23 lipca 2015 / Szafa marzeń / 43 komentarze

Pomyślałam sobie, że polecam tę Wólczankę tak w ciemno na prawo i lewo, opierając się właściwie tylko na karmionym moją tęsknotą za krajem sentymentalnym przekonaniu, że jak polskie to musi być dobre. Musi? Przekonajmy się same. Dzisiaj ja i koszula Wólczanki.

 

Dlaczego akurat Wólczanka?

Po pierwsze dlatego, że obok bossów, joopów i innych solidnych niemieckich marek, w szafie mojego męża wiszą również dwie koszule Lamberta z Wólczanki. Kupione jakieś 10 lat temu, trzymają sią całkiem nieźle, wydając jak najlepszą opinię polskiemu przemysłowi odzieżowemu.

Po drugie dlatego, że o opinię na temat śmiałej i zaskakująco wzorzystej wiosenno – letniej kolekcji koszul Wólczanki pytałyście mnie w komentarzach.

Po trzecie dlatego, że w opisie tej kolekcji na stronie wolczanka.com.pl czytam sobie tak: „Koszule uszyto zgodnie z zasadami tradycyjnego krawiectwa, przy jednoczesnym zaakcentowaniu aktualnych trendów w modzie damskiej. Dominują klasyczne, wysmuklone kroje, podkreślające atuty sylwetki” a „fantazyjne kompozycje kwiatowe (…) podkreślają kobiecy charakter kolekcji, nadając stylizacji świeży i radosny wydźwięk.”

Jak mogłam się oprzeć?

 

 

Koszula Wólczanki: pod lupą

Mój faworyt, seledynowa koszula w delikatną łączkę, był niedostępny w momencie składania zamówienia. Zdecydowałam się więc na charakterystyczne dla Wólczanki eleganckie modele w stylu formalnym oraz jedną „klasykę w nowoczesnym, przebojowym wydaniu”. Najbardziej wymagającym klientom firma poleca ekskluzywną linię Lambert, więc aż trzy z czterech wybranych przeze mnie modeli sygnowane są jej imieniem.

Przyjrzymy się pierwszej z brzegu koszuli, zresztą tej najładniejszej (i z najwyższej kategorii cenowej):

 

koszula_W_1_a

 

Pierwsza z wierzchu: bardzo ładnie wzmocniony kołnierzyk, mankiety zapinane na guzik oraz gładką i chłodną w dotyku tkaninę o interesującej strukturze.

 

 

Zaczyna się tak ładnie, więc już pal licho, że na zdjęciu ilustrującym produkt nie ma ani śladu po błękitnym wykończeniu wnętrza kołnierza i mankietów, a i w samym opisie też ani słowa.

Zaczyna się tak ładnie, a w środku…

 

koszula_W_4

 

Z przodu koszula z eksluzywnej linii Lambert, w tle „normalna” Wólczanka. Ogladając tylko wnętrze każdej z koszul, nigdy nie domyśliłabym się różnicy w jakości – niestety, żadna z nich nie wygląda ekskluzywnie.

Na dużym zdjęciu: wszystkie szwy wewnętrzne obrzucone są zwykłym owerlokiem. Na małym zdjęciu: zbliżenie na wyjątkowo nieschludny szew pachy rękawa.

 

 

Dlaczego się czepiam? Dlatego, że szwy wykańcza się po to, żeby je wzmocnić i zapobiec strzępieniu się tkaniny. Szew kryty zwiększa trwałość wykończonej w ten sposób odzieży i jest idealnym rozwiązaniem w ubraniach wymagających częstego prania. O! Na przykład białej koszuli.

Szew owerlokowy nie jest ani specjalnie wytrzymały, ani specjalnie estetyczny. Ma za to jedną podstawową zaletę, atrakcyjną wyłącznie z punktu widzenia producenta – jest szybki i prosty w wykonaniu.

 

koszula_W_3

 

Lubię podwijać rękawy i robię to często i chętnie. Ale jak mogłabym podkasać tak wykończone?

 

 

Czy sytuację mogą jeszcze uratować porządne szwy stębnujące?

 

koszula_W_2

 

Jest dobrze: 6 uderzeń igły na centymetr, czyli tak, jak powinno być w porządnej konfekcji.

 

 

Czy pomoże fakt, że na metce stoi dumne „100% bawełna two play”?

 

koszula_W_5

 

Detale czynią różnicę: miła w dotyku tkanina z podwójnie skręcanej przędzy, ale za to metka – papierowa, twarda i sztywna – zwyczajnie drapie i gryzie. Nie tylko w oczy.

Aha, no i guzik. Co ja mogę powiedzieć na temat guzika z żywicy poliestrowej? Ja lubię, noszę i chcę guzików z masy perłowej!

 

 

 

Ja i koszula Wólczanki. Podsumowanie

Zastanawiam się właśnie, dlaczego nie przeszkadza mi szew owerlokowy w sukience z h&m, a tak bardzo razi mnie on w koszuli Wólczanki…

Czy dlatego, że bez względu na politykę opłacalności, dobre kanony muszą obowiązywać i elegancja wzornictwa powinna iść w parze z elegancją wykonania?

Czy dlatego, że nie zgadzam się na to, żeby lamberty w szafie mężczyzny wyglądały całkiem inaczej niż koszule, które proponuje się jego żonie (w kupionych ponad 10 lat temu koszulach Wólczanki mojego męża, nie ma ani jednego szwu owerlokowego)?

Czy dlatego, że w stosunku do popularnej sieciówki nie mam żadnych wymagań jakościowych, ale od firmy, która zapewnia, że jest ekspertem w swojej dziedzinie, odwołującym się do zasad tradycyjnego krawiectwa oraz dbającym o perfekcję wykonania własnych produktów, oczekuję najwyższych standardów?

 

koszula_W_6

 

Na zdjęciu kolorowa koszula damska, w której wszystkie szwy (oprócz szwu pachy rękawa – na małym zdjęciu nr. 1) wykończono ślicznymi  i wąziutkimi szwami krytymi. Pochodzi z tej samej linii (Lambert) i kosztowała tyle samo, co omówiony właśnie biały model. To znaczy, że można, prawda?

 

 

Jak wiesz, chętnie kupuję online, więc nieskazitelny serwis jest dla mnie równie ważny jak doskonała jakość i świetne dopasowanie. Nieskazitelny serwis jest częścią wizerunku marki i wiele wyjaśnia – między innymi to, co firma myśli o swoim kliencie.

Wólczanka od razu zachwyciła mnie opcją wysyłki za granicę, jednak sam przebieg zakupów okazał się czasochłonny i skomplikowany. Już podczas zamawiania miałam spore problemy, ponieważ bardzo trudno było mi zdecydować się na właściwy rozmiar. Tabela rozmiarów w Wólczance nie dotyczy żywego człowieka, tylko ubrania. Wybranie odpowiedniego rozmiaru na podstawie pomiarów płasko rozłożonej koszuli, wydaje mi się sztuką niemal magiczną, no bo:

  1. co, jeśli koszule, które mam już w szafie nie nadają się do żadnych pomiarów, bo zwyczajnie dobrze nie leżą?
  2. Co, jeśli na skutek choroby, diety, ciąży itp. zmienił mi się rozmiar i nic z dotychczasowych ubrań na mnie nie pasuje?
  3. No i w końcu, jak mam dokonać pomiarów koszuli, jeśli żadnej jeszcze w swojej szafie nie mam?!

Kierując się zdrowym rozsądkiem wybrałam rozmiar, który zwykle noszę i nie była to zła decyzja, niestety zdrowy rozsądek zawiódł mnie całkowicie podczas prób komunikacji z Wólczanką:

  • na odpowiedź na mój pierwszy mail (wysłany 11 marca) czekałam prawie dwa tygodnie, a otrzymałam ją dopiero po wysłaniu kolejnej wiadomości z uprzejmym przypomnieniem, że przecież czekam;
  • pod numerem infolinii nikt się nie zgłasza – wytrzymałam dwa razy po trzydzieści minut: „Dziękujemy za oczekiwanie. Wszyscy konsultanci są aktualnie zajęci. Zgłoszenia można również rejestrować na stronie internetowej www. wólczanka.com.pl” .

Można, tylko po co? Przecież na maile również nikt nie odpowiada.

 

 


Na serię „Koszula z dobrym rodowodem” składają się następujące wpisy:

Wpisem, który zainspirował tę serię był „Biała koszula, czyli namacalny dotyk jakości” i to właśnie od niego polecałabym zacząć lekturę.

 

 

Udostępnij
Email this to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest


Komentarze

  1. Aleksandra J.
    23 lipca 2015

    Tej wiosny kupilam mezowi 3 koszule Wolczanki.
    Czyli aktualny zakup.
    W zadnej nie ma sciegu owerlokowego.
    Nie mam pojecia dlaczego dla kobiet jest przyzwolenie “bylejakosci”?
    Moze wart by bylo zapytac producenta.

    :)

    • Monika Frese
      23 lipca 2015

      Aha, czyli męska kolekcja nadal trzyma dobry poziom.
      Jeżeli chodzi o kolekcje kobiece, mam swoje podejrzenie. Być może wynika to z rozpowszechnionego mniemania, że kobieta woli kupować więcej i częściej, a ponieważ i tak zaraz się znudzi i wyrzuci, więc nie ma sensu przesadnie dbać o jakość i szczegóły. Na pewno część płci pięknej tak właśnie robi, Ale jest jeszcze ta druga część. Ta, która szuka ponadczasowych klasyków i docenia urodę doskonałego detalu. Ta, która jest gotowa zapłacić więcej, ale za swoje pieniądze chce otrzymać najlepsze. Być może producenci nie odkryli jeszcze tej prawdy?

      Dlatego właśnie sądzę, że warto głośno mówić o tym, co nam doskwiera i czego byśmy chciały. Mam przy tym nadzieję, że dobra firma wsłuchuje się w głosy i opinie swoich klientek, odpowiednio reagując na ich życzenia. W dobie internetowego monitoringu jest to możliwe :-)

  2. Małgosia
    23 lipca 2015

    Witaj Moniko,
    to smutne co piszesz …
    Nie dość, że marnie uszyte, to jeszcze obsługa klienta nędzna:(
    Ja przestałam kupować koszule, bo niestety producenci rzadko uwzględniają fakt posiadania biustu przez kobiety. A nic mnie tak nie denerwuje, jak rozłażąca się tamże bluzka koszulowa.
    Obawiam się, że Wólczanka nie jest tu wyjątkiem.
    pozdrawiam Cię, Małgosia

    • Monika Frese
      23 lipca 2015

      Nie jest. W biuście i mnie było ciasnawo.
      Na szczęście, zawsze i wszystko można podciągnąć na wyższy poziom: i dopasowanie z uwzględnieniem różnego rodzaju sylwetek, i jakość wykończenia, i poziom serwisu. Jestem optymistką, więc czekam z ufnością, aż Wólczanka pokaże nam jeszcze, co znaczy dobra damska koszula.

      P.S. Miło Cię widzieć znowu Małgosiu.
      Czy wiesz, że narobiłaś mi apetytu swoim rozwianym, srebrzystym lookiem? Mój urlop w Polsce zaczyna się właśnie od Łodzi :-)

      • Małgosia
        23 lipca 2015

        Dzięki :) Łódź fajna jest :) No i lubię wiatr!

  3. Ida
    24 lipca 2015

    Aż skoczyłam na balkon zlustrować od środka suszące się koszule. Efekt zasmuca: moje są wykończone owerlokiem, mężczyzny już nie. Koszul z linii Lambert nie posiadamy, tak się złożyło, że kupowałam tylko Wólczankę. Mam jedną bardzo podobną do pierwszej od lewej na zdjęciu, tylko mankiety są zapinane na spinki i muszę pochwalić, że na wysokości biustu guzki pod tą krytą listwą są umieszczone tak gęsto, że nic się nie rozchodzi. Na razie nie znalazłam innej firmy, która produkowałaby damskie koszule w tak szerokim wyborze i przede wszystkim z dość sztywnymi kołnierzykami. Na wyprzedaży, gdy cena spada do 100 zł za sztukę i niżej mogę polecić, w cenie standardowej już niekoniecznie.

    • Monika Frese
      24 lipca 2015

      Pierwsza od lewej jest rzeczywiście śliczna.
      No i sama widzisz: kryta listwa zapięcia, świetnie rozmieszczone guziki, mankiety zapinane na spinki i te eleganckie wzmacniane kołnierzyki… naprawdę już tak niewiele trzeba, żebyśmy miały do czynienia z ideałem. Tym bardziej, że firma wie, jak się szyje dobre koszule – dowody wiszą w szafach naszych mężczyzn.

      Ida, pozdrawiam ciepło :-)

  4. Weronika
    25 lipca 2015

    Wieszając dzisiaj upraną koszulę mojego męża zerknęłam z ciekawości na jej wykończenie. Koszula jest z Zary, kupiona przeze mnie jeszcze, gdy byliśmy na studiach, czyli ładnych parę lat temu i oto, co odkryłam:
    – ilość uderzeń igły na centymetr wynosi 6,
    -wszystkie szwy są wykończone szwem francuskim (mam nadzieję, że dobrze go nazwałam), nie ma ani jednego owerloku,
    -guziki są bardzo wysokie i mają piękny połysk, niestety nie wiem czy są z masy perłowej, na koszuli nie ma metki.
    Koszulę kupowałam w czasach, gdy jeszcze nie miałam pojęcia o tym, jak powinna wyglądać dobra koszula. Po prawie 10 latach nie rozwlekła się, nie skurczyła i wciąż wygląda tak samo, jak wtedy w sklepie. A najlepsze jest to, że…. mój mąż nie znosi nosić koszul :-) I dogódź tu człowiekowi.

    • Monika Frese
      25 lipca 2015

      Eh, szkoda. Mógłby pozwolić się tak pięknie porozpieszczać :-)

      Ponieważ Zara nie słynie akurat z wybitnej jakości, wniosek z tego odkrycia jest bardzo prawdziwy – świetne okazje naprawdę można znaleźć wszędzie. Żałuję tylko, że jak w przypadku dobrej koszuli, najczęściej w dziale męskim.
      P.S. Ale męska, nie męska, oko poćwiczyć można.

  5. Maga
    27 lipca 2015

    Jakie to przykre – zrobiłam przegląd koszul mojego męża i niezależnie czy to koszula droższa, czy ze zwykłej sieciówki, wszystkie miały kryte szwy. Porównałam ze swoimi koszulami. Różnica dotyczy nie tylko koszul z Wółczanki. O co chodzi?

  6. iwona
    24 sierpnia 2015

    na temat koszul z Wółczanki napisałam u minimalplan, a tu przekleję, bo po prostu nie mogę znieść tego, jak traktuje się kobiety – klientki

    Nie ma w Polsce sklepu dla kobiet takiego jak Vistula dla mężczyzn. Nie ma, ani takich krojów, ani takich materiałów, ani takiej jakości, podszewek, szycia.
    Wółczanka zaczęła szyć koszule dla kobiet. One wołają o pomstę do nieba. Faceci mają do wyboru miliony wzorów, kratek, krateczek. Koszule pięknie uszyte, z mięsistych materiałów, łatwych do prasowania, a to 100% bawełna. Każdą koszulę można dopasować w trzech wymiarach (kołnierzyk, wzrost i obwód klatki piersiowej); i jeszcze te promocje – ostatnio kupiliśmy koszule za sześćdziesiąt kilka złotych za sztukę, która pierwotnie kosztowała ponad 300 zł. A dla kobiet najtańsza sztywna popelina, krzywe i marszczące się szwy i trzeba się wpasować w rozmiar. Tak trudno dać kobiecie wybór w zakresie wzrostu, obwodu biustu i talii? (mam 163 cm wzrostu i rękawy tych koszul zakrywają mi całą dłoń).Tak trudno uszyć kobietom koszule z dokładnie tych samych materiałów( i z taką samą dbałością)z których szyje się mężczyznom?
    Nie rozumiem też, dlaczego Vistula z całym swoim zasobem (dostęp do materiałów, doświadczenie i pozycja na rynku, sieć sklepów i szwalnie) nie pokusi się o kolekcje marynarek i spodni dla kobiet. Byłabym najwierniejszą klientką. Czy oni nie widzą tej luki na rynku?

    • Marzena
      30 sierpnia 2015

      Niestety poza koszulami Wólczanki i Lamberta dl kobiet nie ma innej lepszej oferty w Polsce. Są to i tak najlepsze koszule. Mam niewiele mniej wzrostu niż Ty i muszę przyznać, że ich koszule w w rozmiarze 34 są na mnie idealne. Ładnie dopasowane w barkach, w talii i długości rękawa. Kupiłam u nich na przestrzeni 2 lat 16 koszul. W sumie jestem zadowolona.

      • Monika Frese
        18 września 2015

        W zasadzie dobrze się robi na duszy, czytając pozytywną, pochlebną rekomendację zadowolonej klientki… ale przy okazji tak czy inaczej nasuwa mi się niewesoła refleksja: po co “zawyżać” standardy, skoro i tak nie ma lepszej oferty na rynku?

      • iwona
        18 września 2015

        ja się nie chcę godzić na bylejakość, i postawę – nie ma nic innego, wezmę to. Dlatego kupuję tutaj http://www.ctshirts.co.uk/womenswear/womens-shirts?q=5iusm3|||||||||||||||
        za mniejszą kwotę mam staranne szycie, świetny twill i francuskie szwy.
        Tyle że męczy mnie szukanie każdej rzeczy w innym sklepie, polowanie wręcz a to na żakiet, a to na cygaretki, czy proste sztyblety. Marzy mi się sklep z klasyczną odzieżą (z nowoczesną nutą, właśnie taką, jaką ma Vistula) gdzie można ubrać się od stóp do głów.

        • Monika Frese
          18 września 2015

          Jeszcze jeden interesujący adres, ale nie widzę możliwości zrobienia zakupu z Polski. Przeoczyłam czy naprawdę jej nie ma? Byłoby szkoda, bo francuskie szwy i świetny twill interesowałby pewnie nie tylko mnie.

          Dobrze rozumiem tę złość i rozżalenie, bo to są te same uczucia, która towarzyszyły mi przy pisaniu wólczankowego postu. Ja też nie chcę, ja też się nie zgadzam. Zaczynam się nawet zastanawiać czy nie powinnyśmy wysłać w sprawie nagannego i nagminnego zaniedbywania standardów jakościowych w odzieży przeznaczonej dla klienta płci żeńskiej, listu otwartego :-) Serio! Hmm… tylko do kogo?

          • iwona
            18 września 2015

            podpiszę się pod tym listem, a nawet stanę się aktywistką :-)
            a ten sklep wysyła do Polski, wysyłka kosztuje około 5 funtów (chyba zależy to od wartości zamówienia, ale nie są to porażające koszta).
            Jest jeszcze sklep tmlewin.co.uk, mają trochę lepsze taliowanie, ale trochę gorszy materiał (i tak o niebo leszy niż wółczanka). Też wysyłają do Polski.

  7. Joanna
    17 września 2015

    Ostatnio odkryłam koszule z http://www.willsoor-shop.pl/damskie/koszule-damskie/bluzka-damska-willsoor-60533.html.
    Mam już ich klika. Nie sprawdzałam szwów – sprawdzę dzisiaj w domu. Ale materiał, łatwość prasowania, wybór kolorów jest niezły. Co najważniejsze przy moim dużym biuście 70F rozmiar 40 leży idealnie i nie rozchodzi się w biuście. Ja osobiście jestem bardzo zadowolona.

    • Monika Frese
      18 września 2015

      Pokręciłam się troszkę wczoraj wieczorem po polecanym sklepie: trzeba uważać na poliestrowe mieszanki, a mężczyznę, jak zwykle bez umiaru rozpieszcza się rodzajami, wielkościami i długościami. Jednak panie faktycznie mają niezły wybór kolorów, opis produktów nie ogranicza się do trzech zdań, tylko szczegółowo omawia sylwetkę i rodzaj kołnierza, a entuzjastyczne recenzje wychwalają dopasowanie i świetny serwis.
      A jak tam szwy?

      • Joanna
        18 września 2015

        Szwy mieszane część owerlokowy np przy rękawie, część szew kryty. Guziki ładne. Koszule faktycznie bardzo dobrze leżą, szybkość dostawy, opakowanie dokładnie takie jak opisują panie w opiniach.

        • Monika Frese
          18 września 2015

          Brzmi obiecująco :-)
          Dziękuję za podzielenie się swoim ulubionym adresem i ciepło panią pozdrawiam Joanno.

          • Agnieszka M.
            21 września 2015

            Zamówiłam dziś z Willsoora dla siebie dwie koszule. Szaleństwo.

  8. Monika Frese
    19 września 2015

    Pani Iwono:
    Trzymam za słowo :-)
    Zbiera nam się pomału bardzo ładna lista dobrych firm i poleceń. Większość to firmy zagraniczne, którym z braku poważnej konkurencji wróżę fantastyczne powodzenie na polskim rynku. A rynek jest na oścież otwarty… więc czym, jeśli nie
    – pierwszorzędną jakością
    – jeszcze lepszym serwisem,
    chciałby/mógłby rodzimy przedsiębiorca przekonać do siebie coraz bardziej świadomą swoich potrzeb klientkę?

    Dziękuję za świetne linki i ślicznie pozdrawiam

    • iwona
      21 września 2015

      :-)
      większość dobrych sklepów znam z bloga Michała Kędziory. Fakt, że pisze dla mężczyzn mi nie przeszkadza :-) ale brakuje jego damskiego odpowiednika. Pani Moniko, jak zawalczymy, może i my w końcu będziemy miały gdzie się ubierać.

  9. 555
    20 września 2015

    jak dla mnie znowu zbyt wąska rozmiarówka, jestem wysoka i noszę duży rozmiar, do tego typowa klepsydra z dużym biustem..
    na razie czaję się na koszulę z http://myelphi.com/

    • Monika Frese
      21 września 2015

      Przyjemnie spędza się czas, rozglądając po MyElphi: przejrzyście, klasycznie i obiecująco (modelki na zdjęciach mają biusty :-)
      Kusisz…

  10. Monika Frese
    21 września 2015

    Agnieszka M.:
    Naprawdę! Szalona Ty :-)
    Tylko koniecznie pozwól nam poznać szczegóły, wiesz: pierwsze wrażenia, szwy i czy leży jak należy.

  11. Agnieszka M.
    23 września 2015

    Szalona, bo nie ma co na siebie włożyć jako elegancką koszulę do pracy.
    Koszule przyszły. Tkanina wygląda porządnie. Bawełna z elastanem miła w dotyku. Druga 100% bawełny we wzorki to żakard i dość sztywny.
    Mocno za długie rękawy i całość też nie do noszenia na zewnątrz… Ale to nie wada wyrobu jako takiego. Wykończenie owerlokiem, tylko środkowy szew tyłu zakładany. Zmieściłam się w biuście, więc nieźle. Ramiona za szerokie i tył za długi – norma w mojej sylwetce (w granatowej wzorkowej będę tył poprawiać). Kołnierze wysokie i bardzo męskie, nie całkiem dla mnie, szczególnie w tej różowej z podpinanym kołnierzem. Nad tą się jeszcze zastanawiam. Mankiety będę podwijać, bo skracanie to raczej odpada.

    • Monika Frese
      23 września 2015

      Poczekaj, poczekaj:
      – jeśli ramiona są za szerokie,
      – jeśli kołnierz mało twarzowy,
      – jeśli z rękawów (z podwiniętymi mankietami) będą wyłazić szwy owerlokowe,
      to nadal nie będziesz miała eleganckiej koszuli.

      • Agnieszka M.
        24 września 2015

        Wysłałam Ci prywatną wiadomość w tej sprawie.
        Koszulom metki obcięłam, teraz tylko kwestia, jak je dopasować.
        Mankiety podwinięte do połowy, nie widać szwów.

        • Agnieszka M.
          24 września 2015

          Dzwoniłam, do sklepu, można odesłać bez metek i wypełnień, więc nadal myślę, czy do mojej krótkiej szyi pasuje kołnierz button down. Coś takiego, tylko moja jest gładka różowa. Rozpięty wygląda ok, ale chyba nie wypada rozpinać. Jak myślisz?

          • Monika Frese
            24 września 2015

            Myślę sobie: niezły serwis :-)
            Jeśli chodzi o krótką szyję, to lubi ona szczególnie:
            – niewysokie kołnierzyki o wydłużonych rogach (button down w wydaniu Willsoora tak właśnie mi wygląda – mam wrażenie, że modelka na zdjęciach nie jest dziewczyną o długiej szyi),
            – każdy dekolt w szpic, a im większy (dłuższy), tym lepiej.

            Sądzę, że “wypada” nie dotyczy samego rozpięcia guzików koszuli, tylko głębokości tego rozpięcia, ale i tak najważniejsze jest to, co Ty myślisz, gdy patrzysz na siebie stojąc przed dużym lustrem.

  12. Agnieszka M.
    25 września 2015

    Już się nie da reply:) Chodzi mi nie o rozpięcie listwy przodu, ale o odpięcie kołnierzyka (w sumie kołnierzyków). Zapięty robi mi masywną sylwetkę przy dużym biuście, a rozpięty poszerza trochę samą górę, a ramiona akurat mam wąskie. Dlatego się zastanawiam nad wymianą na zwykły kołnierz.
    Serwis – szybko się dodzwoniłam, uprzejmy pan powiedział, że mogę odesłać pocztą, paczkomatem, a nawet kuriera może mi wysłać. I coś mi się zdaje, że pokrywają koszty zwrotnej wysyłki.

    • Monika Frese
      27 września 2015

      Rozpięty kołnierzyk na guziczki wygląda dziwnie.
      Ale przecież serwis jest na poziomie! Wymieniaj.

  13. Makosza
    21 października 2015

    Kobiety same nauczyły tego producentów. Ile kobiet zwraca uwagę na detale? Jak co jest uszyte? Nawet jak się nie znają to przecież widać, czy coś jest ładnie wykończone. Inna sprawa to materiał. Ile kobiet nie czyta, z czego zrobiona jest dana rzecz. Więc się nie starają, bo i tak zostanie sprzedane.

  14. Katarzyna
    1 listopada 2015

    Koszula Wółczanka zakupiona latem, rozmiar 36, kolor biały delikatny mikrowzór z wstawką błękitną na kołnierzyku, 100% bawełna two-play. Pękła na łokciu w pracy. Teraz się zastanawiam co mogło doprowadzić do tego – piorę swoje koszule w 40 st. wirowanie 600 od roku używam kapsułek piorących ARIEL do białego. Jeżeli to osłabiło te włókna to jestem skazana na pranie ręczne. Jestem rozczarowana.

    • Monika Frese
      1 listopada 2015

      Też bym była. Wypróbujmy więc od razu przyrzeczenie Wólczanki “100% satysfakcji albo łatwy zwrot towaru”: reklamacja to konieczność w tym przypadku.
      P.S. Ręcznie prać bawełnianą koszulę? Nie ma mowy!

  15. Joanna
    23 listopada 2015

    Witam Pani Moniko. od ponad roku śledzę Pani bloga, ale jest to mój pierwszy komentarz. Dzięki Pani nauczyłam się zwracać uwagę na detale, które wcześniej umykały mojej uwadze. Sądząc po minach sprzedawczyń i osób, z którymi dokonuję zakupów odzieżowych, czytanie metek i sprawdzanie szwów jest nadal traktowane jako dziwactwo i zwykłe “czepialstwo”.
    Ale przejdę już do tematu koszul. Zachęcona promocją postanowiłam zaryzykować i zamówiłam dwie koszule Wólczanki (jedna z linii Lambert- cena przed promocją 250 zł i jedna “zwykła” Wólczanka- 199 zł). Zależało mi na koszuli uszytej ze 100% bawełny ponieważ w poliestrowych mieszankach zwyczajnie się pociłam. Wybierając rozmiar sugerowałam się przede wszystkim obwodem biustu (mam spory biust i duży problem z zakupem koszul, sukienek czy płaszczy), ale i tak jest mi trochę ciasnawo. Postanowiłam jednak koszule zatrzymać z uwagi na materiał, dopasowanie w talii, odpowiednią długość i długość mankietów oraz fakt, że są po prostu ładne. Jednakże gdybym miała zdecydować się na zakup w pełnej cenie (za 2 koszule zapłaciłam 130 zł) ubrania, przez które jednak prześwituje skóra, ze sztucznymi guzikami i wszystkimi! szwami wykończonymi overlookiem- po prostu wyśmiałabym producenta.
    Hmm… jestem wysoka, może spróbuje kupować koszule męskie- tam przynajmniej z jakością nie ma problemu;)

    • Monika Frese
      23 listopada 2015

      Uciążliwe dziwactwo i natrętne czepialstwo!
      Myśl “Czy dział męski nie jest bardziej odpowiednim miejscem do robienia zakupów dla kobiety, dla której dobra jakość koszuli nie jest tylko pustym dźwiękiem?” jest bardzo kusząca i jeśli da się ją wprowadzić w życie – no, bo czemu właściwie nie? – to świetnie. Mojej sylwetce nie służy nie-taliowanie, a zupełnie nieodpowiedniej szerokości barków w męskiej koszuli, nie da się niestety, podciągnąć pod oversize. Wypróbowałam.

      Bardzo mi miło Panią poznać, Joanno :-)

      • Joanna
        24 listopada 2015

        Mi również jest miło:-)
        Podejrzewam, że ja również nic dla siebie nie znajdę ze względu na szerokość w ramionach (mimo 175 cm wzrostu nie mam zbyt szerokich barków). No chyba żeby spróbować z koszulą dla drobnego mężczyzny. Tacy też się zdarzają, tyle, że są wówczas zazwyczaj niscy, więc nie podpasuje mi kwestia długości. Ech… z tym mierzeniem męskich koszul naszło mnie gdy popatrzyłam sobie na cudną błękitną koszulę mojego męża, z ładnymi szwami, nieprześwitującą, ze 100% bawełny- kupioną za 70 zł! Ech… jutro moja koszula przejdzie chrzest pierwszego założenia. Zobaczę jak się będę w niej czuła cały dzień w pracy.
        Serdecznie pozdrawiam

  16. Kinga
    9 maja 2016

    Trafiłam na Twoją stronę z google w poszukiwaniu dobrej koszuli damskiej. Mnie z kolei na stronie wólczanki zadziwiło to, że wszystkie koszule damskie mają kołnierzyki a męskie mają kołnierze (jeśli traficie inaczej, dajcie znać). Cóż, taki mały detal, ale diabeł tkwi w szczegółach, które wyraźnie gatunek koszul damskich trywializują, a nawet infantylizują według mnie, do poziomu kołnierzyków w bluzeczkach u dziewczynek w podstawówce. Co jest piękne dla dziewczynki nie jest już tak urocze dla kobiety. Może uda się zawalczyć o kołnierze dla nas?

    • Monika Frese
      10 maja 2016

      Kingo, przyznam, że podoba mi się Twoja językowa wrażliwość, tyle że – pomijając handlowy kontekst naszych rozważań – sama używam nałogowo zdrobnień: babeczki, kobietki, nóżka… itd., więc ten “kołnierzyk” w ogóle mnie nie rusza. Więcej, firmie, która zasypałaby nas pięknymi koszulami z kołnierzykiem kołnierzem na wysokiej stójce, wybaczyłabym wszystko (nawet, gdyby korespondencję ze mną zaczęli słowami Najmilsza Pani Moniczko… :-)
      Rozumiem o co Ci chodzi, jednak nie od razu Rzym zbudowano. Chętnie zawalczę o pierwszorzędną jakość damskiej koszuli – jakość, która w niczym nie będzie ustępować swojemu męskiemu odpowiednikowi. Jeżeli na tym polu uda nam się wywalczyć równouprawnienie, możemy zająć się lingwistyką. Czemu nie?

  17. Kasia
    28 lutego 2017

    Wczoraj w Wólczance w Bydgoszczy nabyłam koszule LAMBERT. Ekspedientka zachwala brazylijską bawełnę z jakiej rzekomo była ona uszyta dopóki pokazałam jej metkę z napisem wiskoza100%😆ale kiedy w domu zauważyłam krzywo wizyty rękaw szlag mnie trafił.Jutro idę z reklamacją. Chciałam kupić koszulę wyróźnaijcą sie jakością od koszul z sieciówek
    Tak jest w istocie.Szkoda tylko źe ta różnica dotyczy jedynie ceny a nie jakości.