Ponadczasowe ubranie… Ponadczasowe, nieprzemijające, uniwersalne… Co przesądza o tym, że właśnie ten, a nie inny ciuch ma zadatki na ponadczasową długowieczność?

 

Przeglądam swoją szafę, ciesząc się na myśl o nadchodzącej jesieni. Ukochane sztuki wiszą grzecznie jedna obok drugiej, czekając na pierwsze w tym sezonie publiczne wystąpienie. Niektóre z nich mam już od dobrych kilkunastu lat ale nic, ani fason, ani kolor, ani żaden z detali kroju nie wskazuje na tak zasłużony wiek. Co my tu mamy?

  • Oliwkowa spódnica z tweedu, którą uszyłam sobie chyba przed 15 laty i jeszcze ta czarna z wełnianej żorżety. Obie w mojej ulubionej długości midi, tak dobrze pasującej do wysokich kozaczków. Obie skrojone ze skosu, więc pięknie poruszają się przy każdym ruchu.
  • Ciepłe sukienki z wełnianej dzianiny (czy ja się jeszcze w nią zmieszczę?!). Dopasowane na górze i lekko rozkloszowane od bioder, schlebiają mojej dojrzałej figurze.
  • Futrzana kamizela uszyta przed wiekami, bez której nie ma dla mnie życia.

To jest mój jesienny fundament, kwintesencja mojego stylu i źródło mojego dobrego samopoczucia. Sprawdzone, wygodne ciuchy bez daty ważności, bez których nie wyobrażam sobie własnej szafy. Z daleka od chwilowych trendów i bez względu na obowiązujący model rękawa – przyjrzyjmy się bliżej, czym tak właściwie wyróżnia się ponadczasowe ubranie.

 

 

1. Ponadczasowe ubranie wykonane jest ze szlachetnej, dobrej gatunkowo tkaniny

Szlachetny materiał przyjemnie się dotyka i dobrze nosi. Dobra jakościowo tkanina jest nie tylko ucztą dla zmysłów, ale pięknie się układa i dłużej zachowuje nadany jej kształt.

 

ponadczasowe ubranie: tkaninaburdastyle (10/2011, mod. 123B i 123A)

 

Ten sam krój, więc różnicę robi przede wszystkim tkanina: pierwsza sukienka – z połyskliwego, sztucznego dżerseju – wygląda jak nabyta pod wpływem chwili; druga, zachwyca “ciężkim”, pełnym chwytem wełnianej krepy.

Prosta, tania dzianina ma to do siebie, że często wypycha się albo nieodwracalnie rozciąga, więc w przeciwieństwie do ubrania wykonanego z materiału tkanego dzianinowy ciuch łatwo traci formę, a co za tym idzie także urodę i klasę.

 

 

 

2. Ponadczasowe ubranie odznacza się precyzją wykonania

Precyzja wykonania, czyli czyste, dobrane do rodzaju tkaniny szwy, staranne wykończenie, podszewka, która zwiększa trwałość i komfort noszenia.

 

ponadczasowe ubranie: wykonanieburdastyle (09/2015, mod. 131; 10/2012, mod. 140)

 

Po lewej: obietnica szybkiego efektu w jak najkrótszym czasie czyli otwarte, niewykończone szwy, szerokie naszycia z taśmy oraz włochaty materiał, ukrywający to czy tamto krawieckie niedociągnięcie.

Po prawej: kieszenie wykończone patkami, dwurzędowe zapięcie na guziki, ozdobne stębnowania szwów – pracochłonne detale podkreślają nienaganną linię oraz urodę wełnianego flauszu.

 

 

 

3. Ponadczasowe ubranie utrzymane jest w neutralnej, zgodnej z typem urody kolorystyce

 

ponadczasowe ubranie: kolorburdastyle (8/2014, mod. 103 i 104B)

 

I znowu: ten sam krój, ale efekt tak bardzo inny. Piękna sukienka z odważnie zestawionym kolorystycznym motywem ma dużo mniejsze szanse na długowieczność w porównaniu do swojego odpowiednika utrzymanego w jednobarwnie klasycznych, spokojnych tonacjach.

 

Neutralne odcienie na pewno są ponadczasowe, ale to nie musi być wyłącznie cichy beż, szarość, czerń albo granat. Czerwień, róż albo kobalt mają równie dobre rokowania, jednak pod warunkiem, że ich zakup nie jest podyktowany impulsem chwili (biorę, bo to najmodniejsza barwa sezonu), ale pasują do typu urody i temperamentu.

 

 

 

4. Ponadczasowe ubranie charakteryzuje się dopasowanym, zgodnym z linią ciała krojem

Ponadczasowe ubranie nie jest zbyt luźne, zbyt duże, zbyt obszerne, podobnie jak nie jest zbyt opięte, ciasne czy w inny ekstremalny sposób odbiegające od kształtów sylwetki.

 

ponadczasowe ubranie: krójburdastyle (10/2013, mod.102; 08/2010, mod. 111)

 

Po lewej: szeroka linia kokonu nienaturalnie poszerzająca sylwetkę w okolicach bioder.

Po prawej: nieudziwniony, dopasowany do sylwetki płaszcz o kroju pochlebnie opisującym obrys ciała.

 

 

 

5. Ponaczasowe ubranie jest proste w formie i pozbawione nadmiaru elementów zdobniczych

Przesadnie duże, nakładane kieszenie, szerokie poduszki wypełniające ramię, baskinki, bufki, emblematy… W przypadku ponadczasowej uniwersalności “mniej znaczy lepiej” bardziej się sprawdzi.

 

ponadczasowe ubranie: detale

burdastyle (05/2015, mod. 101A; 11/2014, mod. 111)

 

Po lewej: zakładki, cięty ze skosu, falujący kołnierz, złote guziki, wykończone falbankami rękawy, a na dodatek niespokojna, wielobarwna struktura tkaniny – cały czas mam wrażenie, że czegoś tu za dużo.

Po prawej: duży, wykładany kołnierz oraz wyraźnie romantyczny charakter nie przeszkadzają w wyobrażeniu sobie tego ślicznego, prostego płaszczyka zarówno na bardzo młodej jak i dojrzałej elegantce – wczoraj, dziś i jutro.

 

 

 

Wszystkie ubrania, które widzimy na zdjęciach mogą w zależności od okoliczności i charakteru właścicielki wyglądać świetnie, ale tylko niektóre z nich spełniają warunki niezależnej od sezonu, mody i nastroju chwili ponadczasowości. Nie wystarczy bowiem, że tkanina jest niezła albo konstrukcja kroju wyjątkowo udana – ciuch musi posiadać wszystkie wymienione wyżej cechy na raz, żeby miał szansę stać się ponadczasowym. To znaczy, że musi być:

  1. wykonany z dobrej gatunkowo tkaniny,
  2. starannie uszyty,
  3. utrzymany w neutralnej kolorystyce,
  4. zgodny z linią ciała,
  5. pozbawiony nadmiaru ozdób.

 

Spójrzmy raz jeszcze. Tak wyglądają klasyki jutra – proste modele wysokiej jakości, które są aktualne dłużej niż kilka sezonów. Bez względu na mój osobisty styl, w zasadzie każdy z nich mógłby znaleźć się w mojej szafie:

 

ponadczasowe ubranie: sukienka_burdaburdastyle (12/2011, mod.134A; 11/2013, mod. 108; 08/2012, mod. 121; 12/2014, mod. 106; 08/2011, mod. 119)

 

Ponadczasowe sukienki w stylu couture: doskonałe tkaniny, krawiecko dopracowane detale i żadnych szczegółów umiejscawiających je w konkretnym czasie. Każda z nich wygląda bardzo współcześnie, każda jest pięknym samym w sobie kawałkiem rzemiosła.

 

 

 

 

Uff… odpisałam na maile, uzupełniłam komentarze. A propos komentarzy: jeśli interesuje cię ponadczasowa biała koszula, zajrzyj do wpisu “Koszula z dobrym rodowodem. Ja i Wólczanka”, gdzie gorąca dyskusja dotycząca jakości rozwija się żywo dalej, a dwie świetne dziewczyny, Iwona i Joanna podały nam swoje własne sprawdzone koszulowe adresy.

 

 

Udostępnij
Email this to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest


Komentarze

  1. Małgosia
    20 września 2015

    Ponadczasowe ubrania… z jednej strony chcę je mieć. z drugiej – nie chcę. To fantastyczne mieć idealnie piękny płaszcz. I mieć. I mieć.I mieć ….
    Z drugiej- jawi się to jak przekleństwo. Znowu ten sam płaszcz. Od 10 lat ten sam płaszcz… :)
    Miałam parę takich ubrań. Po kilku latach jednak się z nimi rozstałam. Zniszczyły się. I teraz bezskutecznie szukam. Idealnej białej spódnicy, idealnej czarnej spódnicy. Do butów (poza Louboutinami) nie przywiązuję się nadmiernie. Wystarczy jeden dobry spacer krakowskimi ulicami żeby zabić obcasy.
    A modowe efemerydy kupuję w tanich sieciówkach. Chcę, żeby były TU i TERAZ, niedrogie i szybko zużyły się. Mają być tylko na chwilę.
    A poza tym – masz całkowitą rację!

    • Monika Frese
      21 września 2015

      Wiem, że mam – to przecież mój ubraniowy ideał od zawsze: i mieć… i mieć… i mieć… (ten sam doskonały płaszcz przez lata, tę samą sukienkę na wieki :-)
      To pewnie sprawa charakteru i temperamentu, ponieważ niektóre z moich przyjaciółek naprawdę nie mogą uwierzyć, że całoroczna garderoba nie musi zapychać kilku wypełnionych po brzegi szaf. Nie musi. Słowo.

  2. Irensa
    21 września 2015

    To jeden z tych nigdy do końca nie rozstrzygniętych dylematów na miarę “być albo nie być”. Bo świadome “mieć albo nie mieć” super modnych ciuchów to też trudny wybór! Ale jak miło znaleźć w zapomnianej szafie coś co było super i nadal jest po tylu latach…/ach ten świetnie skrojony żakiet od Telimeny! I nadal pasuje!/

    • Monika Frese
      21 września 2015

      Super modne? Czyli na jeden raz? Nie, dziękuję.
      Ale to mój wybór. Idealnym kompromisem jest miksowanie bazowych, ponadczasowych elementów ubrania z sezonowymi nowościami – właśnie tak, jak opisała nam w komentarzu wyżej Małgosia. A wtedy “wilk syty i owca cała” :-)

      Zapomniane? …ach, te przepastne szafy!

  3. Wiktoria
    21 września 2015

    Zgadzam się, że całoroczna garderoba nie musi zapychać wypełnionych po brzegi szaf. Ja nawet dążę do mniejszej ilości ubrań. Idę na jakość i uniwersalność (wszystko do wszystkiego pasuje- poza drobnymi wyjątkami naturalnie). Lubię proste, nieudziwnione ubrania, więc nie jest dla mnie problemem, nabywanie tych ponadczasowych. Chcę mieć i mieć. Takich jednosezonowych nie kupuję już od kilku lat. Ponieważ jestem “po czterdziestce”, przerabiałam różne warianty garderobiane. Teraz komponuję garderobę idealną dla mnie: rzeczy proste, klasyczne i ponadczasowe.

    • Monika Frese
      21 września 2015

      Hmm… nasuwa mi się takie podejrzenie… być może może te z nas, które w młodości i przez kolejne dziesięciolecia zdążyły się wyszaleć, wypróbować oraz poeksperymentować z różnymi stylowymi wariacjami, nie mają już tego ciągłego parcia na “nowe” i “więcej”? Przemawiam głosem doświadczenia, bo do dziś osobista Mamusia wypomina mi włosy stawiane na cukier i olbrzymie krzyże a`la Madonna :-)

      • Wiktoria
        22 września 2015

        Potwierdzam tę teorię. Wyszalałam się, a teraz wiem, czego chcę i czego potrzebuję. O stylu, tak jak o wielu innych aspektach życia, najlepiej dyskutuje się w swojej grupie wiekowej. Często przepaść międzypokoleniowa uniemożliwia zrozumienie. Każdy wiek ma swoje prawa. Taka kolej rzeczy.

  4. iwona
    21 września 2015

    taka garderoba to moje marzenie, tyle że ciężkie do spełnienia, jak nie ma się krawcowej na podorędziu. Od niespełna dwóch lat szukam prostych czarnych wełnianych cygaretek. Po wielu wtopach myślałam, że je mam (z Massimo Dutti). Niestety zmechacona nogawka (po kilkukrotnym noszeniu) powoduje, że znów szukam. Nie ma takich nigdzie.

    • Monika Frese
      21 września 2015

      Prawdopodobnie nie ma. Sama spędziłam masę czasu szukając ładnie leżących, klasycznych spodni z kantem: “wełna? I co jeszcze?! I może na podszewce?!” Nie bez powodu zilustrowałam dzisiejszy wpis modelami z Burdy.

      P.S. Proszę potraktować te zmechacenia golarką – na pewno nie zaszkodzi, a kto wie? Może nawet zdarzy się cud i efekt prześcignie najśmielsze oczekiwania?

  5. Agnieszka M.
    21 września 2015

    Fajnie by było. Trzeba jednak nie zmieniać rozmiaru. Mi się przytyło i klapa. Pół szafy to dobre i lubiane ciuchy, które są na mnie za małe, ale szkoda mi je wyrzucić – bo jeśli uda mi się schudnąć, to wolałabym nie kupować wszystkiego od nowa.

    • Monika Frese
      21 września 2015

      Nie wyrzucaj, przeczekaj – nazwijmy to specyficznym i bardzo indywidualnym potraktowaniem problemu :-)
      Jeśli teraz zrobisz czystki w szafie, a uda Ci się wkrótce odzyskać figurę (trzymam kciuki), będziesz pluła sobie w brodę bez końca.

  6. Asia
    21 września 2015

    Moim zdaniem kobieta lubi zmiany i potrzebuje kupić sobie od czasu do czasu coś nowego. Nie każdy musi nosić ciągle takie same ubrania, tylko dlatego że Komuś tak się podoba.

    • Monika Frese
      21 września 2015

      Oczywiście, że nie. Podobnie jak nie każdy musi zabierać głos w tematach, które w niczym go nie dotyczą.

  7. Iva
    22 września 2015

    A ja lubię swoje sprawdzone przez lata ciuszki, w których się świetnie czuję (klasyka oczywiście) , ale czasami muszę, no po prostu muszę zaszaleć i nabyć i założyć coś ekstrawaganckiego! Po prostu tak mam!

    • Monika Frese
      23 września 2015

      Rozumiem :-) Kwestia temperamentu.

  8. Maga
    23 września 2015

    Te dobre jakościowo ubrania, w które inwestujemy (bo krój, bo materiał, bo kolor) są zazwyczaj nieco droższe od pozostałych tzw.sezonowych ubrań. Kupując je czuję się rozgrzeszona z wydatku (bo posłuży na dłużej, więc się zamortyzuje). A potem niestety mam tak, że po dłuższym czasie już nie mogę patrzeć na ten płaszcz, na ten żakiet etc. I ta dobra jakościowo rzecz zalega mi w szafie, bo przecież nie wyrzucę czegoś, na co wydałam tyle kasy i jest jeszcze w dobrym stanie i nawet wciąż mi się podoba, ale tez jej nie założę, bo w płaszczu(żakiecie..itp) chodziłam w roku ubiegłym, i dwa lata , i trzy lata,i cztery lata temu… Zastanawiam się, czy takie zakupy mają sens. Bo nawet jesli zmienię buty, torebkę i szal, to przecież wciąż mój płaszcz sprzed kilku lat będzie na pierwszym planie. A może tylko ja tak mam…

    • Katarzyna
      24 września 2015

      Moze rob przerwy? ;) Ja z reguly nosze rzeczy na zmiane (a te na zmiane mam zupelnie inne, np. czerwony plaszcz, fioletowa puchowka, kamelowy szlafrokowy plaszcz, peleryna). Ew. poszukaj jakiegos fajnego komisu (w Warszawie np. na Francuskiej) i sprzedawaj/wymieniaj :)

      • Maga
        24 września 2015

        Te klasyczne rzeczy kupujemy po to, żeby mieć bazę w szafie, czyli kupujemy na dłużej, a nie z nastawieniem,ze sprzedamy w komisie.
        Wydaje mi się,ze to kwestia charakteru. Sama mam znajome, które pewne egzemplarze swojej garderoby mają długo, troszczą się o nie, pielęgnują i z dumą noszą kolejny rok np. ten sam żakiet. I im to pasuje, nie czują się z tym źle. Odwrotnie niż ja :)

      • Monika Frese
        27 września 2015

        Katarzyno, a mnie się Twój pomysł bardzo podoba.
        To się nazywa pozytywne i nastawione na znajdywanie praktycznych rozwiązań, podejście do problemu. Dziękuję :-)

        • Makosza
          20 października 2015

          Jeśli mamy ponadczasową rzecz to dodatki są kropką nad i. Jeśli mamy prosty, jasnoszary płaszcz to inny szal, brosza, torebka, kapelusik sprawiają, że płaszcz inaczej wygląda. Przynajmniej ja tak robię z rzeczami prostymi, klasycznymi.

          • Monika Frese
            21 października 2015

            O, kolejna wypróbowana strategia dla tych z nas, które boją się monotonii w szafie.
            Dziękuję. I pozdrawiam.

  9. Monika
    25 września 2015

    A ja się chyba nie wyszalałam w młodości… Zawsze ubierałam się zachowawczo, a dopiero od niedawna odkrywam przyjemności stylu. I częściej mam potrzebę wyglądać raczej dziwnie niż ładnie, a zbliżam się pośpiesznie w stronę czterdziestki. Lubię dziwne kroje, eksperymentuję z formami, szukam nowych rozwiązań. Ale do tego potrzebuję też dobrych tkanin, ładnych wykończeń i w ogóle solidnego krawiectwa. Co poradzić? Szukam więc w sieci, przerabiam, przeszywam. I od jakiegoś czasu w mojej bardzo zachowawczej pracy jestem wyrocznią stylu :D

    • Monika Frese
      27 września 2015

      Gratuluję :-)
      I wcale się nie dziwię. “Ładnie” w okolicach czterdziestki, brzmi cokolwiek infantylnie.

  10. Pokaż mi jak wygląda jakość | Lady and the dress
    25 października 2015

    […] wiele wspólnego. Zacznijmy więc raczej od tego, że wszystko o czym rozmawiałyśmy przy okazji ponadczasowego ubrania, będzie dobrym drogowskazem w kompletowaniu nienagannego – również pod względem jakości […]