1 października 2016 / Szafa marzeń / 27 komentarzy

Spacerujemy po parku zbierając kasztany i chłonąc ostatnie gorące promienie lata… oczywiście kasztany zbierają Małe, a ja tylko udaję, bo tak naprawdę chodzi mi o zrobienie niezłych ujęć na bloga. Ale nie psujmy nastrojowego efektu! …na na na na, motylem jestem…

 

Na zdjęciach ostatnia niedziela. Pierwszy weekend jesieni. Bezdyskusyjny koniec lata. Ostatni raz w tym roku miałam na sobie jedną z moich ulubionych letnich sukienek, Motyle. Jeszcze mnie w niej nie widziałaś:

 

motylem jestem: sukienka z bawełnianego woalu

Ubrana jestem w baśniową suknię, którą sama sobie uszyłam oraz w oliwkową parkę ozdobioną kamieniami Swarovskiego (Only), której własnoręcznie odprułam rękawy. Romantycznej całości dopełniają balerinki (Unisa), torebka w rozmiarze mini (ale za to w kolorze, którego nie da się przegapić – Diane von Furstenberg) oraz okulary przeciwsłoneczne (Chanel), z którymi nie rozstaję się przez całe lato.

 

motylem jestem: Monika Frese

 

  • Nieskomplikowany, luźny krój,
  • dekolt w stylu carmen, który można zsuwać z ramion,
  • romantyczne bufki,
  • przymarszczone warstwy delikatnych, powiewnych tkanin,
  • stylizowane motyle i kwiaty,

wszystko w tej sukience jest stworzone do wyrażania marzycielskich nastrojów, do czarowania, uroczego podwiewania i zawracania głowy. Moją bajkową sukienkę najchętniej noszę tak jak wyżej: bez paska i w towarzystwie jakiejś rockowej narzutki. Ale można i tak:

 

motylem jestem: sukienka z dekoltem w stylu carmen

 

 

 

Delikatny, półprzejrzysty woal zadrukowany w baśniowe motywy – zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia:

 

motylem-jestem-woal-z-batystowa-podszewka

 

A pod spodem jedwabno-bawełniany batyst w kolorze pudrowego różu, który już Ci pokazywałam (nie zmienił się ani w malowniczą bluzkę, ani w romantyczną suknię w stylu Salvatore Ferragamo, tylko w podszewkę mojej ulubionej sukienki). Nie, nie żałuję ani przez moment, że ten cudny róż stał się „tylko” podszewką. Nikt go nie widzi? Ja go widzę! I ja go czuję. Dotyk tej jedwabistej mgiełki na nagiej skórze, to czysta rozkosz. 

 

 

 

A propos oglądania, taka okazja nie zdarza się często… chodź, zajrzymy do środka. Bo w środku też wszystko wygląda bajkowo:

 

motylem-jestem-szwy-francuskie

 

Szwy wewnętrzne mojej sukienki to szwy francuskie.

Szew francuski jest szwem krytym, czyli takim, którego brzegi są schowane w samym szwie. Szwy kryte są prawdziwą ozdobą cienkich i delikatnych tkanin. Wyglądają bardzo ładnie i czysto po obu stronach materiału, a przy tym są mocne i wytrzymałe, więc świetnie znoszą częste prania.

 

 

 

Nie tylko dla pań szyjących: jak wykonać szew francuski?

Szew francuski wykonasz w czterech etapach:

1. złóż ze sobą dwie warstwy tkaniny (np. boki sukienki) lewymi stronami do środka, zepnij je szpilkami i przestębnuj w odległości 1 cm od brzegu. Uwaga! Szyjesz po prawej stronie.

2. Przytnij zapasy do ok. 3 mm, a potem je rozprasuj.

3. Złóż tkaninę prawymi stronami do środka, dokładnie na linii ściegu (przycięte zapasy leżą teraz w środku, a brzeg jest linią ściegu) i przestębnuj w odległości 5 mm od linii złożenia.

4. Zaprasuj szew do tyłu i sprawdź jeszcze, czy po prawej stronie nie wyłażą z niego żadne strzępki nici. Gotowe :-)

Szew francuski najłatwiej jest wykonać na prostych brzegach. Łukowate linie podkrojów pach i rękawów wykończysz lamówką albo krytym szwem lamującym (chciałabyś więcej o szwach? Daj znać, to pomyślę).

 

 

motylem-jestem-podszewka

 

Krótki rzut oka na wykończone podszewką wnętrze sukienki: tylko przód i tył są na podszewce, rękawki pozostają półprzejrzyste. Podszewkę na łuku pachy obszyłam lamówką, wykonaną z tkaniny wierzchniej.

 

 

 

To co? Do następnego lata… żegnajcie Motyle!

 

 

„Motylem jestem, aaa

na na na na motylem jestem, aaa…”

(na melodię do hitu Ireny Jarockiej z lat 70-tych Motylem jestem)

 

 

 



Komentarze

  1. Makosza
    1 października 2016

    Motylem byłam ale utyłam la la la la… za czasów mojego dzieciństwa była to wersja podwórkowa.

    Śliczna sukienka, pewnie miło się w niej chodzi. Chętnie poczytam o szwach.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      1 października 2016

      Coś w tym jest. Pod tymi zwiewnymi warstwami na pewno da się przemycić nadprogramowy kilogram. Albo nawet trzy.

      Odpowiedz
  2. Agnieszka
    1 października 2016

    Sukienka piękna, i co najważniejsze, wygląda w niej Pani super swobodnie ;) Chociaż bardzo daleko mi do typu romantycznego, nadruk i wykonanie – marzenie! Pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      2 października 2016

      Do tego całkiem praktyczne marzenie – da się w nim chodzić na co dzień.
      Ja również :-)

      Odpowiedz
  3. Krystyna
    1 października 2016

    Właściwie to nowoczesna rusałka.
    Piękna sukienka (a więc to wyszło z tego materiału) i piękne wykończenia. O szwach mogę poczytać, chętnie, profesjonalnej wiedzy nigdy za wiele.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      2 października 2016

      Rusałka… właśnie tego słowa brakowało mi w moim romantycznym słowniku! Dziękuję.

      Krystyno, miałam spytać już chyba ze sto razy: jak idzie Ci kompletowanie próbnika do Encyklopedii materiałów odzieżowych?

      Odpowiedz
  4. Barbara
    1 października 2016

    Nic dodać, nic ująć. Dziewczyna zjawiskowa, to i sukienka też. Rewelacja! Lubię szwy francuskie. Mam olśniewająco białą bluzkę z takimi szwami, na metce jest napisane: Petite principles, Kupiłam ją przed laty w Londynie. Należy do moich ulubionych, w ogóle się nie niszczy, nic się nie zmienia, pomimo wieloletniego noszenia i prania.
    Wspaniałej jesieni życzę.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      2 października 2016

      Czekaj, odwrotnie: sukienka zjawiskowa, to i dziewczyna też! Ściskam za zawiskową, ale jako krawiec będę się upierać, że suknia zdobi kobietę :-)

      P.S. Piękne są takie szwy, prawda? Już sama nazwa sprawia, że człowiek czuje się “oh!” I “ą, ę”.

      Odpowiedz
  5. Irensa
    1 października 2016

    I mnie jest szkoda lata i letnich pięknych wspomnień… Własnie poprałam letnie sukienki, schną na wieszakach a ja marzę coby tu w przyszłym roku… Hej, piękna Rusałko nastrajasz sentymentalnie…

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      2 października 2016

      U mnie też był weekend pralniczy. Poprane, posortowane, poprzekładane pachnącą bibułą. Akurat upycham te letnie marzenia po pawlaczach… uff.

      Odpowiedz
  6. 555
    2 października 2016

    piękna sukienka! mnie się bardziej podoba w wersji z paskiem, ale ogólnie nie lubię kamizelek :)

    Odpowiedz
  7. galeria61
    2 października 2016

    Moniko, wyglądasz zjawiskowo, a o szwach – ich zastosowaniu i wykonaniu – chętnie poczytam :)

    Odpowiedz
  8. Monika
    2 października 2016

    Pięknie wyglądasz w tej sukience, zwiewnie, eterycznie, subtelnie. A o szwach bardzo chętnie poczytam, póki co obszywam wszystkie brzegi ściegiem overlokowym, ale to zdecydowanie nie to samo, co szew francuski czy owerlok, pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      2 października 2016

      Zwiewnie, eterycznie, subtelnie… o, o, o! Tak właśnie lubię się czuć.
      Dziękuję za przemiłe słowa i również ciepło pozdrawiam.

      Odpowiedz
  9. Monika Frese
    2 października 2016

    Dziewczyny, co Wy mi tu tak jednogłośnie o tych szwach? Przecież tak tylko niechcący wspomniałam. Jak pomyślę o zdjęciach, które muszę zrobić do zilustrowania materiału, to słabo mi się robi!
    Napiszę o pięknym wykańczaniu szwów… ale tylko wtedy, gdy zgodnym chórem obiecacie, że będziecie stosować :-) Umowa stoi?

    Odpowiedz
  10. Ola P.
    3 października 2016

    Skoro niechcący wspomniałaś, to teraz bardzo proszę, zgodnie z propozycją, pomyśleć “na tak” i tak niechcący uszczęśliwić czytelniczki wpisem o szwach. Ja jako pierwsza solennie obiecuję stosować. Sukienka cudowna, a Ty prezentujesz się w niej zwiewnie, eterycznie, skojarzyłaś mi się z babim latem w słoneczny jesienny dzień.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      3 października 2016

      Będę uszczęśliwiać. Chcący, bo po takiej solidnej obietnicy nie mogę przecież inaczej!
      Babie lato… jakie śliczne skojarzenie Olu.

      Odpowiedz
  11. Monika
    4 października 2016

    Tak! Tak! Tak! Dużo o szwach!

    Tak się podekscytowałam zapowiedzią, że nawet przywitać się zapomniałam. Witaj Moniko. Dawno nic nie pisałam, choć czytam regularnie, a to dlatego że szaleństwo krawieckie ogarnęło mnie na dobre. Spędzam przy maszynie każdą wolną sekundę. Ostatnio kupiłam wymarzoną sukienkę na Zalando, przymierzyłam, zachwyciłam się, a potem przeliczyłam ile mogę kupić za to materiału i odesłałam ;-). Po czym rzucilam się do Burdy w poszukiwaniu podobnego fasonu. Jednym słowem dla marek odzieżowych jestem bezpowrotnie stracona (no chyba, że oślepnę na stare lata). Za to te szwy! Zmora! W zasadzie jestem samoukiem (w liceum miałam na ZPT jeden rok szycia) i nigdy nie wiem jak lewą stronę wykończyć. Choćbym nie wiem jak się starała nigdy tak całkiem nie jestem zadowolona. Dlatego wszystko szyję z podszewką, żeby ewentualne błędy przynajmniej ukryć przed swoim krytycznym spojrzeniem. I daję Ci moje harcerskie słowo honoru, że nigdy swej odzieży poliestrową podszewką nie splamiłam! Zazwyczaj wybieram bawełniany batyst, ale jak napiszesz post o szwach to na Twoją cześć uszyję sukienkę z podszewką jedwabną! Prosze! Proszę! Proszę! Bo w szafie już taki piękny jedwabny krepdeszyn na bluzeczkę czeka!

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      4 października 2016

      To prawda, tajniki sztuki krawieckiej z samej natury są okropnie zajmujące, ale przyznam że takiego entuzjazmu się nie spodziewałam… dwanaście wykrzykników (i krepdeszyn, który tylko czeka), to nie jest coś, co można zignorować. Dlatego, oczywiście. Pomyślę co i jak, i przygotuję praktyczny materiał o szwach i pięknym wykończeniu lewej strony.

      Dzień dobry Moniko.
      Cieszę się, że jesteś. Twoje harcerskie słowo honoru rozpogodziło mi całe przedpołudnie :-)
      P.S. Wiesz, że mam tak samo? Przeglądając internet, zakocham się od czasu do czasu w czymś na zabój. Zamawiam, przymierzam i… zawsze włącza mi się malkontent z licznikiem w ręku:
      – eee, zobacz Moni – no odstaje z tyłu (3 mm, ale co z tego),
      – eee, mogłaby być 2 cm dłuższa,
      – eee, mogę uszyć sobie ładniejszą, widziałam przecież taką śliczną żorżetkę…
      Samo życie.

      Odpowiedz
  12. Ania
    4 października 2016

    Z szyciem jest jak ze śpiewaniem: “…czasami człowiek musi inaczej się udusi…” śpiewał J. Sthur. Żałuję, że mam mało czasu na szycie, ale korzystam z usług krawcowej, choć czasem w zimowe wieczory zdarza mi się popełnić jakąś spódnicę wg gotowego wykroju (jestem samoukiem), bo np. nie mogę spotkać gotowej spódnicy w idealnym kolorze i fasonie ołówkowym z wysokim stanem – trudno trafić, nie mówiąc już o porządnej tkaninie. W ofercie są zazwyczaj spódnice ołówkowe zaczynające się w talii, a jak ktoś ma 162 cm wzrostu, to ten wysoki stan i odpowiednia długość dodają centymetrów, których natura poskąpiła ;) … Szew francuski zapisałam w notesiku ponadczasowym – do dziś myślałam, że to jakaś tajemna wiedza ;) A suknia piękna i rzeczywiście bajkowa ! .

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      5 października 2016

      Dokładnie tak wyobrażam sobie rozwijanie własnego stylu: korzystam z konfekcji gotowej, ale również z usług krawcowej i/albo własnych umiejętności. W zależności od potrzeb i możliwości.
      Aniu, naprawdę tajemna… jak w pierwszym lepszym sklepie poogląda się ubrania od środka, to ma się wrażenie, że mało kto wie co robi, biorąc się za szycie. A już na pewno nikt nie włada francuskim :-)

      Dziękuję za serdeczności.

      Odpowiedz
  13. Ola
    6 października 2016

    Podziwiam. Moniko wyglądasz w tej sukience do-sko-na-le. :) Brawo Ty! :)

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      7 października 2016

      Staram się jak mogę, Olu :-)
      I nie mogę się nadziwić, że jeszcze dwa tygodnie temu miałam ją na sobie. Przecież zzz-zi-mno!

      Odpowiedz
  14. Katarzyna
    8 października 2016

    Moje skojarzenie to hm… Valentino :) cudownie sie uklada. Chyba pomysle nad maksi dla siebie na przyszle wakacje.

    Odpowiedz
    • Monika Frese
      9 października 2016

      Nie mogłabym życzyć sobie piękniejszego porównania… Valentino!
      Pomyśl koniecznie. Taką maksi nosi się w upały cudownie.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz