8 sierpnia 2013 / Szafa marzeń / 25 komentarzy

Nie każda sukienka jest wykończona gustowną i piękną podszewką. Ba! Nie każda sukienka lubi zintegrowaną podszewkę. Ta z wełnianego dżerseju na przykład nie. Ale każda sukienka będzie się lepiej, wygodniej i atrakcyjniej układała, noszona na gładkiej, jedwabistej koszulce. Halce po prostu.

 

Halka: jedwabny tiul

Wodzenie na pokuszenie. Czarujący dezabil.

 

 

Letnie sukienki mają to do siebie, że wykonane z cienkich materiałów, chętnie prześwitują i dają się porywać zawadiackim podmuchom wiatru. Cieplejsze sukienki mają to do siebie, że chętnie kleją się do rajstop, drapią i w ogóle nie bardzo da się je nosić na nagiej skórze. Eleganckim rozwiązaniem dla pań, którym przeszkadzają wymienione niedogodności jest właśnie halka czyli znana już naszym mamom i babciom bieliźniana koszulka na ramiączkach.

Wcześniej  nylonowa, bistorowa lub płócienna, występowała najczęściej jako półhalka w formie spódnicy. Kupując dzisiaj haleczkę najczęściej do wyboru mamy: poliamidy, wiskozy, jedwabie, wszelkie możliwe tekstylne mieszanki, z lycrą lub bez. Z oczywistych względów interesuje nas tu wyłącznie wersja jedwabisto – jedwabna, a pozostałymi niech zajmują się inni.*

 

 

Halka z jedwabnej dzianiny (delikatne pranie ręczne)

Moja ulubiona. Gładka, śliska i delikatna, nie odznacza się pod ubraniem wiernie obrysowując kontury ciała (to znaczy wiernie obrysowywałaby, gdyby Zuzka miała jeszcze moje wymiary):

Halka: jedwabny dżersej

Ulubiona i sprawdzona. W cielistym kolorze. Jedwabna haleczka – Hess Natur.

Gładki, gładszy, najgładszy – subtelnie połyskujący, jedwabny dżersej.

 

 

 

Halka z jedwabnego tiulu (delikatne pranie ręczne)

Elastyczna i lekka jak piórko. Miękko i gładko opływa ciało. Zbyt śliczna, aby chować ją pod ubraniem:

Czarny negliż: halka z jedwabnego tiulu

Kuszący negliż. Czarne dessous – sama sobie uszyłam.

Prawdziwy delikates: miękki i delikatny jedwabny tiul

Miękki i delikatny jedwabny tiul – prawdziwy delikates.

 

 

 

Halka z jedwabnego szyfonu (delikatne pranie ręczne)

A raczej koszulka, bo świetnie nada się również na nocną koszulkę. Cieniutka jak mgiełka, nie obcisła, nosić ją będę pod luźne ciuszki i dzianiny:

Halka: jedwabny szyfon

Prawie jak sukienka. Jedwabna koszulka – Naturana

Halka z jedwabnego szyfonu

Staranne wykończenie jest ważnym składnikiem zmysłowych doznań.

 

 

 

Halka z jedwabnej satyny (pranie chemiczne)

Niewątpliwie czarująca. I ta skromna, i ta zdobiona koronkami. Niewątpliwie kosztowna, szczególnie ta znanej marki bieliźnianej. Niewątpliwie trudna i wymagająca w pielęgnacji, co jak dla mnie stanowi czynnik przeważający. Na nie.

Jedwabna satyna: wodzenie na pokuszenie

Zachwycający kolor, wspaniała tkanina, tylko… ogromnie wrażliwa na pot, kosmetyki, wodę.

Wiskozowo – poliamidowa koronka chętnie wykorzystywana w produkcji bieliźnianych cudeniek.

 

 

 

Na co się zdecydować?

Sądzę, że nie będzie błędem, jeśli jako pierwszą wybierzemy haleczką cielistą czyli w kolorze skóry (nude). Beżowy będzie pasował nam do większości ubrań niewidocznie i zgrabnie wtapiając się w tło sukienki. Jeśli miałabym się ograniczyć do jednej jedynej halki, wybrałabym właśnie taką.

Czarne dessous będzie kolejnym rozsądnym krokiem. Czarny współgra ze wszystkimi ciemnymi ciuszkami, a i w sytuacjach, gdzie tekstylia nie grają pierwszoplanowej roli nie zawiedzie nas z pewnością.

A potem to już jak chcecie i lubicie drogie Przyjaciółki. Szlachetny minimalizm lub szaleństwo wzorów, barw i detali  – wszystko jest dozwolone. Oczywiście pod warunkiem, że będziecie się czuły stylowo, zmysłowo i wyjątkowo.

 

 

*Jako miłośniczka tkanin naturalnych, nie mogę i nie chcę zachwycać się tekstylnymi wyrobami przemysłu chemicznego. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby każdy sam decydował o swoich wyborach. Jeśli przeoczyliście Państwo zalety jedwabiu to wspominałam o nich przy okazji zachwytów lnianą sukienką i jej jedwabną podszewką.

 

 

Mili Goście,

ponieważ  wpis ten cieszy się dużą popularnością, pozwalam sobie na małą adnotację i uzupełnienie go fragmentem jednego z następnych postów:

“Uwaga miłe Przyjaciółki! Halki dla poszukujących! W poszukiwaniu jedwabnych haleczek udałam się do rodzimego jedwabnego źródła i proszę. W sklepie online Milanówka, w dziale bielizna czekają na zainteresowane panie proste haleczki i koszulki z jedwabnej dzianiny w kolorach czarnym, białym i cielistym. Szczególnie ta ostatnia, prościutka i beżowa wpadła mi w oko.”

Mam nadzieję, że uzupełnienie to okaże się praktycznie przydatne.

 

 

Udostępnij
Email this to someoneShare on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest


Komentarze

  1. Agosz
    8 sierpnia 2013

    Uważa Pani, że wszystkie satyny jedwabne trzeba nosić do pralni chemicznej? Ja jednak szale z takiej tkaniny piorę ręcznie. Bo jeśli tak, to halka z tego materiału rzeczywiście odpada. Lepiej uszyć/ kupić kolejną za pieniądze, które zostawiłybyśmy w pralni. Co doradziłaby Pani przy szyciu z jedwabnego dżerseju? Śliskie toto bardzo, chyba łatwo naciągnąć materiał na szwie, i to nie tylko na podkrojach. Pozdrawiam ciepło.

    • Monika Frese
      8 sierpnia 2013

      Ja też moje satyny piorę ręcznie. Ale tylko te nieskomplikowane w kroju!
      Niestety, metoda ta czasami zawodzi:
      – zagięcia i zagniecenia “lubią” po wysuszeniu pozostawać widoczne w postaci ciemniejszych smug, nie dających się wygładzić żelazkiem,
      – ślady potu spierają się bardzo trudno, szczególnie te wymieszane z chemią dezodorantów,
      – plamy, krople wody (deszcz, nawilżacz żelazka) nie spierają się wcale, co zwłaszcza w przypadku jednokolorowych satyn niweczy cały wygląd.
      Wszystkie opisane wady nie są tak bardzo widoczne w przypadku satyn wzorzystych, ale dla mnie najpiękniejsze są te nasycone w barwie i jednokolorowe – i wzór, i połysk, i mięsista gładkość w jednym, to odrobinę too much.

      Przy szyciu z jedwabnego dżerseju doradzałabym bardzo cienką, zaokrągloną igłę, nici grubości 180 (czyli bardzo delikatne), naprasowywanie na kanty i zaokrąglenia pasków flizeliny zapobiegających naciąganiu tkaniny oraz owerlok. Duże pokłady cierpliwości i czasu będą też konieczne, dlatego przyznaję się od razu – to nie na moje nerwy. A że lubię nosić, to chętnie kupuję gotowe – sama mam przyjemność, a trudzą się wyspecjalizowani profesjonaliści:).

      Bardzo miło pozdrawiam, mając nadzieję, że nie usnęła Pani w połowie tego przydługaśnego wywodu:))

    • Agosz
      9 sierpnia 2013

      Nie, nie, nie usnęłam. Wprost przeciwnie. Pani ma i wiedzę, i wyczucie artystyczne, i swój spójny styl – wymiana poglądów z Panią to czysta przyjemność :) Wpis o halkach świetny. Mam wrażenie, że halki są zapomniane, kojarzą się z babciami (no chyba, że ktoś ma zacięcię i styl pin-up girl). A mam wrażenie, ze na osobnej halce sukienka często lepiej się układa niż na zintegrowanej. Poza tym w halkach możemy się czuć jak przedwojenne damy, prawda?

      Wracając do prania chemicznego, dla mnie przewagą szycia jest to, że mogę zrobić próbę prania na kawałku tkaniny (z mojego doświadczenia wynika, że czerwony barwnik jest najbardziej podstępny). Jeśli nie puszcza koloru, po prostu piorę. Podobno pranie wodne skraca życie jedwabiu, ale co tam: zadbany i tak ma długie życie. Też jestem zdania, że satyna jednokolorowa jest najefektowniejsza (fuksjowa halka, hmm?), ale plamy z potu to rzeczywiście są problemem. Ostatnio wymyśliłam, żeby przy bluzkach satynowych stosować rękaw kimono, zawsze to materiał bardziej oddalony… Jeszcze nie zastosowałam w praktyce, zobaczymy… Prasowanie satyn to osobny temat. Nawilżaczem zrujnowałam to i owo, z kolei suchą tkaninę trudno mi dobrze wyprasować. Najlepsze efekty daje prasowanie leciutko wilgotnej tkaniny. A jakie techniki prasowania Pani stosuje dla satyny i jedwabi generalnie?

      Dziękuję za rady nt. dżerseju jedwabnego. Znalazłam ostatnio w jednym e-sklepie w Polsce spory wybór kolorów, ale nie wiem, czy się odważę. Może przez papier szyć, no nie wiem… Jakby co dam znać, czy z wysiłków wyszło coś sensownego.

      No i też się rozpisałam ;)

    • Monika Frese
      9 sierpnia 2013

      Ojej, jak miło:).
      Ale i ja się cieszę, mogąc porozmawiać na bliskie sercu i ulubione tematy:).

      Mnie również się wydaje, że haleczka traktowana jest dziś jak przeżytek i rzecz raczej wstydliwa. Kojarzy się właśnie babciowato i przaśnie, albo cieleśnie i niecnie. A przecież ma same zalety i do tego słodko wygląda, czego nie da się powiedzieć o popularnej spodniej kombinacji: bawełniany podkoszulek i gatki:).

      Kimono, albo swobodny, nisko wszyty rękaw są bardzo ładnym pomysłem na jedwab – dyskretna azjatycka sugestia oraz praktyczne rozwiązanie dla newralgicznego miejsca w jednym.
      Moja babcia, cudowna krawcowa, usuwała plamy na jedwabiach miejscowo i stosowała małe, bawełniane wkładeczki wszywane luźno w szwy pachy. Regularnie prane były tylko one. Do tego prasowanie na wilgotno żelazkiem bez nawilżacza. I ja stosuję, i nic lepszego do tej pory nie wymyśliłam:).
      Nasza rozmowa bardzo pomogła mi w wykrystalizowaniu się wpisu o pielęgnacji jedwabiu. Chodzi mi po głowie już od dłuższego czasu, ale… i jakoś tak…
      Hmm… a może cała seria o pielęgnacji różnych tkanin… widzi Pani? Już się zaczyna obmyślanie. Dziękuję za ten kreatywny impuls, Agosz:).

      Pozdrawiam ciepło, czekając na relację ze zmagań z jedwabnym dżersejem.
      A może dałoby się zamówić próbkę tkaniny albo kupić tylko 20 – 30 centymetrów do eksperymentów? Trzymam kciuki:)

  2. Anonymous
    8 sierpnia 2013

    Pisze Pani tylko o wyrobach jedwabnych i jedwabiopodobnych…zgoda;mają dużo zalet;ale nie należy zapominać o dwóch zasadniczych wadach-jest nią cena i odporność takiej bielizny na zniszczenie wynikające z normalnego tarcia o ubranie;wpływów kosmetyków i potu.Chyba,że może się Pani podzielić adresem internetowym sklepu który oferuje takie cudeńka w przystępnej cenie :-).
    Ja zaś jestem wierna wyrobom bieliźnianym pewnej polskiej firmy której nazwa podchodzi od ptaka morskiego-wiskoza z dodatkiem odpowiednich “patentów” antybakteryjnych przyjemnie się nosi;ładnie wchłania pot i wszelkie chemiczne cuda których używam;odzież wierzchnia nie klei się do ciała a i odporność na pranie ręczne jest wielka; no i cena…mimo;że dobrej jakości to produkt to cena poniżej 100 zł za sztukę…

    • Monika Frese
      8 sierpnia 2013

      Piszę tylko o jedwabnych. Z jedwabnopodobnymi nie chcę mieć nic do czynienia:).

      Moja jedwabna bielizna, pielęgnowana z uwagą i troską, nie nosi specjalnych śladów zużycia, najszybciej niszczą się za to koronkowe wstawki – niejedwabne właśnie.
      Kosztowność jedwabiu nie jest w moich oczach wadą. Jedwab jest i powinien z racji sposobu swojej produkcji pozostać towarem luksusowym. Za to firmę, która sprzedawałaby jedwabne wyroby w cenie wiskozy odradzałabym z całego serca.
      Dogodnych cenowo (nie tanich!) okazji szukam pod koniec sezonu, kiedy większość dobrych firm robi miejsce na nowe kolekcje.

      Jeśli znalazła Pani “swoją” markę, proszę się jej trzymać. Najważniejsze jest przecież własne dobre samopoczucie i subiektywna ocena tego, co jest właściwe, a co nie.
      Dziękuję za interesujące przemyślenia i serdecznie pozdrawiam:)

  3. Boniffacy
    8 sierpnia 2013

    Hmmm a skąd wziąć tkaninę tak wysokiej jakości i mieć pewność, że nikt nas nie oszuka?
    Chętnie przyjmę adresy konkretnych sprzedawców, jeśli nie publicznie to poproszę na marzencia(małpa)op.pl
    Pozdrawiam.

    • Monika Frese
      8 sierpnia 2013

      Hmm… wymagania są wysokie: ma być pierwszorzędnej jakości i niezawodnej rzetelności:).
      Pierwszy adres, który przychodzi mi do głowy to: naturstoff.de – jedwabny tiul pochodzi właśnie stąd; przyda się angielski.
      Drugi to: florence.de – jeden z moich ulubionych, ale niemieckie tłumaczenie będzie konieczne.
      Oba sklepy są sprawdzone, mają świetny wybór naturalnych tkanin, doskonały serwis, sprzedają również indywidualnym klientom. Europejska jakość właśnie. Ceny również europejskie, ale zdarzają się fantastyczne przeceny, tkaniny miesiąca, końcówki i resztki.

      Szkoda, że nie mogę polecić żadnego polskiego sklepu – po prostu nie znam zbyt dobrze rodzimego rynku tkanin. Chętnie się z nim jednak zapoznam, testując tu i ówdzie – niedawno odkryłam na allegro firmę sprzedającą tkaniny podobno “włoskiej jakości”. Zobaczymy. Ale to nie będzie już i teraz:).
      I ja miło pozdrawiam:)

    • Mariusz C
      8 sierpnia 2013

      Eeech na temat haleczek nie porozmawiam bo nie noszę ;-);ale na temat zakupów tkanin przez neta…hmmmm…kupowałem co prawda nie przez “all” alle czkawką mi się odbiły takie zakupy :-);bo:
      -sklep 1…co z tego;że tkanina-włoska satyna z lycrą wyglądała pięknie;miała cudny i rozbudowany opis jak w praktyce okazała się ciężka jak diabli i nie o tyle “lejąca” w rękach co “lejąca pot” przy podnoszeniu bo była koszmarnie ciężka….;
      -sklep 2…uuuu tu to było miło…próbki nie odpowiadały temu co było sprzedawane;tkanina była rwana a nie cięta-co w przypadku jedwabiu oznaczało skopanie kupowanej tkaniny bo osłabiła się faktura…
      Na pw będę Ci wdzięczny Moniko za namiary na tego sprzedawcę :-)

    • Mariusz C
      8 sierpnia 2013

      Drogi Bonifacy a właściwie Bonifacjo ;-); namiary na dobre sklepy z tkaninami włoskimi-mam jeden;mam też na dobry z tkaninami “w ogóle”-niestety nie są wysyłkowe i są w Lublinie.Dokładne adresy-coby nie śmiecić Monice w komentarzach po kontakcie przez komentarz u mnie.

    • Monika Frese
      8 sierpnia 2013

      Szkoda, że takie przygnębiające doświadczenia również się zdarzają.
      A ofertą polskich sklepów wysyłkowych na pewno się zajmę. I na pewno Wam o tym doniosę. Strzeżcie się więc nieuczciwi sprzedawcy!:)

  4. bastamb
    8 sierpnia 2013

    Muszę przyznać, że kiedyś halki tak, teraz nie. Kwestia przyzwyczajenia?
    Latem jak trochę świta, to mi nie przeszkadza a przy takim upale jak teraz to już wszystko jedno, byle przewiewnie.
    Jestem za beżową, w kolorze ciała. Jedwab tu cudowna tkanina. Masz rację, to towar luksusowy….pozdrawiam…

    • Monika Frese
      8 sierpnia 2013

      Zapomniałam, że Wy macie teraz nieziemskie upały i faktycznie, halka to może o jedną warstwę za dużo. Nawet tą w kolorze skóry i nawet tą jedwabną:).

      P.S.
      Barbaro, ja też u siebie bałaganię i gubię fotki podczas “porządków”. Albo nikt nic nie zauważył, albo mam bardzo wyrozumiałych Czytelników. W każdym razie skarg nie było. Jeszcze:)

    • bastamb
      9 sierpnia 2013

      No tak, tylko, że ja zgubiłam prawie wszystkie z 5 ostatnich wpisów, to nie było trudno zauważyć, z następnych to tylko po parę, powyrzucałam do kosza ale już przywróciłam, choć w pierwszej chwili to i kosz mi gdzieś się zapodział ha!ha!….

    • Monika Frese
      9 sierpnia 2013

      Dobrze, że sobie już poradziłaś. I, że kosz się w końcu znalazł:).
      Zuch dziewczyna!

  5. ja katya
    8 sierpnia 2013

    Ta czarna halka skradła moje serce, oczyma wyobraźni już widzę czarną bieliznę pod spodem. Chociaż beżowa to absolutny must have, nad czym ubolewam bo beżowej nie mam. Za to mam czarną i granatową i od niedawna dostrzegam plusy noszenia halek. Co prawda nie teraz, kiedy zupełnie nie odczuwam takiej potrzeby, ale w nieco chłodniejsze dni – koniecznie:)

    • Monika Frese
      8 sierpnia 2013

      Ekhm, jakoś tak erotycznie się tu porobiło czy jak:)).
      Ale tak to właśnie jest. Człowiek potrzebuje zwykłej, porządnej i nierzucającej się w oczy halki, a i tak kupuje mocno zmysłową i czarną. Kolejną:).

      Ale miło tak sobie ponosić ładne rzeczy pod spodem, prawda?
      Bardzo wieczorowo pozdrawiam:)

  6. Anonymous
    11 sierpnia 2013

    Och,pamiętam jak we śnie… Babcia nosiła płócienne i batystowe z pięknymi wstawkami /koronki, hafty nie pamiętam/, Mama najczęściej stylonowe wykończone koronkami, ja nic z tych rzeczy. Ale teraz i pod wpływem oczywiście mam ochotę wyłącznie na jedwabne…Irensa

    • Monika Frese
      11 sierpnia 2013

      Babcine to pewnie własnoręcznie haftowane cuda, a te Mamy to triumf nowoczesnego przemysłu bieliźnianego z czasów mocno socjalistycznych:).

      Ale cieszę się bardzo, że Pani taka wpływowa i jedwabnie zainteresowana (jak się miewa podszewka od jedwabnej sukni? Czy zdążyła się już wymienić?).
      Naprawdę brakowało mi Pani Irenso:)

  7. Anonymous
    11 sierpnia 2013

    Niestety nie zdążyła! Stwierdzam to z wielka przykrością bo… bo wystroiłam się w te piękne jedwabie w największe upały i cały komfort zepsuła lepiąca się do ciała podszewka! A mogło być tak miło! Ale przecież jest miło chociażby z powodu Pani ostatniego zdania, a upały na szczęście minęły. Serdecznie pozdrawiam! Irensa

  8. Małgorzata TP
    12 sierpnia 2013

    A ja poszukuję od dłuższego czasu pięknej halki do noszenia POD różnymi sukienkami i zakup jej wygląda na coś niemożliwego. Z radością poznałabym adres, pod którym czekałaby taka jedwabna cielista .. a nie byłabym atakowana przez “halkę modelującą sylwetkę” !

    • Monika Frese
      12 sierpnia 2013

      To prawda. Właśnie z tymi najprostszymi, skromnymi nie jest wcale łatwo.
      Szukałabym raczej w normalnych, “zwykłych” bieliźnianych sklepach, omijając modne adresy szerokim łukiem:).

      Moja jest, jak wspomniałam z Hess Natur, niemieckiego producenta ubrań z naturalnych, ekologicznych tkanin. Kupiona jakiś czas temu, więc widzę, że w sklepie została już tylko półhalka (spódniczka). Ale zaglądaj. Nie ma tu nowości z wybiegów, ale zdarzają się perełki, super cenowe okazje i serwis jest więcej niż znakomity. Wysyłki do krajów Unii są oczywistą sprawą: hessnatur.com

    • Małgorzata TP
      14 sierpnia 2013

      Normalny, zwykły sklep … do chyba jakiś plac targowy mi zostaje :(
      Dzięki za adres, będę go przeszukiwać …

  9. Asia
    29 maja 2016

    Ja mam 3 koszulki nocne z jedwabiu-satyny Intimissimi. Służą mi również jako halki. Piorę je ręcznie, prasuję na 2 kropkach z parą. Wydają się naprawdę wytrzymałe. Nie bawiłabym się w pranie chemiczne.

    • Katarzyna
      3 maja 2017

      Też mam halki z tej firmy – trzymają się super. No i polecam znany serwis aukcyjny – kupuję tam w fajnych, outletowych cenach.