12 maja 2019 / Szafa marzeń / 27 komentarzy

Chemia w ubraniach… zapraszam na drugą część, dotyczącą uszlachetniania tkanin. Dzisiaj rozmawiamy o różnicach między mechanicznymi i chemicznymi metodami wykańczania materiałów oraz o tym, w jaki sposób możemy chronić się przed nadmiarem substancji chemicznych w odzieży.

 

(Jeżeli wolisz słuchać, wersję głosową znajdziesz pod wpisem.)

 

Surowa tkanina zdjęta z krosna w niczym nie przypomina jeszcze materiału, z którego uszyte są nasza ubrania. Procesy wykończeniowe mają więc nadać jej odpowiedni wygląd, polepszyć właściwości użytkowe oraz – w wielu wypadkach – dostosować do kaprysów aktualnej mody.

Procesy te, zwane uszlachetnianiem tkanin, mogą odbywać się przy użyciu działań mechanicznych (wykorzystujących nacisk, temperaturę i wodę) albo chemicznych (wykorzystujących związki chemiczne, o których dokładniej rozmawiałyśmy w poprzednim odcinku).

 

Chemia w ubraniach: biała koszulaFot. Monika Frese; Chemia w ubraniach: jak jej unikać?

 

Na zdjęciu jedna z moich ulubionych bluzek (półprzejrzysta bawełna z dodatkiem ramii).

Zastanawiałaś się już kiedyś, dlaczego pomimo szafy pełnej koszul, tak naprawdę nosisz w kółko jedne i te same? Tak właśnie jest ze mną. Mam trzy ulubione modele, które noszę prawie bez przerwy, podczas gdy inne, często dużo ładniejsze, wiszą sobie nieużywane. Potrzebowałam trochę czasu, żeby odkryć powód: merceryzowana bawełna.

Merceryzacja (o której obszerniej rozmawiałyśmy ostatnim razem) wzmacnia i upiększa tkaninę, ale jednocześnie sprawia, że nie wchłania ona już tak dobrze wilgoci. To dlatego niektórych koszul podświadomie unikam – nie czuję się w nich specjalnie komfortowo, a ponieważ prawie od razu są mocno przepocone, muszę je prać po każdorazowym założeniu. Natomiast moich ulubionych koszul mogłabym nie zdejmować od rana do wieczora i zdarza się, że mogę je założyć 2, a nawet 3 razy, zanim stracą nieskazitelną świeżość i będę musiała wrzucić je do pralki.

Aha, prasować też muszę je 2 – 3 razy rzadziej :-)

 

 

 

Ubrania pełne chemii: czy chemiczne uszlachetnianie tkanin ma jakieś zalety?

Doświadczenia z łatwymi w pielęgnacji włóknami syntetycznymi wywołały pragnienie, żeby również materiały bawełniane były łatwiejsze w obsłudze. Aby nadać bawełnie właściwości, które są pożądane podczas przetwarzania przędzy lub późniejszego wykorzystania tkaniny, jest ona zazwyczaj „ulepszana” w całym maratonie chemicznym. Zaczynając od nawozów sztucznych i pestycydów, którymi opryskiwane są pola uprawne, a kończąc na metodach uszlachetniania, którymi wykańcza się włókna i tkaniny – środki chemiczne towarzyszą bawełnie przez wszystkie etapy wzrostu i przetwarzania.

 

Konieczność stosowania wykończeń uszlachetniających uzasadnia się tym, że apretury chemiczne – zwłaszcza te kosztowne i czasochłonne – ulepszają materiał, podnosząc jego klasę oraz jakość szytej z niego odzieży. Trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę skutki ich działania.

 

W przypadku konwencjonalnego wykańczania włókno naturalne staje się coraz bardziej podobne do włókna syntetycznego, wraz z jego wszystkimi wadami. Żywice syntetyczne, silikony i inne chemikalia, tworzą na powierzchni tkanin nieprzepuszczalne powłoki albo wnikają w głąb połączeń celulozowych, zmieniając ich budowę chemiczną.

Bawełniany materiał staje się nieprzepuszczalny dla powietrza i nie wchłania wody, dzięki czemu jest łatwiejszy w praniu, szybciej schnie i jeśli w ogóle, wymaga tylko lekkiego przeprasowania. Druga strona medalu wygląda tak:

– Bawełniana odzież uszyta ze spreparowanych tkanin już po jednorazowym założeniu jest tak spocona i tak nieprzyjemnie pachnie, że nadaje się tylko do prania.

– Apretury powodują elektryzowanie się ubrań, więc nawet naturalnie niewrażliwa na elektryzowanie bawełna zaczyna strzelać iskrami, klei się do ciała i ściąga z otoczenia cząsteczki brudu w przyśpieszonym tempie.

– Trujące substancje chemiczne przenikają z odzieży na skórę, a przez skórę w głąb organizmu. Nie mamy wystarczających badań, które mogłyby z całą pewnością potwierdzić długoterminowe konsekwencje zdrowotne, jednak wzrost alergii i chorób skóry w ostatnich latach jest obiektywną rzeczywistością.

 

 

 

Chemia w ubraniach: alternatywy, czyli mechaniczne środki wykańczania bawełny

Nadawanie apretur chemicznych to współczesny wynalazek, idący w parze z naszą potrzebą wygody i ekspansywnym rozwojem przemysłu przetwórczego. A przecież nie zawsze tak było. Piękne tkaniny i ubrania nie są wymysłem naszych czasów.

  • Barwienie* (nadawanie koloru);
  • bielenie na słońcu (rozjaśnianie, wybielanie);
  • krochmalenie (usztywnianie, ochrona przed gnieceniem, zapobieganie brudzeniu się);
  • szczotkowanie (zwiększanie gęstości, nadawanie połysku);
  • drapanie (nadawanie lub zwiększanie właściwości grzewczych);
  • maglowanie (wygładzanie, dezynfekowanie, nadawanie połysku);
  • gofrowanie (wytłaczanie wzorów, nadawanie połysku);
  • plisowanie (formowanie fałd)…

to przykłady mechanicznych metod wykańczania i upiększania materiałów, z powodzeniem stosowanych już przez nasze mamy, babcie oraz wszystkie wcześniejsze pokolenia eleganckich dam.

*Oczywiście w przypadku barwienia, mam na myśli barwniki naturalne, a nie syntetyczne.

Estetyczne i użytkowe techniki uszlachetniające mają więc za sobą długą historię i same w sobie nie muszą być niczym złym. Mechaniczne procedury nie ingerują w strukturę budowy włókien oraz nie zmieniają ich charakterystycznych cech. Wyszczotkowana albo wymaglowana bawełna nadal pozostaje lekkim, oddychającym i dobrze chłonącym wilgoć materiałem. Materiałem, który przyjemnie nosi się na nagiej skórze, i który nie zakłóca fizjologicznych funkcji organizmu.

 

 

 

Chemia w ubraniach: jak zabezpieczyć się przed jej nadmiarem?

Praktyczne rady w 6 punktach

Metka z napisem „100% bawełna” informuje nas tylko i wyłącznie o rodzaju włókna, z którego uszyte jest ubranie. Ta sama metka nie mówi nam nic o ilości szkodliwych substancji, jakim nasączony jest materiał. Jako klientki i konsumentki możemy ocenić urodę wzornictwa, estetykę wykończenia oraz chwyt tkaniny, ale nie wiemy jakim zabiegom i procedurom „ulepszającym” została poddana rzecz, którą właśnie oglądamy.

Czy da się więc w ogóle ograniczyć ilość substancji chemicznych w bawełnianej odzieży, skoro mamy tak mało informacji na jej temat podczas zakupu? Na pewno. Przygotowałam dla nas kilka praktycznych podpowiedzi.

 

1. Czytaj uważnie opisy i informacje dołączane do metek.

„Wash and wear”, „easy care”, „easy wash” albo „non iron” to oznaczenia ułatwiające pielęgnację, na których widok powinny ci się zapalić lampki alarmowe (Uwaga! Apretury oparte na trujących i rakotwórczych związkach formaldehydu!).

 

 

2. Podczas przymiarki zrób szybki i prosty test: potrzyj tkaninę w palcach.

Czy podczas pocierania fragmentu materiału, z jego powierzchni uwalnia się delikatna, pudrowa warstwa? Jeśli tak, istnieje prawdopodobieństwo, że pokryto go apreturą usztywniającą, która ma ukryć kiepską jakość wyrobu. Najlepiej zrobisz, zostawiając ubranie w sklepie.

Podobnie, gdy stwierdzisz, że materiał jest lekko rozciągliwy (albo gumowaty w dotyku), choć na metce, w składzie, nie wymieniono elastycznych włókien (lycry, elastanu czy poliamidu). Apretury stabilizujące i wzmacniające, które wnikają w tkaninę, ingerując w jej strukturę chemiczną, mogą powodować dziwne, nietypowe dla bawełny zachowania, np. rozciągliwość.

 

 

3. Wybieraj materiały i odzież ekologiczną.

Bawełna pochodząca z upraw naturalnych jest wolna od pestycydów, syntetycznych nawozów chemicznych oraz genetycznie modyfikowanych nasion. Wytwórcy ekologicznej odzieży nie tylko wykorzystują podczas produkcji naturalnie uprawianą bawełnę, ale używają nici, guzików i podszewek z naturalnych surowców oraz rezygnują ze szczególnie szkodliwych metod przeróbki i wykańczania.

 

Chemia w ubraniach: jak jej unikać? 100% bawełnaFot. Monika Frese; Chemia w ubraniach: jak jej unikać?

 

Na metce mojej nowej zielonej szmizjerki od Noa Noa czytamy: 100% bawełny (organic).

Duńska marka nie jest firmą typowo ekologiczną i jak większość przedsiębiorstw zachodnich, szyje swoją odzież w Chinach. Duży plus dostaje Noa Noa jednak za to, że w ramach nowej linii On This Note eksperymentuje z nowatorskimi włóknami (kukurydza, liście bananowe, ekologiczna bawełna) oraz za to, że stosuje się do inicjatywy ONZ Global Compact*.

*Inicjatywa Global Compact zawiera dziesięć zasad w dziedzinie praw człowieka, standardów pracy, ochrony środowiska naturalnego oraz zapobiegania korupcji. 

 

 

 

4. Nie kupuj taniej bawełnianej odzieży niewiadomego pochodzenia.

Ubrania no name kupowane od indywidualnych sprzedawców albo przez portale importujące produkty bezpośrednio z krajów azjatyckich są obciążone większym ryzykiem niż ubrania sprzedawane w naszych sklepach. Odzież znanych i markowych firm nie jest całkowicie wolna od chemii, ale przepisy prawne obowiązujące w krajach europejskich oraz USA, określają wyraźnie ilość chemikaliów, jakie mogą zostać użyte w produkcji. Limity i rodzaje zabronionych substancji nie dotyczą jednak wielu krajów azjatyckich. A jeśli nawet, nie są one tam rygorystycznie przestrzegane.

Firmy odzieżowe działające od lat na rynku, rozumieją coraz bardziej swoją odpowiedzialność wobec konsumentów i środowiska. I biorą ją na poważnie. Choćby dlatego, że do stracenia mają dobre imię oraz renomę marki.

 

 

5. Zwróć uwagę na sposób konserwacji.

Gdy kupujesz koszulę, bieliznę albo odzież letnią, które będziesz nosić na nagiej skórze, wybieraj modele przeznaczone do prania w wodzie. Preparaty wykorzystywane podczas prania chemicznego, nie są obojętne dla zdrowia. Perchloroetylen, najczęściej stosowany rozpuszczalnik w branży czyszczenia na sucho, jest wysoce toksyczny.

Oprócz tego zdarza się, że tanie materiały najsłabszego gatunku wzmacnia się apreturami chemicznymi dla nadania im pozorów lepszej jakości. A ponieważ uszyte z nich ciuchy rozlecą się podczas pierwszego prania, zaleca się je do czyszczenia na sucho.

 

 

6. Pierz i prasuj bawełnianą odzież przed pierwszym użyciem.

Pierwsze i kolejne prania wypłukują z materiałów większość chemicznych zanieczyszczeń. Jest to szczególnie ważne dla wrażliwców, którzy alergicznie reagują na najmniejsze pozostałości toksycznych substancji. To samo dotyczy osób, które mocno i często się pocą. Skóra reaguje podrażnieniami na związki chemiczne, które pod wpływem potu i ciepła rozpuszczają się na jej powierzchni, a stąd trafiają głębiej – do środka organizmu.

Trwałe apretury uszlachetniające nie dadzą się wypłukać, mimo to, nie rezygnuj z prania. Ktoś już przed nami dotykał i przymierzał te rzeczy, poza tym odzież, która przebyła długą drogę podczas transportu, bywa chemicznie konserwowana.

Im mniej zanieczyszczeń i chemikaliów w ubraniach, tym lepiej.

 

 

 

Po kolejnym odsłuchaniu wpadł mi w ucho brzydki błąd w pierwszym akapicie ostatniej części. Oczywiście, powinnam przeczytać: Metka z napisem „stuprocentowa bawełna” informuje nas… Albo: Metka z napisem „sto procent bawełny”Mam nadzieję, że to potknięcie nie zepsuje Ci przyjemności słuchania.

  1. Chemia w ubraniach


 

 

Najmilsza Przyjaciółko, jeżeli podoba Ci się ten wpis, jeżeli rozszerzył on Twoją wiedzę albo pobudził Cię do refleksji i przewartościowania dotychczasowych poglądów, to proszę – udostępnij go dalej.
Pomyśl o swojej mamie, siostrze, koleżance z pracy lub uczelni, sąsiadce, znajomej z Facebooka… W ogromie informacji, która nas dzisiaj zalewa, często bardzo trudno jest odróżnić wartościowe od bezwiednie powtarzanych półprawd, dlatego chciałabym, żeby jak najwięcej kobiet miało szansę skorzystać z naszej blogowej burzy mózgów :-)
A jeśli chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na Lady and the dress, zapisz się na newsletter.

 



Komentarze

  1. Makosza
    12 maja 2019

    Dobra dawka wiedzy za którą dziękuję. Krótko mówiąc kupowanie wartościowego ubrania staje się sztuką. W pewnym sensie sami jesteśmy winni, bo ludzie chcą wygodnie, ładnie i tanio. Taki strzał w kolano.

    poczytałam i posłuchałam, no jak nic radiowy głos.

    Odpowiedz
  2. Barbara
    13 maja 2019

    Bardzo potrzebny wpis, cieszę się, że go przeczytałam… Byłam przekonana, że koszula, którą kupiłam z oznaczeniem “easy care” różni się po prostu splotem tkaniny bawełnianej, z której jest uszyta :(, a tu takie coś. Rzeczywiście, nie przepadam za jej noszeniem i pocę się w niej nieco bardziej. Sądziłam, że powodem jedynym jest to, że to moja koszula “na ważniejsze spotkania”, więc mocniejszą potliwość przypisałam stresowi, jaki wtedy mi towarzyszy :/. Nawet nie miałam świadomości, że można rzeczywiście coś “nałożyć” na włóka na stałe. Cenna wiedza.

    Bardzo lubię tu zaglądać :). Nie dość, że wiele się dowiaduję o tkaninach (to dzięki temu blogowi przestałam się bać wełny, bo dotąd sądziłam, że nie będę umiała dbać o wełniany sweter i zaczęłam rozglądać się za jedwabiami), to jeszcze zdobywam inspiracje stylowe. Co prawda jeszcze nie czuję się gotowa spróbować nosić dłuższych spódnic i sukienek (które tak mi się podobają na innych kobietach), bo kompletnie nie wiem jakie buty do tego będą mi pasować poza szpilami…ale generalnie mój gust się przyjemnie klaruje m. in. pod wpływem Pani bloga :) :).

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      13 maja 2019

      Bardzo się cieszę. To jest temat, który ma swoją “wagę” (nie jest łatwy, lekki i przyjemny) i rozumiem, że nie każdy ma ochotę stawić mu czoła. A z moimi koszulami było podobnie… pierwsze podejrzenie padło na stres :-)
      O stylowych inspiracjach powinno być za chwilę trochę więcej. Najperw dotyczących sukienek, a potem spódnic. Jeżeli nie znajdzie Pani wśród nich odpowiedzi na swoje rozterki Barbaro, proszę dać mi znać. Zastanowimy się wspólnie, co z tymi butami.

      I ja serdecznie pozdrawiam :-)

      Odpowiedz
  3. Dobrawa
    13 maja 2019

    Wiem, że już niby wiosna, ale ja to tu tylko zostawię. Nie mogę się napatrzeć! https://pl.loveonthesnow.com/

    Odpowiedz
    • Monika
      14 maja 2019

      Piękna bielizna. Szkoda,że taki mały wybór rozmiarów. :-( Wiosna w tym roku taka, że z ciuchami z wełny ciężko się rozstać. Mój syn ochrzcił tę przemiłą dzianinę wełną z wesołego nosa.:-D
      Pozdrawiam ciepło wbrew aurze,
      M.

      Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      14 maja 2019

      Mhmm… śliczna. Przypominam sobie, że rozmawiałyśmy z Jolą na jej temat we wpisie o wełnianej bieliźnie.

      Właśnie, co tam wiosna, przecież nawet latem zdażają się bardzo chłodne wieczory, więc ciepłe i śliczne majtki przydadzą nam się przez cały rok.

      Odpowiedz
  4. Ewelina
    14 maja 2019

    Kolejna mocna porcja wiedzy i usystematyzowania pewnych zagadnień!
    Ja mam chyba 2-3 koszule easy-care i wydają się ok, aczkolwiek są w dotyku lekko poliestrowe/śliskie i niezbyt mięsiste, więc może coś jest na rzeczy. Nosi się je dobrze, ale ja się raczej mało pocę, nie czuję się w nich jak w foliowym skafandrze, więc doceniam ich gładkość i fakt, że łatwiej się prasują. Niemniej bawełna nasączona chemikaliami to da mnie już nie bawełna 100%, tylko bardziej 99 % bawełna, 1 % “polepszacz” – może doczekamy kiedyś tego typu uczciwych oznaczeń na metkach (jak np. w przypadku żywności).

    A propos produkcji w Azji, to zaraz mi się się przypomina jakiś dokument nt. produkcji odzieży w tamtej części świata obejrzany na YouTube. W pewnym jego fragmencie z zakładu produkcyjnego wszystkie chemikalia i pozostałe po farbowaniu tkanin barwniki jako kolorowa breja beztrosko wypływały sobie z rury do rzeki!!! I nikt sobie z tego nic nie robił! Opadła mi szczęka. Najbardziej szkoda ubogich mieszkańców, którzy żyją w takim środowisku. Oczywiście mocno schorowani. Cieszę się, że w Europie są jakiekolwiek normy w zakresie produkcji (oczywiście i tu są różne machlojki i kontrowersje np. wokół BPA, który firmy lansują jako zdrowy, a podobno wcale nie tak bardzo), ale u nas i tak jest nieźle.

    Co do sieciówek, które idą w kierunku eko/organicznej bawełny, to przychodzi mi na myśl jako pierwszy H&M, który od lat walczy o opinię firmy stawiającej na zrównoważoną produkcję, ekologiczną bawełnę itd. a przykładowo w dokumencie z 2014 r. “Nieczysta gra sieciówek” (https://www.youtube.com/watch?v=0NN_ZvR2ZbQ) pokazana jest jako firma o podwójnych standardach… Tak jak mówisz, Moniko, temat jest ciężki do stanięcia z nim oko w oko, niemniej cieszy mnie, że konsumenci i nagłaśnianie pewnych problemów kieruje firmy ku bardziej uczciwym i faktycznie bardziej ekologicznym praktykom.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      15 maja 2019

      A właśnie, H&M. Zauważyłaś, że od jakiegoś czasu przy opisie ciuchów jest opcja “zrównoważona produkcja”? Mamy w niej dokładniejsze informacje o materiałach i dostawcach… ha, robią, co mogą, żeby nas przekonać. Co prawda o rodzaju farb albo użytej chemii nie ma tu ani słowa, ale to znowu jakiś krok naprzód.

      Jestem dobrej myśli, bo widzę, że coś się zmienia. Tu gdzie obecnie mieszkam – w Niemczech – ruchy konsumenckie zrobiły już sporo dobrego, więc istnieją marki typowo ekologiczne, a młodzi projektanci, w kontekście ubrania, myślą nie tylko o estetyce oraz funkcji użytkowej, ale również o konsekwencjach zdrowotnych i środowiskowych.
      Mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu i na metce będą wyszczególnione wszystkie “składniki” (materiał, rodzaj przetworzenia, surowiec nici, guzików i dodatków) – podobnie jak dzieje się to w opisie produktów spożywczych.

      Odpowiedz
      • Ewelina
        15 maja 2019

        Tak, u nas na polskiej stronie H&M też w bocznym pasku można przeczytać coś więcej o danym produkcie. Podoba mi się to :-)

        Odpowiedz
    • Makosza
      17 maja 2019

      W sumie to teraz wiele marek reklamuje się BPA free. Choć nie oznacza to, że sa wolne od innych bisfenolów. Nie jestem chemikiem ale z natłoku wiadomości zdecydowałam się na szklane rzeczy. Jedynie pokrywki są plastikowe bpa free.

      Odpowiedz
  5. Asiek
    14 maja 2019

    Uwielbiam serię o materiałach! Często coś mi nie pasowało w ubraniach z niby przewiewnych tkanin jak bawełna czy wiskoza, teraz wiem dlaczego. Również mam nadzieję, że oznaczenia na metkach będą dokładniejsze, ketchup to nie 100% pomidory, “ulepszana” bawełna to nie 100% bawełna. Moniko, czy możesz polecić marki, które oferują bawełniane, a nie bawełnopodobne ubrania? Chodzi mi po głowie luźna koszula i wiosenny sweter (chociaż pogoda raczej sugerowałaby wyciągnięcie wełnianego…). Chcę zainwestować w coś, w czym będę się komfortowo czuć i co będzie miało wysoką jakość – niektóre bawełniane ubrania szybko się szmacą. Przy okazji – czy sztywną bawełnę można jakoś zmiękczyć?

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      15 maja 2019

      Bardzo się cieszę, ja też ją lubię :-)
      W zasadzie pewność, co do braku chemii mamy tylko w przypadku odzieży ekologicznej. O ekologicznych markach na pewno powstanie kiedyś osobny wpis. Odkładam go na jakieś nieokreślone “później”, bo w Polsce ciągle jeszcze trudno je dostać. Póki co, musimy szukać trochę po omacku, sprawdzając i pytając gdzie się da.
      Koszule z ekologicznej bawełny widziałam u T. Hilfigera albo u Filippy K (szwedzka marka, którą znam i lubię). Zalando ma opcję “przyjazność środowisku” (można też szukać pod “bawełna organic” albo “organiczna”) i na pewno warto się tam rozejrzeć. Tę samą taktykę wyszukiwania da się zresztą zastosować na innych platformach, np. w Showroom albo Peek & Cloppenburg.

      A o co chodzi z tą sztywną bawełną?

      Odpowiedz
      • Asiek
        15 maja 2019

        Bardzo dużo firm reklamuje się ekologiczną bawełną – np. C&A czy Tchibo, gdzie ceny są niskie, przez co mam wątpliwości co do faktycznej ekologiczności czy organiczności.
        Bawełniane ubrania z czasem stają się coraz bardziej sztywne i zastanawiam się, dlaczego i co z tym zrobić. Pościel i ręczniki lądują u mnie prawie zawsze w suszarce i są miękkie, ale wywieszony do schnięcia ręcznik (np. w lecie, żeby niepotrzebnie nie zużywać prądu i dodatkowo nie ogrzewać mieszkania suszarką elektryczną) przypomina drewnianą tarkę – sztywny i szorstki. Po wielu praniach podobne w dotyku stają się t-shirty, koszule, swetry czy spodnie (nie suszę ich w suszarce).
        Czasem mam wrażenie, że niektóre tkaniny są uszlachetnione preparatem, który w najgorszym razie wypłukuje się w pierwszym praniu, w najlepszym po kilku, stąd ubranie po paru przejściach nie przypomina tego, które mierzyłyśmy przed zakupem.

        Odpowiedz
        • Monika (Lady and the dress)
          16 maja 2019

          Jak zwykle, rzecz sprowadza się do jakości. Jeżeli w H&M, Esprit albo Tchibo można dostać koszulki z ekologicznej bawełny, to raczej nie jest to bawełna pierwszej klasy i nie ma co oczekiwać cudów. Wypróbowałam już tę opcję na własnej skórze – dawno, dawno temu, kiedy szwedzka sieciówka pierwszy raz wpuściła na rynek bawełniane podkoszulki, kupiłam sobie jedną na próbę. Oczywiście, po pierwszym praniu koszulka zmniejszyła się o 2 rozmiary i choć sprzedawczymi próbowała mi wmówić, że pewnie – wbrew zaleceniom na metce – wsadziłam ją do zbyt gorącej wody, firma zachowała się w porządku, zwracając mi pieniądze.
          Tu mała dygresja – warto dochodzić swoich praw. Nie chodzi przecież o te marne parę złotych, ale o sygnał wysyłany firmie – to i to jest nie w porządku! Widzę to, nie zgadzam się i nie będę płacić.

          Jeżeli chodzi o bawełnę, zauważyłaś sama – potraktowana gorącem znowu staje się miękka i miła. To właśnie dlatego podkreślam tak często, że bawełnianą odzież trzeba prasować. Wysoka temperatura dezynfekuje, ale również przywraca miękkość. Jeszcze niedawno bieliznę pościelową i ręczniki oddawało się do magla, w takim samym celu i z takim samym skutkiem.
          Dzianiny to osobna sprawa. Przyznam, że sama unikam bawełnianych dzianin. Nie grzeją, są ciężkie, deformują się łatwo, a po praniu stają się sztywne i twardawe. Miłym wyjątkiem od tej reguły są elastyczne dzianiny ściągaczowe.

          Odpowiedz
  6. Weronika
    15 maja 2019

    Droga Moniko, czy ja Ci już mówiłam, że jesteś kopalnią wiedzy? Wciąż uczę się od Ciebie czegoś nowego. Znalazłąm kiedyś w sklepie zwykły t-shirt, ale był uszyty z merceryzowamej bawełny. Nie kupiłam, bo był bardzo drogi. O jak ja się teraz cieszę, że go nie kupiłam. Nie wiedziałam co to jest ta merceryzowana bawełna. Swoją drogą, ile producenci ubrań zrobią, żeby nam wcisnąć największy kit. Ale nie z nami te numery :) Im więcej wiemy, tym mniej się damy naciągnąć. Wszystkiego dobrego, Moniko.

    Odpowiedz
  7. AgnieszkaM
    16 maja 2019

    Tak sobie pomyślałam w związku z tym wpisem, że wielu rzeczy nie wiemy. Co z tego, że mamy skład na chlebie, jeśli nie wiemy, jakimi pestycydami było traktowane zboże i koło czego rosło? Czym było karmione zwierzę, którego mięso jemy itd. Wczoraj kupowałam wędlinę w sklepie ekologicznym. Na jednym opakowaniu był wielki napis “bez konserwantów”, ale zasłonięta była nazwa, więc pytam. A pani mówi, że nie wie, o które pytam, bo wszystkie są bez konserwantów. To wtedy jej czytam, że na innych jest napis konserwant: azotyn sodu, a ta mi mówi, że to nie konserwant!
    Oglądałam kiedyś dokument o produkcji odzieżowej i mówili tam, że więcej się sprzedaje odzieży z napisem “bawełna organiczna” niż jej faktycznie uprawia.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      16 maja 2019

      Bardzo prawdopodobne. Tak samo jest z kaszmirem. Obecnie hasło “ekologiczne” ma wzięcie, więc pomysłowi biznesmeni na wszelkie sposoby próbują wykorzystać moment. Nie wszyscy przedsiębiorcy są uczciwi, nie wszystkie ekspedientki mają wystarczającą wiedzę – obojętnie w jakiej branży.
      Tak, bardzo wielu rzeczy nie jesteśmy świadome. Ale zawsze mamy wybór – albo się dowiemy, albo sobie odpuścimy (bo to za trudne, bo nie mamy czasu, bo nie mamy teraz do tego głowy…). Ja na szczęście od 25 lat jestem wegetarianką, więc przynajmniej omija mnie kilka problemów żywnościowych.

      Odpowiedz
  8. Agnieszka
    19 maja 2019

    Witaj Moniko, ja także dziękuję za kolejny fachowy wpis, który otworzył mi oczy na sprawę dziwnego zachowania niektórych moich ubrań.
    Z ciekawosci poprzeglądałam oferty kilku sklepów i przeżyłam prawdziwy szok – większość ubrań oznaczonych jako bawełna- w uwagach miało pouczenie, aby prać w 30 stopniach oraz nie pasować zbyt gorącym zelazkiem i uważać przy prasowania parowym.
    Zdziwiło mnie natomiast to, że są też ubrania, które prać w 60 stopniach się da, ale z prasowaniem tak samo jak wyzej – czyli leciutka temperatura. Jak mam zatem rozumieć w/w uwagę, która pojawiła się w kilku przypadkach?
    Powielam także prośbę jednej z Pań, aby pojawiły się propozycje miejsc lub firm, które aż tak bardzo nas nie oszukują.
    Pozdrawiam Cię Moniko, dziękuję za reaktywacje bloga – no i oczywiście pozdrowienia dla wszystkich komentatorek- wasze wpisy wzbogacają bloga i powodują, że z niecierpliwością czekam na to, co się pojawi. Agnieszka

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      20 maja 2019

      Z tym prasowaniem, to sprawa wygląda tak: nawet lekko ciepłe żelazko – oznaczone zwykle jedną kropką – to ok. 100°C, czyli dużo więcej niż dozwolona temperatura prania. Ale pranie w 60 stopniach? Gdzie ja je ostatnio widziałam… a, wiem! Na dziecięcej bieliźnie. To dziś prawdziwa rzadkość, bo nawet ręczniki – bądź co bądź artykuł osobistego użytku, wymagający wyjątkowej higieny – coraz częściej można prać tylko do 40 stopni.
      Dzień dobry Agnieszko. I ja bardzo ciepło Cię pozdrawiam… masz rację, to prawdziwa przyjemność mieć takie uważne, zaangażowane Czytelniczki :-)

      PS Na fb i insta pojawiają się moje różne odkrycia, np. ostatnio pokazywałam słodkie letnie sweterki z ekologicznej bawełny.

      Odpowiedz
      • AgnieszkaM
        21 maja 2019

        Mnie niedawno zaskoczyła metka przy białej koszuli męża – pranie w 60 stopniach, ale się nie odważyłam. Zresztą, nie piorę białego na 60 stopni, tylko 30, 40 i 90.
        Przez Ciebie teraz mam więcej prasowania, no:) A co z bielizną? Raz próbowałam figi prasować, ale gumkę złapało i musiałam je wyrzucić.

        Odpowiedz
  9. Aga
    21 maja 2019

    Nawet nie mialam pojecia, ze tyle zlego mozna zrobic bawelnie. Nic dziwnego, ze ostatnio jakos malo co mi sie podoba pod wzgledem jakosci materialu. Moje ulubione koszule od Ralpha sa swietne i nosze je naprawde chetnie i na okraglo, nic dziwnego wiec, ze inne firmy im nie dorownuja, jezeli stosuja te wyzej wymienione metody “ulepszania” tkanin, brrrrrr.
    Dzieki Ci za kolejna dawke naprawde niezbednej wiedzy, ktora niestety producenci nie chca sie dzielic. W dzisiejszych czasach produkuje sie tyle smieci i takie mnostwo rzeczy (ubran), ktore tak naprawde nikomu nie sa potrzebne. Zamiast polozyc na jakosc, dla wiekszosci producentow liczy sie tylko ilosc, co doskonale widac we wszystkich sieciowkach. Mam tylko nadzieje, ze w koncu wiekszosc konsumentow sie opamieta i nie bedzie kupowac tych wszystkich poliestrowych i “ulepszanych” bubli.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      22 maja 2019

      Wiesz, że podobnie jak Ty, jestem zdeklarowaną fanką RL. Jedna z moich ulubionych koszul jest właśnie od niego, ale inna – jedna z tych, które wiszą w szafie prawie nieużywane, niestety również. Jak już ustaliłyśmy w komentarzach, nie wszystkie tak samo wrażliwie reagujemy na merceryzowaną bawełnę, więc być może warto przetestować sprawę na własnej skórze. W każdym razie na pewno warto czytać metki, opisy i trzymać się z daleka od tanich “okazji”.
      Lecę wykańczać kolejny wpis, tym razem trochę lżejszy :-) Pozdrawiam!

      Odpowiedz
  10. Ruda
    23 maja 2019

    Witaj Moniko,
    mam pytanie trochę “nie na temat”, ale związane z ubraniami. Czasem przedstawiasz na swoim blogu firmy ubraniowe warte polecenia. A co z firmą “Milanówek”? To też pytanie do czytelniczek: czy ktoś kupuje ubrania w tej firmie? Jakie macie wrażenia? Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Monika (Lady and the dress)
      24 maja 2019

      Milanówek na pewno wart jest polecenia, przynajmniej jeśli chodzi o jedwabny asortyment. Serwis i obsługa sklepu internetowego, to całkiem inna sprawa…
      Trochę więcej rozmawiałyśmy o nim we wpisie o jedwabnych halkach, a panie komentujące regularnie wspominają o fajnych i niedrogich zakupach w tym sklepie. Najczęściej chodzi o jedwabną bieliznę (halki, figi) albo dodatki (szale), ale któregoś razu Weronika opisywała piękny jedwabny krawat, który kupiła mężowi.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz