, upodobania, nawet fragmenty przeszłości… I powiem Ci, że to świetne uczucie dzielić przemyślenia i doświadczenia z kobietami, które odbierają dokładnie na tych samych falach. Cześć :-)

      • Makosza
        9 października 2016

        Łączy, łączy, inaczej byśmy nie oczekiwały na nowe zaproszenie na herbatkę i pogaduchy o tym, jak ubrać dorosła kobietę.

  4. Kasia
    8 października 2016

    Witaj Moniko,

    A ja właśnie prywatnie “latałam po internetach” za wełnianą kiecą, miałam właśnie w tym temacie do Ciebie napisać. Zaglądam, a tu wpis jak z moich myśli.
    Po pierwsze, by nie zapomnieć, po co tu przywędrowałam… inspiracji czasem szukam u luksusowych sprzedawców jak net a porter.com i co tam dziś znalazłam… sukienka z wełny za 1415,00 EURO z poliestrową podszewką.

    Ale dla odmiany, przyczaiłam się na wełnianą sukienkę z cieplejszej wełny za 230 zł w Simple właśnie, z outletu. Deni Cler miewa faktycznie świetne przeceny, ostatnio udało mi się takze upolować idealną, jak nową dzianinową sukienkę swetrową z Marc O’Polo za ok 80 zł, gdzie koszt nowej w okolicy 200 Euro. To już Allegro.

    Jakość idzie często w parze z ceną, ale żyjemy w czasach fast fashion, producenci odzieży są zmuszani do ogromnej rotacji kolekcji, nowe modele po kilku tygodniach zastępuje się nowszymi, a świadomy rynku i swoich potrzeb klient może na tym tylko skorzystać. Ja już nie potrafię zapłacić za ubrania czy akcesoria pełnej ceny, rzadko co powala tak, że nie potrafię poczekać, a prawda jest taka, że klasyka dyskretna i dobrej jakości schodzi powoli z magazynów, więc warto czekać. Takim sposobem kupiłam też na Zalando powalającej urody kaszmirowy sweter Polo Ralph Lauren w warkoczowym szarym splocie za ok. 400 zł, gdzie cena faktyczna rynkowa to ok 1500 zł. 400 zł to tez duuużo, ale dla mnie to spełnienie marzenia, inwestycja i dopuściłam tu do głosu emocje. Nie żałuję, bo to wełniany raj, miękko, lekko, ciepło i pięknie. Otwieram szafę i uśmiecham się na sam widok rzeczy, które starannie dobrane, nie tylko same w sobie są piękne, ale też dobrze ze sobą i na mnie wyglądają :)

    • Monika Frese
      9 października 2016

      Dobry wieczór Kasiu, bardzo ciekawe przemyślenia. Masz rację, warto uzbroić się w cierpliwość i poczekać na wyprzedaże. Ha, przy aktualnej polityce cenowej niektórych firm, zakładającej pierwsze obniżki już w miesiąc po wprowadzeniu nowej kolekcji na rynek, to nawet nie wypada zapłacić pełną kwotę na początku sezonu!
      Osobiście wolałabym, żeby branża zaciągnęła hamulec, przestawiając się na rytm slow fashion. Podejrzewam bowiem, że jakościowa mizeria, o której tak często rozmawiamy jest właśnie wynikiem nadprodukcji. Ciągle więcej i ciągle nowe… przecież nie starczy naturalnych surowców, żeby pokryć zapotrzebowanie na te góry ciuchów produkowanych każdego roku (zapotrzebowanie jest oczywiście w tym kontekście grubym nadużyciem – większość tekstyliów i tak zaraz ląduje na wysypisku albo w kontenerach z używaną odzieżą).

      Piękna puenta. Mogłaby być myślą przewodnią bloga :-)

      • Kasia
        9 października 2016

        Dobry wieczór :)

        Z zaciąganiem hamulca masz pełną rację. Przecież wiele i wielu z nas ma swój ulubiony basic lub sztandarowy dla własnego stylu krój, typ ciucha. Fajnie byłoby móc wejść do sklepu 3 sezony później, tego, w którym są zawsze fajne klasyczne koszulki (czyt. Dżinsy, klasyczne koszule białe, spódnica, etc.) i porwać z wieszaka bez przymierzania ulubiony typ, kolor ciucha, który właśnie nam się zużył, a tak nam w nim dobrze się chodziło. Baaa, czasem trafię na jakiś fajny krój, lecę po kilku tygodniach po inny kolor lub nawet drugi identyczny egzemplarz… i bach, posprzątane, szukanie trzeba zaczynać na nowo… bo ten model wyprzedany lub usunięty ze sklepu. Bo miejsca na nowe potrzeba. Smutne to…

        Jakiś czas temu czytałam, że kilkoro projektantów z najwyższej światowej ligi doświadczyło wypalenia zawodowego po kilku latach zaledwie pracy w domach mody, właśnie ze względu na konieczność projektowania nie 2 czy 4 kolekcji rocznie, a ok. 6-8… ja już nie ogarniam, kto tu kogo popędza do konsumpcji fastfashionowej, klient, co to co chwila domaga się nowego, a może to nam wmówiono, że musi być ciągle nowe, inne, modniejsze… a prawdę mówiąc, podejrzewam, że za tym całym procesem stoi kilku potentatów odzieżowych, właścicieli marek, którzy zmanipulowali rynek, by zedrzeć jak najwiecej do własnej kieszeni… taka moja teoria spiskowa ;)

        • Monika Frese
          10 października 2016

          Ja mam dużo łatwiej – tak sobie myślę – ponieważ uzupełniam swój garderobiany basic sama (szukam właśnie tweedu w odpowiednim odcieniu aby zastąpić moją ukochaną spódnicę, która po przeszło 10 latach nieustannego noszenia wygląda już trochę biednie :-) Jednak podobne się czuję, kiedy kupuję np. buty. W kilka dni po zakupie dostaję uprzejmą prośbę, żeby ocenić swoje zamówienie. Ale jak mam ocenić coś, co miałam na sobie najwyżej raz (jeśli w ogóle, bo często po tych kilku dniach nawet jeszcze nie zdecydowałam czy jednak nie odeślę ich z powrotem – mam na to czas od 14 do 30 dni). Buty trzeba ponosić i poużywać. I to nie kilka razy, tylko najlepiej przez sezon albo dwa. Ale wtedy moja ocena nie będzie już nikomu potrzebna, bo w sklepie tych butów dawno już przecież nie ma.

          Twoja teoria spiskowa ma ręce i nogi, a za jej sensownością przemawia fakt, że niektóre z niezależnych, niekonwencjonalnych młodych marek od samego początku grają w inne karty: dwie kolekcje w roku albo stale ta sama baza uzupełniana tylko o pojedyncze sezonowe sztuki. Ale tak działa niewelka awangarda, firmy o dużym zasięgu dopasowują się zwykle do ogólnie przyjętych zasad.

  5. Katarzyna
    8 października 2016

    Coz za cudowny przeglad. Bardzo doceniam ilosc wlozonej pracy, zazwyczaj na blogach pod szyldem “przeglad zakupowy” kryje sie przeglad zalando. A tutaj tyle marek i w naprawde przyzwoitych cenach. Ja swoje jesienne sukienki tym razem upolowalam w Cosie – czekam na paczke, mam nadzieje, ze ze mna zostana :) U Ciebie Hobbs bardzo kusi… No, zobaczymy :)

    • Monika Frese
      9 października 2016

      Cudny ten Hobbs, no nie? Ale Cosa też mam. Musiałam się na coś zdecydować i wybrałam cosowskie bawełny.
      Podrzucisz linki jak już poprzymierzasz?

      PS A ja bardzo sobie cenię, że doceniacie. Naprawdę dla Was się chce :-)

      • Katarzyna
        10 października 2016

        Tak, Hobbs kusi, zwlaszcza, ze znalezienie eleganckiej welnianej dzianinowej sukienki jest nielada zadaniem. Nie wahalabym sie ani chwili, gdyby byla fioletowa. No, ostatecznie fuksja, bo czarne juz w drodze. Linka wrzuce :)

        • MonikaM
          12 października 2016

          Dziewczyny już nic nie wspominajcie o Hobbsie. Niedawno kupiłam u nich piękną, wełnianą pelerynę i na sukienkę już nie mam ani grosza :(

          • Monika Frese
            12 października 2016

            Szszsz… ani słowa. Wełnianą pelerynę? Też chcemy!

          • MonikaM
            12 października 2016

            To szybciutko, bo niewiele zostało :) Tatiana Cape ;)

          • Monika Frese
            12 października 2016

            Sza-ło-wa… a kolor!

          • MonikaM
            12 października 2016

            Dziękuję pięknie. Marzyłam o takiej pelerynie od dziecka! Moniko mogłabyś doradzić pasujące nakrycie głowy? Mam kilka kapeluszy, ale z szerokim rondem i nie jestem pewna czy to nie za dużo?

          • Monika Frese
            13 października 2016

            Ech, już kiedyś się przyznałam, że na nakryciach głowy to ja się mało znam, bo sama nie noszę. Ale ja też mam wrażenie, że taki miękki i opadający kapelusz z dużym rondem (a la lata 70-te) to może być ciut too much.
            Dużo bardziej podobałby mi się kapelusz w męskim stylu, ale moim faworytem jest to maleństwo. Wyobraź je sobie do długiej peleryny… ślicznie, prawda?

          • MonikaM
            14 października 2016

            O to to, to maleństwo boskie! Już sobie obiecałam ze więcej zakupów nie będzie w tym roku, ale na taki kapelusik chyba się skuszę

          • Katarzyna
            24 października 2016

            Ja bym chyba sprobowala z takim http://m2.hm.com/m/pl_pl/productpage.0408166001.html. :)

          • MonikaM
            1 listopada 2016

            Katarzyno dopiero teraz zobczylam Twoja odpowiedz i link juz nieaktualny :(
            Pamietasz moze nazwe produktu?

          • Katarzyna
            1 listopada 2016

            Akurat weszlam :) Podaje nr produktu: 0408166001. W oko wpadl mi tez 0406603001.

            PS. Zazdroszcze tej peleryny! :)

        • MonikaM
          2 listopada 2016

          Dziękuje. Ten drugi bardziej mi się podoba. Chyba się wybiorę na zakupy w sobotę ;)

    • Katarzyna
      27 października 2016

      COS relacja: rewelacja! Pierwsza, poprzedni sezon bardzo gruba (podwójny materiał) i oddychajaca wełna, w pięknym fioletowym kolorze, która w niektórych pozycjach ma taką jakby czerwonawą poświatę. Zdjęcie: http://e.allegroimg.pl/s400/19/64/73/31/47/6473314750. Druga: http://www.cosstores.com/pl/Women/Dresses/Draped_merino_dress/46881-55124297.1#c-22755. Swietnie lezy, chociaż rozmiar mniejszy niż zazwyczaj wzięłam. :)

      • Monika Frese
        27 października 2016

        Kaś, jesteś skarbem! Nie zapomniałaś. Dzięki :-)
        To grube swetrzysko to chyba bakłażan… może? A czarna też bomba, chociaż w zupełnie innym stylu. Widziałam ją w sklepie i od razu wpadła mi w oko przez tę cudowną draperię z szarfą. Pierwsza pasowałaby do Dzianin na każdą okazję, druga do Black is beautiful.

        Będziesz piękna tej zimy, co?

        • Katarzyna
          1 listopada 2016

          No taka mam nadzieje! :) Jeszcze troche mi zakupow zostalo, m.in. koszule, ale z Twoimi przewodnikami jest zdecydowanie latwiej.

  6. rawita
    9 października 2016

    Ta w kolorach nocy marzenie! I iwko cudo! Wybrałaś prawdziwe perełki. Tylko nie dla mnie. Z sukienek preferuję w lecie jedwab, a w chłodne dni dzianinę wiskozową (lubię czarne dopasowane sukienki, chętnie drapowane, ciekawe w formie), bo w wełnianych jest mi za ciepło. Za to nakładam na nie wylącznie kaszmirowe lub merynosowe sweterki i wełniane płaszcze lub żakiety. Zasługa Twojego bloga :)

    • Monika Frese
      9 października 2016

      Wiesz, że chyba masz rację… to są przede wszystkim sukienki dla zmarźlaków (no właśnie, czyli dla mnie :-)
      Boskie te żakardy, prawda? Poczekaj jeszcze chwilkę, z wiskozy raczej nie, ale w bawełnie też coś się znajdzie.

      Bardzo mi przyjemnie :-)

  7. Marrus
    9 października 2016

    Zrobiłaś świetne zestawienie. Najbardziej podobają mi się granatowe sukienki z prostymi dołami.
    Z kupowaniem sukienek mam kłopot, bo górę mam rozm. 38 jeśli są wszywane rękawy a dół 34. Jestem wysoka i mam długi stan więc zaszewki na pośladki wypadają mi w połowie pleców, wszystko do poprawki. Jedną swoją sukienkę wełnianą, w kolorze lodowego błękitu kupiłam w Simple na obniżce obniżki, ale liczyłam się z tym, że będę ją przerabiać u krawcowej. A drugą burgundową ta sama krawcowa uszyła mi na miarę z płaszcza z lumpeksu. Był z wełny z kaszmirem, miękki, cieniutki i ogromny, było z czego kroić. Moja krawcowa to Perła, wykorzystała jego wpuszczane kieszenie (uwielbiam kieszenie) jak również podszewkę z wiskozy. Trzeba sobie jakoś radzić. Tak jak pisałaś, jakość i komfort na pierwszym miejscu.

    • Monika Frese
      10 października 2016

      Mogę sobie wyobrazić, że z gotowymi sukienkami masz problem. Połączenie bluzka – spódnica często lepiej się sprawdza w takim przypadku. Nie dość, że kupisz obie części w całkiem innych, ale pasujących na Ciebie rozmiarach, to jeszcze takim zestawem łatwiej jest wprowadzić poziome linie wyrównujące proporcje (równoważące “cięższą” górę, skracające długą talię czy ewentualnie zaokrąglające wąziutkie biodra). Poza tym, bluzkę ze spódnicą można tak skoordynować, że będzie wyglądała jak sukienka, np. jeśli obie części będą z tego samego materiału albo w identycznym kolorze.

      Ale widzę, że i tak radzisz sobie doskonale. Pozdrów proszę ode mnie Perłę :-)

      • Marrus
        10 października 2016

        Tak, masz rację, ze spódnicą i bluzką jest łatwiej i latem stale korzystam z tego rozwiązania a teraz czyli od jesieni do wiosny wybieram dżinsy, botki, kaszmirowe swetry i płaszcze. Sukienki mam na wyjątkowe okazje.
        Złotoręką Perłę pozdrowię, dziękuję bardzo. Uznanie już należy się jej choćby za przyjmowanie wszystkich moich przedziwnych zleceń bez mrugnięcia okiem i bez komentarza. W sensie bez złośliwego komentarza, bo merytoryczne uwagi to co innego.
        Jak tylko dostanę w swoje ręce tkaninę wełnianą to zamówię u niej jakąś tunikową sukienkę, luźną i niezobowiązującą jak ta Harris Wharf London albo Deni Cler. Jedwab na podszewkę już mam:)

        • Monika Frese
          11 października 2016

          Ale się zapowiada! Fajnie, że wspomniałaś właśnie o tych dwóch sukienkach, bo model Harrisa już wczoraj chciałam polecić Twojej uwadze. Uważam, że jest fantastyczny. Niby prosty, skromny (duże naszywane kieszenie to detal wyłącznie dla szczupłych bioder), a jednak wyjątkowo kobiecy i wyrafinowany. Takiej sukience “wystarczy” tylko wełna o miękkim chwycie i… piękne nogi :-)

  8. Avarati
    9 października 2016

    Witaj serdecznie :) Bardzo się cieszę, że wrzuciłaś ten wpis :) Powiem, że cena ceną, ale dla jednej, pięknej wełnianej sukienki warto wydać tyle kasy. (W sumie, to ja mam szyjącą mamę, więc mam się bardzo dobrze, a kupno wełnianego kuponu jest w zasięgu mojego stażowego portfela). Przyznam, że bardzo podobają mi się Twoje propozycje, które zawsze można zestawić z tysiącami rzeczy, asymetryczna, czarna sukienka Kamińskiej jest świetną bazą do szaleństw. Portfelowe sukienki czy bajkowe Ivko też są cudne. Jednak najbardziej mnie uwiodła… szara sukienka z Deni Cler, ta z rozszerzanymi rękawami (chociaż szary jest kolorem, którego nie mam w ogóle w szafie). W ogóle mam bzika na punkcie rozszerzanych rękawów :)

    • Avarati
      9 października 2016

      PS: dzięki Tobie znalazłam cudowny krój na mniej oczywisty żakiet (jako że nie cierpię rozpinanych sweterków, to będzie na pewno cudowne). http://denicler.eu/pol_pm_Ciemno-grafitowy-zakiet-z-paskiem-2320_1.jpg

    • Monika Frese
      10 października 2016

      Aha, sezon na Deni Cler :-) I na rozszerzane rękawy… zauważyłaś, że to jest tylko JEDEN rękaw? Naprawdę świeży, niekonwencjonalny pomysł. Aż się prosi wykorzystać szyjącą mamę!

      • Avarati
        15 października 2016

        Jeden tylko? Jestem w szoku :D Już kupiłam granatową wełenkę na zimową, klasyczną sukienkę o długości mini, będą ją zestawiać z rastopkami w cętki i ubierać duże naszyjniki ;)

  9. Agnieszka
    10 października 2016

    Kochana Pani Moniko zaczytana jestem w Pani blogu od dawna:) jest jakaś magia w Pani wpisach i w trakcie czytania jestem w cudownym świecie:) Jest miękko, cudownie, otulająco:) A dzięki wspaniałym komentarzom te chwile przyjemności mogę przedłużyć jeszcze o kilka minut.
    Co do sukienek- sukienki Moniki Kamińskiej polecam z czystym sercem, mam i są cudowne:)) Mam też tę polecana beżowa Deni Cler i to największe rozczarowanie jakie mnie spotkało. Sukienka piękna w chwili zakupu obecnie jest dwa ( albo i trzy) numery mniejsza po zaledwie dwóch praniach ( niestety zawsze ignoruję ostrzeżenia o wyłącznym praniu chemicznym, choć teraz ignoruję ubranie z taką wskazówką:)).
    I korzystając z rad blogowych staram się nie kupować mieszanki więcej niż dwóch włókien i od tego czasu coraz mniej rozczarowań;)) Jednak nawet mieszanka jedwabiu, wełny, alpaki, moheru i innej cudowności w jednym produkcie to za dużo grzybów w barszcz;)
    Pozdrawiam ciepło:))

    • Monika Frese
      11 października 2016

      Ooo, tego nam właśnie trzeba! Subiektywnej oceny popartej praktycznym doświadczeniem :-)
      Bardzo dziękuję za opinie dotyczące sukienek. Te od Moniki Kamińskiej zbierają same plusy. Monika wypełnia swoimi pięknymi, klasycznymi propozycjami oczywistą lukę na rynku i z całego serca życzę jej powodzenia.
      Jeśli chodzi o beżową, to prawda: im więcej składników, tym bardziej skomplikowana pielęgnacja. Jednak w przepisie konserwacji widzę “pranie ręczne 30°C”. Jeśli trzymała się Pani tego zalecenia (pranie w pralce, program wełna na zimno/30°C, również nie powinno jej zaszkodzić), należałoby oddać sukienkę do reklamacji. Przy okazji dowiedziałybyśmy się, jak poważnie marka Deni Cler traktuje klientki.

      Agnieszko, bardzo się cieszę, że możemy się poznać. Ściskam Panią mocno za te przemiłe serdeczności :-)

      • Agnieszka
        11 października 2016

        Kiedy kupowałam sukienkę (outlet rok temu) wyraźnie widniała informacja “pranie wyłącznie chemiczne”, to samo widnieje na wszywce. Ale stwierdziłam ze cóż złego może stać się bawełnie i wełnie w płynie do wełny. Jednak ten material od poczatku byl dziwny-wygadało to jak na bawełnianym materiale ktoś powtykał kłębki wełny – to musiało się źle skończyć.

        • Monika Frese
          11 października 2016

          Ech, szkoda. Tak ładnie wygląda na zdjęciu.
          Zaraz zrobię małą adnotację przy jej opisie.

          • iwona
            12 października 2016

            Deni Cler bardzo przyjaźnie traktuje reklamacje. W zeszłym roku kupiłam u nich wełniane spodnie. Po jednym założeniu zmechaciły się nogawki, na dole, od wewnętrznej strony. reklamację uznano i oddano mi pieniądze.

          • Monika Frese
            12 października 2016

            To, to rozumiem… duży plus dla Deni Cler.

  10. Asia
    11 października 2016

    Dzień dobry, ja kiedyś opisywałam traumatyczne przejścia z obsługą w Deni Cler. Muszę się jednak przyznać, że się złamałam i ponownie coś tam kupiłam. Naprawdę jak oglądam ich ubrania i materiały, wpadam w zachyt. Mam spodnie z tej tkaniny w grochy co w pokazanej sukience. Na fali zakupów wełnianych zsopatrzyłam się też w spodnie 50/50 bawełna i wełna – okropnie się je nosi, usztywniają mi nogi podczas wchodzenia po schidach czy siedzenia. Chyba po prostu wtedy trochę podchodzą w górę i wówczas na tym odcinku są zbyt ciasne. Z kolei jestem bardzo rozczarowana spodniami z dużą zawartością wełny dziewiczej Aryton. Materiał na części pupa-uda tak się przetarł, że prześwituje pod światło, widać pojedyncze nitki i boję się, że kiedyś jedna pęknie i będę świecić gołą… to plus jednak męcząca pielęgnacja ostudziły mój zachyr wełną i obecnie cenię ponownie dobrą bawełnę. Stosunkowo tania, ma ogromne możliwości (cienkie, grube, sztywne, elastyczne ird) i jest prosta w pielęgnacji. Zraziłam się do wełnianych spodni, ale lubię moje wellniane żakiety i dpódnice.

    • Monika Frese
      11 października 2016

      Tak, pamiętam naszą rozmowę. Rozmawiałyśmy o obsłudze klienta.
      Twoja przygoda ze spodniami Arytonu przypomniała mi pewną historię z początków mojej krawieckiej kariery: klientka przyniosła mi miękką wełnę w pepitę, z której zgodnie z życzeniem uszyłam jej spodnie. Spodnie wyszły pięknie (a la Marlena – szerokie, z zakładkami w tali i na kant), ale po miesiącu klientka przyszła z zażaleniem, że wyświeciły się jej na pupie, a na udach zmechaciły niemożliwie. Skamieniałam ze zgrozy, gdy usłyszałam, że ona w TAKICH spodniach codziennie jeździ do pracy na rowerze. Ale reklamację przyjęłam. Przyjęłam, bo powinnam była od razu wybić jej ten materiał z głowy. Brakowało mi jeszcze doświadczenia i nie wiedziałam, że klient nie ucieknie, jeśli usłyszy stanowcze “nie” :-)

      Czyli bawełna, tak? W takim razie powinna spodobać Ci się kolejna część sukienkowej sagi.

      • Agnieszka M.
        11 października 2016

        Skoro to klientka przyniosła materiał, to powinna w sklepie z tkaninami albo w tkalni reklamować.

        • Monika Frese
          11 października 2016

          Eee, nie. To ja jestem fachman i jako taki, po pierwsze: powinnam wiedzieć, że mało kto zna się na tkaninach (jeżeli zdarzają się sprzedawczynie w sklepach z tkaninami, które nie mają pojęcia o materiałach, to niby skąd ma to wiedzieć laik?). Po drugie: powinnam ją przepytać, na jakie okazje potrzebne są jej te spodnie i ewentualnie polecić właściwy materiał (codzienną jazdę na rowerze wytrzyma chyba tylko dżins. I tak się wytrze na siedzeniu, ale przynajmniej nie zaszkodzi mu to na urodę). Po trzecie: jeśli już spełniłam życzenie klientki, powinnam ją również przestrzec, czego spodnie uszyte z tego konkretnego materiału nie lubią (pielęgnacja włącznie).
          Lata doświadczeń… ale przynajmniej nie przypominam sobie żadnej reklamacji w ciągu ostatniego dziesięciolecia :-)

          Sprowokowałyśmy Cię? Cześć, fajnie, że jesteś.

          • Agnieszka M.
            11 października 2016

            Cześć, cześć. Tak sobie milczę, ale czytam i oglądam.

          • Asia
            11 października 2016

            No to już wiem, że wełnianych spodni raczej kupować nie będę. Akurat kupiłam w komplecie z żakietem, ale nie potrafię sobie wyobrazić okazji, kiedy założyłabym je razem, więc służyły osobno. Szkoda, bo są wygodne i pomyślałam, że będę mogła przerzucić się z dżinsów. Ale chyba po prostu zacznę rozglądać się za “materiałowymi” spodniami, czyli nie dżinsami, spodniami ze zwykłej bawełny. Niestety, szlachetne tkaniny tracą w kontekście codziennego użytkowania. A taka bawełna: do pralki, do suszarki i z głowy :) Także odpuszczam sobie wełniane spodnie, jedwabne bluzki i sukienki (nooo z tym jedwabiem to się pewnie ugnę jak coś ładneoo się trafi). Moje Drogie, nie wydaje się Wam, że popularność poliestru w dużej mierze wiąże się właśnie z tą wygodą? Bo, chociaż wyobrażam sobie, jak z namaszczeniem składam i chowam kaszmirowe sweterki i jedwabne kozule, to w praktyce wyglądałoby to pewnie inaczej… Pranie wyciągam z suszarki do szafy, najczęśćiej w pośpiechu. Moje doświadczenie mi pokazuje, że jeżeli jakaś rzecz wymaga prasowania, jest niewygodna lub w jakiś sposób źle się w niej czuję (sztuczne futerka są teraz modne, ale ja bym nie miała odwagi założyć choćby sweterka wykończonego takim puchatym włosiem), to z czasem przestaję taką rzecz ubierać. A jedwabne ubrania dłuuugo czekają na pranie ręczne. Jestem pod ogromnym wrażeniem, co można wyczarować z bawełny – lejąca satyna, nierównomierne płótno a’la len, lekki i transparentne tkaniny prawie jak szyfon. Szkoda, że bawełnę sprowadza się do roli t-shirtów.

          • iwona
            12 października 2016

            Ja tam też uważam, że to wina materiału, bo to, że wełna jeszcze nie oznacza, że dobra (vide wszystkie wełny w sieciówkach). Jakoś mężczyźni z powodzeniem noszą wełniane garnitury i nie słyszałam, żeby któremuś działy się takie rzeczy.

  11. iwona
    12 października 2016

    Mam dwie spódnice od Moniki Kamińskiej, i to są najlepiej uszyte rzeczy w mojej szafie. Jednak w jej sukienkach przeszkadza mi brak podszewki w rękawach.

    • Monika Frese
      12 października 2016

      Nabieram apetytu.

      P.S. Jeśli to coś wyjaśni: brak podszewki w rękawie sukienki to krawiecki standard. Zwłaszcza wąskie rękawy z wysoko wszytą pachą – takie jak widzę na zdjęciach MK – nie lubią podszewki. Podszewka sprawia, że taki rękaw staje się nieprzyjemnie ciasny i usztywnia rękę w łokciu.

      • iwona
        12 października 2016

        ja wiem, że tak się szyje, ale mnie tak przeokropnie wszystko gryzie (prócz kaszmiru i flaneli wełnianej), że te sukienki są niestety nie dla mnie.

  12. Weronika
    15 października 2016

    Mam cztery ubrania od Moniki Kamińskiej. Sukienkę, spódnicę i dwie koszule. Piękna robota. Guziki z masy perłowej. Milo się w takim ubraniu chodzi. I wiem, że nie wyrzucę po sezonie, bo to doskonała wełna i bawełna. Ani grama elastanu czy poliestru. Brakuje mi tylko spodni. Czekam, może kiedyś będą.

    • 555
      23 października 2016

      ja strasznie żałuję, że Monika Kamińska nie szyje większych rozmiarów :( chętnie przetestowałabym jej sukienki.

    • Monika Kamińska
      24 października 2016

      Dzień dobry. Co tu się dzieje! Dziękuję za polecenia i tyle miłych słów <3 BARDZO DZIĘKUJĘ.
      Co do podszewek w rękawach – faktycznie tak się nie szyje, ale możemy pomyśleć w szyciu na miarę. Poza tym bardzo mało klientek wełna gryzie, musi mieć Pani strasznego pecha :( Proszę do mnie napisać, doradzę które modele na pewno nie gryzą.
      Spodnie już mam, a raczej garnitur jest w sklepie :) Dowolne spodnie szyjemy też na miarę. Na zimę na przykład z cudownie miękkiej flaneli.
      Tak samo większe lub mniejsze rozmiary – na miarę robimy szystko i mamy tysiące tkanin do wyboru <3
      Jeszcze raz dziękuję <3

      • Monika Frese
        25 października 2016

        Cała przyjemność po naszej stronie. Dzień dobry :-)
        Od siebie dziękuję za przesympatyczne, a przy tym poważne potraktowanie naszych wątpliwości. Dobra obsługa klienta to nie jest rzecz, którą spotyka się na każdym kroku.

        Moniko, życzę Pani samych sukcesów! Jak tylko wpadnę na chwilę do Warszawy, nic i nikt nie powstrzyma mnie przed wtargnięciem do Państwa sklepu… ubrania? Oczywiście, są piękne. Ale to te “tysiące tkanin do wyboru” przyprawia mnie o gęsią skórkę :-)

        • Monika Kamińska
          25 października 2016

          Zapraszam :) Proszę dać wcześniej znać, postaram się być osobiście!

      • 555
        26 października 2016

        ja wiem, że jest opcja szycia na miarę, ale jednak ceny są zdecydowanie wyższe i inne zasady sprzedaży :(

  13. Kornelia
    18 października 2016

    Droga Pani Moniko,jestem zaczytana w tym blogu od roku. Dzięki Pani nabrałam zupełnie innego przekonania o swoim stylu i jakości ubrań. Wiele się nauczyłam i zawsze chętnie wracam. Swoją pierwszą i póki co jedyną sukienkę wełnianą nabyłam rok temu. Cena (na przecenie) nie była zaporowa,a jakość, ciepło oraz klasyczny styl sprawiły,że nadal wygodnie i modnie się ją nosi. Wolę mieć małą szafę pełną perełek wysokiej jakości, niż wypełnioną po brzegi ciuchami,które są sztuczne i wcale nie tak przyjemne w odbiorze własnym i otoczenia. Jest Pani dla mnie niesamowitą inspiracją i proszę pisać dalej. Pozdrawiam serdecznie! P.S. do kolekcji dołączył też wełniany sweter i czuję się z tym świetnie☺ jakość jakość jakość i wygoda przede wszystkim.

    • Monika Frese
      19 października 2016

      Czy to nie jest magia? Właśnie wtedy, kiedy nie warto nawet wyglądać przez okno, żeby wiedzieć, że dzień i tak będzie szaro-bury i jakiś-taki-bylejaki, dostaje człowiek taką cudownie sympatyczną wiadomość i świat znowu nabiera barw, a melancholia znika jak ręką odjął!
      Kornelio, Pani komentarz sprawił mi prawdziwą radość. Cieszę się bardzo, że możemy się poznać, że tak samo rozumiemy znaczenie słowa “jakość” i że odkryła Pani dla siebie zalety wełny. Tak, właśnie w takiej kolejności. Dzień dobry :-)

      P.S. Będę pisać. Słowo! Bo dla Was aż się chce :-)

      • Asia
        23 października 2016

        Marzę o takiej szafie: przejrzystej, gdzie każda z rzeczy zachwyca. Bo dlaczego miałabym nie ubierać tylko tych rzeczy, w których wyglądam i czuję się świetnie? Mam tyle ubrań, że ich nie ogarniam. Nie wiem, co mam. Nie pamiętam niektórych. Wiele leży kilka sezonów, bo nie wszystkie wyciągam na odpowiedni sezon. A efekt jest taki, że 90% ubrań ma jakies “defekty” – za krótka bluzka, sweter, który podkreśla mój nie-płaski brzuch, spodnie, do których pasuje tylko jedna para butów i jedna koszula… Ale zmieniam do końcu roku mieszkanie – z małego, wynajmowanego, na większe i własne :) I mimo, że zawsze marzyłam o ogromnej szafie, układ mieszkania na to nie pozwala, więc stwierdziłam “o nie, nie będę po kątach szmat upychać. To najlepszy moment, żeby stworzyć idealną, małą szafę”. Nie ukrywam – obciążenie finansowe przez kolejne miesiące będzie duże, więc juz powstrzymałam swoje dotychczasowe popędy zakupowe, ale dzięki temu nie będzie przybywać kolejnych “może-być” ubrań. I tutaj, Moniko, pytanie do Ciebie: czy dopuszczasz jakiekolwiek domieszki syntetyczne? Jeżeli tak, jakie, w jakich ilościach? Co sądzisz o materiałach, które przedstawiane są jako zupełnie nowe, zaawansowane technologiczne, które łączą zalety naturalnych i eliminują ich wady, info o mikropoliestrach http://blog.patrizia.aryton.pl/2016/02/15/tkaniny-poliamid-mikropoliestry/ (pamiętam, e gdzieś wyczytałam, że celowo Aryton używa określenia “terylen” a nie “poliester”, żeby podkreślić, że chodzi o ten “dobry” poliester)? Jest tego coraz więcej i coraz mocniej wypychają naturalne tkaniny jako lepsze od nich. Czy jakiekolwiek syntetyczne tkaniny są godne polecenia?

        • Monika Frese
          24 października 2016

          Jeśli chodzi o tkaniny syntetyczne, mam przeciwdeszczową cape z nylonu i trenczową kamizelkę z dodatkiem nylonu, która jest odporna na wilgoć. Obie bardzo lubię.
          Nie lubię za to wełnianych mieszanek i to z wielu powodów. Jednym z nich jest to, że przedstawiają rzeczywistość w krzywym zwierciadle. O, zobacz tylko, jak ładnie leży na języku “dodany do wełny wzmacnia jej trwałość”. Brzmi prosto i wiarygodnie, prawda? Tylko po co wzmacniać trwałość dobrej wełny? Dobra wełna jest wystarczająco trwała. Tylko ta byle jaka wymaga scementowania, bo inaczej rozleci się od samego patrzenia. Ale o tym zgrabny slogan już nie wspomina.

          Asiu, Twoje marzenie nie jest nierealne. Sama czujesz, że nie potrzebujesz szafy wypchanej ciuchami, zwłaszcza “takimi jakimiś”. Potrzebujesz przemyślanego zestawu ubrań – jednego na sezon letni i jednego na jesienno-zimowy – które wtopią się w Twoją codzienność i w najlepszy z możliwych sposóbów podkreślą zalety Twojej urody.
          W zasadzie wszystko już powiedziałam przy okazji naszej rozmowy pod Wełna czy bawełna, ale w obliczu takich poważnych zmian i inwestycji, jakie są właśnie Twoim udziałem, mogę tylko powtórzyć… nie spiesz się, przemyśl sobie wszystko dokładnie i bądź cierpliwa.
          Wiem, że nie jest łatwo i że jakość sklepowej odzieży pozostawia wiele do życzenia, ale dlatego ten blog – żeby pokazać, że warto, że da się, że można.

          Gratuluję nowego mieszkania :-)

          • Asia
            26 października 2016

            Tak, to zdecydowanie realne marzenie. Podobnie jak powrót do nieco mniejszego rozmiaru. Tylko trzeba chcieć – ja muszę chcieć. A człowiek potrafi sobie tak wspaniale tłumaczyć pewne niezbyt dobre decyzje i wybory – ja tak tłumaczyłam poliestery (“przecież jak nawet tak dobre marki jak X, Y, Z używaja to nie mogą być takie złę?”, “ta spódnica jest przepiękna, nie znajdę takiej samej z lepszego materiału”, po co mam sobie ograniczać wybór?”). Miałam taki okres w swoim życiu, to było po wymiksowaniu się z bezsensownego, kilkuletniego związku, kiedy odżyłam i poczułam “chcę = mogę” i naprawdę w to wierzyłam. Przeszłam na dietę i nie myślałam “muszę jeść to”, “nie mogę jeść tego” – myślałam “chcę schudnąć i schudnę” (schudłam). Chcę inną pracę – zmieniłam. Także… jeżeli nie uda mi się z tą szafą, to znaczy, że wcale tak naprawdę tego nie chciałam/nie chcę. Na razie robię zakupowy detoks. Dam znać jak mi idzie i jak oczyszczę szafę.

            A mieszkanie – dziękuję, cieszę się z niego :)

  14. Kate
    13 stycznia 2017

    Witaj Moniko,
    dziś trafiłam na Twojego bloga i myślę, że zostanę na dłużej. Przeczytałam jeden wpis i już mam kolejnych 10 zakładek otwartych :)
    Masa świetnych i rzetelnych informacji! Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego na ten rok!

  15. Aga
    8 marca 2017

    Dziękuję Pani Moniko za rekomendacje – “powściągliwa suknia z wiązanym szalem pod szyją (Aryton)” kupiona i przetestowana w wielu okazjach, łącznie z kilkugodzinną jazdą samochodem i efektem bez skazy. Cudownie się nosi i pomniejsza mój rozmiar (42) – wszyscy mi mówią, ze wyglądam w niej bardzo szczupło. Można ją jeszcze kupić w salonie mimo, że w sprzedaży internetowej już jej nie widzę – w bardzo dobrej cenie niższej o 50% od ceny początkowej. W salonie panie sprawdzają gdzie w Polsce dostępny jest poszukiwany rozmiar i przesyłka na nas czeka :).
    Kupiona – dzięki Pani – sukienka Moniki Kamińskiej też sprawdza się znakomicie (ta z asymetrycznym dekoltem) i też kupiona w bardzo dużej wyprzedaży (są jeszcze dostępne niektóre rozmiary). I Kasia Zapała też dzięki Pani kupiona… I jedwabna Deni Cler z obniżką 65% od ceny początkowej (jeszcze nie wiem jak się sprawdzi). Powinna mieć Pani znaczący procent za skuteczne polecenia… Bardzo dziękuję!

    • Monika Frese
      9 marca 2017

      Ojej, jak pięknie wypełniona sukienkami szafa! Cieszę, że miałam w tym projekcie swój mały udział :-)
      Aga, dziękuję ślicznie za relację pt. “Jak to się nosi”. Biorąc pod uwagę, że aż nazbyt często zdarza się, że ubranie wygląda świetnie tylko na zdjęciu albo do pierwszego prania, takie praktyczne informacje są po prostu bezcenne.

      Bardzo ciepło Panią pozdrawiam.